Biologia
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
 Jesteś tutaj:  Wirtualny Wszechświat > Biologia > Ewolucjonizm > Teoria ewolucji Darwina 
  Indeks
Ewolucjonizm
Teoria ewolucji Darwina
Walka o byt
Dobór naturalny . . .
  Źródło
Karol Darwin
Fragmenty pochodzą z książki Karola Darwina
O powstawaniu gatunków drogą doboru naturalnego


  Walka o byt, cd.
 
SKOMPLIKOWANE STOSUNKI WZAJEMNE ZWIERZĄT I ROŚLIN W WALCE O BYT
 
       Znanych jest wiele przykładów wskazujących, jak skomplikowane i niespodziewane są wzajemne ograniczenia i stosunki pomiędzy organicznymi istotami, którym wypada walczyć na tym samym obszarze. Podam tutaj jeden przykład, który mimo że prosty, jednak mnie zaciekawił. W hrabstwie Stafford, w majątku jednego z moich krewnych, gdzie miałem wszelką możność badań, znajdowało się wielkie i nadzwyczaj nieurodzajne wrzosowisko, którego nigdy jeszcze nie dotknęła ludzka ręka. Kilkaset akrów zupełnie takiej samej ziemi ogrodzono przed dwudziestu pięciu laty i obsadzono szkocką sosną. Zmiana roślinności na obsadzonej drzewami części wrzosowiska była nadzwyczaj duża, większa od tej, jaką obserwujemy zwykle, przechodząc z jednego gruntu o zupełnie odmiennych właściwościach na drugi. Zmieniła się nie tylko stosunkowa ilość roślin pospolitych na wrzosowisku, ale w ogrodzonym miejscu kwitło dwanaście nowych gatunków (nie licząc traw i turzyc), których na pozostałej części wrzosowisk wcale nie było. Wpływ na owady w ogrodzonym miejscu musiał być jeszcze większy, gdyż pospolitych było tu sześć gatunków ptaków owadożernych, których nie było na pozostałej części wrzosowiska, posiadającego dwa lub trzy własne owadożerne gatunki. Widzimy tutaj, jak potężne były skutki samego tylko wprowadzenia jednego gatunku drzewa, chociaż nic innego nie zrobiono prócz ogrodzenia w celu niedopuszczenia bydła na ten obszar. Jak wielkie znaczenie jednak ma ogrodzenie, przekonałem się jasno w Surrey, niedaleko Farnham. Były tam rozległe wrzosowiska z niewielkimi kępkami starych szkockich sosen na szczytach nielicznych wzgórz, nieco oddalonych od siebie. W ostatnich dziesięciu latach ogrodzono znaczny obszar wrzosowiska i samosiewne sosny wyrosły na nim tak gęsto, że nie wszystkie były w stanie się utrzymać. Liczba ich tym więcej mnie uderzyła, skoro przekonałem się, że młodych drzew ani nie siano, ani nie sadzono. Wchodziłem wtedy na kilka wyniosłych punktów, z których mogłem widzieć setki akrów nie ogrodzonego wrzosowiska, lecz z wyjątkiem dawno posadzonych drzew nie mogłem dostrzec literalnie ani jednej sosny. Szukając jednak starannie pomiędzy łodygami wrzosów, znalazłem mnóstwo siewek i młodych drzewek, które bezustannie były obgryzane przez bydło. Na jednym jardzie kwadratowym, w odległości około stu jardów od grupy starych drzew, naliczyłem 32 małe drzewka, a jedno z nich, mające 26 pierścieni przyrostu rocznego, przez wiele lat nadaremnie usiłowało wznieść się ponad łodygi wrzosów. Nic też dziwnego, że po ogrodzeniu wrzosowisko porosło silnymi młodymi drzewami. Było ono przy tym tak rozległe i tak nieurodzajne, że nikt by nie przypuścił, iż bydło, szukając pokarmu, może je tak starannie ogryźć.
       Widzimy więc tutaj, że istnienie szkockiej sosny zależało bezwarunkowo od bydła. W innych znowu okolicach świata istnienie bydła zależy od owadów. Najciekawszy być może przykład tego rodzaju daje nam Paragwaj. W kraju tym nie zdziczało ani bydło, ani konie, ani psy, chociaż na północ i południe od Paragwaju zwierzęta te w dzikim stanie występują bardzo licznie. Azara i Rrengger wykazali, że zależy to od znanej liczebności pewnego występującego w Paragwaju gatunku muchy, która składa swe jaja do pępka nowo narodzonych zwierząt tych gatunków. Dalszemu zwiększaniu się liczby tych owadów — zresztą licznych — musi coś stać na przeszkodzie; prawdopodobnie inny jakiś owad pasożytniczy. Stąd jeżeli liczba niektórych owadożernych ptaków zmniejszyłaby się w Paragwaju, to owady pasożytnicze prawdopodobnie urosłyby w liczbę; liczba much składających swe jajka do pępka noworodków zmniejszyłaby się wtedy, a bydło i konie zdziczałyby, co znowu z pewnością (jak to obserwowałem w niektórych okolicach Ameryki Południowej) wpłynęłoby poważnie na zmianę roślinności. Oddziałałoby to w wysokim stopniu na owady, a za pośrednictwem owadów, jak widzieliśmy to w hrabstwie Stafford, na owadożerne ptaki i tak dalej w coraz szerszych kręgach o ciągle wzrastającej złożoności. W naturze stosunki te bynajmniej nie zawsze są tak proste, jak powyżej wskazano. Ze zmiennym szczęściem musi być prowadzona bezustannie walka za walką; a jednak w końcu siły tak się dokładnie równoważą, że postać natury pozostaje przez długi czas nie zmieniona, chociaż bez wątpienia najmniejsza nawet drobnostka mogłaby zapewnić jednej żyjącej istocie zwycięstwo nad drugą. Nasza zaś nieświadomość jest tak głęboka, a nasza zarozumiałość tak wielka, że dziwi nas, kiedy słyszymy o wymarciu jakiejkolwiek istoty organicznej, a nie znając przyczyny, odwołujemy się do kataklizmów pustoszących cały świat lub wymyślamy prawa o ograniczonym trwaniu form organicznych!
       Kusi mnie, by podać tu jeszcze jeden przykład wykazujący, jak ściśle są splecione siecią powikłanych stosunków rośliny i zwierzęta, oddalone od siebie w łańcuchu istot organicznych. Będę miał później sposobność wykazać, że egzotyczna Lobelia fulgens nigdy nie bywa w moim ogrodzie odwiedzana przez owady i dlatego, wskutek swej osobliwej budowy, nigdy nie wydaje nasion. Wszystkie prawie nasze rośliny storczykowate potrzebują koniecznie odwiedzin owadów, które zbierają ich pyłek i tym sposobem je zapylają. Z doświadczeń mych przekonałem się, że udział trzmieli jest prawie zawsze konieczny przy zapylaniu bratków (Viola tricolor L. s. l.), gdyż inne pszczołowate nie odwiedzają ich kwiatów. Przekonałem się również, że odwiedziny pszczół są konieczne dla zapylenia niektórych koniczyn. Na przykład dwadzieścia kwiatostanów koniczyny białej (Trifolium repens) wydało 2290 nasion, a dwadzieścia innych kwiatostanów, gdy je zakryto i nie dostały się pszczoły, nie wydało ani jednego nasienia. Podobnie sto kwiatostanów koniczyny łąkowej (T. Pratense) wydało 2700 nasion, a ta sama ilość kwiatostanów zakrytych przed owadami również nie wydała ani jednego nasienia. Koniczyna łąkowa nawiedzana bywa tylko przez trzmiele, gdyż inne pszczołowate nie mogą dostać się do nektaru. Przypuszczano także, że drobne motyle nocne mogą zapylać koniczynę; wątpię jednak, czy jest to możliwe u koniczyny łąkowej, gdyż waga ich ciała nie starczyłaby do obniżenia łódeczki, która stanowi część korony. Możemy więc uważać za wysoce prawdopodobne, że gdyby cały rodzaj trzmieli znikł zupełnie lub stał się bardzo rzadki w Anglii, to bratki i koniczyna łąkowa stałyby się również bardzo rzadkie lub znikłyby zupełnie. Ilość trzmieli w danej okolicy zależy w znacznym stopniu od ilości myszy polnych, które niszczą ich plastry i gniazda. Pułkownik Newman, który długi czas badał zwyczaje trzmieli, sądzi, „że w całej Anglii ginie w ten sposób więcej niż dwie trzecie tych owadów”. Następnie, jak każdemu wiadomo, ilość myszy zależy od ilości kotów, a pułkownik Newman mówi o tym: „W pobliżu wsi i małych miasteczek znajdowałem więcej gniazd trzmieli niż gdzie indziej, co przypisuję większej ilości kotów niszczących myszy”. Tym sposobem, rzecz zupełnie prawdopodobna, że obfitość kotów w danej okolicy może wpływa za pośrednictwem najpierw myszy, a potem trzmieli na ilość pewnych kwiatów w tej okolicy!
       Każdy gatunek napotyka prawdopodobnie różne przeszkody, działające w różnych okresach życia, w różnych porach roku lub w różnych latach. Jedna z takich przeszkód lub kilka z nich są zazwyczaj silniejsze od innych, ale wszystkie razem określają przeciętną liczbę osobników lub nawet istnienie gatunku. W niektórych razach dowieść można, że w różnych okolicach na ten sam gatunek oddziałują najbardziej różne przeszkody. Przyglądając się rozmaitym roślinom i krzewom zarastającym gęsto brzeg rzeki, skłonni jesteśmy przypisywać skład roślinności i stosunkową ilość jej przedstawicieli tylko temu, co nazywamy przypadkiem. Ale jakże fałszywy będzie ten pogląd! Każdy słyszał o tym, że skoro w Ameryce wycięty zostanie las, na jego miejsce wyrasta inna zupełnie roślinność, ale zauważono także, że roślinność na ruinach starożytnych osad indiańskich, w południowych Stanach Zjednoczonych, gdzie dawniej musiano wyciąć drzewa, wykazuje dzisiaj taką samą wspaniałą rozmaitość i ten sam stosunek gatunków, co otaczające dziewicze lasy. Jakaż tu walka w ciągu wieków odbywać się musiała pomiędzy różnymi gatunkami drzew, corocznie rozsiewającymi tysiące nasion! Co za wojna owadów z owadami, ślimaków i innych zwierząt z ptakami i drapieżnymi czworonogami, pomiędzy istotami, z których każda dąży do rozmnażania się, które pożerają się wzajemnie lub też karmią się drzewem, jego nasionami, jego siewkami lub innymi roślinami, które pokrywały początkowo grunt i powstrzymywały przez to wzrost drzew. Rozrzućmy w powietrzu garstkę pierza; wszystkie piórka skierują się do ziemi na podstawie pewnych określonych praw, ale jakże proste wyda się nam zadanie oznaczenia miejsca, na które każde z nich upadnie, jeżeli porównamy je z zadaniem wyśledzenia wszystkich działań i przeciwdziałań niezliczonej ilości zwierząt i roślin, które w ciągu wieków określiły skład roślinności i stosunkową ilość gatunków drzew rosnących na starych ruinach osad indiańskich.
       Wzajemna zależność istot organicznych, jak np. pomiędzy pasożytem a jego gospodarzem, istnieje zazwyczaj pomiędzy istotami zajmującymi odległe miejsce w łańcuchu istot organicznych. Podobnie dzieje się i z istotami, o których można by powiedzieć, że w ścisłym znaczeniu tego słowa walczą o byt, jak np. w przypadku czworonogów trawożernych i szarańczy. Ale najsurowsza prawie zawsze musi być walka pomiędzy osobnikami jednego gatunku, gdyż zamieszkują one tę samą okolicę, poszukują tego samego pokarmu i wystawione są na jednakowe niebezpieczeństwa. Walka pomiędzy odmianami jednego gatunku jest prawie zazwyczaj równie zacięta i widzimy niekiedy, że się szybko rozstrzyga; jeżeli na przykład posiejemy razem kilka odmian pszenicy, a pomieszawszy otrzymane z nich nasiona znowu posiejemy je razem, wtedy niektóre z tych odmian lepiej przystosowane do klimatu lub do gruntu albo bardziej płodne odniosą zwycięstwo nad innymi, a wydając więcej nasion ostatecznie po kilku latach wyprą inne odmiany. Aby hodować razem kilka tak niezmiernie bliskich odmian, jak różnobarwne groszki pachnące, trzeba zbierać oddzielnie co roku ich nasiona i następnie je mieszać w należytych proporcjach; w przeciwnym razie słabsze odmiany zmniejszać się będą liczebnie, póki nie znikną zupełnie. To samo da się powiedzieć o niektórych odmianach owiec. Wykazano już, że niektóre górskie odmiany owiec wypierają inne górskie odmiany, tak że te ostatnie zaczynają głodować i razem hodować ich nie można. To samo stosuje się do hodowli rozmaitych odmian pijawki lekarskiej. Można nawet wątpić, czy odmiany jakichkolwiek bądź naszych zwierząt lub roślin hodowanych mają na tyle równe siły, zwyczaje i budowę, aby w ciągu pół tuzina pokoleń zachował się ich pierwotny stosunek liczbowy (przy unikaniu krzyżowania), jeżeli wypadnie im tak walczyć pomiędzy sobą, jak walczą organizmy w stanie natury i jeżeli co roku nie zachowywano by młodych i nasion w należytej proporcji.
góra strony
                   
  
[1]
  
[2]
  
[3]
  
[4]
  
[5]
  
następny esej
Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach