Biologia
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
 Jesteś tutaj:  Wirtualny Wszechświat > Biologia > Ewolucjonizm > Psychologia ewolucyjna - eseje 
  Indeks
Ewolucjonizm
Psychologia ewolucyjna
Wprowadzenie
Biologia, kultura, seks -
wybór esejów:

Wielkie idee . . .
Spory wokół ewolucji
Polityczna genetyka
Geny i kultura
Egoizm czy . . .
Ludzie i bestie
Myszy i ludzie
Gen agresji
Prawda o kłamstwie
Seks i władza
  Źródło
Esej pochodzi z książki Krzysztofa Szymborskiego
Poprawka z natury


  Spory wokół ewolucji, cd.
 
       Skoro już mowa o niekompetencji, to najczęstszym chyba błędem jest dość szeroko rozpowszechnione przekonanie, że ewolucja jest czymś w rodzaju trwającego przez wiele pokoleń procesu edukacji. Istotą odkrycia Darwina było spostrzeżenie, że nic z tego, czego uczymy się w ciągu naszego życia – i dotyczy to wszelkich żywych organizmów – nie ma najmniejszego wpływu na nasze geny, a zatem nie może być przekazane potomstwu drogą biologiczną. Ewolucja jest wypadkową dwóch czynników: różnorodności i selekcji. Różnorodność (tzw. zmienność genetyczna) jest dziełem czystego przypadku, selekcja zaś, czyli dobór naturalny, to eliminacja (na ogół powolna i stopniowa) osobników gorzej dostosowanych. Jest to idea zwodniczo prosta, która – zdaniem części naukowców – zawiera w sobie logiczny błąd tak zwanego błędnego koła (petitio principii). Czym bowiem jest „dostosowanie”? Zdolnością do przetrwania i rozmnażania się. A kto jest zdolny do przetrwania i rozmnożenia? Oczywiście – osobniki „dostosowane”.
       Najbardziej zaciekli przeciwnicy teorii Darwina nie zaprzątają sobie jednak głowy jej logicznymi niuansami. Ich sprzeciw budzi sama idea, że wspaniałe bogactwo świata ożywionego oraz rodzaj ludzki, będący jego największą ozdobą i stróżem, są dziełami przypadku i ślepych sił przyrody.
       Koncepcja „specjalnego stworzenia”, odrębnego pochodzenia człowieka, skonstruowanego przez Stwórcę na jego „obraz i podobieństwo”, znalazła się od początku w centrum sporów, które bardzo wcześnie nabrały też charakteru wewnętrznej kontrowersji ewolucjonistów. Choć dziś potocznie używamy terminów „teoria ewolucji” i „darwinizm” wymiennie, jednak w istocie Karol Darwin nie był wyłącznym odkrywcą ewolucji biologicznej. Na skutek zwłoki w publikacji swej najbardziej doniosłej idei podzielił on honor tego odkrycia z innym brytyjskim naturalistą, młodszym od siebie o czternaście lat Alfredem Russellem Wallace'em. Niebawem po jednoczesnej publikacji ich teorii w 1858 roku Wallace doszedł do przekonania, że choć ludzkie ciało jest produktem doboru naturalnego, to ludzka inteligencja znacznie przekracza poziom niezbędny dla biologicznego przetrwania – a zatem została nam nadana przez Istotę Wyższą. Zmartwiony jego częściową dezercją, Darwin napisał do Wallace'a: „Mam nadzieję, że nie zamordował Pan aż nazbyt skutecznie swego własnego i mojego dziecka”.
       Sto czterdzieści lat później w sporze ortodoksyjnych darwinistów z kreacjonistami nie posunęliśmy się właściwie wiele dalej. Choć przeważająca większość radykalnych kreacjonistów rekrutuje się dziś z kręgów religijnych fundamentalistów, których antyintelektualizm stawia poza forum naukowej debaty, nie brak wśród krytyków Darwina także ludzi wykształconych i umysłowo wyrafinowanych. Trzech z nich w szczególności – Phillip Johnson, Michael Behe i David Berlinski – zdobyło w ostatnich latach w Ameryce znaczny rozgłos swymi atakami na teorię ewolucji z podobnych do Wallace'a pozycji. Pierwszy z nich jest prawnikiem i autorem bardzo poczytnej książki Darwin on Trial (Darwin przed sądem); drugi, autor książki Darwin's Black Box: The Biochemical Challenge to Evolution (Darwinowska czarna skrzynka: biochemiczne wyzwanie wobec ewolucji), ma stanowisko profesora biochemii na Leigh University; trzeci, który w czerwcu 1996 opublikował w miesięczniku „Commentary” sążnisty artykuł zatytułowany „The deniable Darwin” (Zaprzeczalny Darwin), jest wykładowcą matematyki i filozofii. Michael Behe, którego opinie mają – ze względu na jego naukową specjalność – szczególną wagę, dowodzi w swej książce, że teoria ewolucji nie tylko nie jest w stanie wyjaśnić zagadki pochodzenia naszej niezwykłej inteligencji, lecz nie może nawet zdać sprawy z biochemicznej złożoności pojedynczej żywej komórki. Czy myli się gruntownie? Jeśli tak, to Richard Dawkins lepiej ode mnie wyjaśni, dlaczego...
       Pomimo niewątpliwej erudycji trzech wymienionych autorów, w zmaganiach zwolenników nadprzyrodzonej ingerencji z darwinistycznym materializmem odgrywają oni raczej skromną rolę szeregowych żołnierzy. Wśród rzeczników boskiej opatrzności – zwanej „inteligentnym projektem” (intelligent design) Wszechświata – znajdują się bowiem również laureaci Nagrody Nobla. „Czym więcej wiemy o kosmosie i biologii ewolucyjnej, tym bardziej wydają się nam one niemożliwe do wyjaśnienia inaczej niż jako produkt inteligentnego zamysłu” – wyznał niedawno odkrywca lasera, fizyk Charles Townes (Nagroda Nobla 1964); natomiast belgijski cytolog Christian de Duve (Nagroda Nobla 1974) opowiada się w swej książce Vital Dust: Life as a Cosmic Imperative (Życiodajny pył: życie jako kosmiczna konieczność) za Wszechświatem „sensownym”, a nie rządzonym przez czysty przypadek.
       Ów metafizyczny kreacjonizm, będący wyrazem naszych głębokich religijnych tęsknot, jest z reguły światopoglądem związanym z politycznym konserwatyzmem. Zdawać by się więc mogło, że tak jak w dziewiętnastym stuleciu, darwinizm jest dziś nadal „naukową ideologią” postępowych ludzi lewicy. A jednak niezupełnie tak jest. Jakiś rok temu Barbara Ehrenreich i Janet McIntosh, osoby bez wątpienia postępowe, opublikowały w niewątpliwie lewicowym tygodniku „The Nation” artykuł, w którym ubolewają gorzko nad faktem, że znaczna część amerykańskiej intelektualnej lewicy ma wręcz wrogi stosunek do wszelkich biologicznych teorii. W rezultacie wielu „postępowych” uczonych, reprezentujących takie dyscypliny jak antropologia, socjologia czy kulturoznawstwo, głosi pogląd, że biologia – a już w szczególności teoria ewolucji – nie mają nic interesującego do powiedzenia na temat istot ludzkich.
góra strony
poprzedni esej
  
[1]
  
[2]
  
[3]
  
następny esej
Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach