Fizyka
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
 Jesteś tutaj:  Wirtualny Wszechświat > Fizyka > Wielkie wykłady - Boska cząstka 
  Indeks
Wielkie wykłady
Dramatis personae
Niewidoczna piłka
nożna

Pierwszy fizyk cząstek
Interludium A:
Opowieść o dwóch
miastach

Poszukiwania atomu:
mechanicy

Dalsze poszukiwania
atomu: chemicy
i elektrycy

Nagi atom
Interludium B:
Tańczący mistrzowie
wiedzy tajemnej

Akceleratory: one
rozkwaszają atomy,
nieprawdaż?

Interludium C:
Jak w ciągu weekendu
złamaliśmy parzystość
i odkryliśmy Boga

A–tom!
I wreszcie Boska
Cząstka

Mikroprzestrzeń,
makroprzestrzeń
i czas przed
początkiem czasu

Mikroprzestrzeń/
makroprzestrzeń

Akcelerator z
nieograniczonym
budżetem

Teorie takie i siakie
GUT-y
Susy
Superstruny
Płaskość i ciemna
materia

Charlton, Golda i Guth
Inflacja i cząstka
skalarna

Przed początkiem
czasu

Powrót Greka
Do widzenia
Koniec fizyki?
Obowiązkowe boskie
zakończenie
  Źródło
Leon Lederman,
Dick Teresi

BOSKA CZĄSTKA
Jeśli Wszechświat jest odpowiedzią, jak brzmi pytanie?

Przełożyła Elżbieta
Kołodziej-Józefowicz


  Obowiązkowe boskie zakończenie
 
Obowiązkowe boskie zakończenie
 
P
oszukując pomysłu na zakończenie tego wykładu, przestudiowałem zakończenia kilkudziesięciu publikacji popularnonaukowych adresowanych do szerokiego kręgu odbiorców. Są one zawsze filozoficzne i  zawsze pojawia się w  nich Stwórca przyjmujący ulubioną dla autora postać albo postać ulubioną dla ulubionego autora danego autora. Zauważyłem, że w  książkach popularnonaukowych występują dwa rodzaje zakończeń. Pierwszy charakteryzuje się pokorą. Pomniejszanie znaczenia rodzaju ludzkiego zazwyczaj zaczyna się od przypomnienia czytelnikowi, że już wielokrotnie bywaliśmy usuwani z  centrum: nasza planeta nie jest środkiem Układu Słonecznego, Układ Słoneczny nie leży w  środku naszej Galaktyki, a  nasza Galaktyka nie wyróżnia się niczym szczególnym spośród innych galaktyk. Jeśli to nie wystarczy, by zniechęcić nawet najbardziej pewnych siebie osobników, dowiadujemy się, że również tworzywo, z  którego my sami i  wszystko wokół nas jest zrobione, składa się tylko z  niewielkiej próbki elementarnych obiektów składających się na Wszechświat. Następnie autorzy tego typu podsumowań stwierdzają, że rodzaj ludzki, jego osiągnięcia i  pomniki nie odgrywają praktycznie żadnej istotnej roli w  ewolucji kosmosu. Mistrzem takiej przepełnionej skromnością oceny jest Bertrand Russell:
       „Taki w  zarysie, choć jeszcze bardziej pozbawiony celu i  znaczenia, jest świat, w  który Nauka każe nam wierzyć. Pośród tego świata, jeśli w  ogóle gdziekolwiek, nasze ideały muszą sobie znaleźć schronienie. To, że człowiek jest wytworem przypadków, z  którymi nie wiąże się żadna wizja końca; że jego pochodzenie, rozwój, nadzieje i  lęki, jego uczucia i  wierzenia są zaledwie wynikiem przypadkowych zderzeń atomów; że ani ogień, ani bohaterstwo, ani bogactwo myśli i  uczuć nie zachowają życia po śmierci; że przeznaczeniem wysiłków wszystkich wieków, całego poświęcenia, wszystkich natchnień i  olśnień ludzkiego geniuszu jest zagłada wraz ze śmiercią Układu Słonecznego; że cała ta świątynia ludzkich osiągnięć musi nieodwołalnie zostać pogrzebana pod szczątkami Wszechświata – wszystko to, jeśli nawet nie jest bezdyskusyjne, jest niemal tak pewne, że żadna filozofia, która to odrzuca, nie może się utrzymać. Tylko odwołując się do tych prawd, tylko na mocnym fundamencie rozpaczy można bezpiecznie zbudować mieszkanie duszy.
       Krótkie i  bezsilne jest życie Człowieka, na niego i  całą jego rasę spada powoli i  w  sposób nieunikniony wyrok bezlitosny i  ciemny...”
       Na co ja tylko odpowiadam cicho:
       – Ach! Coś w  tym jest.
       Steven Weinberg wyraził to zwięźlej: „Im bardziej Wszechświat wydaje się zrozumiały, tym bardziej sprawia wrażenie bezcelowego”. Teraz już z  pewnością nie uwolnimy się od uczucia upokorzenia.
       Są także i  tacy, którzy zwracają się w  zupełnie przeciwnym kierunku. To ci, dla których próby zrozumienia Wszechświata nie są wcale doświadczeniem uczącym pokory, ale powodem do głoszenia swej chwały. Ta grupa pragnie „zrozumieć umysł Boga” i  mówi, że poznając stajemy się istotną częścią całego procesu. Do głębi poruszeni, wracamy na należne nam miejsce w  centrum Wszechświata. Niektórzy filozofowie tego rodzaju posuwają się nawet do stwierdzenia, że cały Wszechświat jest wytworem ludzkiego umysłu. Inni, nieco skromniejsi, mówią, że samo istnienie naszego umysłu, nawet na nieskończenie małej, nic nie znaczącej, zwykłej planecie musi być istotną częścią Wielkiego Planu. Na co ja odpowiadam, zupełnie cichutko, że miło jest być potrzebnym.
       Wolę jednak mieszaninę tych dwóch ujęć i  jeśli mamy tu gdzieś znaleźć miejsce dla Bogini, skorzystajmy z  pomocy ludzi, którzy podarowali nam tak wiele niezapomnianych Jej obrazów. Oto szkic końcowej sceny błyskotliwej hollywoodzkiej transmutacji tego wykładu.
       Bohater jest prezesem Towarzystwa Astrofizycznego, trzykrotnym laureatem Nagrody Nobla. Stoi w  nocy na plaży, szeroko rozstawione nogi mocno wbił w  piasek. Potrząsa pięścią w  kierunku wygwieżdżonej czerni nieba. Namaszczony swym człowieczeństwem, świadom najpotężniejszych osiągnięć ludzkości woła do Wszechświata, przekrzykując łoskot rozbijających się fal: „Stworzyłem cię. Jesteś wytworem mojego umysłu – moją wizją i  moim wynalazkiem. To ja daję ci przyczynę, cel i  piękno. Po cóż innego byś miał istnieć, jeśli nie dla mojej świadomości i  mego rozumowania, w  którym się ujawniasz?”
       Na niebie pojawia się niewyraźna wirująca jasność i  świetlisty promień oświetla naszego człowieka-na-plaży. Przy akompaniamencie wzniosłych akordów Mszy h-moll Bacha albo partii solowej na piccolo ze Święta wiosny Strawińskiego światło na niebie z  wolna układa się w  obraz Jej twarzy – uśmiechniętej, lecz z  wyrazem nieskończonego, pełnego słodyczy smutku.
       Obraz znika. Ciemność. Lista płac.
góra strony
poprzedni fragment                    
Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach