Biblioteka
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:   Wirtualny Wszechświat > Biblioteka > Religie, Filozofia > BUDDA  



[1]  [2]  [3]  [4]  [5] 
Trudności te wskazują na problem tkwiący w języku, którym kanon opisywał takie nieuchwytne kwestie: dla potrzeb narracji - opowieści o przebudzeniu Buddy - wymagana była nagła, dramatyczna i decydująca transformacja. Wydaje się to prawdopodobne na tyle, na ile przebudzenie było kwestią pewności, wiedzy, że "zrobione jest to, co było do zrobienia". Budda uświadomił sobie, że wypełnił wszystkie warunki osiągnięcia wyzwolenia i że nie musi już dłużej zmagać się z rzeczywistością. Wyzwolenie jednak to coś innego, ponieważ mamy tu do czynienia z całościową transformacją człowieka. Wydaje się nieprawdopodobne, aby ta transformacja, tak jak opisują ją źródła kanoniczne, mogła przebiegać inaczej, aniżeli na drodze stopniowego, powolnego doskonalenia pełnego spektrum własnych zachowań i myśli. W tym względzie przebudzenie wymagało dalszego potwierdzenia i należało wykazać jego praktyczną skuteczność w późniejszym doświadczeniu. Możemy przyjąć, że Budda osiągnął przebudzenie podczas jednej księżycowej nocy, niemniej jednak osiągnięcie wyzwolenia trwało znacznie dłużej, stało się dla niego "przygodą na całe życie".

Moim zdaniem należy twierdząco odpowiedzieć na pytanie, czy wyznawana przez Buddę koncepcja wyzwolenia jest wiarygodna i praktyczna. Istotnie, nie możemy rozstrzygnąć zasadności twierdzenia, czy wyzwolenie rzeczywiście kładzie kres rygorom śmierci oraz ponownych narodzin. Wykracza to poza naszą zdolność argumentacji i udowadniania. Twierdzenie to - tak charakterystyczne dla stylu Buddy - wiąże się jednak z jeszcze jednym bardziej konkretnym twierdzeniem, iż wyzwolenie można osiągnąć w tym życiu. Przynajmniej w tej kwestii teksty buddyjskie oferują nam pewne podstawy do dyskusji. Nie utrzymuje się w nich, że wyzwolenie kładzie kres fizycznemu cierpieniu w życiu doczesnym, ponieważ uważa się, że podatność na ból jest naturalną cechą ludzkiego ciała. (Jednakże ktoś, kto osiągnął sprawność na poziomie Skupień czy też Płaszczyzn Medytacyjnych, mógłby czasowo powściągnąć odczuwanie bólu dzięki takiej medytacji). Trening buddyjski stopniowo rozprasza raczej cierpienie psychiczne, dodatkowy i niepotrzebny ból istnienia. Co więcej, źródła przedstawiają nam dość jasny obraz efektów takiego treningu: mnisi buddyjscy "nie żałują przeszłości i nie pożądają przyszłości. Żyją teraźniejszością. Dlatego są promienni" (S I 5).

Zasada leżąca u podstaw zaawansowanego treningu jest skierowana ku osiągnięciu właśnie tego celu: promieniującego radością przeżywania teraźniejszości. Budda określał tę zasadę mianem "dogłębnego rozważania" (yoniso manasikara). To przejaw przemyślanego i bardzo pragmatycznego stosunku do konsekwencji każdego działania podejmowanego na Środkowej Ścieżce. "Dla tego, kto rozważa dogłębnie, nie powstają skazy (asava), które jeszcze nie powstały, a te, które powstały, giną" (M I 7). Oznacza to, że każde działanie powinno zarówno wywierać dobroczynny wpływ na teraźniejszość, jak również przyczyniać się do długotrwałej transformacji. Bez wątpienia istnieje napięcie pomiędzy tymi dwoma zaleceniami. Z jednej strony, mnich wiedzie żmudne i pracowite życie, a praktyki, którym się poddaje, są zrazu dość uciążliwe. Z drugiej jednak strony, ponieważ praktyki te nie służą samoumartwieniu, nie odracza się ich efektów w nieskończoność, lecz można je obserwować i określać jako pożyteczne w dającym się uchwycić przedziale czasowym. To, co było trudne, staje się drugą naturą, nie jest powodem do cierpienia, lecz do chłodnej, a w istocie przyjemnej intelektualnie refleksji na temat natury i wymogów doświadczenia psychofizycznego. Ponadto w działaniu tym otuchą dla mnicha może być wielokrotnie podkreślany w tekstach pogląd, że życie, które prowadzi, nie jest jedynie ucieczką, lecz szlachetnym i heroicznym powołaniem; ocena ta znajduje z kolei potwierdzenie wśród jego współbraci i w otaczającej go społeczności, która ceni taki hart ducha.

Co więcej, uważa się, że osiągnięcie mistrzostwa w jednej dziedzinie treningu nie tylko przynosi korzyści same w sobie, lecz w sposób naturalny prowadzi do dalszego mistrzostwa. Tak więc, na przykład, opanowanie przez mnicha dyscypliny moralnej wyzwala go z wyrzutów sumienia i uwolni od żalu oraz niepewności. Ponieważ nie wyrządzamy krzywdy ani sobie, ani innym, nasze sumienie jest czyste, a to samo w sobie przynosi spokój ducha, który może być podstawą do osiągnięcia sukcesów w medytacji. Uważa się, że ta stopniowa droga do mistrzostwa prowadzi na same jego szczyty, poza wszelką przypadkowość doświadczenia.

Z naszego punktu widzenia istotną rolę w tym procesie odgrywa jego naturalność. Jednym z najtrudniejszych problemów pojawiających się w kontekście zamierzeń podobnych temu, którego podjął się Budda, jest fakt, że ich wrogiem jest pożądanie. A przecież mnich pożąda, pragnie ostatecznego celu, jakim jest wyzwolenie. Jak więc możliwe jest porzucenie namiętnej woli osiągnięcia wyzwolenia? Zdaniem Buddy wola osiągnięcia bezpośredniego celu treningu - na przykład dyscypliny moralnej - powoduje, że naturalnie dopełniają się jej konsekwencje. Dlatego też "moralnie zdyscyplinowany, przepełniony moralną dyscypliną nie musi koncentrować swej woli w intencji: 'Oby nie powstały we mnie wyrzuty sumienia'. Albowiem taka jest natura rzeczy, że w moralnie zdyscyplinowanym, przepełnionym moralną dyscypliną nie powstają wyrzuty sumienia" (A V 2). Wola osiągnięcia jednego poziomu praktyki, a następnie rozluźnienie się na nim, przygotowuje do wejścia na poziom następny. Wejście na ostatni etap nie odbywa się w ogóle wysiłkiem woli, lecz poprzez będące już nawykiem rozluźnienie.

Budda głosił, że medytacja wglądu umożliwia dogłębną analizę kondycji ludzkiej, a trening buddyjski pozwala na jej skuteczną transformację. Trudno podważyć wewnętrzną spójność tego poglądu, lecz nasze ostateczne dla niego poparcie musi znaleźć uzasadnienie w doświadczeniu, w dowodach empirycznych. Mogę jedynie służyć moim własnym doświadczeniem z badań przeprowadzonych wśród medytujących w lesie mnichów w dzisiejszej Sri Lance. Wielu z nich cieszyło się bez wątpienia zdrowiem, było zadowolonych, "promiennych" i "bez wyrzutów sumienia" - i sam ten fakt zrobił na mnie wrażenie. Niemniej trzeba uczciwie powiedzieć, że mógł to być tylko skutek spokojnego trybu życia; nie przebywałem z żadnym z nich przez długie lata, konieczne, aby zaobserwować i zrozumieć powolną metamorfozę osobowości, dokonującą się dzięki dyscyplinie buddyjskiej.

Moją uwagę zwróciły jednak trzy cechy charakteru mnichów, które zdawały się bezpośrednio wynikać z treningu buddyjskiego. Pierwszą z nich było pełne zainteresowania, a w istocie fascynacji zaangażowanie w to, co nazywali swoją "pracą", a co oznaczało drobiazgowe spełnianie codziennych obowiązków - nauki, uważnego jedzenia, zabiegów higienicznych, medytacji, ćwiczeń - wypełniających godzina po godzinie i minuta po minucie życie mnicha. Uważne wykonywanie tych zwykłych czynności przynosiło im wyraźnie wielką satysfakcję. Drugą cechą było wszelako to, że niektórzy mnisi wkładali niezwykłą energię i wiele lat pracy w realizację długotrwałych projektów, takich na przykład, jak zakładanie leśnych pustelni. Ale do wyników swych starań podchodzili bez ekscytacji i z umiarkowanym brakiem zainteresowania. Odnosili godne podziwu sukcesy, okazując wobec nich godną podziwu obojętność. Te głęboko zakorzenione postawy tak dalece odbiegały od postaw spotykanych w zwykłym życiu i były na tyle zbliżone do buddyjskiego ideału życia teraźniejszością, że bez wahania przypisałem je dyscyplinie monastycznej.

Jednakże to trzecia cecha najbardziej przekonała mnie do skuteczności tej dyscypliny, a była nią odwaga okazywana przez mnichów w spotkaniach z dzikimi leśnymi zwierzętami. Dwukrotnie podczas spacerów po dżungli oddzielała mnie od zaskoczonego i szykującego się do ataku zwierzęcia (raz dzika, a raz słonia) jedynie niepozorna sylwetka mnicha i jego niewzruszony spokój. W obydwu wypadkach mnich zachował się stanowczo, choć nieagresywnie, przemawiając spokojnie do zwierzęcia, które następnie skryło się w leśnych ostępach. Trudno wyobrazić sobie postępowanie bardziej odległe od typowych oczekiwań. Pokazuje też ono wyraźnie głębię transformacji, którą można osiągnąć poprzez trening buddyjski. Oczywiście, żaden z przytoczonych przykładów nie udowadnia prawdziwości nauk Buddy, zachęca jednak, abyśmy poważnie potraktowali jego filozofię jako źródło wiedzy o charakterze i możliwościach ludzkiej natury.

Michael Carrithers

Przełożył Tomasz Jurewicz


[1]  [2]  [3]  [4]  [5] 
[  góra strony  ]

Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach