W 2000r. listopad jest chyba najlepszym okresem dla obserwacji Merkurego. Planeta będzie się pojawiała przed wschodem Słońca właściwie przez cały miesiąc, wznosząc się w najbardziej sprzyjających warunkach blisko
10
nad południowo-wschodni horyzont. Przed 10 listopada jasność Merkurego będzie wynosiła kilka dziesiątych wielkości gwiazdowej, ale od połowy miesiąca sięgnie
-0,7
. Przyglądając się Merkuremu w chłodne poranki, warto pamiętać, że jest to najbardziej niesforna po
Plutonie planeta Układu Słonecznego. Niepozorny Merkury - jego masa wynosi zaledwie 5,5% masy
Ziemi, a promień jest 2,6 razy mniejszy od ziemskiego - obdarzony równie mocno naznaczoną kraterami powierzchnią, co Księżyc, potrafi, jak żadna inna duża planeta, oddalić się od ekliptyki nawet
o 7
, co jest skutkiem nachylenia jego orbity do orbity Ziemi.
Obserwując listopadowym rankiem Merkurego, nie powinniśmy przeoczyć Marsa, wznoszącego się wyżej i nieco bardziej na wschód od planety krążącej najbliżej Słońca. Czerwona Planeta będzie świeciła słabiej
(1,7
) od Merkurego, ale niewykluczone, że spora wysokość na niebie umożliwi szybsze jej odnalezienie. Między obiema planetami, mniej więcej w połowie drogi, choć nieco bliżej Marsa, usytuuje się Kłos, najjaśniejsza gwiazda Panny
(1
). W dniach 22-24 listopada zawita w te okolice chudnący sierp Księżyca (26 listopada nów), który 24 listopada znajdzie się
3
nad Merkurym.
Listopad to miesiąc dwóch znanych
rojów meteorów: taurydów i leonidów. Maksimum tych pierwszych przypada 3-13 listopada, kiedy to można zaobserwować w ciągu godziny około 10 spadających gwiazd, wybiegających z obszaru w pobliżu Plejad i Hiad (tak naprawdę wyróżnia się dwa radianty tego roju). Warto wiedzieć, że taurydy to odłamki komety Enckego -
komety o najkrótszym znanym okresie orbitalnym, wynoszącym 3,3 roku. Leonidy swe maksimum osiągają 17-18 listopada. Obserwatorzy meteorów wciąż mają nadzieję, że - jak to się zdarza co kilkadziesiąt lat - powtórzy się deszcz leonidów. Można bowiem wówczas dostrzec w ciągu godziny nawet kilka tysięcy (!) spadających gwiazd.
Jarosław Włodarczyk