Biologia
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
 Jesteś tutaj:  Wirtualny Wszechświat > Biologia > Ewolucjonizm > Teoria ewolucji Darwina 
  Indeks
Ewolucjonizm
Teoria ewolucji Darwina
Walka o byt
Dobór naturalny . . .
  Źródło
Karol Darwin
Fragmenty pochodzą z książki Karola Darwina
O powstawaniu gatunków drogą doboru naturalnego


  Walka o byt, cd.
 
ISTOTA PRZESZKÓD HAMUJĄCYCH PRZYROST
 
       Siły przeciwdziałające naturalnej dążności każdego gatunku do przyrostu są jak najbardziej dla nas niejasne. Przypatrzmy się najpomyślniej rozwijającym się gatunkom: im bardziej wzrastają one w liczbę, tym bardziej wzmaga się ich dążność do dalszego przyrostu. Nie wiemy nawet dokładnie, jakie przeszkody działają chociażby na jeden gatunek. Nie zdziwi to jednak nikogo, kto rozumie, jak głęboka jest nasza nieznajomość tej kwestii nawet w stosunku do człowieka, który przecież nieporównanie lepiej jest znany od jakiegokolwiek innego zwierzęcia. Kwestia przeszkód hamujących rozmnażanie była dokładnie traktowana przez kilku autorów i spodziewam się, że w jednej z przyszłych mych prac będę mógł się nią zająć obszerniej, zwłaszcza w odniesieniu do dzikich zwierząt Ameryki Południowej. Na tym miejscu chcę zrobić kilka tylko uwag, by zwrócić uwagę czytelnika na niektóre główne punkty tej kwestii. Jaja lub bardzo młode zwierzęta zdają się w ogóle najłatwiej ulegać zniszczeniu, chociaż i tutaj są wyjątki. U roślin ginie wprawdzie bardzo wiele nasion, ale z kilku mych obserwacji zdaje się wypływać, że najbardziej cierpią siewki na skutek tego, iż wyrastają na gruncie gęsto już zarośniętym przez inne rośliny. Prócz tego siewki niszczone bywają przez wielu rozmaitych nieprzyjaciół. Na przykład na kawałku gruntu mającym trzy stopy długości i dwie stopy szerokości, skopanym i wypielonym, gdzie nie groziło zagłuszenie przez inne rośliny, notowałem wszystkie siewki naszych krajowych chwastów w miarę ich wschodzenia i przekonałem się, że na 357 zginęło nie mniej niż 295, głównie od ślimaków i owadów. Jeżeli pozostawimy sobie samej łąkę niedawno koszoną lub, co na jedno wychodzi, niedawno spasioną przez czworonogi, to zawsze słabsze rośliny, chociażby zupełnie rozwinięte, zostaną powoli zagłuszone przez silniejsze. I tak, na małym kawałku niedawno skoszonego trawnika (na 12 stopach kwadratowych) z dwudziestu gatunków zginęło dziewięć zagłuszonych, gdy zezwolono innym gatunkom na nieskrępowany rozwój.
       Ilość pożywienia zakreśla zwykle dla każdego gatunku ostateczną granicę, do której może się on rozmnażać. Często jednak przeciętnej liczby osobników danego gatunku nie określa zdobywanie pożywienia, ale pożeranie ich przez inne zwierzęta. Na przykład trudno, zdaje się, wątpić o tym, że ilość kuropatw, cietrzewi i zajęcy w dużych posiadłościach zależy głównie od wytępienia drobnych zwierząt drapieżnych. Jeśliby w ciągu przyszłych dwudziestu lat nie ubito w Anglii ani jednej sztuki zwierzyny, lecz równocześnie nie tępiono by wcale jej nieprzyjaciół, to prawdopodobnie po tym czasie ilość zwierzyny byłaby mniejsza niż dziś, kiedy rocznie biją jej setki tysięcy sztuk. Z drugiej strony jednak, w pewnych wypadkach, jak np. u słoni, żaden osobnik nie staje się łupem drapieżników, gdyż nawet indyjski tygrys tylko bardzo rzadko ośmiela się napadać na młodego słonia, pozostającego pod opieką matki.
       Klimat odgrywa również ważną rolę przy określaniu przeciętnej liczby osobników danego gatunku, gdyż periodyczne okresy nadmiernego zimna lub suszy zdają się być najsilniejszą przeszkodą do rozmnażania. Obliczyłem (głównie na podstawie znacznego zmniejszenia liczby gniazd na wiosnę), że zima 1854–1855 zniszczyła 4/5 ptaków w mym majątku. Jest to straszliwe zniszczenie, jeżeli weźmiemy pod uwagę, że u ludzi 10% śmiertelności podczas epidemii to już nadzwyczaj wiele. O ile wpływ klimatu na pierwszy rzut oka zdaje się być zupełnie niezależny od walki o byt, o tyle warunki klimatyczne zmniejszają głównie ilość pożywienia, a przez to wywołują surową walkę pomiędzy osobnikami tego samego lub rozmaitych gatunków, żywiącymi się tym samym pokarmem. Jeżeli nawet klimat, na przykład niezwykłe zimno, działa bezpośrednio, to zawsze ucierpią najwięcej osobniki najsłabsze lub te, które z postępem zimy zdobyły sobie najmniej pożywienia. Postępując od południa ku północy lub od wilgotnych okolic do suchych, spostrzegać będziemy zawsze, że niektóre gatunki stopniowo stają się coraz rzadsze i wreszcie znikają. Ponieważ zaś zmiana klimatu jest dla nas widoczna, skłonni jesteśmy przypisać całkowity wpływ bezpośredniemu oddziaływaniu klimatu. Pogląd ten jednak byłby błędny, zapominamy bowiem, że każdy gatunek, nawet tam, gdzie występuje najbardziej obficie, podlega w pewnych okresach swego życia niezmiernemu zniszczeniu przez swych wrogów i przez konkurentów do miejsca i pokarmu. Jeżeli zaś zmiana klimatu sprzyjać będzie chociażby w najmniejszym stopniu jego nieprzyjaciołom i współzawodnikom, będą oni wzrastali w liczbę, a ponieważ każda okolica zawsze jest dostatecznie zapełniona przez mieszkańców, gatunek tamten musi się zmniejszać. Gdy posuwając się ku południowi spostrzegamy, że pewien gatunek zmniejsza się w liczbie, to możemy być pewni, że przyczyna tego zjawiska leży zarówno w warunkach sprzyjających innym gatunkom, jak i w przeszkodach hamujących rozwój danego gatunku. Posuwając się od południa ku północy, dostrzegamy to samo zjawisko, jakkolwiek mniej wyraźnie, gdyż liczba wszystkich gatunków, a więc i konkurujących, zmniejsza się w tym kierunku. Stąd też posuwając się na północ lub też wstępując na wysokie góry, daleko częściej możemy spotykać formy karłowate, które są wywołane bezpośrednim szkodliwym wpływem klimatu, niż postępując ku południowi lub schodząc z gór. Skoro zaś dochodzimy do okolic podbiegunowych, do pokrytych śniegiem szczytów lub też do zupełnych pustyń, to przekonamy się, że walka o byt sprowadza się wyłącznie do walki z żywiołami.
       Na podstawie faktu, iż w naszych ogrodach rośnie imponująca liczba roślin, które znakomicie mogą znosić nasz klimat, ale które nigdy nie zdziczały dlatego, że nie mogą wytrzymać konkurencji z innymi roślinami krajowymi, ani też oprzeć się zniszczeniu przez krajowe zwierzęta, jasno widzimy, że klimat działa przeważnie pośrednio, przez sprzyjanie innym gatunkom. Gdy jakikolwiek gatunek dzięki niezwykle przyjaznym warunkom wzrośnie niezmiernie w liczbę na małej ograniczonej przestrzeni, często powstają epidemie — przynajmniej, jak się zdaje, zachodzi to u zwierzyny łownej. Byłaby to przeszkoda hamująca rozmnożenie, a niezależna od walki o byt. Zdaje się jednak, że nawet niektóre z tak zwanych epidemii pochodzą od robaków pasożytniczych, które rozmnożyły się nadmiernie wskutek pewnych przyjaznych warunków, być może wskutek łatwości rozprzestrzeniania się wśród gęsto skupionych zwierząt. Mielibyśmy więc i tutaj pewien rodzaj walki pomiędzy pasożytem a jego ofiarą.
       Z drugiej strony, w wielu wypadkach dla zachowania gatunku niezbędna jest wielka ilość osobników w porównaniu do liczby jego nieprzyjaciół. Dlatego to możemy z łatwością z naszych pól otrzymywać obfite żniwa zbóż, rzepaku itd., ilość bowiem ziaren tych roślin przewyższa niezmiernie liczbę ptaków, którym służą za pokarm, ptaki zaś, chociaż w jednej porze roku mają nadmiar pokarmu, nie mogą rozmnażać się odpowiednio do obfitości nasion, gdyż zima stawia znowu tamę ich rozmnażaniu się. Natomiast każdy, kto usiłował otrzymać nasiona z kilku źdźbeł pszenicy lub innych podobnych roślin wysianych w ogrodzie, wie, z jaką trudnością to się udaje. Co do mnie, to w podobnych wypadkach nie otrzymywałem ani jednego ziarna. Ta konieczność znacznej ilości osobników dla zachowania gatunku tłumaczy nam, jak sądzę, niektóre zadziwiające fakty w naturze, jak np. ten, że bardzo rzadkie rośliny występują niekiedy bardzo licznie w tych niewielu miejscach, gdzie je napotkać można; lub też ten fakt, że niektóre rośliny rosnące gromadnie występują też gromadnie, tj. obfitują w osobniki nawet na ostatecznych granicach swego zasięgu. W podobnych wypadkach możemy przypuścić, że roślina może się utrzymać tyko tam, gdzie warunki sprzyjają jej tak, że wiele osobników może żyć razem i tym sposobem ochronić gatunek od zniszczenia. Dodam tutaj jeszcze, że w wielu takich wypadkach niewątpliwą rolę odgrywać musi dobry wpływ krzyżowania oraz szkodliwy wpływ łączenia blisko spokrewnionych form. Nie będę jednak tutaj wchodził w szczegóły tej kwestii.
góra strony
                   
  
[1]
  
[2]
  
[3]
  
[4]
  
[5]
  
następny esej
Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach