Biologia
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
 Jesteś tutaj:  Wirtualny Wszechświat > Biologia > Ewolucjonizm > Psychologia ewolucyjna - eseje 
  Indeks
Ewolucjonizm
Psychologia ewolucyjna
Wprowadzenie
Biologia, kultura, seks -
wybór esejów:

Wielkie idee . . .
Spory wokół ewolucji
Polityczna genetyka
Geny i kultura
Egoizm czy . . .
Ludzie i bestie
Myszy i ludzie
Gen agresji
Prawda o kłamstwie
Seks i władza
  Źródło
Esej pochodzi z książki Krzysztofa Szymborskiego
Poprawka z natury


  Egoizm czy bezinteresowna przyjaźń? cd.
 
       Jak każda żywa naukowa teoria, nie zredukowana jeszcze do trywialności przez swą oczywistość, teoria ewolucji jest wciąż przedmiotem intensywnych naukowych – i nie tylko naukowych – kontrowersji. Jednym z poważniejszych intelektualnych problemów jest tzw. tautologiczna pułapka, czyli fakt, że we wszelkich ewolucyjnych wyjaśnieniach odpowiedź na postawione pytanie zawarta jest już w przesłankach teorii. Konsekwencją poglądu, iż gatunek ludzki pojawił się na Ziemi w wyniku doboru naturalnego jako efekt biologicznej ewolucji – poglądu z naukowego punktu widzenia sensownego, jeśli nie wręcz oczywistego – jest to, że wszelkie uniwersalnie ludzkie cechy, a wśród nich społeczny charakter naszego życia oraz instynkt moralny, pozwalający odróżnić dobro od zła, można wyjaśnić hurtem jako skutek tegoż naturalnego doboru. Wyjaśnienie takie, zastosowane mechanicznie, prowadzić może do naiwnych uproszczeń, od których początkowo socjobiologia nie była wolna. Etyczna wrażliwość człowieka (którą, nawiasem mówiąc, posiadają także ludzie świadomie łamiący moralne zasady współżycia lub też grzesznicy, którzy zdają sobie sprawę, że źle czynią) może znaleźć ewolucyjne wyjaśnienie tylko wówczas, gdy uda nam się udowodnić związek między moralnym zachowaniem a sukcesem rozrodczym. Z ortodoksyjnie socjobiologicznego punktu widzenia w populacji ludzkiej przetrwać mogły tylko te geny, które zapewniały swym nosicielom możliwość pozostawienia po sobie potomstwa. Nosiciele innych – a logicznie rzecz biorąc, powinien wśród nich znajdować się gen „prawdziwego altruizmu”, sprawiający, że przedkładamy cudzy interes nad własną egoistyczną korzyść – powinni pozostać bezpotomni.
       Taka uproszczona wizja ludzkiego postępowania jako efektu chłodnej genetycznej kalkulacji nie może budzić niczyjego entuzjazmu, toteż dla wielu konkluzja wydaje się oczywista: biologia nie jest w stanie w pełni wyjaśnić złożonej ludzkiej natury. Być może mają oni słuszność. Nie znaczy to jednak, że wiedza o naszej biologii i naszym ewolucyjnym pochodzeniu nie może nam dopomóc w lepszym zrozumieniu samych siebie. Po pierwsze, uproszczona wersja „genetycznego determinizmu”, głosząca, że nasze geny kontrolują nasze zachowanie, jest po prostu nieprawdziwa. W odwiecznym sporze o to, czy cechy nasze kształtuje natura czy kultura – czy rodzimy się genetycznie zaprogramowani, czy też kształtują nas społeczne oddziaływania i wychowanie – psychologia ewolucyjna zaproponowała rozwiązanie kompromisowe, twierdząc, że jesteśmy produktem współdziałania obu tych czynników. Zwolennicy natury mają trochę racji: istotnie, rodzimy się z pewnymi genetycznymi predyspozycjami. Nasz temperament jest zapewne w dużej mierze biologicznie zdeterminowany, podobnie jak choćby nasza zdolność do posługiwania się mową. To jednak, czy będziemy mówić po polsku, po angielsku czy po chińsku, zależy już od warunków środowiskowych, czyli od kultury. Jeśli jednak od urodzenia będziemy wychowywani, nie słysząc ludzkiej mowy, nie opanujemy jej nigdy. Generalna zdolność do posługiwania się językiem jest więc uniwersalnym ludzkim instynktem; podobnie możemy być „naturalnie” obdarzeni instynktem moralnym, potencjalną zdolnością odróżniania dobra od zła, instynktem bohaterstwa, poświęcenia i wierności, którego rozwój wymaga właściwego środowiska. Ów moralny instynkt, jak dowodzi Matt Ridley we wspomnianej książce, opiera się jednak nie na naszym racjonalizmie – nie jesteśmy chłodnymi genetycznymi kalkulatorami – lecz na naszej emocjonalności. W wielkim skrócie, argumentacja jego jest następująca: ponieważ jesteśmy zwierzętami społecznymi i warunkiem naszego życiowego sukcesu jest zdolność zawierania trwałych „transakcji” z innymi ludźmi, reputacja osoby uczciwej i godnej zaufania jest dla jednostki poważnym i niezwykle przydatnym kapitałem. Jeśli nawet w naszej uczciwości nie jesteśmy w pełni bezinteresowni, to jest w naszym interesie bezinteresowność taką symulować. Zauważył to już przed laty ekonomista Robert H. Frank w swej książce Passions Within Reason: The Strategic Role of the Emotions (Namiętności w ramach rozumu: strategiczna rola emocji). „Uczciwy osobnik – pisał tam – jest to ktoś, kto ceni uczciwość jako wartość samą w sobie. To, że może on uzyskać w zamian za swe uczciwe postępowanie materialną korzyść, nie jest motywem jego działania. I właśnie dokładnie ta jego bezinteresowność sprawia, że można go darzyć zaufaniem w sytuacjach, kiedy działań jego nie możemy śledzić i kontrolować. Uczciwość zatem, pod warunkiem że jest ona możliwa do rozpoznania, daje obdarzonemu nią człowiekowi wartościową sposobność [społecznych działań], której w przeciwnym razie byłby on pozbawiony”.
       „Pod warunkiem że jest możliwa do rozpoznania”... Jest to bez wątpienia zastrzeżenie o kluczowym znaczeniu. Zdolność do podstępu i oszustwa stanowi w końcu dość dobrą miarę naszej inteligencji. Przebiegłe udawanie uczciwości z oportunistycznych pobudek okazuje się jednak, jak zauważa Ridley, strategią krótkowzroczną. Ludzie, którzy się do niej uciekają, to „racjonalni głupcy” – jeśli bowiem natura obdarowała nas zdolnością do podstępów, to wyposażyła nas także w niezwykle czułą aparaturę do ich wykrywania. Cała sfera naszej uczuciowości: zdolność do współczucia, rozpaczy, gniewu, radości, dumy czy wstydu została tak mądrze skonstruowana, że jest nam niezwykle trudno w przekonujący sposób symulować uczucia. Właśnie owa niekontrolowana spontaniczność w międzyludzkich stosunkach pozwala partnerom naszych codziennych transakcji i nam samym przetestować wiarygodność oficjalnie głoszonych przez nas moralnych zasad. Znacznie chętniej pożyczymy pieniądze przyjacielowi, o którym wiemy, że jest zdolny do poczucia winy czy wstydu i wrażliwy na opinię, jaką mają o nim inni.
       Być może tak jak instynkt mowy, ludzie jako biologiczny gatunek posiadają także zapisany gdzieś w genach jakiś generalny „instynkt religijny”, który może – choć nie musi – ujawniać się w postaci głębokiej wiary w wyższe, ponadnaturalne wartości czy też w obiektywne istnienie naturalnego prawa moralnego. W jaki sposób jednak taki instynkt mógłby się w ludzkim gatunku wykształcić? Cóż, zapewne w wyniku doboru naturalnego...
 
kwiecień 1997
góra strony
poprzedni esej
  
[1]
  
[2]
  
[3]
  
następny esej
Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach