Biologia
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
 Jesteś tutaj:  Wirtualny Wszechświat > Biologia > Ewolucjonizm > Teoria ewolucji Darwina 
  Indeks
Ewolucjonizm
Teoria ewolucji Darwina
Walka o byt
Dobór naturalny . . .
  Źródło
Karol Darwin
Fragmenty pochodzą z książki Karola Darwina
O powstawaniu gatunków drogą doboru naturalnego


  Dobór naturalny, czyli przeżycie najstosowniejszego, cd.
 
ROZBIEŻNOŚĆ (DYWERGENCJA) CECH
 
       Zasada, którą oznaczyłem tym mianem, ma bardzo duże znaczenie i tłumaczy, jak sądzę, niektóre ważne fakty. Po pierwsze, odmiany nawet bardzo wybitne, chociaż mają niektóre cechy gatunków — jak tego dowodzi w wielu wypadkach nierozstrzygnięta wątpliwość co do ich klasyfikacji — różnią się z pewnością od siebie znacznie mniej niż dobre, odrębne gatunki. Pomimo to, według moich poglądów, odmiany są gatunkami w trakcie formowania się, czyli, jak je nazwałem, powstającymi gatunkami. W jaki więc sposób mniejsze różnice pomiędzy odmianami wzrastają do stopnia większych różnic międzygatunkowych? Że taki wzrost różnic ma zwykle miejsce, musimy wnosić z tego, że większość niezmiernie licznych gatunków w naturze wykazuje wyraźne różnice, podczas gdy odmiany te, przypuszczalnie prototypy i przodkowie przyszłych dobrze zarysowanych gatunków, wykazują różnice drobne i trudne do uchwycenia. Czysty przypadek, jakby to nazwać można, może spowodować, że pewna odmiana różnić się będzie jakąkolwiek cechą od swych rodziców i że potomstwo jej znowu różnić się będzie od rodziców tą samą cechą, tylko w jeszcze większym stopniu; ale sam tylko przypadek nigdy nie zdoła nam wytłumaczyć tak zwykłego i znacznego stopnia różnic, jakie zachodzą pomiędzy gatunkami jednego rodzaju.
       Jak to zawsze jest moim zwyczajem, starałem się wyjaśnić tę kwestię za pomocą porównania z naszymi tworami hodowlanymi. Znajdziemy też u nich analogiczne fakty. Trudno przypuścić, że wytworzenie ras tak różnych, jak bydło krótkorogie i herefordzkie, jak konie wyścigowe i pociągowe, jak rozmaite rasy gołębi itd., mogło się odbyć jedynie wskutek przypadkowego nagromadzenia się podobnych zmian w ciągu wielu następujących po sobie pokoleń. W praktyce jednemu hodowcy wpadnie na przykład w oko gołąb z cokolwiek krótszym dziobem, inny znowu hodowca zauważy gołębia z dziobem znacznie dłuższym. Na postawie uznanej zasady, że „hodowcy nie zwracają i nie będą zwracać uwagi na typy pośrednie, ale lubią skrajności” obydwaj będą się starali wybierać i hodować gołębie z coraz krótszym lub coraz dłuższym dziobem (jak to istotnie miało miejsce z podrasami gołębia młynka). Możemy również przypuścić, że w pierwotnych epokach historii ludzie jednej narodowości lub mieszkańcy jednej okolicy poszukiwali szybkich koni, podczas gdy inni poszukiwali koni silnych i ciężkich. Z początku różnice mogły być bardzo drobne, ale z biegiem czasu, wskutek bezustannego doboru szybszych koni w pierwszym wypadku, a silniejszych w drugim, różnice zwiększą się i dadzą powód do odróżniania dwóch ras. Wreszcie po upływie wieków podrasy te zmienią się w dwie ustalone i odrębne rasy. W miarę tego, jak różnice stają się większe, zwierzęta pośledniejsze z pośrednimi cechami, które nie są ani bardzo szybkie, ani bardzo silne, nie będą używane do rozpłodu i w ten sposób będą musiały zanikać. Widzimy w wytworach człowieka działanie zasady, którą można by nazwać zasadą rozbieżności i która powoduje, że różnice z początku zaledwie dostrzegalne wzrastają bezustannie oraz że rasy coraz bardziej różnicują się pod względem cech tak pomiędzy sobą, jak i w stosunku do ich wspólnej rodzicielskiej formy.
       W jaki jednak sposób, zapytać tutaj można, podobna zasada znajdzie zastosowanie w przyrodzie? Sądzę, że może ona działać i działa bardzo skutecznie (chociaż przez długi czas nie wiedziałem, w jaki sposób) dzięki tej okoliczności po prostu, że im więcej będzie się od siebie różnić potomstwo jakiegokolwiek gatunku budową, konstytucją i zwyczajami, tym bardziej będzie ono zdolne do zajęcia licznych i różnorodnych miejsc w gospodarce przyrody, tym bardziej więc będzie zdolne do wzrastania w liczbę.
       Możemy to z łatwością dostrzec u zwierząt mających proste obyczaje. Weźmy na przykład drapieżnego czworonoga, który od dawna już doszedł do możliwej w danym okręgu granicy ilościowego rozwoju. Jeżeli nic nie stanęło na przeszkodzie jego naturalnej plenności (a okolica nie uległa żadnej zmianie warunków), to może on wzrosnąć w liczbę wtedy tylko, gdy jego zmienione potomstwo zajmie miejsca zajęte obecnie przez inne zwierzęta; na przykład gdy niektóre z jego potomków będą mogły się żywić innym rodzajem zdobyczy żywej lub martwej, gdy inne wybiorą nowe miejsca pobytu, będą łazić po drzewach, zanurzać się w wodzie lub też, być może, staną się mniej drapieżne. Im bardziej zróżnicują się pod względem budowy i obyczajów potomkowie naszego drapieżnego zwierzęcia, tym więcej miejsc będą one w stanie zająć. Co się stosuje do jednego zwierzęcia, to zawsze da się zastosować i do wszystkich zwierząt, jeżeli tylko ulegają one zmienności, w przeciwnym razie bowiem dobór naturalny niczego nie jest w stanie dokonać. To samo dzieje się u roślin. Doświadczenia wykazały, że jeżeli na jednym kawałku gruntu posiejemy jeden gatunek trawy, a na drugim podobnym kawałku kilka różnych rodzajów traw, to w ostatnim wypadku zbierzemy więcej roślin i większa ilość siana niż w pierwszym. Taki sam rezultat otrzymamy, jeżeli na jednym z dwóch równych kawałków gruntu posiejemy jedną odmianę pszenicy, a na drugim mieszankę kilku odmian. Wynika stąd, że jeżeli jakikolwiek gatunek trawy zacznie się zmieniać i ciągle dobierane będą odmiany, które różnią się od siebie w ten sam sposób, chociaż w znacznie słabszym stopniu jak rozmaite gatunki i rodzaje traw, to na tym samym kawałku gruntu będzie się mogła utrzymać większa niż poprzednio ilość osobników tego gatunku trawy wraz ze zmienionym potomstwem. Wiemy też, że każdy gatunek i każda odmiana trawy wydaje corocznie niezliczone ilości nasion i tym sposobem usiłuje, można by powiedzieć, możliwie wzrosnąć w liczbę. Wynika stąd, że w ciągu tysięcy pokoleń właśnie krańcowo odrębne odmiany danego gatunku traw będą miały najwięcej widoków na przeżycie i na pomnożenie swej liczebności i tym sposobem na zastąpienie innych, mniej różniących się odmian; odmiany, skoro bardzo się różnią od siebie, stają się samodzielnymi gatunkami.
       Wiele faktów w naturze przekonuje nas o słuszności zasady, że największą bujność życia można osiągnąć drogą wielkiego zróżnicowania budowy. Na bardzo małych terenach, zwłaszcza otwartych dla imigracji obcych form, gdzie walka pomiędzy jednym osobnikiem a drugim musi być bardzo ostra, znajdujemy zawsze wielką rozmaitość mieszkańców. Na przykład na kawałku darni trzy stopy długim i cztery szerokim, wystawionym w ciągu wielu lat na zupełnie jednakowe warunki, znalazłem dwadzieścia gatunków roślin, które należały do osiemnastu rodzajów i ośmiu rzędów, co dowodzi, jak znacznie rośliny te różniły się od siebie. To samo widzimy u roślin i owadów na małych, jednostajnych wysepkach, równie jak i w małych zbiornikach słodkowodnych. Rolnicy wiedzą, że największy plon mogą osiągnąć, stosując płodozmian roślin należących do najbardziej różnych rzędów; natura zaś stosuje to, co moglibyśmy nazwać płodozmianem jednoczesnym. Większość zwierząt i roślin żyjących wokół jakiegokolwiek małego kawałka gruntu mogłaby mieszkać i na nim (przypuściwszy, że natura tego gruntu nie przedstawia nic szczególnego) i w rzeczy samej powiedzieć można, że usiłuje w miarę możności tam się osiedlić. Widzimy jednak, że gdzie wzajemna konkurencja jest najsilniejsza, tam korzyści zróżnicowania budowy oraz towarzyszących mu różnic w obyczajach i konstytucji powodują, że mieszkańcy, którzy skutkiem tego najsilniej napierają na siebie, należą zazwyczaj do różnych rodzajów i rzędów.
       Tę samą zasadę widzimy również przy aklimatyzacji przez człowieka roślin w obcych krajach. Można by się spodziewać, że rośliny, które pomyślnie zaaklimatyzowały się w danym kraju, będą w ogóle blisko spokrewnione z miejscowymi formami; te ostatnie bowiem uważane są za specjalnie stworzone dla ich ojczyzny i do niej przystosowane. Można by również spodziewać się, że zaaklimatyzowane rośliny będą należeć do nielicznych grup specyficznie przystosowanych do pewnych tylko stanowisk w swej nowej ojczyźnie. Tymczasem dzieje się zupełnie inaczej. A. De Candolle słusznie zauważył w swym obszernym i znakomitym dziele, że flora daleko bardziej wzbogaca się przez aklimatyzację w nowe rodzaje niż w nowe gatunki w stosunku do rodzajów i gatunków krajowych. Weźmy prosty przykład. W ostatnim wydaniu Manual of the Flora of the Northern United States1 dra Asa Gray podanych jest 260 aklimatyzowanych roślin, które należą do 162 rodzajów. Widzimy więc, że zaaklimatyzowane rośliny są bardzo różnorodne. Prócz tego różnią się one w znacznym stopniu od krajowych roślin, gdyż na 162 zaaklimatyzowane rodzaje nie mniej niż 100 jest obcokrajowych, tak iż stanowią one ważny stosunkowo dodatek do liczby rodzajów istniejących obecnie w Stanach Zjednoczonych.
       Jeżeli rozważymy naturę roślin lub zwierząt, które w jakimkolwiek kraju walczyły pomyślnie z miejscowymi formami i zdołały się w nim zaaklimatyzować, to możemy dojść do pewnego pojęcia o tym, w jaki sposób powinny by się zmienić niektóre krajowe formy, by odnieść zwycięstwo nad innymi współmieszkańcami; możemy przynajmniej wnosić, że byłoby dla nich korzystne zróżnicowanie budowy osiągające poziom różnic międzyrodzajowych.
       Korzyści wynikające ze zróżnicowania budowy mieszkańców tej samej okolicy są w gruncie rzeczy takie same jak i korzyść z fizjologicznego podziału pracy pomiędzy narządami jednego osobnika — przedmiot tak doskonale wyjaśniony przez Milne Edwardsa. Żaden fizjolog nie wątpi, że żołądek przystosowany wyłącznie do roślinnego lub wyłącznie do mięsnego pokarmu wyciąga największą ilość materiałów odżywczych z tych pokarmów. Tak samo dzieje się i w ogólnej gospodarce każdego obszaru. Im szerzej i doskonalej rośliny oraz zwierzęta różnicowały się pod względem swych obyczajów, tym większa liczba osobników mogła się tam utrzymać. Grupa zwierząt o organizacji mało zróżnicowanej z trudnością będzie współzawodniczyć z grupą o doskonale zróżnicowanej budowie. Wątpić można na przykład, czy australijskie torbacze, podzielone na grupy mało różniące się od siebie i, jak zauważył p. Waterhouse i inni, w słabym jedynie stopniu odpowiadające naszym rzędom drapieżnych, przeżuwających i gryzoni, mogłyby pomyślnie walczyć z tymi dobrze rozwiniętymi rzędami. Proces różnicowania znajduje się u ssaków australijskich na wczesnym i nie zakończonym stadium rozwoju.

1 Podręcznik flory Stanów Zjednoczonych AP. (przyp. red.).
góra strony
poprzedni esej
  
[1]
  
[2]
  
[3]
  
[4]
  
[5]
  
[6]
  
[7]
  
[8]
  
[9]
  
[10]
  
[11]
  
[12]
  
[13]
  
[14]
  
[15]
  
                   
Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach