Połowa miesiąca, godzina 3:30, niebo na wschodzie zaczyna się robić coraz jaśniejsze, bo za godzinę wzejdzie Słońce, a tymczasem możemy podziwiać rządek czterech jasnych punkcików. Rzut oka na mapkę pozwoli stwierdzić, że to, licząc od góry: Saturn (0,2m), Wenus (-4,1m), Jowisz (-1,9m) i Merkury (-0,2m). Ten ostatni najtrudniejszy do wypatrzenia; choć 9 lipca odsunie się od Słońca na odległość 21o (maksymalna elongacja zachodnia), dopiero między 10 a 20 lipca zapanują w miarę sprzyjające warunki do obserwacji planety. Podobnie Jowisza w lipcu można zacząć szukać na niebie nie wcześniej niż w okolicach 10 dnia miesiąca. W panującym na niebie tłoku nie obejdzie się bez bliskich koniunkcji: 12 lipca Merkury znajdzie się 2o pod Jowiszem, a 15 lipca - Jowisz zbliży się na 0,7o (czyli niewiele więcej niż wynosi średnica tarczy Księżyca) do Wenus.
A że - jak to się już stało niemal zwyczajem w tym roku - planetarne zbliżenia odbywają się w sąsiedztwie gwiazdozbioru Byka, dodatkową atrakcją wschodniego nieboskłonu o poranku będą Plejady i Aldebaran ( Tau; 0,9m). Między 17 a 19 lipca przemknie między tym interesującym towarzystwem cieniutki sierp Księżyca (20 lipca - nów), 19 VII mijając Jowisza w odległości 1o.
W lipcu warto zacząć szukać Marsa (jeszcze -2,2m na początku miesiąca, już tylko -1,5m pod koniec) po zachodzie Słońca nad południowym horyzontem. Dalej pozostając w towarzystwie Antaresa ( Sco; 0,9m), Czerwona Planeta dwukrotnie spotka się z dopełniającym się Księżycem: najpierw 3, a później 30 lipca.
Przedostatni dzień tego miesiąca to czas opozycji Neptuna, który znajdzie się wówczas w Koziorożcu w pobliżu gwiazdy oznaczonej grecką literką ( Cap). Planeta osiągnie w tych dniach największą jasność 7,8m, co pozostaje w zasięgu nawet niedużych lunet astronomicznych.
Jarosław Włodarczyk
|