Astronomia
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:   Wirtualny Wszechświat > Astronomia > Eseje  
  Tematy
- Historia astronomii
- Narzędzia i metody astronomii
- Astronomia sferyczna i praktyczna
- Badania kosmiczne
- Układ Słoneczny
- Słońce
- Galaktyki
- Kosmologia
- Gwiazdozbiory całego roku
- Eseje

  Szukacz




POSŁANKI ŻYCIA I ŚMIERCI

Kometa Donatiego
powiększenie...

Kometa Donatiego z 1858 r. nad Paryżem. Rycina z epoki.
Od niepamiętnych czasów kometom przypisywano niezwykły wpływ na życie na naszej planecie: miały powodować katastrofy, takie jak trzęsienia ziemi, epidemie, susze, śmierć, czy upadki miast i państw. Po latach badań uczeni muszą w dużej mierze potwierdzić te pierwotne intuicje.

Komety, które zmieniły świat

Wszyscy pamiętamy słynny wers z "Pana Tadeusza": "Był to kometa pierwszej wielkości i mocy". Cóż, my, Polacy, mogliśmy z pojawieniem się w 1811 r. gwiazdy z ogonem wiązać wielkie nadzieje, ale dla innych nacji niosła ona zniszczenie. Oto co widział Pierre Biezuchow w styczniu 1812 r.: "Niemal w samym środku tego nieba, nad bulwarem Preczystieńskim, otoczona ze wszystkich stron i obsypana gwiazdami, lecz różna od nich przybliżeniem do ziemi, białością światła i długim, uniesionym do góry ogonem stała ogromna, jaskrawa kometa [...], która zwiastowała, jak powiadano, wszelkie okropności i koniec świata" (tłum. Andrzej Stawar). I rzeczywiście, najpierw przyszedł pożar Moskwy, tak sugestywnie opisany przez Lwa Tołstoja w "Wojnie i pokoju", a zaraz potem - koniec świata napoleońskiego. Wypada jednak zauważyć, że w 1811 r. winogrona obrodziły nadzwyczajnie i jeszcze długo potem zachwalano szczególnie dobre "wino komety".

wino komety
powiększenie...

Reklama "wina komety" - wytłoczonego ze zbiorów 1811 r.
Bradley E. Schaefer, profesor astronomii Uniwersytetu Yale, sporządził katalog 35 najbardziej spektakularnych komet podziwianych w basenie Morza Śródziemnego od czasów rzymskich. Tylko dwóm nasi przodkowie przypisali jakieś pozytywne działanie. Jeszcze bardziej pesymistyczni są Skandynawowie: spośród 90 komet odnotowanych w najprzeróżniejszych źródłach żadna nie zasłużyła sobie na dobrą opinię.

Właściwie nie ma się czemu dziwić. Wystarczy przyjrzeć się kolejnym kometarnym zwrotom historii. Za śmierć Juliusza Cezara w idy marcowe 44 r. p.n.e. winimy sprzysiężenie, do którego należał Brutus. Tymczasem i w tej tragedii swój mroczny udział miała gwiazda z ogonem, która ujawniła się oczom Rzymian w lipcu. Widniała na północnym nieboskłonie wieczorami przez 7 dni. Oktawian August, adoptowany syn Cezara i jego następca, natychmiast ustalił, że kometa jest duszą zamordowanego (sidus Julium), która wędruje do nieba. Po czym rozprawił się z zabójcami Cezara (i nie tylko). A kometę, która odegrała w tym wszystkim tak ważną rolę, rozkazał uwiecznić na rewersie srebrnych monet, denarów, wraz z napisem Divus Julius, albowiem bardzo szybko senat - na progu którego zasztyletowano Cezara - uznał go za boga. Na awersie denara widniał portret Oktawiana.

Srebrny denar
powiększenie...

Srebrny denar. Na rewersie (z prawej): gwiazda z ogonem i napis Divus Julius; na awersie (z lewej): portret cesarza Oktawiana Augusta (27 p.n.e.-14 n.e.).
Równie, a może nawet bardziej pouczająca jest przygoda Nerona z kometą.

Ale pozostawmy w spokoju przesądnych Rzymian i opiszmy dzieje upadku imperium Azteków. Na państwo to, w pełnym jego rozkwicie, zagładę przyniosła kometa 1517 r. Ponieważ król Azteków, Motecuhzoma Xocoyotzin, czyli Montezuma, spostrzegł kometę, zanim o jej pojawieniu donieśli wieszcze, skazał ich na tortury i śmierć (nic oryginalnego w kraju, w którym co roku składano w ofierze bogom 20 tysięcy ludzi), ich rodziny oddał w niewolę, a domostwa zrównał z ziemią. Odreagowawszy w ten sposób niezwykłe zjawisko astronomiczne, udał się po radę do innego wróżbity. Werdykt był raczej nieprzychylny: ogniste ciało na niebie miało zapowiadać koniec imperium Montezumy i śmierć jego podwładnych. Władca popadł w depresję, a kiedy 2 lata później doniesiono mu, że na brzegu jego państwa (w dzisiejszej Zatoce Meksykańskiej) wylądował oddział białych ludzi, wyposażonych w konie, zbroje i broń palną, zrozumiał, że los się dopełnia. Nie pomogły szczodre dary, które słano do hiszpańskich żołnierzy (a było ich niewiele ponad 500) pod dowództwem Hernána Cortésa, mające obłaskawić nadciągające fatum. Właściwie nie powstrzymywani przez nikogo, dotarli do stolicy państwa Azteków, Tenochtitlán, opanowali ją i zaaresztowali jej władcę. Byli chyba znacznie bardziej zaskoczeni przebiegiem wydarzeń niż Montezuma. On wiedział.

Upadek władcy i jego kraju robi wrażenie, ale i to może w końcu się opatrzyć. Co innego zniszczenie całej planety. Komety zaczęto o to podejrzewać już pod koniec XVII w., ale prawdziwą panikę wywołał w kwietniu 1773 r. J. J. de Lalande. Ów znakomity uczony francuski zainteresował się kometami, których orbity przebiegają w pobliżu orbity ziemskiej. Wyniki swych obliczeń przedstawił przed Paryską Akademią Nauk, zrobił to jednak dość nieszczęśliwie. Stwierdził, że zaburzenia ruchu komety mogą doprowadzić do jej zderzenia z Ziemią, lecz zapomniał dodać, iż jest to niezwykle mało prawdopodobne. Na Paryż padł blady strach. Katastrofy spodziewano się lada dzień. Zrozpaczeni mieszkańcy miasta poprosili arcybiskupa Paryża o zorganizowanie czterdziestogodzinnych modłów, by zapobiec spadkowi komety. Lalande próbował wyjaśnić w "Gazette de France", że nie ma podstaw, by spodziewać się końca świata 20 maja 1773 r., ale niewiele osób chciało go słuchać. Raz wynaleziony, tak atrakcyjny temat prasa całego świata włączyła do swego stałego repertuaru. Odtąd co jakiś czas prawdziwe lub fikcyjne komety służą do straszenia kosmiczną katastrofą na globalną skalę. Tak było w 1798 (choć żadnej komety nie zaobserwowano), 1843, 1857 (również brak komety), 1910 (powrót komety Halleya) i - tak, tak! - 1993 r. (krótka kariera komety Swift-Tuttle, która pojawiła się nie tylko na niebie, lecz nawet na pierwszej stronie "Gazety Wyborczej").

Kometa 1843 r. nad Paryżem
powiększenie...

Kometa 1843 r. nad Paryżem. W marcu 1843 r. tak ją opisywał Zygmunt Krasiński: "[...] na przełomie marca i kwietnia pojawiła się na niebie wspaniała kometa, której ogon rozciągał się na przestrzeni ok. 60 stopni szerokości w południowo-wschodniej stronie nieba".
Komety, które zmieniają Wszechświat

Najzabawniejsze, że w tym przypadku prasa - chociaż się myli - ma rację. Wprawdzie komety zwykło się opisywać jako skalno-lodowe bryły, kule brudnego śniegu itp., nie należy zapominać, że te kosmiczne śnieżki mają nierzadko średnicę kilkudziesięciu kilometrów i pędzą przez przestrzeń Układu Słonecznego z prędkością sięgającą 30-60 km/s. Gdyby takie ciało niebieskie zderzyło się z Ziemią, wywołałoby katastrofę na skalę globalną. Trafiając w ocean, spowodowałoby gigantyczne tsunami, które zdemolowałoby tereny nadbrzeżne. Uderzając w ląd, kometa wzbiłaby w atmosferę olbrzymie obłoki pyłu, które razem z dymami - efektem szalejących pożarów - odcięłyby dostęp światła słonecznego do powierzchni naszej planety. Zapanowałaby globalna zima, padałyby kwaśne deszcze, przestałaby istnieć warstwa ozonowa. Czy da się to przeżyć? Spytajcie dinozaury.

Sęk w tym, że prędzej czy później jakaś kometa znajdzie się na trajektorii zbieżnej z Ziemią. Przypomniała nam o tym bardzo dobitnie kometa Shoemaker-Levy 9, która w lipcu 1994 r. spadła w kawałkach na Jowisza. Zderzenia komet z planetami po prostu się zdarzają. I nie powinno nas to przerażać, gdyż takim kosmicznym kolizjom zawdzięczamy swoje istnienie.

Kometa Shoemaker-Levy 9
powiększenie...

Kometa Shoemaker-Levy 9 dwa miesiące przed tym, jak jej pokawałkowane jądro zderzyło się z Jowiszem. Fot. HST/NASA.
Mniej więcej 4,5 miliarda lat temu w naszym zakątku Wszechświata narodziła się gwiazda: z obłoku gazu i pyłu galaktycznego uformowała się ognista kula, którą dziś nazywamy Słońcem. Ale gwiezdna alchemia nie zakończyła się na Słońcu. Niemal równocześnie z nim z resztek obłoku pozlepiały się planety. W tamtych czasach, ponad 4 miliardy lat temu, Układ Słoneczny wyglądał nieco inaczej niż obecnie. Stygnące powierzchnie planet wewnętrznych - Merkurego, Wenus, ZiemiMarsa - pokrywały oceany lawy. Przez pierwotne atmosfery przedzierały się z sykiem resztki międzyplanetarnego gruzu, spadającego z nieba. I nigdzie nie było widać śladów życia. Na szczęście komety postanowiły wziąć sprawy w swoje ręce.

Powstały równocześnie z planetami. Ba, można by je nazwać niewykorzystanymi resztkami procesu formowania się planet. Drobiny pyłu, cząsteczki prymitywnej materii organicznej i lód, dużo lodu: wodnego, zestalonego tlenku i dwutlenku węgla... Zanim grawitacja planet olbrzymów, Jowisza i Saturna, wyrzuciła komety na obrzeża Układu Słonecznego - do wiecznej zamrażarki - skąd przybywają do nas dzisiaj, przez pierwsze kilkaset milionów lat istnienia Ziemi bombardowały ją intensywnie. Było to najbardziej humanitarne bombardowanie w historii Wszechświata.

Wiele wskazuje na to, że materia, która utworzyła Ziemię, nie mogła wycisnąć z siebie odpowiednich ilości wody. A bez wody nie byłoby życia na naszej planecie; przynajmniej nie w tej uroczej postaci, która posiada ręce zakończone smukłymi palcami, nieskończenie długie nogi... Spadając na młodą Ziemię, komety wyparowywały w cieple zderzeń, z powrotem zamieniając się w parę wodną, dwutlenek węgla i inne, mniej obficie reprezentowane gazy. Wokół planety uformowała się pierwsza gęsta atmosfera. Powierzchnia Ziemi zaczęła stygnąć, magma zakrzepła, spadły na nią deszcze, powstał pierwszy ocean, na którego brzegach narodziło się życie.

Ciężkie bombardowanie planet wewnętrznych kometami zakończyło się mniej więcej 3,8 miliarda lat temu. Świadectwem tamtego gwałtownego okresu w życiu Układu Słonecznego są dziobate oblicza Księżyca i Merkurego i my - dzieci komet, czekające w niepewności na kolejny kosmiczny klaps.

Jarosław Włodarczyk


[  góra strony  ]

Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach