Astronomia
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:   Wirtualny Wszechświat > Astronomia > Eseje  
  Tematy
- Historia astronomii
- Narzędzia i metody astronomii
- Astronomia sferyczna i praktyczna
- Badania kosmiczne
- Układ Słoneczny
- Słońce
- Galaktyki
- Kosmologia
- Gwiazdozbiory całego roku
- Eseje

  Szukacz




GWIAZDĘ W LOCIE SCHWYTAĆ


Przemija magia, chociaż wielkie moce
jak były, są. W sierpniowe noce
nie wiesz, czy gwiazda spada, czy rzecz inna.
I nie wiesz, czy to właśnie rzecz, co spaść powinna.
I nie wiesz, czy przystoi bawić się w życzenia,
wróżyć? Z gwiezdnego nieporozumienia?

      WISŁAWA SZYMBORSKA, Spadające z nieba


Od najdawniejszych czasów niezmienne konfiguracje gwiazd i gwiazdozbiorów były wyzwaniem dla intelektu człowieka i inspiracją dla jego wyobraźni. A jednak w tym pełnym dostojeństwa, nieziemskim obrazie co jakiś czas pojawiała się oznaka przemijania: budząc zachwyt i trwogę zarazem - spadała gwiazda.


 Witold Pruszkowski:
 Spadająca gwiazda (1884).
 Muzeum Narodowe w Warszawie.

Statystyki astronomiczne mówią, że każdej pogodnej, bezksiężycowej nocy można dostrzec w ciągu godziny jakieś dziesięć spadających gwiazd, czyli - jak nazywamy je dzisiaj - meteorów. Ich naturę próbował w IV wieku p.n.e. przeniknąć chłodnym okiem uczonego Arystoteles. (W tym samym czasie w starożytnej Sparcie pojawienie się spadającej gwiazdy było znakiem, że król ma na sumieniu postępki zgoła nie licujące z królewskim majestatem i powinien abdykować). w rozdziale czwartym Meteorologii Arystoteles pisał:

W wyniku ogrzania Ziemi przez Słońce powstaje z konieczności nie pojedynczy - jak sądzą niektórzy - lecz podwójny wyziew. Jeden podobny jest do pary wodnej, drugi do wiatru. [...] Spośród nich wyziew o naturze wiatru, ponieważ jest ciepły, zajmuje miejsce wyżej, wyziew wilgotny natomiast z racji swej ciężkości znajduje się w warstwach niższych. Tak więc przestrzeń wokół Ziemi zapełniona jest według następującego porządku: najbliżej poruszającej się sfery nieba znajduje się ciepło i suchość, które my nazywamy ogniem, ponieważ to, co wspólne jest wszystkim dymopodobnym wyziewom, nie ma swej nazwy. [...] Otóż należy wiedzieć, że substancja, którą nazywamy ogniem, zajmując ostatni pierścień sfery ziemskiej zapala się wielokroć od najmniejszego poruszenia niby dym. [...] Różnorodność powstałych w ten sposób zjawisk zależy od położenia i ilości substancji zapalnej. [...] Jeśli [...] wyziew rozpada się na wiele części i w różnych kierunkach zarówno na długość, jak i szerokość, wówczas powstają meteory.

I nieco dalej wyjaśniał:

Kierunek ruchu pionowy, poziomy czy ukośny zależy od horyzontalnego bądź wertykalnego położenia wyziewu. W większości przypadków kierunek jest ukośny, ponieważ jest wypadkową dwóch poruszeń: wymuszanego [poruszenia] ku dołowi oraz naturalnego ku górze. Każde bowiem ciało w takich warunkach przyjmuje kierunek pośredni. Stąd kierunek gwiazd spadających jest zazwyczaj ukośny.1

1 Arystoteles: Meteorologika. o świecie.
Przełożył Antoni Paciorek. PWN, Warszawa 1982, s. 10-12.

Wytłumaczenie zjawiska meteoru podane przez wielkiego filozofa greckiego było olśniewającym sukcesem i zupełną klęską. O rozmiarach sukcesu niech świadczy dwadzieścia stuleci - aż po wiek XVIII - podczas których poważnie traktowano arystotelesowską teorię: oto suche wyziewy Ziemi unoszą się ku górze, rozgrzewają coraz bardziej, by w końcu zapalić się przed osiągnięciem sfery Księżyca. Właśnie tego wyjaśnienia kazał Szekspir użyć córce państwa Capulettich jako fortelu, mającego zatrzymać ukochanego w słynnej scenie balkonowej z III aktu Romea i Julii:

Owo światełko nie jest świtem; jest to
Jakiś meteor od słońca wysłany,
Aby ci służył w noc za przewodnika
I do Mantui rozjaśniał ci drogę,
Zostań więc, nie masz potrzeby się spieszyć.2

2 William Szekspir: Romeo i Julia. Przełożył Józef Paszkowski. [W:] Dzieła dramatyczne. Tom 5. PIW, Warszawa 1973, s. 468.

Ogrom porażki Arystotelesa można oddać jednym okrutnym stwierdzeniem: wyjaśnienie to nie ma nic wspólnego z rzeczywistą naturą zjawiska meteoru. Brak w nim Ziemi pędzącej przez przestrzeń kosmiczną i napotykającej na swej drodze niezliczone odłamki skalne (nazywane meteoroidami), często zresztą znacznie różniące się od tego, co rozumiemy pod pojęciem skały tu, na Ziemi. Brak też opisu owego dramatycznego momentu, kiedy meteoroidy wdzierają się do atmosfery naszej planety z prędkością kilkudziesięciu kilometrów na sekundę i, gwałtownie wyhamowane przez opór powietrza, rozgrzewają się do temperatury ponad tysiąca stopni, pozostawiając ślad meteoru. Brak wreszcie choćby wzmianki o tym, że niektóre z nich nie wyparowują całkowicie i uderzają w powierzchnię Ziemi, stając się meteorytami.

Czy mógł przeczuwać to wszystko w 1095 roku pewien Francuz, który, co przekazały średniowieczne kroniki, "zobaczył, jak jedna z gwiazd spadła, odnalazł miejsce, w którym upadła, a gdy nalał tam wody, zdziwił się niepomiernie [widząc], że z sykiem wydobywa się stamtąd para"? (przekład Małgorzaty H. Malewicz).

Dziś wiemy, że każdego roku spada na naszą planetę około 10 tysięcy ton materii meteorytowej. Są wśród niej zarówno kawałki skalno-lodowego gruzu, zaśmiecającego Układ Słoneczny (w największej ilości można go znaleźć między orbitami MarsaJowisza, w tzw. pasie planetoid), jak i okruchy odłupane od Księżyca, Marsa i komet. Wśród gruzu zdarzają się drobiny pierwotnej materii, która zachowała nie zmienioną postać od momentu, kiedy 4,5 miliarda lat temu powstawał nasz system planetarny. Badając meteoryty w laboratoriach naukowych, obcujemy zatem z gwiezdnym pyłem, z którego powstało Słońce, Ziemia i my sami.

Jakże głęboko mylił się Cyprian Norwid, rozmyślając nad grobem Julii w Weronie:

A ludzie mówią, i mówią uczenie,
Że to nie łzy są, ale że kamienie,
I że nikt na nie nie czeka!3

3 Cyprian Norwid: Pisma wierszem i prozą. PIW, Warszawa 1973, s. 22.

Albowiem dziś kolekcjonerzy i naukowcy staczają prawdziwe potyczki o każdy ciekawszy odłamek spadającej gwiazdy, któremu udało się dotrzeć do powierzchni naszej planety.

Anglik Edmond Halley był pierwszym nowożytnym uczonym, który po obserwacjach bardzo jasnych meteorów (gdy świecą jaśniej niż planeta Wenus, nazywamy je bolidami) zdecydowanie bronił ich pozaziemskiego rodowodu. Działo się to w roku 1714. Dopiero jednak deszcz meteorów, który ogarnął Ziemię w nocy z 12 na 13 listopada 1833 roku, przekonał ostatecznie wszystkich, że jest to zjawisko na kosmiczną skalę. Uwierzyli w to nawet poeci. W roku 1845 Juliusz Słowacki pisał:

Czy widziałeś Chrystusa?
Włóczy się przez ciemnotę
I sieje gwiazdy złote
Z Plejad i Syriusza...4

4 Juliusz Słowacki: Beniowski. [W:] Dzieła. Tom VIII. Wrocław 1959, s. 182.

Wieszcz miał zapewne na myśli roje meteorów, które co roku rozbłyskują na październikowym niebie, wybiegając z gwiazdozbiorów Byka (rój taurydów, od łacińskiej nazwy tej konstelacji: Taurus) i Oriona (orionidy). Plejady bowiem stanowią część Byka, a za Orionem postępuje Syriusz, najjaśniejsza gwiazda ziemskiego nieba.

Natomiast w połowie listopada, jeśli pogoda dopisze, można nocą zaobserwować w każdej godzinie nawet kilkanaście jasnych spadających gwiazd z roju leonidów. Otrzymał on swą nazwę od konstelacji Lwa (Leo), a wsławił się owym niezwykłym deszczem meteorów w 1833 roku: mieszkańcy Ameryki Północnej przez całą noc mogli podziwiać spadające gwiazdy liczone nie w setkach, czy tysiącach, lecz w setkach tysięcy (a jasność niektórych dorównywała jasności Księżyca w pełni). Dzisiaj najsłynniejszy i najefektowniejszy bywa rój sierpniowy, wybiegający z gwiazdozbioru Perseusza, a więc zwany perseidami.

Ale czy świadomość, że sierpniowe meteory to wyparowujące w ziemskiej atmosferze śmieci Układu Słonecznego, przeszkodzi nam w szybkim wypowiedzeniu jakiegoś życzenia? Lub w zadumaniu się, że oto gdzieś na Ziemi zgasło czyjeś życie? Ponoć australijscy Aborygeni do dziś wierzą, że ślad meteoru to drabina, po której śmierć wspina się do nieba.

Jarosław Włodarczyk


[  góra strony  ]

Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach