Biologia
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
 Jesteś tutaj:  Wirtualny Wszechświat > Biologia > Ekologia > Zbiór esejów 
  Indeks
Ekologia
Ekosystemy
Ekosystemy niezwykłe
Głębie oceaniczne
Ekosystemy trawiaste
Zmiany w środowisku
Efekt cieplarniany
Wstęp
Krótka historia klimatu
Rola Słońca
Niezwykłe położenie . .
Rola organizmów . . .
CO2
Zagrożenia
Katastrofy ekologiczne
Katastrofy a ewolucja
organizmów żywych

  Źródło
Wybrane fragmenty pochodzą z książki
Ziemia i życie autorstwa Marcina Ryszkiewicza


  Głębie oceaniczne
 
Najbardziej niezwykłe
ekosystemy świata
 
S
pośród wszystkich ekosystemów spotykanych na Ziemi najbardziej osobliwe występują na dnie głębin oceanicznych. Spróbujmy więc przyjrzeć się tym pogrążonym w wiecznym mroku, zimnym i na pozór zupełnie jałowym miejscom. Wynikiem tej wędrówki nie będzie jednak błądzenie po oceanicznej pustyni, staniemy bowiem oko w oko z niebywałym wprost bogactwem życia, którego istnienia nie tylko nie przeczuwaliśmy, ale nawet nie myśleliśmy, że jest możliwe.
       Dna oceanów, leżące średnio na głębokości 3–5 km, wydają się miejscem zupełnie nieodpowiednim do życia. Panuje tam nieprzenikniona ciemność, gigantyczne ciśnienie (około 500 atmosfer na głębokości 5 km, czyli 500 razy więcej niż na poziomie lądów!), bardzo niska temperatura (nieco powyżej 0°C, i to niezależnie od tego, czy „na górze” jest lato czy zima) i niemal zupełnie brakuje substancji odżywczych. Wszystkie te czynniki wydają się w równym stopniu wykluczać możliwość istnienia życia, ale jest to złudzenie. W istocie tylko czynnik braku pożywienia może być naprawdę decydujący. Zrzućmy z góry odpowiednio dużo życiodajnej „manny”, a głębie oceaniczne ożywią się natychmiast pomimo ich ciśnienia, mroku i zimna. Ale – po kolei.
       Pozornie to brak światła powinien o wszystkim rozstrzygać. Całe życie na Ziemi zależy w ostatecznym rachunku od roślin zielonych, jedynych prawdziwych producentów materii organicznej, dostępnej potem jako pokarm dla kolejnych szczebli „piramidy troficznej”: od zwierząt zjadających rośliny (roślinożerców), zwierząt zjadających zwierzęta roślinożerne (drapieżników), zwierząt zjadających drapieżniki (drapieżników drugiego stopnia), po wszystkie istoty odżywiające się trupami innych istot (padlinożercy) lub rozkładające materię organiczną do jej prostych, mineralnych składników (reducenci, czyli roztocza – grzyby i bakterie).
       Prawie całe nieprawdopodobne bogactwo życia na Ziemi opiera się więc dziś na pracy roślin, a ściślej – na pracy ich zielonych organelli, chloroplastów, zdolnych do przetwarzania energii promieni słonecznych w energię wiązań chemicznych związków organicznych. Gdy nie ma roślin, wali się cała misternie zbudowana i pozornie tak trwała piramida życia. A roślin nie ma tam, gdzie nie ma światła, czyli również na dnie oceanu. Nie może więc dziwić, że życie jest tam skąpe. Dziwi raczej, że cokolwiek w ogóle może tam egzystować.
 
Ciasteczkowy potwór (i inne potwory)
 
Teoretycznie nawet brak światła nie powinien jeszcze o wszystkim przesądzać. Na zupełnie jałowych terenach Ziemi – na lodowcach, pustyniach lub świeżo okrzepłej lawie wulkanicznej – żyją liczne zwierzęta, które żywią się „manną” przyniesioną wiatrami z dalszych okolic. Producentów bowiem nie trzeba zjadać na miejscu – wystarczy, jeśli wytworzona przez nie materia organiczna dotrze w takie miejsce na Ziemi, gdzie może zostać skonsumowana. Ujścia rzek są najżyźniejszymi obszarami świata nie dlatego, że tam najwięcej się produkuje, ale dlatego, że są tam znoszone resztki organiczne z całej zlewni rzeki. Z tego punktu widzenia dno oceanu powinno być bardzo obiecujące, gdyż od milionów lat spada na nie deszcz trupów z życiodajnej, rozświetlonej warstwy fotycznej oceanu. A tam produkuje się dużo i bez przerwy. Jest jednak inaczej. Deszcz cząstek spadający na dno „wyparowuje” po drodze, tak że ilość materii dosięgającej dna jest znikoma. Dlaczego?
       W warstwie fotycznej, organicznej fabryce oceanu, obieg materii jest niemal zamknięty: na wyprodukowaną przez fitoplankton (plankton roślinny) materię czekają w kolejce niezliczone rzesze klientów, nieustannie filtrujących wodę i odsączających z niej wszystko, co tylko nadaje się do zjedzenia. Na konsumentów pierwszego stopnia czekają już następni, którzy ich pożerają – i tak dalej, aż do ławic ryb i wielorybów ze szczytu piramidy troficznej, na których z kolei czekają już reducenci i klienci lądowi – ptaki i ludzie na przykład.
       Nie cała jednak materia może być w ten sposób przerobiona. Część z niej przeciśnie się przez nieszczelne oka sieci najrozmaitszych łowców i rozpocznie wędrówkę w dół – ku największym głębiom oceanu. Ale i ta materia zostaje zwykle po drodze schwytana – przez, prawda że już znacznie rzadszych, łowców głębinowych, wychwytujących spadający z góry deszcz i przerabiających go na swe własne ciała oraz odchody. W ten sposób każda cząstka materii – czy to trup, czy, częściej, niestrawione resztki – przechodzi wielokrotnie w swej powolnej wędrówce w dół przez narządy pokarmowe kolejnych konsumentów, tracąc po drodze większość swej „pożywności”. To, co spada na dno, jest więc już niemal zupełnie jałowe, a i tak zwykle nie osiąga kresu wędrówki: tuż nad dnem czekają jeszcze rzesze tajemniczych istot, nazwanych ostatnio „ciasteczkowymi potworami” (ang. cookie monsters), które sprawiają, że większość organicznego węgla nie dociera nigdy do celu.
       I dlatego im głębiej, tym życie powinno być uboższe – w sensie liczby gatunków i biomasy zamieszkujących tam organizmów. Wiele obserwacji potwierdza to przypuszczenie. Przeprowadzone na otwartym Pacyfiku badania pozwoliły ustalić biomasę fauny żyjącej na dnie na 0,1–0,01 g/m2. Tylko pustynie piaszczyste mogą wykazać się równie niskim „zaludnieniem”. Nam, mieszkańcom umiarkowanych stref klimatycznych, trudno sobie nawet wyobrazić tak skrajne ubóstwo życia: kiedy na dnie Pacyfiku, na głębokości 4873 m, zainstalowano kamerę robiącą automatycznie zdjęcia przez 202 dni, jej obiektyw zarejestrował w tym czasie 35 zwierząt. Średnio więc jedno zwierzę pojawiało się w jej kadrze raz na 6 dni!
       Ale i tym razem, jak w tylu innych przypadkach, przyroda przygotowała nam niespodziankę. A nawet dwie i obie najwyższej próby.
góra strony
                   
  
[1]
  
[2]
  
[3]
  
[4]
  
następny esej
Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach