Biologia
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
 Jesteś tutaj:  Wirtualny Wszechświat > Biologia > Ewolucjonizm > Psychologia ewolucyjna - eseje 
  Indeks
Ewolucjonizm
Psychologia ewolucyjna
Wprowadzenie
Biologia, kultura, seks -
wybór esejów:

Wielkie idee . . .
Spory wokół ewolucji
Polityczna genetyka
Geny i kultura
Egoizm czy . . .
Ludzie i bestie
Myszy i ludzie
Gen agresji
Prawda o kłamstwie
Seks i władza
  Źródło
Esej pochodzi z książki Krzysztofa Szymborskiego
Poprawka z natury


  Myszy i ludzie, cd.
 
       Jednakże nawet najbardziej solenne zapewnienia uczonych, że następnym klonem po owcach i myszach nie będzie człowiek, na niewiele się zdają. Dziennikarze, działając jako rzecznicy ludzkiego egocentryzmu, wydają się zainteresowani wyłącznie naszym własnym gatunkiem. Wielka publiczna debata na temat przyszłości ludzkiego rozmnażania nie osiągnęłaby zapewne swego wysokiego poziomu emocjonalnego, gdyby nie to, że w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat nastąpiła znamienna zmiana w naszej samoświadomości, w wyobrażeniach ludzi o własnej naturze.
       Przez długi czas, począwszy co najmniej od lat trzydziestych, kiedy w Ameryce opublikowana została klasyczna dziś książka Ruth Benedict Wzory kultury, antropolodzy głosili przekonanie, iż ludzie są właściwie istotami pozbawionymi „natury”, ponieważ nasza osobowość i charakter kształtowane są przez wychowanie, kulturę i doświadczenia życiowe. Do połowy lat siedemdziesiątych dominującą w psychologii szkołą był behawioryzm, którego przedstawiciele – w Ameryce do najbardziej znanych należeli John B. Watson, a później Burrhus F. Skinner – twierdzili, że ludzkie zachowanie można wyjaśnić, widząc w nim wynik procesu uczenia oraz reakcję na wpływ środowiska. „Dajcie mi dziecko spłodzone przez dowolną parę rodziców – pisał Watson – i dajcie mi pełną kontrolę nad środowiskiem, w jakim będzie ono wzrastać – a sprawię, że wyrośnie na wybitnego uczonego, artystę, politycznego przywódcę czy też, jeśli tylko będę tego chciał, zostanie pospolitym przestępcą”. Antropologom i behawiorystom wtórowali socjolodzy, dla których człowiek, niemal z definicji, był tworem społecznych oddziaływań, natomiast z jakichś tajemniczych względów pozostawał immunizowany na wpływ czynników biologicznych.
       To dość powszechne przeświadczenie zostało w latach siedemdziesiątych w sposób systematyczny zakwestionowane przez socjobiologów. Od tego czasu, mimo silnego oporu rzeczników wpływu środowiska, w debacie na temat determinant ludzkiej osobowości zwolennicy poszukiwania ich w biologii stopniowo zyskiwali przewagę. Jednym z ich najbardziej elokwentnych reprezentantów stał się ostatnio Dean Hamer, autor napisanej wspólnie z Peterem Copelandem książki Geny a charakter. W powodzi prasowych publikacji oraz radiowych i telewizyjnych wywiadów, jakie towarzyszyły promocji książki Hamera i Copelanda, jedno przesłanie brzmiało szczególnie donośnie: „Przyszli rodzice, nie liczcie na to, że losy waszego potomstwa zależeć będą przede wszystkim od tego, jak je wychowacie. Mieszając wasze chromosomy, pamiętajcie, że w akcie prokreacji przekazujecie swojemu dziecku geny, które mogą zadecydować o tym, czy będzie ono inteligentne – czy też umysłowo mało sprawne, czy na ogół szczęśliwe – czy wiecznie zmartwione, czy okaże się łagodnym z usposobienia kujonem – czy też szukającym silnych wrażeń awanturnikiem”. Także skłonności ku osobom przeciwnej bądź tej samej płci mogą w znacznym stopniu zostać określone w chwili poczęcia. Jeśli Hamer ma słuszność, sprawa klonowania ludzi nabiera zupełnie nowego znaczenia. Jeśli istotnie nasz charakter zakodowany jest w genach, to pokusa uniknięcia ryzyka seksualnej ruletki oraz idea „kontroli jakości” naszych potomków pchać nas będą nieuchronnie ku próbom wykorzystania tej nowej technologii. Po co zdawać się na przypadek, jeśli można wyposażyć dziecko w dobre, sprawdzone geny, a szczególnie udany model powielić bez zbędnych modyfikacji?
       Dean Hamer jest postacią barwną i – w odróżnieniu od profesora Yanagimachiego – dość szeroko znaną w Ameryce i na świecie. Swą sławę zawdzięcza on ogłoszonej w 1993 roku kontrowersyjnej pracy, w której doniósł o odkryciu na czubku długiego ramienia chromosomu X „genu homoseksualizmu”. Hamer, który nie ukrywa bynajmniej faktu, iż sam jest seksualnie zainteresowany mężczyznami, wzbudził pewną konsternację twierdzeniem, że – inaczej niż u mężczyzn – u kobiet skłonności homoseksualne nie mają podłoża biologicznego, lecz czysto kulturowe. Trzy lata później, pracując z kierowanym przez siebie zespołem badaczy w prestiżowych Narodowych Instytutach Zdrowia w Bethesda w stanie Maryland, zlokalizował on inny, usytuowany tym razem na 11 chromosomie gen, mający rzekomo wpływ na cechę nazwaną przez niego „poszukiwaniem nowości”. Wkrótce potem, tym razem na chromosomie 17, zespół Hamera odkrył też gen, który zdaje się decydować o naszej skłonności do stanów niepokoju i zmartwienia.
góra strony
poprzedni esej
  
[1]
  
[2]
  
[3]
  
[4]
  
[5]
  
następny esej
Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach