Biologia
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
 Jesteś tutaj:  Wirtualny Wszechświat > Biologia > Ewolucjonizm > Psychologia ewolucyjna - eseje 
  Indeks
Ewolucjonizm
Psychologia ewolucyjna
Wprowadzenie
Biologia, kultura, seks -
wybór esejów:

Wielkie idee . . .
Spory wokół ewolucji
Polityczna genetyka
Geny i kultura
Egoizm czy . . .
Ludzie i bestie
Myszy i ludzie
Gen agresji
Prawda o kłamstwie
Seks i władza
  Źródło
Esej pochodzi z książki Krzysztofa Szymborskiego
Poprawka z natury


  Wielkie idee - Marks, Freud, Darwin, cd.
 
       Koncepcje Marksa i Freuda miały zawsze licznych krytyków i już w latach dwudziestych młody filozof nauki Karl Popper zauważył, że jedne i drugie są nienaukowe, ponieważ nie poddają się falsyfikacji. Pewne idee Freuda – takie jak jego teoria pochodzenia religii, odwołująca się do wizji archaicznego ojcobójstwa i kanibalizmu – budziły zrozumiale zakłopotanie ze względu na swój drastyczny i spekulatywny charakter. Szczególnie poważne zastrzeżenia żywili wobec nich biolodzy – na przykład w 1975 roku laureat Nagrody Nobla sir Peter Medawar nazwał teorię psychoanalityczną „największym intelektualnym oszustwem XX wieku”. Krytyka ta prawdopodobnie nie miałaby większego wpływu na losy psychoanalizy, gdyby nie rewolucyjny postęp w dziedzinie farmakologicznego leczenia zaburzeń psychicznych, jaki nastąpił w ostatnich dziesięcioleciach.
       W 1949 roku australijski psychiatra John Cade przez przypadek podał swemu maniakalno–depresyjnemu pacjentowi, który 20 lat swego życia spędził w zamkniętym zakładzie dla umysłowo chorych, preparat o nazwie lit (w istocie prosty pierwiastek chemiczny). Po pięciu dniach pacjent całkowicie wydobrzał i mógł powrócić do domu jako zdrowy człowiek. Od tego czasu psychiatryczna terapia farmakologiczna dokonała tak radykalnej rewolucji, że niektórzy neurolodzy traktują dziś Freudowską terapię psychoanalityczną jak relikt przeszłości, historyczny przesąd podobny do frenologii. Zresztą frenolodzy, którzy twierdzili, że odczytać mogą ludzki charakter z kształtu czaszki, cieszą się – jak zauważył niedawno pisarz Tom Wolfe – prawdopodobnie większym poważaniem, można bowiem ich „naukę” uważać za prymitywną antenatkę elektroencefalografii.
       Co do upadku marksizmu, który był jeszcze bardziej spektakularny niż niefortunne koleje losu psychoanalizy, to istnieje na jego temat obszerna literatura, której nie sposób tu streścić. W intelektualnych kręgach opiniotwórczych Zachodu gwoździem do jego trumny była publikacja w 1973 roku we Francji tłumaczenia Archipelagu Gułag Sołżenicyna. Swego rodzaju paradoksem jest fakt, że w Stanach Zjednoczonych, gdzie idee Marksa znalazły jedynie wąskie grono wyznawców wśród intelektualnej, głównie akademickiej elity, nie utraciły one w pełni swej atrakcyjności aż do upadku muru berlińskiego w 1989 roku. No cóż, jak zauważył kiedyś wielki niemiecki fizyk, twórca fizyki kwantowej Max Planck, ludzie niechętnie zmieniają przekonania i niektóre idee umierają dopiero wraz z wyznawcami...
       Można więc powiedzieć, że wielkie idee Marksa i Freuda nie sprawdziły się w dziedzinie praktyki (której wyższość nad metafizyczną spekulacją sam Marks tak podkreślał). Głębokie źródła ich niepowodzenia, a także ich chwilowej popularności, tkwią jednak w metafizyce. Jeśli spojrzeć na historię kultury zachodniej z długiej perspektywy, wyniesienie naszych bohaterów – Marksa, Freuda i Darwina – do statusu gigantów myśli staje się zrozumiałe jedynie w kontekście znacznie starszej tradycji kulturowej, której wszyscy trzej, każdy na swój sposób, rzucili wyzwanie: judeochrześcijańskiej tradycji religijnej. Wszyscy oni byli „bezbożnymi materialistami,” próbującymi wyjaśnić istotę ludzkiej natury i kondycji bez odwoływania się do koncepcji nieśmiertelnej duszy, objawienia i judeochrześcijańskiego mitu stworzenia. Różnice w sposobach ich podejścia do tego zadania są jednak bardziej interesujące od powierzchownych podobieństw. Dwaj pierwsi byli otwartymi, wojującymi ateistami – dla Freuda religia była „niebezpieczną infantylną iluzją”, Marks zaś, jak wszyscy dobrze pamiętamy, uważał ją za „opium dla ludu”. Stosunek Darwina do religii był znacznie mniej oczywisty. Choć większość jego biografów zgadza się, że – przynajmniej w wieku dojrzałym – był on człowiekiem niewierzącym, jego powściągliwość w otwartych atakach na religię była znamienna. Niektórzy historycy i biografowie tłumaczą to delikatnością wobec żony, która była osobą głęboko wierzącą. Prostsze i bardziej przekonywające wydaje się, że Darwin, jako naukowiec, miał do religii stosunek indyferentny. Słynny francuski matematyk Pierre Simon de Laplace, zapytany przez Napoleona o miejsce Boga w jego modelu Wszechświata, miał odrzec „Bóg? Nie, ekscelencjo, ta hipoteza nie była mi potrzebna”. Darwin zapewne by się z nim zgodził.
góra strony
poprzedni esej
  
[1]
  
[2]
  
[3]
  
następny esej
Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach