Biblioteka
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:   Wirtualny Wszechświat > Biblioteka > Religie, Filozofia > AUGUSTYN  
 src=



[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6] 
Mani

Religia Maniego, czyli manicheizm, wyrażała w poetyckiej formie niechęć wobec świata materialnego i stała się przesłanką dla ultraascetycznej moralności. Manichejczycy uważali "dolną połowę ciała" za odrażające dzieło diabła, samego księcia ciemności. W myśli Maniego seks mocno wiązał się z ciemnością, a ciemność była istotą zła. Trudno się spodziewać, by taka religia mogła pociągać młodego człowieka, dla którego seks odgrywał ważną rolę (chyba że ktoś przypisywałby wszelkie popędy swego kochanka lub kochanki mocom ciemności, wykluczając osobistą odpowiedzialność). Jednakże wspólnota manichejska rozróżniała dwie klasy czy też stopnie przynależności. Całkowitej wstrzemięźliwości wymagano tylko od klasy wyższej, "wybranych". Natomiast "słuchaczom", do których należał Augustyn, zezwalano na stosunki seksualne w "bezpiecznych" okresach w danym miesiącu; mieli bowiem unikać poczęcia dziecka. Jeżeli jednak dziecko przyszło na świat, nie uważano tego za powód do usunięcia ze wspólnoty. "Słuchaczom" pozwalano zatem żyć ze swymi żonami czy - jak w przypadku Augustyna - konkubinami, nie zachęcano ich jednak do myślenia o seksualności w sposób pozytywny. Seks był wymysłem diabła.

Mani odrzucał autorytet Starego Testamentu z jego przekonaniem, że ład materialny i jego Stwórca są czymś dobrym. Te teksty Nowego Testamentu, które zakładały albo ład i dobro materii, albo natchnienie i autorytet pism starotestamentowych, odrzucał jako późniejsze interpolacje. Tak oczyszczony Nowy Testament uważał za mądrą księgę. Wielkodusznie uznawał, że we wszystkich systemach religijnych tkwi prawda, i odrzucał ortodoksyjny katolicyzm za jego roszczenia do wyłącznego posiadania prawdy oraz za negatywną postawę wobec innych religijnych mitów i form kultu. Chciał, by uważano go za chrześcijanina, a równocześnie twierdził, że poprzez swe objawienie założył "odrębną religię". Był "heretykiem" w ścisłym sensie tego słowa, jako człowiek, który pragnie pozostać w jakiejś wspólnocie, a jednocześnie reinterpretuje jej podstawowe pisma oraz wierzenia tak, że jest to nie do pogodzenia z jej rdzeniem, i wezwany do poprawy, nie wyrzeka się swych błędów. Mani wykorzystywał różne biblijne tematy oraz zwroty i uznawał odkupieńczą rolę Jezusa - ale pojmował Go raczej jako symbol kondycji całej ludzkości niż jako postać historyczną, człowieka, który chodził po ziemi i został ukrzyżowany. Ów quasi-boski odkupiciel nie mógł według niego fizycznie przyjść na świat czy zostać zabity (pogląd ten antycypował doktrynę islamu). Ukrzyżowanie nie było zatem rzeczywistością, lecz jedynie symbolem cierpienia, które jest powszechnym stanem człowieka.

Mani interpretował wszystko, co zaczerpnął z chrześcijaństwa, w duchu dualizmu i panteizmu: należy to rozpatrywać w kontekście niezwykle skomplikowanej i rozbudowanej mitologii, w której zawarł swą doktrynę. Centralnym zagadnieniem była dla niego geneza zła. Mani uważał je za wynik pierwotnego i nadal trwającego konfliktu kosmicznego pomiędzy światłością a ciemnością, przy czym terminy te zarówno mają znaczenie symboliczne, jak i odnoszą się do fizycznej rzeczywistości. Siły dobra i zła mają w sobie tyle samo mocy co słabości, tak że żadna ze stron nie może pokonać drugiej. W rezultacie szkód zadanych królestwu światłości przez siły ciemności drobne cząstki Boga czy Duszy zostały rozproszone po całym świecie i znalazły się we wszystkich żywych stworzeniach, nie wyłączając zwierząt i roślin. Uważano, że melony i ogórki zawierają szczególnie dużo cząstek boskości, i dlatego zajmowały one uprzywilejowane miejsce w diecie manichejskich "wybrańców". Przepisy dotyczące pokarmów, jakie mogli oni spożywać, były bardzo szczegółowe, a wino surowo zakazane. Nauczyciele i misjonarze manichejscy chętnie rekrutowali swych adeptów spośród członków Kościoła. Wpływów manichejskich można dopatrzyć się w tym, że chrześcijanie przyjmowali Komunię św. pod postacią hostii, a nie wina. Na ludziach Kościoła duże wrażenie mogły też robić święte księgi manichejczyków, pisane kaligraficznie na wspaniałym pergaminie, oraz szczególne dostojeństwo manichejskiej muzyki.

Chociaż Mani przyznawał w swej doktrynie poczesne miejsce Jezusowi, to jednak źródłem najwyższego i nieomylnego urzędu nauczycielskiego, kierującego jego wspólnotą, nie był ani Jezus, ani stare księgi żydowskie, lecz sam Mani, Apostoł Boga, Paraklet. To właśnie on - jak przepowiedział Jezus - miał pojawić się później, by objawić prawdy, na przyjęcie których Jego uczniowie, nader mocno związani z judaizmem, nie byli przygotowani. Mani odrzucał te elementy, które Kościół przejął z judaizmu. W dziwny sposób interpretował swą wybujałą, częściowo erotyczną, mitologię i twierdził, iż jest ona rozumowym i spójnym przekazem prawdy objawionej, stanowiącej jaskrawe przeciwieństwo prostej wiary ortodoksyjnych chrześcijan, którzy opierali się wyłącznie na autorytecie. Propaganda manichejska poświęcała wiele uwagi atakom na moralność i historyczną wierność Starego Testamentu i tych fragmentów Nowego Testamentu, które dla manichejczyków były zbyt żydowskie. Przede wszystkim jednak manichejczycy twierdzili z uporem, że tylko oni mają zadowalającą odpowiedź na problem zła, nie dającej się usunąć siły, która tkwi w fizyczności materialnego świata. Nikt - według nich - nie mógł twierdzić, że stwórca tak niedobrego świata mógłby być wszechmocny i naprawdę dobry. Jeżeli argumentacja ta miała być spójna, należało wykluczyć albo wszechmoc, albo dobroć Boga. Nauczyciele manichejscy uważali za rzecz oczywistą to, że wszyscy wiedzą - bez dodatkowych definicji i badań - co należy rozumieć przez "zło".

Przez całe dziesięć lat - na stanowisku nauczyciela początkowo w Kartaginie, a później w Rzymie - Augustyn pozostawał w ścisłych kontaktach z manichejczykami. Jako wojujący krytyk katolickiej ortodoksji, świadomy swej intelektualnej wyższości nad członkami Kościoła, którego biskupami gardził, gdyż brakowało im wykształcenia i krytycznej dociekliwości, nawrócił na manicheizm wielu przyjaciół. Ale zanim dobiegł trzydziestki, nie tylko uczył literatury łacińskiej i sztuki retoryki, lecz zastanawiał się również nad filozoficznymi i logicznymi problemami, do których w sposób naturalny prowadziły studia retoryczne. Ogarniały go coraz większe wątpliwości. Czy Mani miał rację, twierdząc, że najwyższa i najlepsza władza światłości była słaba i bezsilna w zmaganiach z ciemnością? Jak można czcić tak bezbronne i upokorzone bóstwo? Poza tym w mitologii manichejczyków wielką rolę odgrywały dwa wielkie i dobre światła: Słońce oraz Księżyc; zajmowano także dogmatyczne stanowisko w kwestii interpretacji zaćmień, twierdząc, że Słońce i Księżyc posługują się wówczas specjalnymi welonami, by ukryć przerażający widok kosmicznych zmagań. Augustyna niepokoiło to, że manichejska interpretacja tego zjawiska była sprzeczna z poglądami najlepszych astronomów. Można demitologizować ortodoksyjne chrześcijaństwo, a i tak to, co pozostanie, będzie miało wielkie znaczenie; jednakże sprawa ma się inaczej w wypadku manicheizmu, gdzie mit jest sprawą podstawową. Rosnące rozczarowanie sektą manichejską osiągnęło punkt szczytowy, gdy Augustyn przedstawił swe wątpliwości Faustusowi, ogólnie szanowanemu przez manichejczyków nauczycielowi. Augustyn doszedł do wniosku, że elokwencja tego człowieka znacznie przewyższa jego zdolności umysłowe. Poza tym przekonał się, że życie moralne "wybranych", którzy uważali się za bezgrzesznych i doskonałych, nie jest wcale tak niewinne, jak początkowo przypuszczał.

Augustyn zaczął tedy poszukiwać rozwiązań innych niż manicheizm. Zresztą, już od dawna interesował się połączeniem manichejskiej wiary w równowagę między dobrem a złem z koncepcjami neopitagorejczyków dotyczącymi proporcji jako elementu w pięknie całości, a także dobrej "monady", stanowiącej wieczystą jedność, przeciwieństwo zła nieskończonej wielości. W połowie lat dwudziestych napisał nawet na ten temat książkę [Chodzi o dzieło O pięknie i proporcji (przyp. tłum.)], którą z perspektywy czasu ocenił jako niedowarzoną i nieprzetrawioną (Conf. IV, 13-15). Wątpliwości skłoniły Augustyna do zawieszenia osądu. Coraz bardziej interesował się teorią nauki: w jaki sposób poznajemy wszystko? Jak możemy uzyskać całkowitą pewność? Jak porozumiewamy się ze sobą, skoro słowa mogą wprowadzać w błąd lub być wypowiadane w sensie całkowicie odmiennym niż zamierzony przez mówcę? Czy język codzienny, tak często urągający prawom logiki, jest źródłem światła czy też tłumi je?

W stanie takiego niezdecydowania Augustyn pochłaniał książki filozofów głoszących sceptycyzm, którzy w sposób dogmatyczny wyrażali się o niepewności i niemożliwości rozstrzygnięcia wszystkich ogólnie przyjmowanych poglądów, niedoskonałości postrzegania zmysłowego i mocy słów, za pomocą których można wyrazić tylko jedną ważną rzecz, a mianowicie to, że tak naprawdę niczego się nie wie.

W tym stanie ducha Augustyn przybył w 384 roku do Mediolanu jako nowy profesor retoryki, ale z widokami na dalszą karierę. Mediolan był rezydencją cesarską. Jeżeli - pomimo pobłażliwych uśmieszków Italczyków z powodu jego afrykańskiego akcentu - potrafił jednak przemawiać tak wymownie, by zyskać przychylność dworu cesarskiego, i skoro zdobył poparcie wpływowych urzędników, to być może mógł starać się o nominację na namiestnika prowincji. Jego ambicjom stanęło jednak na przeszkodzie to, że był prowincjuszem wywodzącym się z klasy średniej, a jego zamożność nie stanowiła bynajmniej wystarczającej rekomendacji. Poza tym wciąż żył ze swą nieślubną żoną, dziewczyną z Kartaginy, matką Adeodata. To, co wybaczono by miejscowemu profesorowi retoryki, mogło okazać się nie do przyjęcia w wypadku człowieka zajmującego ważne stanowisko w aparacie politycznym. Monika, owdowiała matka Augustyna, która podążyła za nim do Mediolanu, uznała, że tak kochana przez syna, ale niewykształcona partnerka od stołu i łoża stanowi główną przeszkodę dla jego świeckich pragnień zaszczytów i sławy. W końcu kobietę tę odesłano do Kartaginy. Rozstanie okazało się niezwykle bolesne dla obu stron. Augustyn był wówczas zaręczony z młodziutką dziedziczką wielkiej fortuny, której posag miał ułatwić mu realizację planów życiowych. Dziewczyna była jednak za młoda na małżeństwo, Augustyn szukał pociechy u innej kobiety, choć do owego związku nie przywiązywał większej wagi. Jego uczucia jak gdyby obumarły.

W Mediolanie Augustyn spotkał po raz pierwszy w życiu intelektualistę chrześcijańskiego, który niemal dorównywał mu zdolnościami - św. Ambrożego, biskupa, człowieka bardzo wykształconego i doskonale zorientowanego w układzie sił na dworze cesarskim. Ambroży przyjął życzliwie Augustyna, a Monika obdarzyła go wysokim uznaniem jako duszpasterza. Zanim w roku 374 został biskupem, był namiestnikiem prowincji w północnej Italii. Dzięki wykształceniu zdobytemu w środowisku arystokratycznym i chrześcijańskim poznał doskonale grekę. Inspiracji dla swych kazań szukał nie tylko u greckich teologów chrześcijańskich, jak Bazyli Wielki czy współczesny św. Pawłowi teolog żydowski Filon z Aleksandrii, lecz także u Plotyna. Ale sięgnięcie do Plotyna łączył z ostrożnością wobec filozofii pogańskiej, której nie chciał traktować jako przewodniczki ku prawdzie.

Innym chrześcijańskim intelektualistą w Mediolanie, który wywarł silny wpływ na Augustyna, był pewien starszy człowiek, Symplicjan. On to wciągnął Augustyna do grupy wykształconych i zajmujących wysoką pozycję społeczną świeckich, którzy spotykali się, by wspólnie czytać Plotyna i Porfiriusza. Podziwiali też Mariusza Wiktoryna, który poświęcił ostatnie lata swego życia rozbudowywaniu neoplatońskiej logiki w celu obrony ortodoksyjnej wiary trynitarnej. Augustyn nigdy nie zachwycał się zawiłymi pismami teologicznymi Wiktoryna. Ale wykłady na temat Plotyna i Porfiriusza, których teksty Wiktoryn przetłumaczył, zelektryzowały go. Może się to wydać dziwne współczesnemu czytelnikowi, który neoplatonizm łatwo uznałby za zawiły i ezoteryczny. Założenia i aksjomaty neoplatońskiej filozofii Bytu różnią się bardzo od założeń metodologicznych współczesnej nauki: jej punktem wyjścia jest bowiem duch, a nie materia.

[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6] 
[  góra strony  ]

Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach