Fizyka
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
 Jesteś tutaj:  Wirtualny Wszechświat > Fizyka > Wielkie wykłady - Boska cząstka 
  Indeks
Wielkie wykłady
Dramatis personae
Niewidoczna piłka
nożna

Pierwszy fizyk cząstek
Interludium A:
Opowieść o dwóch
miastach

Poszukiwania atomu:
mechanicy

Dalsze poszukiwania
atomu: chemicy
i elektrycy

Nagi atom
Interludium B:
Tańczący mistrzowie
wiedzy tajemnej

Pomruki rewolucji
Akceleratory: one
rozkwaszają atomy,
nieprawdaż?

Interludium C:
Jak w ciągu weekendu
złamaliśmy parzystość
i odkryliśmy Boga

A–tom!
I wreszcie boska
cząstka

Mikroprzestrzeń,
makroprzestrzeń
i czas przed
początkiem czasu

  Źródło
Leon Lederman,
Dick Teresi

BOSKA CZĄSTKA
Jeśli Wszechświat jest odpowiedzią, jak brzmi pytanie?

Przełożyła Elżbieta
Kołodziej-Józefowicz


  Interludium B: Tańczący mistrzowie wiedzy tajemnej
 
Tańczący mistrzowie
wiedzy tajemnej
 
Chcę wiedzieć, jak Bóg stworzył ten świat.
Nie interesuje mnie to czy inne zjawisko. Chcę znać Jego myśli, reszta to szczegóły.
ALBERT EINSTEIN
 
P
odczas nie kończącego się procesu wzniecania i  podtrzymywania wśród szerokich kręgów społeczeństwa entuzjazmu dla budowy nadprzewodzącego superakceleratora (SSC) odwiedziłem w  Waszyngtonie senatora Bennetta Johnstona, demokratę z  Luizjany. Jego poparcie było ogromnie ważne dla losów mającego kosztować osiem miliardów dolarów akceleratora. Johnston jest dość dociekliwym człowiekiem jak na senatora Stanów Zjednoczonych. Lubi rozmawiać o  czarnych dziurach, pętlach czasowych i  tym podobnych zjawiskach. Gdy wszedłem do jego gabinetu, wstał zza biurka i  potrząsnął mi przed nosem książką. „Panie Lederman, mam do pana mnóstwo pytań na ten temat” – powiedział. Była to książka Tańczący Mistrzowie Wu Li Gary'ego Zukava. Wdaliśmy się w  rozmowę o  fizyce i  spędziłem z  nim ponad godzinę zamiast zaplanowanego kwadransa. Wciąż czekałem na jakąś zręczną okazję, czy choćby tylko pauzę, którą mógłbym wykorzystać jako punkt wyjścia dla wtrącenia swojej śpiewki w  sprawie SSC („Skoro już mowa o  protonach, to wie pan, mam na oku taką maszynę...”). Ale Johnston był niezmordowany, bez przerwy mówił o  fizyce. Gdy sekretarka przerwała nam po raz czwarty, uśmiechnął się i  powiedział: „Wiem, po co pan przyszedł. Gdyby mnie pan zaczął namawiać, obiecałbym, że zrobię, co w  mojej mocy, ale tak było znacznie ciekawiej! Oczywiście, zrobię, co w  mojej mocy”. I  naprawdę zrobił całkiem sporo.
       Trochę mnie zaniepokoiło to, że żądny wiedzy senator zaspokajał ciekawość, czytając książkę Zukava. W  ciągu ostatnich kilku lat ukazało się mnóstwo publikacji – Tao fizyki Fritjofa Capry może być kolejnym przykładem – które usiłują wyjaśniać współczesną fizykę w  kategoriach pojęciowych właściwych wschodnim religiom i  mistycyzmowi. Ich autorzy mają skłonność do formułowania ekstatycznych konkluzji typu: wszyscy jesteśmy częścią kosmosu, kosmos jest częścią nas. Wszyscy jesteśmy jednością! (A  bank, nie wiadomo dlaczego, przysyła rachunki każdemu z  osobna). Niepokojące jest to, że senator mógł nabić sobie głowę dziwnymi pomysłami, pochodzącymi z  takich książek, tuż przed ważnym głosowaniem nad losami urządzenia wartego ponad osiem miliardów dolarów, którym mają zarządzać fizycy. Oczywiście, Johnston zna się trochę na nauce i  zna wielu naukowców.
       Natchnieniem dla tych książek jest zazwyczaj teoria kwantowa i  jej wrodzona niesamowitość. Jedna z  nich – niech na zawsze pozostanie bezimienna – przedstawia trzeźwe rozważania na temat zasady nieoznaczoności Heisenberga, eksperymentu myślowego EPR i  twierdzenia Bella, a  następnie przechodzi do entuzjastycznej dyskusji nad doznaniami psychicznymi wywołanymi przez LSD, opowiada o  duchach i  zmarłej dawno temu istocie o  imieniu Seth, która przekazywała swoje idee za pośrednictwem pewnej gospodyni domowej zamieszkałej w  Elmira, w  stanie Nowy Jork. Najwyraźniej przesłanką tego dzieła i  innych jemu podobnych jest przekonanie, że skoro teoria kwantowa jest niesamowita, to czemuż by nie podnieść do rangi faktów naukowych także i  innych dziwnych rzeczy?
       Nie warto byłoby zawracać sobie głowy takimi książkami, gdyby w  księgarniach leżały one w  działach poświęconych zjawiskom paranormalnym czy ezoterycznym. Niestety, często bywają umieszczane w  dziale wydawnictw naukowych, być może dlatego, że ich tytuły zawierają słowo „kwant” lub „nauka”. Zbyt wiele z  tego, co czytelnicy wiedzą na temat fizyki, czerpią właśnie z  książek tego typu. Przyczepię się tutaj do dwóch z  nich, najbardziej wybitnych w  swojej kategorii: Tao fizyki i  Tańczący Mistrzowie Wu Li. Obie zostały opublikowane w  latach siedemdziesiątych. Trzeba przyznać, że te książki – Tao Fritjofa Capry, który otrzymał doktorat na Uniwersytecie Wiedeńskim i  Mistrzowie Gary'ego Zukava – pozwoliły wielu ludziom zapoznać się z  fizyką. To bardzo dobrze. I  z  pewnością nie ma nic złego w  doszukiwaniu się paralel między nową fizyką kwantową a  hinduizmem, buddyzmem, taoizmem, filozofią Zen, czy choćby tradycyjną kuchnią kantońską. Ponadto Capra i  Zukav wiele zagadnień przedstawili poprawnie. Każda z  tych książek jest miejscami całkiem nieźle napisana i  dobrze popularyzuje zagadnienia fizyczne, przez co wydaje się wiarygodna. Niestety, autorzy przeskakują od pewnych udowodnionych pojęć naukowych do takich, które leżą daleko poza granicami fizyki, a  logiczny pomost łączący jedne z  drugimi, jeśli w  ogóle istnieje, jest nadzwyczaj chwiejny.
       Na przykład Zukav całkiem nieźle uporał się z  wyjaśnieniem słynnego eksperymentu Younga z  podwójną szczeliną. Ale podana przez niego analiza wyników jest zadziwiająca. Jak już mówiliśmy, w  zależności od tego, czy jedna, czy dwie szczeliny są otwarte, otrzymuje się różny rozkład fotonów (albo elektronów). Eksperymentator mógłby zatem zadać sobie pytanie: skąd cząstka „wie”, ile szczelin jest otwartych? Jest to, oczywiście, dość cudaczny sposób pytania o  mechanizm zjawiska. Zasada nieoznaczoności Heisenberga, pojęcie leżące u  podstaw teorii kwantowej, mówi, że nie można określić, którą szczeliną przechodzi cząstka, nie niwecząc całego eksperymentu. Za sprawą może dziwacznych, ale efektywnych rygorów nałożonych przez teorię kwantową, pytania tego rodzaju są zupełnie pozbawione sensu.
       Ale Zukav dowiedział się z  tego eksperymentu czegoś zupełnie innego: cząstka wie, czy otwarta jest jedna szczelina, czy dwie. Fotony są inteligentne! Ale to jeszcze nie wszystko: „Jesteśmy zmuszeni przyznać – pisze Zukav – że fotony, będące energią, przypuszczalnie przetwarzają informację i  dostosowują swoje zachowanie do wymogów sytuacji, a  także, choć może to zabrzmieć dziwnie, wydają się tworami organicznymi”. To są zabawne rozważania, może nawet filozoficzne, ale dawno już opuściliśmy obszar nauki.
       Paradoksalnie, choć Zukav gotów jest przypisać świadomość fotonom, nie akceptuje istnienia atomów. Pisze: „Atomy nigdy nie były czymś »rzeczywistym«. Są hipotetycznymi bytami skonstruowanymi po to, by dane eksperymentalne uczynić bardziej zrozumiałymi. Nikt, ale to nikt żadnego z  nich nigdy nie widział”. Znowu odzywa się pani z  audytorium, rzucająca nam wyzwanie: „Czy widział pan kiedy atom?” Ona przynajmniej zadawała pytanie i  gotowa była wysłuchać odpowiedzi. Zukav sam udzielił odpowiedzi – negatywnej. Ale jeśli nawet zechcemy dziś dosłownie interpretować jego poglądy, okaże się, że znacznie rozmijają się z  prawdą. Od czasu opublikowania Mistrzów wielu ludzi widziało atomy dzięki skanującemu mikroskopowi, który pozwala robić malcom piękne zdjęcia.
       Capra jest znacznie bystrzejszy i  ostrożniej formułuje swoje tezy, choć w  zasadzie też pozostaje niedowiarkiem. Twierdzi, że należy porzucić „prosty mechanistyczny obraz odwołujący się do podstawowych cegiełek”. Wychodząc od rozsądnych rozważań o  fizyce kwantowej, konstruuje zawiłe spekulacje i  wykazuje zupełny brak zrozumienia dla misternej sieci powiązań, łączących teorię z  eksperymentem, oraz tego, jak wiele potu, trudu i  łez kosztuje każdy krok na drodze rozwoju nauki.
       O  ile lekceważący stosunek do nauki prezentowany przez omawianych autorów tylko zniechęca mnie do nich, o  tyle prawdziwi szarlatani po prostu mnie denerwują. Prawdę mówiąc, Tao i  Mistrzowie to stosunkowo przyzwoici przedstawiciele pisarstwa należącego do pośredniej strefy między dobrymi książkami naukowymi a  obłąkaną twórczością szarlatanów, oszustów i  szaleńców. Ci ludzie gwarantują życie wieczne tym, którzy ograniczą swą dietę do korzeni sumaku. Donoszą o  spotkaniach z  istotami pozaziemskimi. Demaskują fałsz teorii względności, ponad którą przedkładają sumeryjski odpowiednik Kalendarza dla rolników. Pisują do brukowej prasy i  zarzucają stertami listów wszystkich znanych naukowców. Większość z  tych ludzi jest nieszkodliwa, jak ta siedemdziesięcioletnia kobieta, która na ośmiu gęsto zapisanych stronicach donosiła mi o  swojej konwersacji z  małymi zielonymi gośćmi z  kosmosu. Ale nie wszyscy są nieszkodliwi. Sekretarz redakcji czasopisma „Physical Review” został zastrzelony przez człowieka, któremu odmówiono publikacji niespójnego artykułu.
       Trzeba przyznać, że we wszystkich dziedzinach, wszystkich obszarach ludzkiej działalności istnieje taka czy inna forma establishmentu, czy to w  postaci grupy starzejących się profesorów fizyki z  prestiżowych uniwersytetów, potentatów restauracji typu fast food lub wyższych oficjeli organizacji skupiającej prawników. Postęp w  nauce wtedy przebiega najszybciej, gdy obala się gigantów. Dlatego nawet sami członkowie establishmentu gorliwie poszukują obrazoburców, buntowników z  (intelektualnymi) bombami. Oczywiście, nikt się nie cieszy, widząc własną teorię obróconą w  perzynę. Niektórzy mogą nawet zareagować – odruchowo i  tylko przez moment – jak polityczny establishment w  obliczu rebelii. Ale tradycja przewrotów zbyt silnie wrosła w  strukturę nauki. Kształcenie i  nagradzanie młodych i  twórczych adeptów jest świętym obowiązkiem uczonego. (Najsmutniejsza ocena, jaką można komuś wystawić, brzmi: sama młodość to jeszcze nie wszystko). Ta etyka, nakazująca otwartość wobec młodzieży, wywrotowców i  przeciwników ortodoksji, stwarza sposobność, by wślizgnęli się także szarlatani i  pomyleńcy. Mogą oni żerować na niedouczonych, nierozważnych dziennikarzach, redaktorach i  innych strażnikach mediów. Niektórzy oszuści zdołali odnieść godny podziwu sukces, ot, choćby izraelski magik Uri Geller albo pisarz Immanuel Velikowsky, czy nawet niektórzy posiadacze doktoratów w  dziedzinie nauk ścisłych. (Tytuł doktora w  jeszcze mniejszym stopniu jest rękojmią prawdy niż Nagroda Nobla). To właśnie ludzie tego pokroju stanowią źródło doniesień o  takich cudach jak „widzące dłonie”, „psychokineza”, „kreacjonizm”, „poliwoda”, „zimna fuzja” i  wiele innych oszukańczych pomysłów. Zazwyczaj twierdzą oni, że skostniały establishment prześladuje nowo odkrytą prawdę, pragnąc dla siebie zachować prawa i  przywileje.
       Oczywiście, może się tak zdarzyć. Ale w  naszej dziedzinie nawet członkowie establishmentu buntują się przeciw establishmentowi. Nasz święty patron, Richard Feynman, w  eseju zatytułowanym „Czym jest nauka” napominał studentów: „uczcie się od nauki, że nie wolno wam wierzyć ekspertom. [...] Nauka to wiara w  ignorancję ekspertów”. A  dalej: „Każde pokolenie, które odkrywa coś nowego, musi przekazać to następnym, ale musi to przekazać w  postaci delikatnie zrównoważonej mieszaniny poszanowania i  jego braku, tak, aby nasza rasa [...] nie przekazywała młodym swoich błędów, lecz skumulowaną mądrość oraz tę mądrość, że może ona wcale nie być mądrością”.
       Ten wymowny fragment wyraża głębokie przekonanie nas wszystkich, którzy trudziliśmy się w  winnicy nauki. Oczywiście, nie wszyscy uczeni potrafią posługiwać się krytycznym zmysłem, zebrać w  sobie mieszaninę pasji i  zrozumienia, o  której pisał Feynman. To jest jedna z  wielu rzeczy, którymi naukowcy różnią się między sobą. Prawdą jest też, że niektórzy traktują siebie zbyt poważnie; nie potrafią wówczas ocenić krytycznie własnej pracy albo, co gorsza, pracy młodych ludzi, którzy rzucają im wyzwanie. Żadna dziedzina nie jest doskonała, ale społeczeństwo nie zdaje sobie sprawy, jak chętnie, z  jakim zapałem i  radością społeczność naukowa danej dziedziny wiedzy wita intelektualnych obrazoburców – jeśli tylko mają oni cokolwiek do zaoferowania.
       Tragedia tkwi nie w  tym, co piszą kiepscy pseudonaukowi pisarze, nie w  tym, że agent ubezpieczeniowy z  Witchita wie dokładnie, w  którym miejscu Einstein popełnił błąd, i  pisze o  tym książkę, nie w  tym, że jakiś oszust powie wszystko jedno co, byle tylko zarobić parę groszy, nie w  tym, co robią Geller, Velikovsky i  im podobni. Tragedią są szkody, jakie ponosi łatwowierne i  niedouczone społeczeństwo, które tak łatwo jest omamić. Ludzie będą kupować piramidki, zapłacą krocie za zastrzyki z  wyciągu z  małpich gruczołów, będą żuć pestki moreli, pójdą wszędzie i  zrobią wszystko, czego od nich zażądają różni hochsztaplerzy, którzy – awansowawszy z  jarmarcznych kramów do najpopularniejszych programów telewizyjnych – w  imię nauki sprzedają coraz więcej zuchwałych paliatywów.
       Dlaczego jesteśmy – mówiąc „my”, mam na myśli społeczeństwo – tak bardzo podatni na podobną manipulację? Być może czujemy się niepewnie w  obliczu nauki, bo nie jesteśmy zaznajomieni z  mechanizmami jej ewolucji i  rozwoju. Społeczeństwo postrzega naukę jako monolityczny gmach, wzniesiony przy użyciu niewzruszonych reguł i  przekonań, a  także – dzięki stworzonemu przez media wizerunkowi drętwego jajogłowego – traktuje naukowców jako starych, sklerotycznych obrońców status quo. W  rzeczywistości nauka jest znacznie bardziej elastyczna. Istotą nauki nie jest status quo, lecz rewolucja.
góra strony
poprzedni fragment następny fragment
Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach