Biologia
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
 Jesteś tutaj:  Wirtualny Wszechświat > Biologia > Ewolucjonizm > Moralne zwierzę - fragmenty 
  Indeks
Ewolucjonizm
The Moral Animal
(Moralne zwierzę)

Wprowadzenie
Darwin i my
Cicha rewolucja
Niewidzialne jedności
Darwinowski poradnik
Darwin, Smiles i Mill
Darwinizacja Darwina
Seks, romans i miłość
Dorastanie Darwina
Nie miał zadatków . . .
Potęga klimatu
Życie płciowe Darwina
  Źródło
The Moral Animal (Moralne zwierzę)
Prezentujemy dwa fragmenty słynnej już książki Roberta Wrighta „Moral Animal” (Moralne zwierzę) w przekładzie Hanny Jankowskiej. W Polsce książka ukaże się nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka w pierwszej połowie 2001 r.


  Życie płciowe Darwina
 
Życie płciowe Darwina
 
Ż
adna inna sfera ludzkich zachowań nie ma tak oczywistego wpływu na przekazywanie genów, jak życie płciowe. W związku z tym stany umysłu prowadzące do seksu – niepohamowana żądza, marzycielskie zadurzenie, silna (albo przynajmniej silnie odczuwana) miłość – są tą dziedziną psychologii człowieka, którą najchętniej analizuje się na gruncie ewolucji. To wszystko są elementarne siły, których działanie w okresie dojrzewania poznał na sobie każdy, także Karol Darwin.
       Wyjeżdżając z Anglii, Darwin miał dwadzieścia dwa lata. Można przypuścić, że jak każdy młody mężczyzna, zgodnie z projektem natury, pozostawał pod przemożnym wpływem hormonów. Swego czasu durzył się w kilku miejscowych dziewczętach, zwłaszcza w ślicznej, powszechnie lubianej i bardzo zalotnej Fanny Owen. Dał jej kiedyś wystrzelić ze swojej strzelby, a Fanny tak czarująco popisywała się odwagą i udawała, że odrzut wcale nie uraził jej w ramię, że Darwin ponoć jeszcze kilkadziesiąt lat później z rozczuleniem wspominał ów incydent.21 Pisywał do niej z Cambridge, uprawiając nieśmiały korespondencyjny flirt, ale nie wiadomo, czy kiedykolwiek choćby ją pocałował.
       Za pobytu Darwina w Cambridge nietrudno było o prostytutkę, nie mówiąc o tej czy innej dziewczynie z niższej klasy, z którą można było załatwić te sprawy w sposób dość bezceremonialny. Ulice wokół kampusu patrolowali jednak uniwersyteccy funkcjonariusze pilnujący dyscypliny, gotowi zatrzymać domniemane ulicznice. Brat Darwina zdążył go ostrzec przed pokazywaniem się w towarzystwie dziewcząt podejrzanej konduity. O kontakcie Karola ze sferą nielegalnego seksu wiemy tylko tyle, że wysłał kiedyś pieniądze koledze, który porzucił studia, spłodziwszy nieślubne dziecko.22 Niewykluczone, że odpływając od brzegów Anglii Darwin był jeszcze prawiczkiem.23 W ciągu następnych pięciu lat, które spędził na trzydziestometrowym statku w towarzystwie kilkudziesięciu mężczyzn, nie nadarzyło mu się wiele okazji do zmiany tego stanu rzeczy, a przynajmniej nie w sposób zgodny z obowiązującą moralnością.
       Skoro już o tym mowa, należy zauważyć, że i po powrocie do kraju nie miał zbyt wiele okazji do uprawiania seksu. Była to w końcu Anglia wiktoriańska. W Londynie (gdzie Darwin zamieszkał) nietrudno było o prostytutkę, ale seks z „porządną” kobietą – należącą do tej samej klasy społecznej, co nasz bohater – był prawie niemożliwy, jeśli nie podjęło się kroków ostatecznych, w rodzaju zawarcia małżeństwa.
       Przepaść między tymi dwiema formami seksu należy do najbardziej znanych elementów wiktoriańskiej moralności: podziału kobiet na „Madonnę i dziwkę”. Rozróżniano wówczas dwa rodzaje kobiet: takie, z którymi kawaler mógł się później ożenić oraz takie, których wdziękami mógł się bieżąco nacieszyć; kobiety zasługujące na miłość i kobiety służące jedynie zaspokojeniu żądzy. Druga postawa, powszechnie kojarzona z epoką wiktoriańską, to wyraz podwójnej moralności w sprawach seksu. Choć określenie to jest mylące, jako że wiktoriańscy moraliści ostro potępiali seksualną swobodę zarówno mężczyzn, jak kobiet, faktem jest, że męskich wybryków nie osądzano tak surowo, jak złego prowadzenia się niewiasty. Prawdą jest też, że takie rozróżnienie ma ścisły związek z dychotomią Madonna-dziwka. W epoce wiktoriańskiej największą karą dla kobiety, która zasłynęła z przygód seksualnych, było zaliczenie jej na stałe do tej drugiej kategorii, co przeważnie bardzo ograniczało jej szanse na zamążpójście.
       Dziś skłonni jesteśmy odrzucać i wyśmiewać te właśnie aspekty wiktoriańskiej moralności. Odrzucić owszem, można, ale wyśmiewanie świadczy o tym, że przeceniamy nasze postępy w dziedzinie moralności. Wszak wielu mężczyzn nadal mówi o pewnych kobietach „dziwki” i określa, do czego się nadają: świetne, żeby się z nimi zabawić, ale kto by się z takimi żenił. Nawet wykształceni mężczyźni (mający liberalne poglądy), którzy nigdy by się w taki sposób nie wyrazili, nie postępują inaczej. Kobiety skarżą się niekiedy na światłych z pozoru panów, którzy usilnie się do nich zalecają, ale po pójściu do łóżka na pierwszej lub drugiej randce nigdy już się nie odzywają, jak gdyby kobietę decydującą się szybko na seks uznawali za pariaskę. Podobnie jest z podwójną moralnością: choć w XX wieku już nie tak wyraźna, utrzymuje się na tyle silnie, że kobiety nadal się na nią uskarżają. Zrozumienie klimatu otaczającego życie seksualne w epoce wiktoriańskiej pozwala nam lepiej pojąć dzisiejszą atmosferę wokół tych spraw.
       Teoretyczna podstawa wiktoriańskiej moralności była oczywista: kobiety różnią się zasadniczo od mężczyzn, a już najbardziej pod względem popędu płciowego. Różnicę tę podkreślali nawet ci wiktorianie, którzy gromili mężczyzn poszukujących przygód. Doktor Acton pisał: „Muszę stwierdzić, że dla większości kobiet (na szczęście dla nich) żadne seksualne odczucia nie stanowią poważniejszego problemu. To, co jest zwyczajną cechą mężczyzn, tylko wyjątkowo występuje u kobiet. Przyznaję, co prawda – o czym świadczą procesy rozwodowe – że istnieje niewielka grupa kobiet, odczuwających tak silne pragnienia seksualne, że przewyższają pod tym względem mężczyzn”. Owa „nimfomania” stanowi odmianę „choroby umysłowej”. Tymczasem „nie ma wątpliwości, że u większości kobiet popęd seksualny pozostaje w uśpieniu, a jeśli nawet zostanie pobudzony (do czego w wielu wypadkach w ogóle nie dochodzi), jest bardzo umiarkowany w porównaniu z męskim”. Problem polega na tym, zdaniem doktora Actona, że wiele młodych kobiet zostaje wprowadzonych w błąd, obserwując „rozwiązłe, a w każdym razie upadłe i wulgarne przedstawicielki swojej płci”. Zawierając małżeństwo, zbyt wiele oczekują od jego strony seksualnej. Nie rozumieją, że „najlepsze matki, żony i gospodynie mają niewielkie pojęcie o przyjemnościach seksualnych, albo wcale ich nie znają. Miłość do rodziny, dzieci, upodobanie do obowiązków domowych to jedyne odczuwane przez nie namiętności”.24
       Część kobiet uważających się skądinąd za wzorowe żony i matki może być odmiennego zdania i pada na to zapewne wiele dowodów. A jednak neodarwinowski paradygmat w znacznym stopniu potwierdza koncepcję, że między przeciętnym seksualnym apetytem osobników płci męskiej i żeńskiej występują pewne różnice, i że samce są mniej wybredne. Skoro już o tym mowa, dowody znajdziemy również gdzie indziej. Popularne od pewnego czasu założenie, jakoby mężczyźni i kobiety byli pod względem swej natury identyczni, ma – jak się zdaje – coraz mniej obrońców. Nie stanowi już, na przykład, podstawowej doktryny feminizmu. Pewien nurt tego ruchu – tak zwany feminizm różnicy czy esencjalizm – uznaje obecnie, że mężczyźni i kobiety znacznie się od siebie różnią. Co do znaczenia owego „znacznie” występują niekiedy niejasności. Wielu przedstawicielkom wspomnianego nurtu słowo „geny” nie przeszłoby przez usta. Dopóki to nie nastąpi, pozostaną zapewne zdezorientowane. Zdają sobie sprawę, że wczesna doktryna feministyczna zakładająca przyrodzoną symetrię seksualną, była fałszywa (i mogła wyrządzić kobietom krzywdę), ale boją się podjąć uczciwą analizę innej hipotezy.
       Gdyby neodarwinowski pogląd na seksualność miał się ograniczyć do potwierdzenia potocznej mądrości, zgodnie z którą mężczyźni odznaczają się wybujałym popędem płciowym, byłby w gruncie rzeczy niewiele wart. Chodzi jednak o to, że rzuca on światło nie tylko na zwierzęce popędy, w rodzaju żądzy, ale i na subtelniejsze cechy świadomości. Dla psychologa ewolucyjnego w „psychologii seksualnej” zawiera się o wiele więcej: od wahań samooceny w okresie dojrzewania po to, jak mężczyźni i kobiety oceniają pod względem estetycznym i moralnym płeć przeciwną, a także płeć własną. Dobrymi przykładami są tu dychotomia Madonna-dziwka oraz podwójna moralność w sprawach seksu. Jak się obecnie wydaje, oba zjawiska są zakorzenione w naturze ludzkiej – w mechanizmach psychiki, za pomocą których ludzie wzajemnie się oceniają.
       W tym miejscu należy poczynić parę zastrzeżeń. Po pierwsze, gdy mówimy, że coś powstało w wyniku doboru naturalnego, wcale nie mamy na myśli, że jest to cecha niezmienna. Prawie każdy przejaw natury ludzkiej może ulec modyfikacji przy odpowiedniej przemianie środowiska – choć wymagana przemiana musiałaby w pewnych wypadkach być niezwykle drastyczna. Po drugie, mówiąc, że coś jest „naturalne”, nie twierdzimy, iż jest dobre. Nie ma powodu, byśmy „wartości”, jakimi kieruje się dobór naturalny, uznawali za własne. Jeśli jednak chcemy hołdować wartościom pozostającym w konflikcie z tymi, które charakteryzują dobór naturalny, musimy wiedzieć, przeciw czemu występujemy. Skoro mamy zamiar zmieniać pewne elementy naszego kodeksu moralnego, których uparte utrzymywanie się tak nas niepokoi, dobrze byłoby się dowiedzieć, skąd się one wywodzą. A w ostatecznym rozrachunku wywodzą się z natury ludzkiej, choć niczym promień światła ulega ona wielce złożonym załamaniom, przechodząc przez tak wiele warstw rozmaitych uwarunkowań i dziedzictwa kulturowego. Nie, nie ma „genu podwójnej moralności”, ale chcąc pojąć, na czym ona polega, musimy zrozumieć nasze geny i sposób ich oddziaływania na to, jak myślimy. Musimy zrozumieć proces, który wybrał takie, a nie inne geny, oraz osobliwe kryteria, jakimi się kierował.
       W następnych rozdziałach przyjrzymy się, jak proces ten kształtował psychologię seksualną. Uzbrojeni w tę wiedzę, ponownie zajmiemy się wiktoriańską moralnością, psychiką samego Darwina oraz kobiety, którą poślubił. Wszystko to pozwoli nam ujrzeć w nowym świetle naszą własną sytuację – zaloty i małżeństwo pod koniec XX wieku.

21 H. Litchfield (red.): Emma Darwin: A Century of Family Letters, 1792-1896, 2 tomy. D. Appleton and Co., Nowy Jork 1915, tom I, s. 226-227.
22 A. Desmond, J. Moore: Darwin: The Life of a Tormented Evolutionist. Warner Books, Nowy Jork 1991, s. 51, 54, 89.
23 Ale patrz: P. Brent (1981): Charles Darwin: A Man of Enlarged Curiosity. Norton, Nowy Jork 1983, s. 319-320. Autor zwraca uwagę na poszlaki świadczące o przedmałżeńskim życiu płciowym.
24 Marcus, dz. cyt., s. 31.
góra strony
poprzedni esej                    
Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach