Biologia
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
 Jesteś tutaj:  Wirtualny Wszechświat > Biologia > Ewolucjonizm > Moralne zwierzę - fragmenty 
  Indeks
Ewolucjonizm
The Moral Animal
(Moralne zwierzę)

Wprowadzenie
Darwin i my
Cicha rewolucja
Niewidzialne jedności
Darwinowski poradnik
Darwin, Smiles i Mill
Darwinizacja Darwina
Seks, romans i miłość
Dorastanie Darwina
Nie miał zadatków . . .
Potęga klimatu
Życie płciowe Darwina
  Źródło
The Moral Animal (Moralne zwierzę)
Prezentujemy dwa fragmenty słynnej już książki Roberta Wrighta „Moral Animal” (Moralne zwierzę) w przekładzie Hanny Jankowskiej. W Polsce książka ukaże się nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka w pierwszej połowie 2001 r.


  Cicha rewolucja
 
Cicha rewolucja
 
P
rzedstawiciele neodarwinowskiego kierunku w naukach społecznych walczą z doktryną, która dominowała przez większość XX stulecia: chodzi o przekonanie, że biologia ma niewielkie znaczenie, że jedyna w swoim rodzaju, podatna na kształtowanie, ludzka psychika wraz z jedyną w swoim rodzaju siłą kultury oderwała nasze zachowanie od korzeni ewolucyjnych, że nie istnieje przyrodzona ludziom natura kierująca ich losami, ale że w naturze naszej leży poddawanie się kierowaniu. Jak pisał na przełomie wieków Emile Durkheim, ojciec współczesnej socjologii, natura ludzka „to po prostu bezkształtny materiał, który czynnik społeczny urabia i przekształca”. Zdaniem Durkheima, historia dowodzi, że nawet tak głębokie uczucia, jak zazdrość o partnera seksualnego, miłość ojca do dziecka lub dziecka do ojca „nie są bynajmniej integralną cechą natury ludzkiej”. Zgodnie z tym poglądem psychika jest w zasadzie bierna, można ją porównać do basenu, do którego, w miarę dojrzewania danej osoby, wlewa się stopniowo kultura jej środowiska. Jeśli psychika ustanawia w ogóle jakieś granice dla treści kultury, to mieści się w nich bardzo wiele. Antropolog Robert Lowie pisał w 1917 roku, że „[...] tak samo niepodobna wyprowadzić zasady psychologii ze zjawisk kulturowych, jak odkryć prawo ciążenia na podstawie stylów architektonicznych”.3 Nawet psycholodzy, po których można się było spodziewać, że opowiedzą się po stronie ludzkiej psychiki, często określali ją jako coś w rodzaju niezapisanej tablicy. Behawioryzm, dominujący w psychologii przez znaczną część naszego stulecia, sprowadza się w znacznej mierze do przekonania, że ludzie skłonni są robić to, za co są nagradzani, a nie to, za co się ich karze. W taki sposób formuje się bezkształtna z początku psychika. W opublikowanej w 1948 roku utopijnej powieści B. F. Skinnera Walden II zawiść, zazdrość i inne uczucia antyspołeczne zostają wykorzenione za pomocą bezwzględnego systemu wzmocnień pozytywnych i negatywnych.
       Taki pogląd na naturę ludzką, jako coś, co prawie nie istnieje i niewiele się liczy, współcześni darwiniści w naukach społecznych określają mianem „standardowego modelu nauk społecznych”.4 Wielu z nich przyswoiło go sobie w trakcie studiów, niektórzy przez wiele lat pozostawali pod jego wpływem, zanim zaczęli go kwestionować. A zadawszy wiele pytań, wzniecili bunt.
       To, co się dzieje obecnie, pod wieloma względami odpowiada „zmianie paradygmatu”, jaką Thomas Kuhn opisał w swej słynnej książce Struktura rewolucji naukowych. Grupa młodych przeważnie badaczy rzuca wyzwanie ustalonemu światopoglądowi starszych, napotyka na zaciekły opór, walczy wytrwale i zaczyna zdobywać coraz szersze pole. Bez względu jednak na to, jak klasyczny może się wydawać ten konflikt pokoleń, opisywany przypadek wyróżnia się szeregiem paradoksów.
       Zacznijmy od tego, że nie rzuca się on w oczy, bowiem rewolucjoniści uparcie nie chcą przyjąć za swoje jednego, prostego określenia, które mogliby sobie wypisać na sztandarach. Kiedyś takim określeniem był trafny i przydatny termin ukuty przez Wilsona: „socjobiologia”. Wspomniana wcześniej książka tego autora ściągnęła jednak na siebie tak zaciekłe ataki, sprowokowała tyle oskarżeń o nikczemne intencje polityczne, a treść socjobiologii tak skarykaturyzowano, że nawet samo słowo zostało skażone. Większość praktyków zdefiniowanej przezeń dziedziny woli go unikać.5 Choć łączy ich to, że wyznają spójny zbiór doktryn, występują pod rozmaitymi nazwami: ekolodzy behawioralni, antropolodzy darwinowscy, psycholodzy ewolucyjni, psychiatrzy ewolucyjni. Czasem pada pytanie: co właściwie stało się z socjobiologią? Odpowiedź brzmi: zeszła do podziemia, gdzie podkopuje fundamenty naukowej ortodoksji.
       Drugi paradoks tej rewolucji łączy się z pierwszym. Wiele cech przypisywanych nowej teorii, tych najbardziej znienawidzonych przez starą gwardię i budzących w niej największe obawy, wcale jej nie charakteryzuje. Od samego początku ataki na socjobiologię miały zwrotny charakter – ich obiektem była nie tyle książka Wilsona, co dawniejsze prace darwinistów. Teoria ewolucji ma w końcu długą i na ogół ponurą historię zastosowań do spraw ludzkich. Na przełomie wieków skrzyżowano ją z filozofią polityczną i w ten sposób powstała mętna teoria zwana „darwinizmem społecznym”, którą wykorzystywali rasiści, faszyści i najbardziej bezwzględni kapitaliści. W owym czasie wyrosły z niej również nad wyraz uproszczone koncepcje dotyczące dziedzicznych podstaw zachowania. One napędzały polityczne nadużycia darwinizmu. Skutek był taki, że wielu naukowcom i laikom darwinizm nadal kojarzy się z bezwzględnością intelektualną i polityczną. (Niektórzy są nawet przekonani, że darwinizm i darwinizm społeczny to jedno i to samo). Stąd wiele nieporozumień wokół nowego darwinowskiego paradygmatu.

3 John Tooby, Leda Cosmides: The Psychological Foundations of Culture, [W:] Barkow, Cosmides, Tooby: The Adapted Mind: Evolutionary Psychology and the Generation of Culture. Oxford University Press, Nowy Jork 1992, s. 22-25, 43.
4 Patrz: John Tooby i Leda Cosmides, dz. cyt.
5 Część osób unikających tego określenia twierdzi, że czynią to z powodu zasadniczych doktrynalnych różnic między Wilsonowską definicją tej dziedziny, a ich własną. Różnice takie rzeczywiście istnieją, a od 1975 roku dziedzina ta znacznie się rozwinęła. Z pewnością nie powstrzymałyby one jednak wielu ludzi przez używaniem terminu stworzonego przez Wilsona, gdyby termin ten nie obrósł w kręgach akademickich w niefortunne polityczne skojarzenia.
góra strony
poprzedni esej następny esej
Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach