Biologia
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
 Jesteś tutaj:  Wirtualny Wszechświat > Biologia > Ewolucjonizm > Moralne zwierzę - fragmenty 
  Indeks
Ewolucjonizm
The Moral Animal
(Moralne zwierzę)

Wprowadzenie
Darwin i my
Cicha rewolucja
Niewidzialne jedności
Darwinowski poradnik
Darwin, Smiles i Mill
Darwinizacja Darwina
Seks, romans i miłość
Dorastanie Darwina
Nie miał zadatków . . .
Potęga klimatu
Życie płciowe Darwina
  Źródło
The Moral Animal (Moralne zwierzę)
Prezentujemy dwa fragmenty słynnej już książki Roberta Wrighta „Moral Animal” (Moralne zwierzę) w przekładzie Hanny Jankowskiej. W Polsce książka ukaże się nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka w pierwszej połowie 2001 r.


  Darwin, Smiles i Mill
 
Darwin, Smiles i Mill
 
O
powstawaniu gatunków to nie jedyna ważna książka, jaka ukazała się w Anglii w 1859 roku. W tym samym czasie dziennikarz Samuel Smiles opublikował inny bestseller, który dał nazwę całemu gatunkowi: Self-Help (Poradnik). Ukazał się również esej Johna Stuarta Milla O wolności. Tak się składa, że obie te książki umiejętnie formułują kwestię, o której będzie ostatecznie traktować praca Darwina.
       Self-Help nie kładzie nacisku na analizowanie własnych uczuć, wydobywanie się z niedobrych związków, dostrajanie do harmonicznych sił kosmosu ani na różne inne rzeczy, które sprawiły, że poradniki uważa się za książki propagujące egocentryzm i niosące łatwe pocieszenie. Dzieło Smilesa wychwalała tradycyjne cnoty wiktoriańskie: uprzejmość, uczciwość, pilność, wytrwałość oraz stanowiącą ich podstawę – żelazną samodyscyplinę. Zdaniem Smilesa, człowiek może osiągnąć prawie wszystko „ćwicząc własną swobodną moc działania i zdolność do wyrzeczeń”. Musi być jednak nieustannie „uzbrojony przeciw pokusie niskich przyjemności” i nie może „zatruwać ciała zmysłowością, ani umysłu nikczemnymi myślami”.7
       O wolności to z kolei ostra polemika z duszącą wiktoriańską moralnością, kładącą ogromny nacisk na powściągliwość i konwencje. Mill zarzucił chrześcijaństwu „strach przez zmysłowością” i ubolewał, że przykazań na nie („thou shalt not”) jest nieproporcjonalnie więcej niż przykazań na tak („thou shalt”). Za szczególnie otępiającą uznał wiarę kalwińską, dla której „natura ludzka jest z gruntu zepsuta, nie ma dla człowieka odkupienia, póki jej w sobie nie zabije”. Mill wyznawał bardziej optymistyczny pogląd na naturę ludzką i uważał, że chrześcijaństwo powinno czynić to samo. Pisał: „Jeśli jednak wiara, że człowiek został stworzony przez dobrą Istotę stanowi część religii, to konsekwentniej jest wierzyć, że ta Istota dała człowiekowi wszystkie jego zdolności po to, aby je kształcił i rozwijał, a nie wykorzeniał i niszczył, i że cieszy ją zbliżanie się jej stworzeń do ucieleśnionej w nich idealnej koncepcji i wzrost ich zdolności pojmowania, działania lub uprzyjemniania życia”.8
       Mill poruszył tym samym doniosłą kwestię. Czy ludzie są z natury źli? Ci, którzy byli o tym przekonani, mieli skłonność, jak Samuel Smiles, do konserwatyzmu w kwestiach etycznych: kładli nacisk na wyrzeczenia, wstrzemięźliwość, poskramianie wewnętrznej bestii. Ci, którzy uznawali za słuszny odmienny pogląd, byli – jak Mill – zwolennikami liberalizmu moralnego i niewiele ich obchodziło, jakie zachowanie ludzie wybiorą. Choć psychologia ewolucyjna jest młodą dyscypliną, rzuciła już sporo światła na tę sporną kwestię. Jej odkrycia pocieszają i niepokoją zarazem.
       Obecnie można z całym przekonaniem twierdzić, że altruizm, współczucie, empatia, miłość, sumienie, poczucie sprawiedliwości – wszystko to, co utrzymuje spójność społeczeństwa, co pozwala naszemu gatunkowi żywić tak wysokie mniemanie o sobie – ma solidne podstawy genetyczne. To dobra wiadomość. Zła jest taka, że choć wszystkie te cechy stanowią błogosławieństwo dla całej ludzkości, nie rozwinęły się w drodze ewolucji „dla dobra gatunku” i nie są w tym celu wykorzystywane. Przeciwnie, dziś widać wyraźniej niż kiedykolwiek przedtem, z jaką elastycznością (a także dlaczego) feruje się oceny moralne, jak uruchamia się je lub wyłącza, zależnie od własnego interesu, i – często – jak bezwiednie zachodzi ten proces. W tym nowym ujęciu ludzie są więc gatunkiem wspaniale wyposażonym pod względem moralnym; tragiczni ze swą skłonnością, by wyposażenie to niewłaściwie wykorzystywać, i żałośni w przyrodzonej im ignorancji tych nadużyć. Tytuł niniejszej książki nie jest więc pozbawiony ironii.
       Przy całym nacisku, jaki w popularnym przedstawianiu socjobiologii kładzie się na „biologiczną podstawę altruizmu”, przy całym jej autentycznym znaczeniu, koncepcja ułomnej natury ludzkiej czy „grzechu pierworodnego”, wyśmiewana przez Johna Stuarta Milla, nie zasługuje zatem na pochopne odrzucenie. To samo, moim zdaniem, dotyczy konserwatyzmu moralnego. Jestem przekonany, że niektóre – powtarzam: niektóre – z konserwatywnych norm, jakie panowały w wiktoriańskiej Anglii, stanowią odbicie, choćby pośrednie, bliższego prawdzie pojmowania ludzkiej natury niż to, które przeważało w naukach społecznych przez większą część naszego stulecia. Wierzę też, że niektóre elementy odradzającego się w ostatniej dekadzie konserwatyzmu moralnego, zwłaszcza w sferze seksu, znajdują oparcie w pośrednim, ponownym odkryciu prawd o naturze ludzkiej, którym tak długo zaprzeczano.
       Jeśli współczesny darwinizm istotnie potwierdza pewne konserwatywne założenia w sferze etycznej, czy to samo wynika zeń dla sfery polityki? To podstępne pytanie ma doniosłe znaczenie. Dość łatwo deprecjonować (i słusznie) darwinizm społeczny jako szkodliwe pomieszanie pojęć, ale kwestia wrodzonego ludziom dobra ma implikacje polityczne, których nie da się ot tak sobie pominąć. Związek między ideologią a koncepcją natury ludzkiej ma bowiem długą i szczególną historię. W ciągu ostatnich dwustu lat, gdy pojęcia politycznego „liberalizmu” i „konserwatyzmu” zmieniły się prawie nie do poznania, jedna różnica przetrwała: liberałowie polityczni (jak swego czasu Mill) mają skłonność do patrzenia na naturę ludzką przez bardziej różowe okulary niż konserwatyści i dopuszczają swobodniejszy klimat moralny.
       Nie jest jednak rzeczą jasną, czy ten związek między moralnością a polityką jest naprawdę niezbędny, zwłaszcza w kontekście współczesności. Na tyle, na ile z nowego darwinowskiego paradygmatu wynikają dające się rozsądnie rozróżnić polityczne implikacje – a przeważnie tak nie jest – popierają one prawie tak samo często tezy lewicy, co prawicy. Pod pewnymi względami są radykalnie lewicowe. (Choć Karolowi Marksowi wiele by się w nowym paradygmacie nie spodobało, niektóre jego elementy uznałby za bardzo atrakcyjne). Co więcej, nowy paradygmat podpowiada, dlaczego współczesny liberał polityczny mógłby – dążąc do ideologicznej konsekwencji – uznać niektóre doktryny konserwatywne za słuszne pod względem moralnym. Równocześnie paradygmat ten sugeruje, że konserwatywny program etyczny może niekiedy skorzystać z liberalnej polityki społecznej.

7 Samuel Smiles: Self-Help. John Murray, Londyn 1859, s. 16, 332-333.
8 John Stuart Mill: O wolności. Przełożyła Amelia Kurlandzka. Wydawnictwo Akme, Warszawa 1999, s. 65, 77-78.
góra strony
poprzedni esej następny esej
Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach