Biologia
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
 Jesteś tutaj:  Wirtualny Wszechświat > Biologia > Ewolucjonizm > Teoria ewolucji Darwina 
  Indeks
Ewolucjonizm
Teoria ewolucji Darwina
Walka o byt
Dobór naturalny . . .
  Źródło
Karol Darwin
Fragmenty pochodzą z książki Karola Darwina
O powstawaniu gatunków drogą doboru naturalnego


  Dobór naturalny, czyli przeżycie najstosowniejszego, cd.
 
O STOPNIU, DO KTÓREGO ZMIERZA POSTĘP ORGANIZACJI
 
       Dobór naturalny działa wyłącznie przez zachowywanie i nagromadzanie zmian korzystnych dla każdej istoty w organicznych i nieorganicznych warunkach, które działają na nią we wszystkich okresach życia. Ostateczny rezultat jest taki, że każda istota usiłuje coraz bardziej udoskonalić się odpowiednio do warunków. Udoskonalenie takie u znacznej liczby istot organicznych na świecie musi prowadzić do stopniowego postępu organizacji. Mamy tutaj przed sobą bardzo zawikłaną kwestię, gdyż przyrodnicy nie określili jeszcze w zadowalający dla wszystkich sposób, co należy rozumieć przez postęp organizacji. U kręgowców bierze się oczywiście pod uwagę stopień inteligencji i zbliżenia do budowy człowieka. Zdawać by się mogło, że stopień zmienności, przez który przechodzą rozmaite części i narządy w ich rozwoju od zarodka do dojrzałości, wystarczy jako miara porównania; są jednak wypadki, jak na przykład u niektórych pasożytniczych skorupiaków, że rozmaite części ciała stają się czasem mniej doskonałe, tak iż dojrzałe zwierzę nie może uchodzić za wyżej uorganizowane od larwy. Najszerzej, jak się zdaje, da się tutaj zastosować i najlepsza będzie zasada Von Baera, a mianowicie stopień zróżnicowania rozmaitych części tej samej istoty organicznej — w stanie dojrzałym, dodałbym chętnie ze swej strony — oraz ich wyspecjalizowanie do pełnienia rozmaitych funkcji lub, jakby się wyraził Milne Edwards, doskonałość fizjologicznego podziału pracy. Jak jednak niejasny jest ten przedmiot, widzimy na przykład u ryb, wśród których jedni przyrodnicy najwyżej umieszczają takie istoty, jak rekin, które są najbliższe płazów, podczas gdy inni przyrodnicy za najwyższe uważają pospolite ryby kostnoszkieletowe jako mające najbardziej charakterystyczną dla ryb postać i różniące się najbardziej od innych grup kręgowców. Niejasność kwestii występuje jeszcze wyraźniej wśród roślin, u których inteligencja nie może oczywiście służyć za kryterium. Niektórzy botanicy uważają za najważniejsze takie rośliny, które w każdym kwiecie mają rozwinięte wszystkie narządy, jak działki kielicha, płatki korony, pręciki i słupki, podczas gdy inni botanicy, prawdopodobnie z większą słusznością, uważają odwrotnie za najwyżej uorganizowane te rośliny, których narządy są bardziej zmienione i występują w mniejszej liczbie.
       Jeżeli za kryterium wysokiej organizacji przyjmiemy stopień zróżnicowania i wyspecjalizowania rozmaitych narządów każdej istoty w stanie dojrzałym (włączając tutaj i udoskonalenie mózgu do intelektualnych czynności), to dobór naturalny oczywiście prowadzi do wyższej organizacji. Wszyscy fizjologowie bowiem przyjmują, że specjalizacja narządów jest korzystna dla każdej istoty, gdyż pozwala ona narządom lepiej spełniać swe funkcje. Z tego względu nagromadzenie zmian skierowanych ku większej specjalizacji jest popierane przez dobór naturalny. Z drugiej strony, przypomnijmy sobie, że wszystkie istoty organiczne dążą do tego, aby rozmnożyć się jak najbardziej i opanować każde nie zajęte lub niezupełnie zajęte miejsce w gospodarce przyrody. Zrozumiemy wtedy, że dla doboru naturalnego jest rzeczą zupełnie możliwą przystosować stopniowo istotę organiczną do warunków, w których niektóre narządy będą zbyteczne lub bezużyteczne. W podobnych wypadkach mielibyśmy krok wstecz w organizacji gatunku. Pytanie, czy cała organizacja w ogóle postąpiła od najodleglejszych epok geologicznych aż do dzisiejszych czasów, właściwiej będzie roztrząsać w rozdziale o następstwie geologicznym.
       Można by jednak tutaj zarzucić, że jeżeli wszystkie istoty organiczne dążą w ten sposób do wzniesienia się na wyższy stopień organizacji, skąd pochodzi, że na całym świecie dotychczas istnieje mnóstwo form najniższych i dlaczego w każdej wielkiej gromadzie niektóre formy daleko wyżej stoją w organizacji od innych? Dlaczego wyżej rozwinięte formy nie wyparły jeszcze wszędzie i nie wytępiły niższych? Lamarck, który wierzył we wrodzoną i konieczną dążność wszystkich istot do udoskonalenia, tak mocno, jak się zdaje, odczuwał tę trudność, iż doszedł do przypuszczenia, że nowe i proste formy wytwarzają się nieustannie drogą samorództwa. Nauka, jakiekolwiek mogą być jej odkrycia w przyszłości, nie potwierdziła dotychczas tego przypuszczenia. Dla naszej teorii stałe istnienie niższych organizmów nie przedstawia żadnej trudności, dobór naturalny bowiem, czyli przeżycie najstosowniejszego, niekoniecznie musi pociągać za sobą postępowy rozwój; korzysta on tylko ze zmian, które powstają i które są korzystne dla każdej istoty przy skomplikowanych warunkach jej życia. Można by zapytać, jaką korzyść, o ile zdolni jesteśmy o tym sądzić, przyniosłaby wyższa organizacja wymoczkowi, pasożytującemu w jelicie robakowi lub nawet dżdżownicy. Jeżeli zaś zmiana nie przynosi korzyści, to dobór naturalny nie udoskonali ich wcale lub też udoskonali nieznacznie i będą one mogły na nieograniczony czas pozostać przy swej obecnej niskiej organizacji. Istotnie geologia wykazuje nam, że niektóre z najniższych form, jak wymoczki lub korzenionóżki, pozostawały przez olbrzymie okresy czasu prawie na dzisiejszym szczeblu rozwoju. Byłoby jednak zbyt śmiałe utrzymywać, że większość licznie dziś istniejących najniższych form nie zmieniła się wcale od początków życia na Ziemi; każdy bowiem przyrodnik, który badał niektóre z tych istot zaliczanych dzisiaj do najniższych, musiał być uderzony ich prawdziwie zadziwiającą i piękną budową.
       Te same prawie uwagi zastosować się dadzą do rozmaitych szczebli organizacji w każdej wielkiej grupie; na przykład u kręgowców z powodu współistnienia ryb i ssaków, u ssaków z powodu współistnienia człowieka i dziobaka, u ryb z powodu współistnienia rekina i lancetnika (Amphioxus), która to ostatnia ryba1 wyjątkową prostotą swej organizacji zbliża się do bezkręgowców. Lecz pomiędzy ssakami i rybami chyba nigdy nie występuje konkurencja, a zbliżenie się całej gromady ssaków lub też niektórych tylko przedstawicieli tej gromady do najwyższego stopnia organizacji nie doprowadziłoby ich do zajęcia miejsca ryb. Fizjologowie twierdzą, że do wykonywania sprawnie swych czynności mózg musi być obmywany ciepłą krwią, a do tego zaś potrzebne jest oddychanie płucami; a więc stałocieplne ssaki żyjące w wodzie są narażone na tę niewygodę, że muszą nieustannie wypływać na powierzchnię wody dla oddychania. Ryby należące do żarłaczy nie usiłują bynajmniej wypierać lancetnika, gdyż, jak się dowiaduję od Fryderyka Müllera, lancetnik ma za jedynego współtowarzysza i konkurenta na nieurodzajnym piaszczystym brzegu południowej Brazylii pewną nietypową pierścienicę. Trzy najniższe rzędy ssaków, tj. torbacze, szczerbaki i gryzonie, żyją w Ameryce Południowej w tej samej okolicy co liczne małpy i prawdopodobnie niewiele sobie nawzajem przeszkadzają. Chociaż organizacja jako całość mogła postąpić naprzód i nadal czyni postępy na całym świecie, jednak w układzie istot żywych będzie zawsze istnieć wiele stopni doskonałości; wysoki bowiem stopień rozwoju niektórych całych gromad lub pewnych członków każdej gromady bynajmniej nie prowadzi nieodzownie do wytępienia tych grup, z którymi one na ogół nie współzawodniczą. W niektórych wypadkach, jak to zobaczymy później, niżej uorganizowane formy utrzymały się, jak się wydaje, aż do dzisiejszego dnia dlatego, ze zamieszkują środowiska ograniczone czy też specjalne, gdzie były narażone na ostrą konkurencję, a niewielka ich ilość zmniejszała prawdopodobieństwo powstawania korzystnych zmian.
       Sądzę w końcu, że wiele nisko uorganizowanych form istnieje po dziś dzień na świecie z rozmaitych powodów. W niektórych przypadkach zmiany czy też indywidualne różnice korzystnej natury mogły wcale nie wystąpić, tak iż dobór naturalny ani działać na nie, ani nagromadzać ich nie mógł. W żadnym wypadku prawdopodobnie nie wystarczyło czasu do osiągnięcia najwyższego stopnia rozwoju. W niewielkiej liczbie przypadków miało miejsce to, co należałoby nazwać regresją w organizacji. Główna jednak przyczyna tkwi w fakcie, że w bardzo prostych warunkach życia wysoki stopień organizacji nie przynosiłby korzyści; możliwe nawet, że przynosiłby istotną szkodę jako delikatniejszy, a więc łatwiej ulegający zakłóceniu i uszkodzeniu.
       Zadawano sobie pytanie, w jaki sposób w okresie powstawania życia, kiedy wszystkie istoty organiczna miały, jak można mniemać, najprostszą budowę, mogły się rozpocząć pierwsze kroki na drodze udoskonalenia, czyli różnicowania organów. Pan Herbert Spencer odpowiedziałby prawdopodobnie, że skoro tylko prosty jednokomórkowy organizm drogą wzrostu lub podziału zmieni się w skupienie komórek lub też przytwierdzi się do jakiegokolwiek podłoża, natychmiast znajdzie zastosowanie jego prawo „iż homologiczne jednostki jakiegokolwiek rzędu różnicują się w miarę tego, jak zmieniać się będą ich stosunki do przypadkowych sił na nie działających”. Ale wobec braku faktów przewodnich spekulacje nad tym przedmiotem są prawie bezużyteczne. Byłoby błędem jednak utrzymywać, że dopóki nie wytworzyła się znaczna ilość form, dopóty nie było walki o byt, a więc i doboru naturalnego. Zmiany mogły być korzystne i w jednym gatunku, zamieszkującym odosobnioną okolicę, a przez to mogły się zmienić wszystkie osobniki gatunku lub też wytworzyć się mogły dwie odrębne formy. Lecz, jak zauważyłem już przy końcu wstępu do niniejszego dzieła, nikogo dziwić nie powinno, że pozostaje tak wiele nie wyjaśnionych kwestii co do pochodzenia gatunków, jeżeli uprzytomnimy sobie tylko, jak głęboka jest nasza nieznajomość obecnych stosunków pomiędzy mieszkańcami świata, a jeszcze bardziej stosunków podczas ubiegłych wieków.

1 Lancetnik w czasach Darwina zaliczany był do ryb, obecnie jest wyodrębniony w osobny typ bezczaszkowych (Acrania) (przyp. red.).
góra strony
poprzedni esej
  
[1]
  
[2]
  
[3]
  
[4]
  
[5]
  
[6]
  
[7]
  
[8]
  
[9]
  
[10]
  
[11]
  
[12]
  
[13]
  
[14]
  
[15]
  
                   
Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach