Biologia
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
 Jesteś tutaj:  Wirtualny Wszechświat > Biologia > Ewolucjonizm > Teoria ewolucji Darwina 
  Indeks
Ewolucjonizm
Teoria ewolucji Darwina
Walka o byt
Dobór naturalny . . .
  Źródło
Karol Darwin
Fragmenty pochodzą z książki Karola Darwina
O powstawaniu gatunków drogą doboru naturalnego


  Dobór naturalny, czyli przeżycie najstosowniejszego, cd.
 
PRZYKŁADY DZIAŁANIA DOBORU NATURALNEGO, CZYLI PRZEŻYCIA NAJSTOSOWNIEJSZEGO
 
       Aby wytłumaczyć, w jaki sposób, według mego zdania, działa dobór naturalny, pozwolę sobie podać jeden lub dwa hipotetyczne przykłady. Przedstawmy sobie wilka, który poluje na rozmaite zwierzęta, zdobywając jedne podstępem, inne siłą, inne znowu chyżością biegu, i przypuśćmy, że najszybsze ze zwierząt służących mu za zdobycz, np. jeleń, na skutek jakichś zmian w okolicy rozmnoży się bardzo lub też że liczebność innych zwierząt, którymi wilk się żywi, zmniejszy się w tej porze roku, w której wilkowi najtrudniej znaleźć pokarm. Przy takich warunkach najbystrzejsze i najzręczniejsze wilki będą miały najwięcej szans na przeżycie, a więc zachowają się one, czyli staną się obiektem doboru, zawsze jednak pod warunkiem, że zachowają również siły do opanowywania zdobyczy w danej lub też jakiejś innej porze roku, gdy wypadnie im polować na inne zwierzęta. Nie mam powodu, by bardziej wątpić w taki właśnie przebieg procesu niż w to, że człowiek może powiększyć rączość swych chartów drogą systematycznego i starannego doboru lub też tylko drogą tego nieświadomego doboru, który powstaje, gdy każdy usiłuje hodować najlepsze charty bez najmniejszej myśli o przekształcaniu rasy. Mogę tu dodać, że według Pierce w górach Catskill w Stanach Zjednoczonych istnieją dwie odmiany wilków, jedna wysmukła, przypominająca nieco charta, która poluje na jelenie, i druga bardziej krępa, z krótszymi nogami, która częściej napada na stada owiec.
       Muszę zauważyć tutaj, że w powyższym przykładzie mówiłem o najszybszych osobnikach wilków, a nie o jakiejś wybitnej odmianie. W poprzednich wydaniach mego dzieła wyrażałem się tak, jakoby ta ostatnia alternatywa często miała miejsce. Dostrzegłem wielkie znaczenie różnic indywidualnych, co skłoniło mnie do pełnego omówienia rezultatów doboru nieświadomego, dokonywanego przez człowieka, a polegającego na zachowaniu wszelkich mniej lub więcej cennych osobników i na usuwaniu najgorszych. Zauważyłem też, że utrzymywanie się w naturze takich przypadkowych odchyleń w budowie, jak potworności, jest dosyć rzadkim zjawiskiem i że gdyby się one nawet początkowo utrzymały, musiałyby się zatracić przez krzyżowanie z normalnymi osobnikami. Pomimo to jednak, dopóki nie przeczytałem znakomitego artykułu w „North British Dreview” (1867), nie oceniałem należycie, jak rzadko mogą się ustalać pojedyncze drobne czy też bardzo znaczne zmiany. Autor tego artykułu bierze jako przykład parę zwierząt, która w ciągu życia wydaje dwieście potomków. Z tych dwustu, z powodu rozmaitych niszczących przyczyn, przeciętnie dwa tylko utrzymają się i wydadzą potomstwo. Dla większości wyższych zwierząt jest to liczba być może krańcowa, ale bynajmniej nie dla wielu niższych organizmów. Autor wykazuje dalej, że gdyby urodził się tylko jeden osobnik nieco odmienny, to nawet gdyby miał on dwa razy więcej niż inne szans na utrzymanie się przy życiu, bardziej prawdopodobne będzie, że się nie zachowa. Jeśli się zaś nawet przypuści, że wyżyje i rozmnoży się i że połowa jego młodych odziedziczy korzystną zmianę, to i wtedy, jak dowodzi autor artykułu, młode będą miały niewiele więcej widoków do utrzymania się przy życiu oraz wydania potomstwa i widoki te zmniejszać się będą w następnych pokoleniach. Sądzę, że trudno przeczyć słuszności tych uwag. Przypuśćmy na przykład, że jakikolwiek gatunek ptaka mógłby łatwiej zdobywać sobie pożywienie za pomocą zakrzywionego dzioba. Gdyby tedy istotnie urodził się taki ptak z silnie zakrzywionym dziobem, mógłby się on łatwo utrzymać. Mimo to mało jest widoków, by jeden taki osobnik mógł utrwalić swój typ i wyprzeć zupełnie zwykłą formę. Z tego jednak, co widzimy przy hodowli, nie można wątpić, że taki rezultat otrzymano by wtedy, gdyby w ciągu wielu pokoleń utrzymała się znaczna liczba osobników z mniej lub więcej zakrzywionymi dziobami i gdyby wyginęła jeszcze większa liczba osobników z prostymi dziobami.
       Nie powinniśmy jednak zapominać, że pewne wybitniejsze zmiany, których nikt by nie uważał tylko za różnice indywidualne, powracają często wskutek tego, że pewne przyczyny jednakowo oddziaływują na jednakowe organizacje, na co mamy liczne przykłady u naszych tworów hodowlanych. W takich wypadkach, jeżeli zmieniony osobnik nie przeniesie od razu nowej swej cechy na swe potomstwo, to bez wątpienia, dopóki nie zmienią się warunki, przekaże mu jeszcze większą skłonność do zmiany w danym kierunku. Trudno więc wątpić, że dążność do zmiany w pewnym kierunku była częstokroć tak silna, że wszystkie osobniki jednego gatunku zmieniały się równocześnie i jednakowo bez żadnego współudziału doboru. Albo też w podobny sposób zmieniała się tylko trzecia, piąta lub dziesiąta część wszystkich osobników — na co moglibyśmy podać wiele przykładów. I tak Graba sądzi, że prawie piąta część nurzyków na wyspach Faroer stanowi tak wyraźną odmianę, że poprzednio uważano je za osobny gatunek nazwany Uria lacrymans. W podobnych przypadkach forma pierwotna może być w krótkim czasie na mocy prawa przeżycia najstosowniejszego wyparta przez formę zmienioną, jeżeli zmiana byłaby korzystna dla gatunku.
       Później powrócę raz jeszcze do wpływu krzyżowania się na usuwanie wszelkiego rodzaju zmian; tutaj chciałem tylko zauważyć, że większość zwierząt i roślin trzyma się swych stron ojczystych i nie oddala się od nich bez potrzeby. Widzimy to nawet u wędrownych ptaków, które powracają zazwyczaj do tego samego miejsca. Tak więc, każda nowa powstająca odmiana będzie z początku tylko miejscowa, co też istotnie zdaje się powszechnie mieć miejsce z odmianami w stanie natury. Stąd też w jednym miejscu istnieć będzie mała grupa osobników jednakowo zmienionych, które będą się krzyżować pomiędzy sobą. Jeżeli nowej odmianie poszczęści się w walce o byt, to powoli będzie się ona rozprzestrzeniać ze swego centrum, komasując i pokonując nie zmienione jeszcze osobniki w coraz to szerszym zasięgu swego występowania.
       Podam teraz jeszcze jeden, bardziej złożony przykład, wyjaśniający działanie doboru naturalnego. Niektóre rośliny wydzielają słodki płyn, prawdopodobnie w celu wydalenia z ich soku jakichś szkodliwych substancji. Odbywa się to na przykład za pomocą gruczołów, które u niektórych strączkowych (Leguminosae) znajdują się u podstawy przylistków, a u wawrzynu na spodniej stronie liści. Płyn ten, chociaż wydzielany w niewielkiej ilości, jest bardzo poszukiwany przez owady; lecz odwiedziny ich nie przynoszą żadnej korzyści roślinie. Przypuśćmy teraz, że sok ten, czyli nektar, zostaje wydzielany u niektórych osobników jakiegokolwiek gatunku na wewnętrznej stronie kwiatów. W takim przypadku owady, szukając nektaru, pokryją się pyłkiem kwiatowym i będą go często przenosiły z jednego kwiatu na drugi. Tym sposobem skrzyżują kwiaty dwóch różnych osobników jednego gatunku; a skrzyżowanie się — co stwierdzić można dowodami — prowadzi do powstania silniejszych siewek, które zatem będą miały więcej widoków na przeżycie i na wydanie kwiatów. Rośliny z kwiatami mającymi największe miodniki wydawać będą najwięcej nektaru, będą więc najczęściej odwiedzane przez owady i najczęściej będą się krzyżować; tym sposobem z biegiem czasu uzyskają one przewagę i utworzą lokalną odmianę. Tak samo będą się znajdować w przyjaznych warunkach, czyli ulegną wyselekcjonowaniu, te kwiaty, w których pręciki i słupki będą tak rozmieszczone w stosunku do wymiarów i zwyczajów odwiedzających je owadów, że zostanie ułatwione przenoszenie pyłku. Moglibyśmy również wziąć za przykład owady, które z kwiatów zbierają nie miód, lecz pyłek. Wprawdzie zniszczenie pyłku, który służy wyłącznie do zapłodnienia, może na pierwszy rzut oka uchodzić za wielką stratę dla rośliny. Jednakże, gdyby nawet ginęło dziewięć dziesiątych pyłku, zawsze przenoszenie jego odrobiny z kwiatu na kwiat, z początku przypadkowe, później zaś regularne, przez owady odżywiające się pyłkiem byłoby i tak bardzo korzystne dla rośliny, gdyż umożliwiałoby krzyżowanie, a osobniki z najbardziej rozwiniętymi pylnikami i wytwarzające największą ilość pyłku byłyby zawsze uprzywilejowane.
góra strony
poprzedni esej
  
[1]
  
[2]
  
[3]
  
[4]
  
[5]
  
[6]
  
[7]
  
[8]
  
[9]
  
[10]
  
[11]
  
[12]
  
[13]
  
[14]
  
[15]
  
                   
Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach