Biologia
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
 Jesteś tutaj:  Wirtualny Wszechświat > Biologia > Ewolucjonizm > Psychologia ewolucyjna - eseje 
  Indeks
Ewolucjonizm
Psychologia ewolucyjna
Wprowadzenie
Biologia, kultura, seks -
wybór esejów:

Wielkie idee . . .
Spory wokół ewolucji
Polityczna genetyka
Geny i kultura
Egoizm czy . . .
Ludzie i bestie
Myszy i ludzie
Gen agresji
Prawda o kłamstwie
Seks i władza
  Źródło
Esej pochodzi z książki Krzysztofa Szymborskiego
Poprawka z natury


  Spory wokół ewolucji, cd.
 
       Przekonanie wyrażone przez cytowanego w ich artykule socjologa Alana Wolfe'a (nie mylić z pisarzem Tomem), iż „biologizowanie ludzkich istot jest nie tylko złym humanizmem, ale także złą nauką”, nie ogranicza się zresztą do radykalnej lewicy – sam Alan Wolfe uchodzi za umiarkowanego centrystę. Jak piszą Ehrenreich i McIntosh, dopiero jednak „z nadejściem intelektualnego ruchu znanego pod zbiorczym określeniem »postmodernizmu« akademicki antybiologizm przybrał formy niebezpiecznie przypominające religijny kreacjonizm. Postmodernistyczne podejście wychodzi poza krytykę [politycznie motywowanych] nadużyć biologii i posuwa się do krytyki samej biologii, rozszerzając ową krytykę na całą naukę i na samą ideę racjonalnego myślenia”. Nierzetelnie interpretując teorię ewolucji, narzekają dalej wspomniane autorki, „postmoderniści uznają ją za niewiele więcej niż charakteryzującą się seksualną dyskryminacją i rasizmem opowieść, będącą tworem białych europejskich mężczyzn”.
       W świetle tej krytyki z lewa i z prawa moje wcześniejsze zapewnienia o wielkim sukcesie darwinizmu mogą się wydać nieco gołosłowne. W istocie sytuacja darwinizmu jest skomplikowana. Bardziej niż krytyka ze strony kreacjonistycznych fundamentalistów i postmodernistycznych radykałów publiczny wizerunek teorii ewolucji komplikują wewnętrzne spory między jej najbardziej znanymi rzecznikami. W cytowanym już wcześniej artykule z „New Scientist” Laurence Hurst w gruncie rzeczy oświadcza, że nikt, kto zabiera głos na temat ewolucjonizmu, nie wyłączając najbardziej kompetentnych uczonych, nie jest całkowicie bezstronny. Każdy z badaczy należy do którejś z konkurujących ze sobą szkół. Hurst wyróżnia trzy takie szkoły.
       „Z jednej strony mamy »selekcjonistów«, czyli zwolenników doboru naturalnego: Richarda Dawkinsa, Daniela Dennetta, George'a Williamsa, Edwarda O. Wilsona, [Marka i Matta] Ridleyów, Stevena Pinkera, Jareda Diamonda i Johna Maynarda Smitha. Przedstawiciele tego obozu zajęci są zwykle opowiadaniem, jak zadziwiający jest dobór naturalny i jak to wszyscy jesteśmy produktami ślepych, lecz deterministycznych sił oddziałujących na nasze geny. Gdybym kiedykolwiek zdecydował się na napisanie popularnonaukowej książki, znalazłbym się w ich szeregach. Po przeciwnej stronie są ci, którzy pragnęliby wszystkich przekonać, że idea doboru naturalnego jest mocno przereklamowana i że w naszym obecnym modelu ewolucji brakuje jakiegoś istotnego elementu – w domyśle: elementu, w którego naturę tylko oni są wtajemniczeni. Znaleźć wśród nich można takich »antyselekcjonistów« jak Michael Behe, Stuart Kauffman, Stephen Jay Gould, Brian Goodwin, Niles Eldredge czy Steven Rose. Pośrodku zasiada samotny Steve Jones, człowiek tak uniwersalnie sceptyczny, że gdyby nie posiadał metryki urodzenia, zapewne wątpiłby w swe własne istnienie. Sceptycyzm ten, w moim przekonaniu, jest niezbędnym antidotum na wszelką doktrynalną przesadę”.
       Publiczna debata pomiędzy „selekcjonistami” i „antyselekcjonistami” (te etykiety należy oczywiście traktować jako karykaturalne uproszczenie) od lat fascynuje naukowych dziennikarzy piszących na temat teorii ewolucji. Trudno mieć o to do nich pretensję, ponieważ cytowanie uszczypliwości i inwektyw, jakimi posługują się obie strony sporu, nadaje całej dyskusji ludzki wymiar. Kiedy ukazała się bardzo krytyczna wobec Goulda książka Dennetta Darwin's Dangerous Idea: Evolution and the Meaning of Life (Niebezpieczna idea Darwina: ewolucja a sens życia), jeden z największych żyjących brytyjskich biologów Maynard Smith w ogłoszonej w „New York Review of Books” jej entuzjastycznej recenzji wspomniał, niby mimochodem, że wszyscy jego koledzy ewolucjoniści, z którymi rozmawiał na temat prac Goulda, „uważają go za człowieka, którego koncepcje są takim pomieszaniem pojęć, że właściwie nie warto sobie nimi zawracać głowy – choć jednocześnie nie należy go publicznie krytykować, ponieważ w konfrontacji z kreacjonistami jest on przynajmniej po naszej stronie”.
       Gould, który jest nie tylko wysoko cenionym naukowcem, lecz także utalentowanym eseistą, nie pozostał mu dłużny, pytając go na tych samych łamach, „dlaczego, skoro uważa, że »koncepcjami jego nie należy zawracać sobie głowy«, sam ogłosił na ich temat liczne artykuły liczące w sumie pewno dziesiątki tysięcy słów?”. Jeszcze mocniej oberwali od niego Dennett i Dawkins. „Richard Dawkins – napisał Gould – trywializuje idee Darwina [...] Dennett zaś, występujący jako jego amerykańska tuba, zdołał jego już wypaczoną i nieprawdopodobną interpretację przetworzyć w jeszcze bardziej prostacką i bezkompromisową doktrynę”.
       Co do Jonesa, któremu powierzone zostało niedawno honorowe zadanie napisania nowej, współczesnej wersji wielkiego dzieła Darwina, to uczony ten zaprzecza, jakoby wyraził się kiedyś, że zarówno Gould, jak i Dawkins to „ekscentrycy”. Jak twierdzi, lubi i szanuje obu. Więcej, dodaje, „myślę, że tak naprawdę, to oni nawzajem też się lubią”. Tak naprawdę, to niezależnie od wzajemnych animozji różnice w interpretacjach darwinizmu przez te dwa naukowe obozy są tak subtelne, że niewtajemniczonym trudno byłoby zrozumieć, o co toczy się spór. Spór ten zresztą, jak wskazują wszelkie oznaki, nie zmniejszył publicznego zainteresowania teorią ewolucji – może nawet przyczynił się do jego wzrostu. Bo rzeczywiście, pomimo wszystkich zastrzeżeń i wątpliwości, przynajmniej gdy idzie o naukowe wyjaśnienie bogactwa i różnorodności form ziemskiego życia i pochodzenia naszego własnego gatunku, darwinizm, jak mawiają Amerykanie, jest „jedyną grą w mieście”.
 
październik 1998
góra strony
poprzedni esej
  
[1]
  
[2]
  
[3]
  
następny esej
Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach