Astronomia
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:   Wirtualny Wszechświat > Astronomia  
  Tematy
- Historia astronomii
- Narzędzia i metody astronomii
- Astronomia sferyczna i praktyczna
- Badania kosmiczne
- Układ Słoneczny
- Słońce
- Galaktyki
- Kosmologia
- Gwiazdozbiory całego roku
- Eseje

  Szukacz




FENOMENA
Jan Kochanowski

<< powrót...
 
 [ 1 ]   [ 2 ]


Od Boga poczynajmy, Bóg początkiem wszemu,
A początku zaś nie masz ani końca Jemu. 
On był jeszcze przed wieki, On dawnych ciemności
Nieporządek rozprawił mocą swej mądrości.
On ziemię wszytkorodną, On morze żeglowne,
On utwierdził na wieki niebo niestanowne.
Dzień i noc Jego sprawa, i to światło wdzięczne
Niezgaszonego słońca, i koło miesięczne.
Tenże i niebo natknął gwiazdami ślicznymi,
Aby ludziom znaczyły czasy biegi swymi.
Stąd wie oracz, kiedy ma rolą uprawować,
Stąd wie, kiedy siać albo nowy sad sprawować,
Stąd pogodę i wiatry, i przyszły deszcz baczy,
Tymi znaki nas bowiem Bóg przestrzegać raczy,
Aby człowiek co w swojej pracy nie szkodował,
Ale owszem z urobku swego się radował.
Słusznie Go tedy zawżdy na przód wspominamy;
Na przód i na wet, bo stąd wszytko dobre mamy.
Miej cześć, Ojcze łaskawy, Ojcze dobrotliwy,
Ciebie chwalić powinien każdy człowiek żywy!
A ty, o Uranija, życz mi łaski swojej,
Aby ludzie poznali gwiazdy z pieśni mojej,
Której ja dziś wzór biorę z dawnego Arata;
Twój to dar, jesli ona będzie godna świata.

WOZY

Wszytki gwiazdy tym pięknym wzorem usadzone
Pojmuje z sobą niebo nieustanowione.
Sama oś, która prędki krąg niebieski toczy,
Z miejsca swego by namniej nigdy nie wykroczy,
Ale trwa niewzruszona ziemię przenikając
A w poły prawie nieba oba końca mając
Wszczepione, co imienia nie ma w naszej mowie,
Ale polos i Greczyn, i Rzymianin zowie.
Jeden z nich na południe w morzu zatopiony,
A drugi na północy wzgórę wyniesiony.
Po prawej i po lewej ręce ten pośledni
Ma dwa wozy widome, jako znaczą jedni:
Trzy gwiazdy niesie dyszel, czterema pałają
Koła; parę niedźwiedzic drudzy przyznawają,
Które grzbiety do siebie są postanowione 
Mając głowy na krzyżach spólnie położone
Tak, że na wznak bieg dzierżą; snać to mamki były
Jowiszowe i za to nieba dostąpiły.
Jedna z nich Cynozura po grecku się zowie,
Ta druga jest Helice; pośledniej Grekowie,
Ale pierwszej sydońskie nawy używają,
Kiedy głębokie morskie wody przemierzają.
Ona świetna i znaczna, a gdy słońce zajdzie,
Żadnej gwiazdy na niebie tak prędko nie najdzie.
Cynozura zaś mniejsza, lecz wodzem pewniejszym
Żeglarzowi, bo wszytka biega w kole mniejszym.

SMOK

Między tymi podobien rzece Smok się wije
A ogon zatokami stąd i zowąd kryje.
Gdzie ma głowę Helice, tam ogon położył,
Potym się sam ku głowie Cynozury złożył,
A obszedszy ją do nóg ostatecznym kołem,
Rzucił się wzad i stanął zatoczywszy czołem
Znienagła ku Helice. Skroń oboja pała
I oczy; na paszczece jedna gwiazda biała;
Tej więc głowa tam wpada na głębokie morze,
Gdzie wieczorne i rane mieszają się zorze.

KLĘCZEŃ

Niedaleko tej głowy okrutnego węża
Widać żałosny wyraz poklękłego męża:
Ręce ma rozciągnione, końcem prawej nogi
Niezmierzonego Smoka przyciska łeb srogi.

WIENIEC

Przy boku tegoż męża, dziewiącią gwiazd wity,
Kwitnie cnej Aryjadny Wieniec znakomity.

OFIUCHUS ALBO WĘŻOWNIK

Ale przy głowie zasię patrzaj drugiej głowy
Jasnego Ofijucha, któremu takowy
Ogień z ramion wychodzi, że i w pełnią gore
Upatrzony; w ręku już nie tak światło spore.
W nich się wielki wąż kręci, który przepasuje
Ofijucha; ten przedsię śmiele następuje.

NIEDŹWIADEK

Niedźwiadkowi na piersi; z rąk na obie stronie
Węża zbywa; część bywa prawa przy ogonie,
Ale gdzie z lewej ręki wzgórę się wydziera,
Aż o Wieniec okrągły żędłem się opiera.

WAGA

Tamże pod jego grzbietem przypatruj się pilnie
Równej Wadze, ale ta nie gore tak silnie.

BOOTES

Woza wielkiego dyszel trzyma pochylony 
Arktofilaks, od inszych Bootes rzeczony.
Wszytek jasny, lecz ogień pod plecionym sznurem
Przed inszymi zacniejszy - zowią go Arkturem.

PANNA

Pod nogami oglądasz Boota jasnego
Pannę, która kłos trzyma zboża dostałego.
Któregokolwiek ojca córką chcesz być zwana 
Bo rózne ludzkie głosy, o Panno wybrana!
Pojźrzy okiem łaskawym ku tej niskiej ziemi
A dopuść się mianować rymy niegodnemi!
Póki płynął chwalebny on pierwszy wiek złoty,
A ludzie przestrzegali dobrowolnie cnoty
Nie patrząc albo na kaźń, albo jakie prawa,
Ale sama przystojność - ta była ustawa,
Święta sprawiedliwości! i tyś nie gardziła
Śmiertelnym towarzystwem, aleś z nimi żyła,
Każdego nauczając jego powinności,
A oni twój święty głos mieli w uczciwości.
Przetoż onych lat pierwszych ani miecza znano,
Ani między krewnymi o zwadzie słychano.
Żyli wszyscy w pokoju przestawając na tym,
Co przyrodzeniu dosyć; więc morski pław zatym
Nie był ludziom znajomy, a dla breły złota
W niebezpieczeństwo żaden nie wdawał żywota.
Pług a rola - to wszytka ludzka żywność była,
A święta sprawiedliwość wszem błogosławiła.
Ale kiedy zaś nastał śrebrny wiek po złotym,
Rzadko tę świętą Pannę widać było potym.
I to z ludźmi już nigdy mieszać się nie chciała,
Ale wieczorem tylko z gór się więc puszczała,
A upatrzywszy ludzi gromadę niemałą
Wymawiała im jawnie cnotę zaniedbałą:
"Jakie - prawi - złe dzieci po narodzie złotym!
Lecz jeszcze i wy gorszych narodzicie potym,
Który wiek walki srogie i mordy pobudzi,
A rozmaity smętek przypadnie na ludzi."
To rzekszy, ku świadomym górom się puściła
Niewściągniona, a ony strachem napełniła.
Ale jako żelazu śrebro ustąpiło,
Tak nad pierwsze gorszych się ludzi namnożyło,
Którzy naprzód złoczynną szablę ukowali
I robotnego wołu na srogi stół dali.
Nie mogła dalej zmieszkać z narodem okrutnym
Święta Panna, lecz poszła w niebo lotem chutnym
I osiadła to miejsce, skąd czasu nocnego
Da się widzieć, sąsiada Boota zacnego.
U tej na prawym skrzydle płomień nad ramiony
Wynika, Protrigitir od Greków rzeczony,
Tej wielkości i światła tak znakomitego,
Jakiej ogon Niedźwiedzia gore co więtszego.
Świetny to i ma świetne gwiazdy wedla siebie,
A łacno je obaczyć poźrzawszy po niebie,
Bo krom tych, które w głowie i w łapach gorają,
Czterzy co naświetniejsze w kroku miejsce mają
Na kwater usadzone, lecz za przebaczeniem
Starych żadnej z nich własnym nie zowiem imieniem.

BLIŹNIĘTA, RAK, LEW

Pod głową są Bliźnięta, a Rak wielonogi
Pod brzuchem, pod nogami zadnimi Lew srogi.
Tu droga nagorętsza jest słonecznych koni,
Tu ziemia za Kosami ziemne włosy roni.
Na ten czas Etezyje na morze wpadają,
Nawy wiatr niesie, wiosła odpoczynek mają.

WOŹNICA

Na lewej stronie Bliźniąt przypatrz się Woźnicy,
Który głowę swą trzyma przeciwko Helicy;
Na ramieniu ma Kozę, na pięści Koziełki;
Owa jasna, ale tych płomień nie tak wielki.
Płomień niewielki, ale żeglarzom szkodliwy,
Bo niepogody budzi i wiatr popędliwy.

WÓŁ

U nóg woźniczych ujźrzysz poklękłego Woła,
Jego znaki żywemu podobne są zgoła.
Tak znaczny łeb, tak świetne rogi ukazuje,
Że krom gwiazd obcych sam się swymi opisuje.
W czele świecą Hyjady (my zowiem Dżdżownice),
Lewy róg, a zaś prawą nogę u Woźnice
Jedna gwiazda zejmuje; obadwa pospołu
Bieżą, lecz u zachodu pierwej widać Wołu.

CEFEUS

Ale ani Cefeów naród utrapiony
Będzie leżał na stronie zgoła niewspomniony,
Bo i ci za krewnością wzięci są do nieba
Cefea w tyle patrzać Cynozury trzeba,
Ręce ma rozciągnione, a sam na swym kroku
Stoi od Cynozury pośledniego skoku.

KASJOPEA

Przy pasie, kiedy ujźrzysz pierwszy zakręt smoczy,
Po drugiej stronie niebo Kasyjope toczy
Nieprawie znaczna, zwłaszcza pod pełnią, bo ona
Nie z wielu i nie z gęstych gwiazd jest usadzona.
Jakim kształtem drzwi stoją kluczem przepędzone,
Tak te gwiazdy zdadzą się tam być rozsadzone,
A sama biedne ręce tak rozkrzyżowała,
Jakoby udręczonej córki żałowała.

ANDROMEDA

Bo tamże Andromeda blisko nieszczęśliwa,
Której światłość w pozny czas nocny niewątpliwa
Taką ma świetną głowę, tak znaczne ramiona
I nogi, sama jasnym płaszczem ogarniona.
Ale przedsię i w niebie jest w swej dawnej męce,
Bo i tam ma do skały przykowane ręce.

KOŃ

Nad nią jest Koń skrzydlaty; jej warkocz pleciony
Z jego brzuchem jest jednym płomieniem spojony.
Ku tej gwiaździe trzy drugie Koniowi należą,
Które na jego bokach cztermi kąty leżą
Jasne i wielkie; głowa nie tak jasno gore
Ani szyja, choć wielka czeluść ma tak spore
Światło, że może zrównać z gwiazdami pierwszymi,
Których czterzy Koń niesie znacznych przed inszymi.
Ale u niego czterech nóg patrzać nie trzeba,
Bo tylko przednie członki ukazuje z nieba.
Ten to Koń (co chcą ludzie mieć za rzecz prawdziwą)
Na wielkim Helikonie wzbudził wodę żywą,
Który przedtym suchy był, lecz skała kopytem
Uderzona strzeliła strumieniem obfitem.
Koniów zdrój i dziś zowią; ten z kamienia płynie,
Lecz Koń między gwiazdami na powietrzu słynie.

SKOP

Tamże są prędkie nogi Skopu rogatego,
Który, ścieżkami bieżąc koła nawiętszego,
Kosmatej Cynozury przedsię nie zostaje.
Sam by więc przy miesiącu tępe światło daje,
Lecz go po taśmie szukać Andromedy trzeba,
Bo pod nią mało co tkwi. Ten pośrzodek nieba
Depce, gdzie Niedźwiadkowe ostatnie ramiona
I świetny pas wielkiego biega Oryjona.

DELTOTON

Jest jeszcze i drugi znak nad Skopem włożony,
Poniżej Andromedy trzykątem sadzony;
Deltoton swym imieniem Grekowie mianują,
Bowiem czwartą literę na ten kształt malują.
Dwie linije na równe, trzecia trochę mniejsza,
Ale zasię gwiazdami daleko zacniejsza.

RYBY

Pod tym głowę Skop trzyma, nieco nachylony
Ku południu, a jesli spojźrzysz w tamte strony,
Ujźrzysz Ryby, z tych jedna jaśniej połyskuje
I barziej północnego Akwilona czuje.
Każda z nich swym łańcuchem za plusk uwiązana.
Łańcuchy gwiazda spięła, od Greków nazwana
Niebieski węzeł; lewe Andromedy ramię
Północnej Ryby sięga - to masz pewne znamię.

PERSEUS

U nóg wielki Perseus, a jeden sam taki
Między wszytkimi nieba północnego znaki.
Prawą ręką stolice dosiągł Kasyjopy,
A sam w usilnym biegu wznosi prędko stopy.

PLEJADY ALBO BABY

Tuż przy lewym kolenie, w kupie usadzone,
Baby bieżą, nieznacznym światłem obdarzone.
O siedmi powiadają, lecz to płone wieści,
Bo kto się chce przypatrzyć, nie masz więcej sześci.
Jedna zginąć nie mogła, starzy przedsię bają
O siedmi i każdej z nich własne imię dają,
Które to są: Elektra, Celeno, Meropa,
Alcyjona, Tajgeta, Maja i Steropa.
Te, acz drobne i ciemne, a wszakże tak rane
Jako pozne, nie mogą być przepamiętane,
Bo to na nie Bóg włożył, że opowiadają
Lato i zimę, i czas, kiedy orać mają.

LUTNIA

Jest i Lutnia na niebie, którą naprzód sprawił
W dzieciństwie Merkuryjus i światu objawił,
Ta potym dla pamiątki na niebo wniesiona
I przy lewym kolenie Klęcznia zawieszona
Mając łeb z drugiej strony ptaszy podle siebie,
Między którym a Klęczniem tkwi w okrągłym niebie.

ŁABĘĆ

Ten ptak jest Łabęć biały, nieprawie wielkimi,
Nie nazbyt też gwiazdami przyodzian ciemnymi.
Prawe Skrzydło przy prawej ręce Cefeowej,
A lewe zaś przy nodze niesie Pegazowej.

WODNIK, KOZOROŻEC

W koło Konia dwie Rybie przed sobą się chronią,
A temu grzywy sięga Wodnik prawą dłonią.
Wodnik za Kozorożcem zawżdy pozniej wschodzi,
Kozorożec uprzedza i na dół uchodzi.
Tu kiedy słońce będzie, nie miej z morzem sprawy,
Bo spore być nie mogą na krótkim dniu pławy,
A jesli cię ku nocy pocznie miotać morze,
Nierychło się dowołasz niepospiesznej zorze.
W ten czas wiatry panują, w ten czas z mrozem srogim
Wszytki członki martwieją żeglarzom ubogim.
Przedsię i dziś, i zawsze na morzu okręty,
A my jako nurowie częstokroć brzeg święty
Upatrujem z daleka, w ten czas, kiedy wały
Biją, a my od śmierci tylko przez dyl mały.

STRZELEC

Ale i pierwszy miesiąc miej za podejźrzany,
Kiedy od słońca Strzelec bywa zagrzewany.
Znak tego nieomylny Niedźwiadek więc daje,
Kiedy na końcu nocy z wody rano wstaje,
Bo tuż za jego żędłem Strzelec łukiem włada
Nałożonym, a potem rychło sam wypada
Za Niedźwiadkiem tuż w tropy; tam więc o tym czesie
Cynozura wysoko w nocy głowę niesie.
Rano wszytko Oryjon, a przy Oryjonie
Zaraz w morzu Cefeus od rąk po pas tonie.

STRZAŁA

Jest potym druga Strzała, lecz krom łuku leży,
A przy niej Łabęć bliżej Akwilona bieży.

ORZEŁ

Tuż jest i prędki Orzeł, Łabęcia pomniejszy,
Ale wiatry pobudzać żaden gwałtowniejszy.

DELFIN

Delfin nad Kozorożcem mniejszy w połowicy,
W głowie ma przeciw sobie dwie a dwie źrzenicy.
A to jest poczet znaków, które z jednej strony
Słoneczny trop, a z drugiej duch nieuniesiony
Akwilonów zamyka; drugich patrzaj potym
Między Austrem a między tymże znakiem złotym!

ORION, KOSY

W tym placu, gdzie rogaty Wół głowę położył,
Mało niżej pochyły Oryjon się złożył - 
Kosami drudzy zowią, a kto go przepatrzy,
Próżno znaku na niebie świetniejszego patrzy.

PIES

Takież Pies idzie za nim, z różnych gwiazd złożony,
Bo brzuch u niego śmiady, lecz w pysku czerwony,
Okrutny płomień gore; stądże mu Grekowie
Syryjusz imię dali w swojej zacnej mowie.
Tego, gdy z słońcem wznidzie, szczepy nie omylą,
Co słabą żywność mając w list się tylko silą,
Bo każdy do korzenia promieniem przerazi,
Zdrowym posiłek daje, mdłe do końca kazi.
Tego i zachód czuje; na drugich nam mało,
Bo te nie tak szkodliwe, tylko znaczą ciało.

ZAJĄC

Pod nogami jasnego Oryjona Zając
We dnie i w nocy bieży nie odpoczywając.
Tego Pies przerzeczony ledwe nie popadnie,
Za nim z morza wynika, za nim w morze padnie.

ARGO

Za ogonem wielkiego Charta postępuje
Okręt, który nie takim sposobem żegluje,
Żeby przodkiem pruł wały, lecz z tobą wspak płynie -
Prosto jako więc nawa, nim w porcie zawinie
Zwyczajny żeglarz, a ta, posłuszna styrowi,
Postępuje znienagła tyłem ku brzegowi.
Tym kształtem Argo płynie, po maszt pierwsza gaśnie
Połowica, ostatek połyskawa jaśnie.
Styr tam jest opuszczony, gdzie poślednie nogi
Charta wprzód idącego trzymają się drogi.

WIELORYB

Jakokolwiek daleko Andromeda leży,
Przedsię za nią Wieloryb niewściągniony bieży,
Ale ta Akwilona jasnego się trzyma,
Wieloryba zaś Auster pochmurny przedyma.
Ten dziw morzki pod Skopem jest i pod Rybami
Nad bystrymi niebieskiej odnogi drogami.

ERYDAN

Bo i Erydanowa woda tu wniesiona,
A ciągnie się od lewej nogi Oryjona.
Sidła, którymi zjęta jest oboja Ryba,
Zbiegają się na ostrym czubie Wieloryba
Pod jednę spólną gwiazdę, która tak węzłowi
Temu należy, jako i Wielorybowi.
Te zaś drobnym i bladym światłem opatrzone,
Między styrem a dziwem morzkim położone,
Pod Zającowym brzuchem imion swych nie mają,
Bowiem ani osoby żadnej wyrażają.
Jak ich wiele porządkiem swoim rozsadzonych
Bieży tymiż drogami lat niepowściągnionych,
Których jeszcze dotychmiast nikt nie rozrachował
Ani wszytkich przezwiskiem właściwym mianował
Kładąc je pod swe znaki, bo to niepodobno,
Aby śmiertelny człowiek każdą znał osobno,
Bo ich zewsząd moc wielka, a w tej obfitości
Siła ich jednej miary, także i światłości.
Wszytkie idą a idą kołem rozpuszczone;
Przeto udzielne znaki są postanowione,
Aby, jeden z drugiego snadnie obaczony,
Każdy gwiazd pewny znaczył poczet zamierzony,
Skąd to jest, że już wszytki swe przezwiska mają
Ani nam z oceanu z podziwieniem wstają.
Te tedy pewnym piątnem świecą rozeznane,
Lecz pod Zającem ciemne i nie mianowane.

RYBA

Poniżej Kozorożca rózna pierwszych Ryba
(Południą zowią) składa wzrok na Wieloryba.
Między tymi są zasię drugie gwiazdy płone,
Pod Wodnikiem wilgotnym skąpo rozświecone.
Tych niedaleko strumień nieprawie gwiaździsty,
Który z prawice leje ten to Wodnik isty.
Dwie gwiaździe w nim zacniejsze: ta Wielorybowi
Pluska sięga, a ta tkwi w nogach Wodnikowi.
U Strzelca pod przednimi nogami Korona
Daleko na południe gore zaniesiona.

OŁTARZ

W tychże stronach pod żędłem prawie Niedźwiadkowi
Idzie niebem podobny wyraz Ołtarzowi.
Tego bieg jest odprawny, bo przeciw jasnemu
Płomieniowi położon jest Arkturowemu.
Arkturów jasny płomień górnych naszladuje
Dróg, a ten do zachodu prosto postępuje.
Na ten Ołtarz noc dawna strzegąc ludzkiej szkody
Włożyła znak widomy przyszłej niepogody;
Bo to jej żałość widzieć okręty rozbite,
Więc ludziom opowiada znaki rozmaite.
Przeto kiedy gwiazd innych świetny taniec zgaśnie,
A Ołtarz w pośrzodku chmur będzie gorzał jaśnie,
Z południa masz pewny wiatr, w czas więc spuszczaj żagle,
Bo jeśli prędki wicher uderzy w nie nagle,
Albo nawie zatonąć, albo wołać trzeba,
Żeby Bóg miłosiernym pojźrzał okiem z nieba.
A ty w strachu być musisz, dokąd z drugiej strony
Nie powstaną przeciwne chmurom Akwilony.
A jeśli zaś w pół nieba Chironowe ramię
Nie przez miarę mgła wielka zasłoni, a znamię
Toż, co [i] pierwej, Ołtarz przedsię okazuje,
Ze wschodu, nie z południa, wiatry obiecuje.

CHIRON

Mieszańca tego patrzaj pod dwiema znamiony:
Mąż Niedźwiadkowi, a Koń Wadze podłożony,
Rękę ku Ołtarzowi prawą prosto skłania,
A na ręce źwierz leśny jego polowania.

HYDRA

Hydra wielkie na niebie miejsce zastąpiła,
Głowę swą straszliwą pod Rakiem położyła,
Grzbiet pode Lwem się snuje, a koniec ogona
Dziwnie urodzonego dosięga Chirona.
Na grzbiecie Czasza stoi, Kruk w pośladek kłuje,
Procyjon pod Bliźnięty jaśnie połyskuje.
A to są wszystki znaki, które wedla siebie
Swym porządkiem statecznie tkwią w obrotnym niebie.

 [ 1 ]   [ 2 ]

<< powrót...

Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach