Biologia
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
 Jesteś tutaj:  Wirtualny Wszechświat > Biologia > Ewolucjonizm > Teoria ewolucji Darwina 
  Indeks
Ewolucjonizm
Teoria ewolucji Darwina
Walka o byt
Dobór naturalny . . .
  Źródło
Karol Darwin
Fragmenty pochodzą z książki Karola Darwina
O powstawaniu gatunków drogą doboru naturalnego


  Dobór naturalny, czyli przeżycie najstosowniejszego, cd.
 
       Skoro tedy, w miarę powtarzania się powyższego procesu, roślina nasza stałaby się bardzo przyciągająca dla owadów, to te ostatnie będą mimo woli regularnie przenosiły pyłek z kwiatu na kwiat. O tym, że mogą one to robić niezwykle skutecznie, mógłbym wykazać na wielu uderzających przykładach. Podam tutaj jeden tylko wypadek, który również jest przykładem pewnego kroku na drodze do zupełnego podziału płci u roślin. Niektóre osobniki ostrokrzewu1 wydają jedynie kwiaty męskie o czterech pręcikach z raczej niewielką ilością pyłku i ze szczątkowym zalążkiem; inne osobniki wydają tylko żeńskie kwiaty z zupełnie rozwiniętym słupkiem, z czterema pręcikami o zmarniałych pylnikach, bez najmniejszego śladu pyłku. Znalazłszy egzemplarz żeński dokładnie w odległości sześćdziesięciu jardów od drzew męskich, przejrzałem pod mikroskopem znamiona dwudziestu jego kwiatów wziętych z różnych gałęzi i na wszystkich bez wyjątku znalazłem pyłek, na niektórych nawet w wielkiej ilości. Ponieważ wiatr wiał od kilku dni w kierunku od żeńskiego drzewa do męskich, nie mógł on żadną miarą przenieść pyłku na kwiaty żeńskie. Pogoda była zimna, burzliwa, a więc nieprzyjazna dla pszczół, a pomimo to każdy zbadany przeze mnie kwiatek był istotnie zapłodniony za pośrednictwem pszczół, które przy zbieraniu nektaru przenosiły się z jednego drzewa na drugie. Powróćmy jednak do naszego hipotetycznego przykładu. Skoro tylko roślina staje się tak przyciągająca dla owadów, że pyłek przenoszony jest regularnie z kwiatu na kwiat, może rozpocząć się inny proces. Żaden przyrodnik nie wątpi o korzyści tego, co nazwano „fizjologicznym podziałem pracy”. Dlatego też można by sądzić, że dla rośliny korzystne będzie, jeżeli w jednym kwiecie lub na jednym osobniku rozwijać się będą same tylko pręciki, podczas gdy inny kwiat lub inny osobnik wyda same tylko słupki. U roślin hodowanych lub umieszczonych w nowych warunkach życia czasem męskie, a czasem żeńskie narządy stają się mniej lub więcej niepłodne. Przypuśćmy teraz, że przytrafia się to w stanie natury chociażby w najmniejszym stopniu. Ponieważ teraz pyłek i tak już przenoszony bywa regularnie z jednego kwiatu na drugi i ponieważ rozdział płci byłby na mocy prawa podziału pracy korzystny dla rośliny, więc osobniki, u których skłonność taka rozwijać się będzie coraz silniej, będą się znajdowały w bardziej sprzyjających warunkach i będą bezustannie dobierane, dopóki w końcu nie nastąpi zupełny podział płci. Gdyby nie brak miejsca, wykazałbym tutaj rozmaite fazy, przez które poprzez dymorfizm i inne środki przechodzą obecnie rośliny do rozdziału płci. Mogę tutaj dodać tylko, że niektóre gatunki ostrokrzewu w Ameryce Północnej są według Asa Gray dokładnie w pośrednim stadium; kwiaty ich — jak on się wyraża — są mieszane pod względem rozdziału płci.
       Zwróćmy teraz uwagę na owady karmiące się nektarem. Przypomnimy, że roślina, u której wytwarzanie nektaru zwiększyliśmy powoli drogą nieustannego doboru, jest rośliną pospolitą i że niektóre owady z nektaru tego czerpią większą część swego pokarmu. Mógłbym tutaj podać wiele dowodów na to, jak pszczołowate starają się o oszczędzanie czasu. Mają one na przykład zwyczaj przegryzania rurek kwiatowych i wysysania nektaru u podstawy niektórych kwiatów, do których z cokolwiek większym tylko trudem wejść by mogły przez ujście. Pamiętając o tych szczegółach, nie widzę powodu, by wątpić, że w pewnych warunkach indywidualne różnice co do długości lub krzywizny języczka2 itd., zbyt drobne, byśmy je mogli zauważyć, mogą jednak być korzystne dla pszczołowatych lub dla innych owadów, gdyż niektóre osobniki łatwiej mogłyby się dostać do pokarmu. Tym sposobem społeczności, do których te owady należą, rozwijałyby się znakomicie i wydałyby wielką ilość rojów mających te same przymioty. Rurki kwiatowe koniczyny łąkowej i krwistoczerwonej (Trifolium pratense i T. incarnatum) na pierwszy rzut oka nie wykazują różnicy w długości, a tymczasem pszczoła może z łatwością pobierać miód z koniczyny krwistoczerwonej, ale nie ze zwykłej łąkowej, którą odwiedzają jedynie trzmiele. Toteż całe pola koniczyny łąkowej ofiarowują daremnie pszczołom obfite zapasy drogocennego nektaru. Że pszczoły lubią ten nektar, jest to rzecz pewna; widziałem bowiem często — chociaż tylko w jesieni — że wiele pszczół pobierało nektar przez otwór w koronie, wygryziony poprzednio przez trzmiele. Różnica pomiędzy długością korony u dwóch gatunków koniczyny, różnica, od której zależą odwiedziny pszczół, musi być bardzo niewielka; upewniano mnie bowiem, że po skoszeniu koniczyny łąkowej kwiaty drugiego pokosu są nieco mniejsze i są licznie nawiedzane przez pszczoły. Nie wiem, o ile twierdzenie to jest słuszne, ani też czy da się sprawdzić drugie mniemanie, a mianowicie, że pszczoła włoska, uważana zazwyczaj za odmianę zwykłej pszczoły i krzyżująca się z nią z łatwością, potrafi dosięgnąć i pobrać nektar z koniczyny łąkowej. Tym sposobem, w okolicy obfitującej w ten gatunek koniczyny byłoby niezmiernie korzystne dla pszczoły posiadać języczek cokolwiek dłuższy lub też odmiennie zbudowany. Z drugiej strony, ponieważ płodność tej koniczyny zależy bezwarunkowo od pszczołowatych odwiedzających jej kwiaty, to w razie gdyby trzmiele stawały się rzadsze w okolicy, byłoby wielką korzyścią dla rośliny posiadać koronę nieco krótszą lub głębiej powycinaną, tak aby pszczoły łatwiej mogły się dostać do nektaru. W ten sposób pojmujemy, jak kwiat i pszczołowate przekształcały się powoli równocześnie lub jedno za drugim i jak przystosowywały się doskonale do siebie za pomocą ciągłego zachowywania się tych osobników, które wykazywały drobne chociażby odchylenia budowy, wzajemnie korzystne dla obu form.
       Wiem dobrze, że teoria doboru naturalnego, tak jak ją przedstawiłem w powyższych hipotetycznych przykładach, napotyka te same zarzuty, które po raz pierwszy przeciwstawiono wspaniałym poglądom Sir Karola Lyella na „współczesne zmiany powierzchni ziemi jako wyjaśnienie geologicznych zjawisk”. Dziś jednak rzadko słyszymy, aby nazywano te czynniki, działające i teraz jeszcze, drobnymi lub nic nieznaczącymi, skoro chodzi o wytłumaczenie wyżłobienia najgłębszych dolin lub utworzenia długich łańcuchów górskich w głębi kontynentów. Dobór naturalny działa jedynie drogą zachowywania i nagromadzania drobnych dziedzicznych zmian, korzystnych dla zachownego organizmu, i jeżeli nowoczesna geologia rozstała się prawie zupełnie z takimi poglądami, jak wyżłobienie wielkiej doliny przez jedną falę potopu, to i dobór naturalny wyruguje wszelką wiarę w ciągłe stwarzanie nowych istot organicznych lub też w jakiekowiek wielkie i nagłe zmiany w ich budowie.

1 Ilex aquifolium (przyp. red.)
2 Glossa (przyp. red.).
góra strony
poprzedni esej
  
[1]
  
[2]
  
[3]
  
[4]
  
[5]
  
[6]
  
[7]
  
[8]
  
[9]
  
[10]
  
[11]
  
[12]
  
[13]
  
[14]
  
[15]
  
                   
Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach