Biologia
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
 Jesteś tutaj:  Wirtualny Wszechświat > Biologia > Ewolucjonizm > Psychologia ewolucyjna - eseje 
  Indeks
Ewolucjonizm
Psychologia ewolucyjna
Wprowadzenie
Biologia, kultura, seks -
wybór esejów:

Wielkie idee . . .
Spory wokół ewolucji
Polityczna genetyka
Geny i kultura
Egoizm czy . . .
Ludzie i bestie
Myszy i ludzie
Gen agresji
Prawda o kłamstwie
Seks i władza
  Źródło
Esej pochodzi z książki Krzysztofa Szymborskiego
Poprawka z natury


  Geny i kultura
 
Geny i kultura
 
S
twierdzenie, że czasy zmieniają się coraz szybciej, jest być może komunałem, trudno jednak oprzeć się tej banalnej refleksji, śledząc toczącą się właśnie w amerykańskiej prasie debatę wokół ostatniej książki Edwarda Osborne'a Wilsona zatytułowanej Concilience: The Unity of Knowledge (Consilience: jedność wiedzy). Kiedy w waszyngtońskim Międzynarodowym Centrum Naukowym im. Woodrowa Wilsona (który z Edwardem nie był spokrewniony) odbyło się sympozjum z okazji jej publikacji, reporter pisma „New York Times” rozpoczął swą relację z tego wydarzenia od słów: „Tym razem nikt nie wylewał zimnej wody na głowę Edwarda O. Wilsona. Margaret Mead nie musiała stawać w jego obronie w czasie naukowych spotkań i potępiać swych kolegów za zachowanie symbolicznie równoznaczne z paleniem książek”. Jest też sprawą mocno wątpliwą, aby tuzin znakomitych uczonych, wśród nich Richard C. Lewontin i Stephen Jay Gould, odczuło znów, tak jak 20 lat temu, nieodpartą potrzebę wysłania do „New York Review of Books”, listu oskarżającego Wilsona o dostarczanie „genetycznego usprawiedliwienia rasizmowi i seksualnej dyskryminacji”. We wstępie do wcześniej opublikowanej w „Wilson Quarterly” dyskusji na temat Consilience redaktor numeru Jay Tolson przedstawiła myrmekologa z Uniwersytetu Harvarda jako człowieka, którego idee „niegdyś prowokujące skandal, są dziś powszechnie uważane za bez mała trywialne”. No cóż, aby doczekać się podobnego intelektualnego i moralnego zadośćuczynienia, Mikołaj Kopernik, na przykład, musiałby żyć parę setek lat...
       Wniosek, iż dobiegający siedemdziesiątki Wilson z wiekiem złagodniał i zaczął stronić od publicznych kontrowersji – jaki nasuwać może generalnie życzliwe przyjęcie, z jakim spotkała się nowa książka – byłby jednak zupełnie fałszywy. Taktowność Wilsona i jego wyrozumiałość wobec krytyków są, jak na dzisiejszą dobę, niemal staroświeckie. Za tą fasadą powściągliwej uprzejmości kryją się jednak radykalne, a nawet wręcz prowokacyjne idee. Od kilku dziesięcioleci intelektualny klimat Ameryki, szczególnie środowisk akademickiej humanistyki i nauk społecznych, zdominowany był przez kulturowych relatywistów, głoszących, iż wszelka ludzka wiedza ma charakter lokalny i historycznie zmienny. Wielu badaczy literatury, socjologów i etnografów zaprzecza wręcz, że istnieje coś takiego jak obiektywna prawda – nie mówiąc już o prawdzie naukowej. Nauka, ich zdaniem, nie ma żadnych podstaw, by żądać specjalnego, uprzywilejowanego statusu poznawczego, i jej twierdzenia powinny być traktowane tak samo jak, na przykład, wyznania poetów czy polityczne slogany. W szczególności wszelka próba syntezy naszej wiedzy jest z natury podejrzana jako akt „intelektualnego totalitaryzmu”. Każdy z nas „wie” na swój sposób i nikt nie może mu powiedzieć, że się myli. A jest to właśnie dokładnie to, co mówi Wilson.
       Wybór archaicznego w języku angielskim słowa consilience – którego polski przekład jako „zgodność” nie oddaje dynamicznego aspektu oryginalnego znaczenia – był ze strony Wilsona zręcznym chwytem semantycznym. Osiągnął on to, czego udało mu się dopiąć już dwukrotnie w przeszłości, kiedy zaproponowane przez niego terminy „socjobiologia” czy „biofilia” stały się bez mała jego osobistą intelektualną własnością. Podobny los czeka zapewne consilience – „syntezę rozproszonych faktów w spójną całość” – termin, który nie pojawia się dziś w prasowych publikacjach w innym niż Wilsonowski kontekście. Już socjobiologia była próbą syntezy dwu historycznie i intelektualnie bardzo odległych od siebie dziedzin wiedzy – biologii ewolucyjnej i socjologii. W swej nowej Wielkiej Syntezie Wilson posuwa się znacznie dalej. Dziś, twierdzi on, dzięki postępowi psychologii ewolucyjnej, neurobiologii i ekologii, realistyczna wydaje się wizja zjednoczenia całej ludzkiej wiedzy, więcej, stworzenia jednolitej koncepcji ludzkiego umysłu, wyjaśniającej istotę poznania, sztuki, religii i etyki. „Dzięki nauce i technologii, dostęp do wiedzy o faktach [...] nabierze globalnego i demokratycznego charakteru – pisze Wilson. – I co potem? Odpowiedź jest jasna: synteza. Toniemy w morzu informacji, odczuwając jednocześnie dojmujący głód mądrości. Przyszłość świata należy do ludzi zdolnych do skojarzenia właściwych informacji we właściwym czasie, do ich krytycznej analizy i do podejmowania [na ich podstawie] mądrych wyborów”. Już samo twierdzenie, że ludzką wiedzę można zjednoczyć, jest dla współczesnych relatywistów herezją. Gorzej jeszcze, jeśli zjednoczenie tej wiedzy ma odbyć się na warunkach przez Wilsona zaproponowanych.
góra strony
poprzedni esej
  
[1]
  
[2]
  
[3]
  
[4]
  
następny esej
Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach