Biologia
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
 Jesteś tutaj:  Wirtualny Wszechświat > Biologia > Ewolucjonizm > Moralne zwierzę - fragmenty 
  Indeks
Ewolucjonizm
The Moral Animal
(Moralne zwierzę)

Wprowadzenie
Darwin i my
Cicha rewolucja
Niewidzialne jedności
Darwinowski poradnik
Darwin, Smiles i Mill
Darwinizacja Darwina
Seks, romans i miłość
Dorastanie Darwina
Nie miał zadatków . . .
Potęga klimatu
Życie płciowe Darwina
  Źródło
The Moral Animal (Moralne zwierzę)
Prezentujemy dwa fragmenty słynnej już książki Roberta Wrighta „Moral Animal” (Moralne zwierzę) w przekładzie Hanny Jankowskiej. W Polsce książka ukaże się nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka w pierwszej połowie 2001 r.


  Nie miał zadatków na bohatera, cd.
 
       Nie tylko brak intelektualnej błyskotliwości skłonił niektórych biografów do uznania, że Darwin „nie miał większych szans na nieśmiertelność”.14 Ocena taka wynikała też z faktu, że nie należał do ludzi budzących respekt. Był taki przyzwoity, poczciwy, pozbawiony wygórowanych ambicji. Przypominał prostego, zamkniętego w sobie wiejskiego chłopaka. Pewien autor zadał pytanie: „Dlaczego właśnie Darwinowi, mniej ambitnemu, mniej oczytanemu i obdarzonemu mniejszą dozą wyobraźni niż wielu jego kolegów po fachu, dane było odkryć teorię, której tylu tak gorliwie poszukiwało? Jak to się stało, że człowiek ograniczony pod względem intelektualnym i pozbawiony wrażliwości na kulturę mógł obmyślić teorię o tak złożonej strukturze i tak ogromnym znaczeniu?”15
       Odpowiedzieć na to pytanie można między innymi przez zakwestionowanie zawartej w nim oceny Darwina (czym się zajmiemy), łatwiej jednak podważyć ocenę jego teorii. Koncepcja doboru naturalnego, choć istotnie posiadająca ogromne znaczenie, nie jest w gruncie rzeczy złożona. Thomas Henry Huxley, dobry przyjaciel Darwina, jego żarliwy obrońca i zdolny popularyzator, wyraził prawdopodobnie pretensje do samego siebie, gdy zakrzyknął: „Co za głupota, że człowiek o tym nie pomyślał!”16
       Teoria doboru naturalnego sprowadza się przecież do następującego twierdzenia: jeśli w ramach gatunku występują wśród jednostek różne cechy dziedziczne, przy czym niektóre z nich bardziej od innych sprzyjają przetrwaniu i reprodukcji, to cechy te (oczywiście) bardziej się rozpowszechnią wśród całej populacji; skutek (rzecz oczywista) jest taki, że w danym gatunku zmienia się nagromadzona pula dziedzicznych cech. I to wszystko.
       Zmiany takiej nie da się zauważyć, badając jedno pokolenie. Jeśli zwierzęta o długich szyjach mogą swobodnie dosięgnąć dorodnych liści, a krótkoszyje wymierają, zanim zdążą się rozmnożyć, przeciętna długość szyi u osobników danego gatunku niewiele się zwiększy. Gdy jednak zmiana długości szyi pojawi się jako nowa cecha w kolejnych pokoleniach (jak dziś wiemy, dzieje się tak za sprawą rekombinacji płciowej lub mutacji) i dobór naturalny uzyska możliwość „wyboru” spośród różnych tej szyi rozmiarów, przeciętna jej długość będzie powoli rosła. W końcu dojdzie do tego, że gatunek, u którego występowały niegdyś szyje takie, jak u konia, będzie miał szyje żyrafy. Innymi słowy, stanie się nowym gatunkiem.
       Darwin opisał prawo doboru naturalnego jako to: „które nakazuje rozmnażać się, zmieniać, i które najsilniejszym pozwala żyć, a najsłabszym każe umierać.17 Przez najsilniejszych, rozumiał nie tyle najbardziej krzepkich, co najlepiej przystosowanych do środowiska. Przystosowaniu takiemu mógł służyć kamuflaż, spryt lub każda inna cecha pomagająca przetrwać i wydać potomstwo.* Na oznaczenie zdolności organizmu do przekazania swych genów następnemu pokoleniu w danym środowisku używa się przeważnie zamiast określenia „najsilniejszy” (ang.: strongest) terminu „najlepiej przystosowany” (ang.: fittest – Darwin, co prawda, nie wymyślił tego neologizmu, ale go zaakceptował). I właśnie dostosowanie to cecha, którą dobór naturalny, wciąż przeprojektowując gatunki, „stara się” maksymalnie wzmocnić. Dzięki niej jesteśmy dziś tym, czym jesteśmy.
       Jeśli komuś wydaje się,, że łatwo w to uwierzyć, to prawdopodobnie nie do końca rozumie, o co chodzi. Całe nasze ciało, zbudowane jako całość o wiele bardziej harmonijnie niż jakikolwiek wytwór człowieka, powstało w wyniku skumulowania się setek tysięcy kolejnych zmian, każda z nich zaś dodawała się przez przypadek, każdy drobniutki krok na drodze od bakterii do człowieka przez zwykły przypadek sprawił, że jakiś przodek więcej swych genów przekazał następnemu pokoleniu. Kreacjoniści powiadają czasami, że szansa na to, iż jakaś osoba powstanie w wyniku bezładnych zmian genetycznych jest taka sama, jak to, że spod palców piszącej na maszynie małpy wyjdą dzieła Szekspira. No cóż, tak właśnie jest. Może nie powstaną dzieła wszystkie, ale z pewnością długie, dające się rozpoznać fragmenty.
       A jednak, dzięki logice doboru naturalnego, to co mało prawdopodobne może się uprawdopodobnić. Przypuśćmy, że jakiejś pojedynczej małpie trafia się szczęśliwy los – na przykład gen XL, za sprawą którego rodzice obdarzają dzieci trochę większą dozą miłości, co się przekłada na nieco gorliwszą nad nim opiekę. Gen taki nie odegra zapewne znaczenia w życiu pojedynczej małpy. Załóżmy jednak, że potomstwo małp obdarzonych genem XL ma przeciętnie o jeden procent większą szansę osiągnięcia wieku dojrzałego niż dzieci małp bez tego genu. Dopóki ta nikła przewaga się utrzymuje, grupka małp z genem XL staje się z pokolenia na pokolenia coraz liczniejsza, a tych bez owego genu – coraz mniejsza. Zwieńczeniem tego trendu będzie populacja, w której wszystkie zwierzęta staną się nosicielami genu XL. W tym momencie dany gen zostanie „utrwalony” – nieco większa doza miłości rodzicielskiej stanie się cechą „typową dla gatunku”.
       No dobrze, jeden szczęśliwy traf ma pomyślny ciąg dalszy. Na ile jednak jest prawdopodobne, że szczęście będzie dopisywało nadal – że następna losowa zmiana genetyczna jeszcze bardziej wzmocni rodzicielską miłość? Jakie jest prawdopodobieństwo, że po mutacji „XL” nastąpi mutacja „XXL”? W wypadku jednej małpy równa się ono zeru, ale w całej populacji mamy teraz mnóstwo małp z genem XL. Jeśli którejś z nich, albo komuś z ich potomstwa lub wnuków, poszczęści się i dostanie gen XXL, gen ten będzie miał szansę rozprzestrzenienia się w populacji, choć proces ów będzie powolny. Tymczasem, rzecz jasna, o wiele większej liczbie małp przypadną w udziale rozmaite mniej fortunne geny – niektóre z nich mogą nawet spowodować wygaśnięcie linii, w której się pojawią. Cóż, takie jest życie.
       W ten sposób dobór naturalny prowadzi do wyrównania szans, wcale ich w rzeczywistości nie wyrównując. Dzisiejszy świat zamieszkują wybrańcy losu, których linia genealogiczna przetrwała, nieporównanie częściej zdarzało się jednak, że różne linie wygasały na skutek niefortunnego zbiegu okoliczności. Śmietnik historii genetycznej pełen jest ofiar nieudanych eksperymentów, długich sekwencji kodu genetycznego równie świetnych z początku, jak wersy Szekspira, które w jakimś momencie nagle przekształciły się w bełkot. Ich odrzucenie to cena, jaką się płaci za konstruowanie czegokolwiek metodą prób i błędów. Dopóki jednak taką cenę płacić można – dopóki dobór naturalny ma do dyspozycji wystarczająco dużo pokoleń, które może objąć i pozwolić sobie na to, by na każdy udany eksperyment, który zachowuje, odrzucać wyniki wielu nieudanych – dopóty rezultaty będą naprawdę godne podziwu. Dobór naturalny to nieożywiony, nieświadomy proces, jest jednak niezmordowanym udoskonalaczem i wielce pomysłowym mistrzem.*
       Każdy z naszych narządów wewnętrznych – serce, płuca, żołądek – świadczy o mistrzostwie tego procesu. Są to wszystko „adaptacje” – wspaniałe wytwory nieumyślnego planowania, mechanizmy, które zaistniały, ponieważ w przeszłości przyczyniły się do lepszego przystosowania naszych przodków do środowiska. Wszystkie są ponadto typowe dla naszego gatunku. Płuca jednego człowieka mogą się różnić od płuc drugiego, czasem jest to uwarunkowane genetycznie, ale prawie wszystkie geny zaangażowane w budowę płuc są identyczne zarówno u mnie, jak u mojego sąsiada, a także u Eskimosa i Pigmeja. Psychologowie ewolucyjni, John Tooby i Leda Cosmides, zauważyli, że każda strona klasycznej Anatomii Graya odnosi się do przedstawicieli ludów całego świata. Poszli więc dalej i zadali pytanie, dlaczego anatomia psychiki miałaby być odmienna? Robocza teza psychologii ewolucyjnej brzmi, że rozmaite „organy mentalne” tworzące umysł człowieka – na przykład „organ” miłości rodzicielskiej – są także typowe dla gatunku.18 Psycholodzy ewolucyjni starają się ustalić istnienie „psychicznej jedności rodzaju ludzkiego” – jak to się nazywa w języku ich dyscypliny.

* W rzeczywistości Darwin wyróżniał w tym procesie aspekty „odnoszące się do przetrwania” oraz „rozrodcze”. Cechy wiodące do udanego łączenia się w pary przypisywał doborowi płciowemu, odmiennemu od doboru naturalnego. Dziś jednak dobór naturalny definiuje się często w szerszy sposób tak, by w definicji ująć oba aspekty: jako zachowanie cech, które w taki czy inny sposób sprzyjają przekazaniu genów danego organizmu następnemu pokoleniu.
* Czasami będę w tej książce używał sformułowań w rodzaju: dobór naturalny „chce” lub „zamierza” albo wspominał o „wartościach”, jakimi się on kieruje. Zawsze ujmę takie słowa w cudzysłowy, bo to tylko metafory. Uważam jednak, że warto się nimi posłużyć, gdyż pomagają nam pogodzić się na gruncie moralnym z darwinizmem.

14 Clark, dz. cyt., s. 6.
15 G. Himmelfarb: Darwin and the Darwinian Revolution. Doubleday, Garden City 1959, s. 8.
16 Clark, dz. cyt., s. 137.
17 O powstawaniu gatunków, s. 283.
18 O konceptualnych podstawach psychologii ewolucyjnej, patrz L. Cosmides i J. Tooby: From Evolution to Behavior: Evolutionary Psychology of the Missing Link. [W:] John Dupre (red.): The Latest on the Best: Essays on Evolution and Optimality. MIT Press, Cambridge, 1987; C. Tooby i J. Cosmides (1992); D. Symons: A Critique of Darwinian Anthropology, „Ethology and Sociobiology”, 10, s. 131-144, Symons: Adaptiveness and Adaptation, „Ethology and Sociobiology” 11, s. 427-444.
góra strony
poprzedni esej
  
[1]
  
[2]
  
następny esej
Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach