Biblioteka
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:   Wirtualny Wszechświat > Biblioteka > Archeologia, Historia, Kultura antyczna > DZIEJE RZYMSKIE  



[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8]  [9] 
W maju 337 r. umiera Konstantyn, pierwszy - jak można by rzec - chrześcijański cesarz, znakomity wódz i organizator, który jednak nie potrafił zapewnić państwu spokojnej sukcesji. Chociaż władzę z tytułami augustów przejmują jego synowie: Konstantyn II (337-340), Konstans (337-350) i Konstancjusz II (337-361), chociaż kontynuują obronną politykę ojca przeciw Germanom i Persom oraz prowadzą dalej dzieło chrystianizacji, państwem wstrząsają niepokoje na najwyższych szczeblach władzy. Wśród niesnasek domowych giną dwaj pierwsi władcy. Na placu pozostaje Konstancjusz, którego nie dosięgły ani wojny zewnętrzne, ani zamieszki wewnętrzne. Ammianus wyjątkowo nie lubi tego cesarza. Wiele razy podkreśla jego nadzwyczajne i wątpliwe zarazem "szczęście" w wojnach domowych. Przede wszystkim powiodło mu się w krwawej bitwie pod Mursą (dziś Osijek nad Drawą), gdzie w 351 r. pokonał Magnencjusza, groźnego uzurpatora i zabójcę Konstansa. Bitwa była zwycięska, ale poległ w niej kwiat wojsk rzymskich, ci zaś, którzy pozostali przy życiu, nie będą już zdolni do dalszej skutecznej obrony przed barbarzyńcami. To wówczas - jak twierdzą niektórzy historycy - Rzym poniósł straty nie do odrobienia. Młody Ammianus otrzymywał wówczas szlify wojskowe. Niebawem Konstancjusz rozprawi się (już bez strat) z cezarem Gallusem (354 r.), siejącym zamęt na Wschodzie, i usunie z widowni kolejnego uzurpatora, Sylwana, burzącego pokój na Zachodzie, w Kolonii (Colonia Agrippina) nad Renem (355 r.).

Wrogowie zewnętrzni wykorzystają oczywiście wszystkie te zamieszki domowe. Na Zachodzie niezmordowanie będą atakować Galię plemiona germańskie: Alamanowie, Frankowie i Sasi. Porządek zaprowadzi tam nowo mianowany cezar, Julian, zwany przez chrześcijan Apostatą (Odstępcą), centralna postać dzieła Ammiana. To on w 357 r. pokona pod Argentoratum (dziś Strasburg), hordy dzielnych Alamanów. Granice Dunaju naruszali Swebowie, Kwadowie i Sarmaci. Ich uspokajaniem zajmował się sam cesarz Konstancjusz, zanim nie odciągnęły go stamtąd na Wschód groźne ataki Persów pod wodzą króla Sapora (Szapura) II. Padła wówczas rzymska warownia Amida, daremnie broniona przez dzielnego wodza Ursycyna, mającego przy boku naszego Ammiana. W roku 360 państwo otrzymało nowy cios, jakim była uzurpacja, tak zdawałoby się wiernego i prawego, Juliana. Doborowe wojska maszerowały naprzeciw siebie. Jednak nie doszło do następnej Mursy i wzajemnej rzezi. W listopadzie 361 r. zmarł bowiem cesarz Konstancjusz, mianując na łożu śmierci następcą… swego przeciwnika Juliana. W owym tak niedobrym - zdaniem Ammiana - cesarzu troska o dobro wspólne przezwyciężyła jednak miłość własną.

Chrześcijaństwo było w tym czasie bardzo podzielone i skłócone. Sobory i synody nie potrafiły przywrócić jedności. Konstancjusz, gorliwy chrześcijanin wyznania ariańskiego, występował w okrutny sposób nie tylko przeciw poganom, ale i przeciw wyznawcom ortodoksyjnej wiary. Polecił pozamykać świątynie pogańskie i pod karą śmierci zakazał składania bogom ofiar. Na szczęście nie był konsekwentny i to zmniejszyło liczbę skazanych. Jego następca, Julian, pragnął ze wszystkich sił powrócić do religii przodków. Jako dwudziestoletni młodzieniec podczas studiów m.in. w Pergamonie i Efezie uległ wpływom neoplatonizmu, który wpoił mu mistrz Maksymus. Za najważniejszy akt religijny w swoim życiu uznał Julian wprowadzenie w misteria neoplatońskie, w których - jak wiadomo - istotne znaczenie odgrywały teologie chaldejska i babilońska, na wskroś przepojone magią i astrologią. Julian nie wyznawał antropomorficznego pogaństwa, lecz zwrócił się ku religii greckich sofistów i neoplatończyków. Przez długi czas potrafił się z tym ukrywać. Kiedy jednak zasiadł na tronie, zamierzał ów system poglądów wynieść do rangi religii państwowej. Chrześcijan więc dotknęły wyrafinowane prześladowania. Nie niszczył ich fizycznie, bo to nie te czasy, ale pozbawiał dostępu do źródeł lepszego życia materialnego i kulturalnego. Odebrał przywileje przyznane przez poprzedników i przeniósł je na pogan. Zwalniał chrześcijan z urzędów cywilnych i wojskowych. Wyrzucał ze szkół publicznych. To ostatnie posunięcie uwielbianego przez siebie władcy krytykuje nawet Ammianus (22,10,7): "Nieludzkim zaś posunięciem, zasługującym na wieczne milczenie, był fakt, że nauczycielom gramatyki i retoryki wyznania chrześcijańskiego zabronił uczyć w szkołach". Julian sprzyjał Żydom, chcąc ich wykorzystać w walce z chrześcijaństwem. Z pomocą kasy państwowej postanowił nawet odbudować świątynię w Jerozolimie, którą ongiś zniszczyli Tytus i Hadrian. Dziwne rzeczy działy się przy próbach tej odbudowy. Ilekroć robotnicy zabierali się do wykonania zadania, występowały niezwykłe zjawiska: ziemia drżała, a spod fundamentów wydobywały się ognie. Trzeba było od zamiaru odstąpić (23,1,1-3).

Niebawem Julian musiał też porzucić swoją utopijną ideę, bo chociaż wielu chrześcijan odstąpiło od wiary, ogół przy niej pozostał. Spodziewając się, że większą sławę zdobędzie na wojnie i w ten sposób pozyska serca poddanych, wyruszył przeciw Persom. Wyprawa ta była jednak równie wielkim błędem politycznym jak prześladowanie chrześcijan, ponieważ w tym czasie państwo Sassanidów nie stanowiło dla Rzymu istotnego zagrożenia. Działania wyczerpały finanse i niepotrzebnie pochłonęły dalsze tysiące żołnierzy z mocno już osłabionej armii rzymskiej. Cesarz popełnił też wiele błędów strategicznych i w końcu poległ w starciu nad Tygrysem 26 czerwca 363 r., ugodzony nie wiadomo przez kogo rzuconą dzidą. Niektóre źródła chrześcijańskie podają, że ostatnie jego słowa to bolesne: "Galilejczyku, zwyciężyłeś!" (Galilaee, vicisti!), a według źródeł pogańskich - "Heliosie, opuściłeś mnie!".

W historiografii współczesnej różnie ocenia się postać Juliana, zgodzić się jednak trzeba z umiarkowaną oceną jego osoby. Jest prawdą, iż był władcą więcej niż przeciętnym. Miał własną wizję państwa i społeczeństwa, w którym zasady moralne, sprawiedliwość i uczciwość powinny obowiązywać tak podwładnych, jak rządzących. Niestety, nie był konsekwentny. Dopuszczał się czynów moralnie nagannych, które sam potępiał u innych, jak zdrada panującego cesarza (Ammianus stara się to usprawiedliwić), prześladowanie niewinnych ludzi (chrześcijan) za ich poglądy czy wreszcie podjęcie nieuzasadnionej i nieszczęsnej wyprawy wojennej (przeciw Persom).

Po gwałtownej śmierci Juliana wojsko oddało władzę w ręce Jowiana (363-364), niezbyt gorliwego chrześcijanina, który zawarł z Persami niechlubny pokój, krytykowany przez naszego historyka w wielu miejscach Dziejów. W sprawach religijnych nowy cesarz wrócił do umowy mediolańskiej z 313 r., jednak poganom nie pozwalał uprawiać wróżbiarstwa, czarów i innych zabobonnych sztuczek. Kiedy zmarł po siedmiu miesiącach panowania, cesarzem został Walentynian I (364-375), który na współrządcę przybrał sobie brata, Walensa, i postawił go na czele prefektury Wschodu ze stolicą w Konstantynopolu. Sam objął rządy w zachodniej części cesarstwa i wybrał na rezydencję Mediolan (Mediolanum). Podział imperium na dwie części utrwalał się. Walens nie miał kwalifikacji na dobrego władcę: nie znał się na wojskowości, jako fanatyczny arianin prześladował ortodoksyjnych chrześcijan, ulegał wpływom niegodziwych doradców, a także nie mówił po grecku, mimo że rządził greckim Wschodem.

Nie było spokoju na peryferiach państwa w latach 364-366: Goci atakowali Trację, Alamanowie - tereny nad górnym Renem i Dunajem, Sarmaci i Kwadowie - Panonię, Sasi i Szkoci - Brytanię. Na Wschodzie Sapor II domagał się zwrotu Armenii. Na dodatek pojawił się groźny uzurpator, Prokopiusz. Został pokonany przez Walensa w wyniku zdrady swoich najwyższych dowódców. Do zaprowadzenia spokoju w Brytanii Walentynian powołał Teodozjusza, znakomitego wodza hiszpańskiego. Z Alamanami rozprawiał się najpierw sam cesarz, a później także Teodozjusz. W latach 373-376 trzeba było prowadzić wyczerpujące walki w Afryce, gdzie z powodu ucisku podatkowego zbuntowały się przeciw panowaniu rzymskiemu plemiona Maurów pod wodzą Firmusa. Niezastąpiony Teodozjusz i tu uporał się z trudnościami: usunął ze stanowiska dotychczasowego wodza rzymskiego, Romana, i pokonał Maurów. Za to wszystko spotkała go nagroda - wyrok śmierci, który wykonano w Kartaginie!

We wschodniej części imperium w latach 367-369 niezmordowani Goci (Wizygoci) atakowali granicę na Dunaju. Po zmiennych losach owych zmagań doszło do zawarcia pokoju (na środku rzeki) z królem Atanarykiem i Walens mógł się przenieść do Antiochii, aby stamtąd obserwować równie niespokojną granicę perską.

W 375 r. zmarł nagle cesarz Walentynian, pokonawszy plemiona Kwadów i Sarmatów przekraczających granice Panonii. Nad państwem rzymskim zbierały się nowe chmury. Mało dotąd znani Hunowie i Alanowie zniszczyli państwo Ostrogotów i posuwając się na zachód po stepach dzisiejszej Ukrainy, naciskali na Wizygotów. Ci wycofywali się aż do linii Dunaju, by w końcu ją przekroczyć - już to za zgodą cesarza Walensa, już to wbrew jego woli - i usadowić się w Tracji. Między osadnikami i wojskami rzymskimi dochodziło do zbrojnych konfliktów. W końcu Walens postanowił rozprawić się z coraz częściej buntującymi się przybyszami. Na polach pod Hadrianopolem w dniu 9 sierpnia 378 r. rozegrała się krwawa bitwa, w której zwyciężyli Wizygoci pod wodzą Frytygerna. Na placu boju poległo dwóch wysokich rangą rzymskich dowódców: Sebastian i Trajan. W nieznanych okolicznościach zginął także cesarz, barbarzyńcy zaś bezkarnie pustoszyli i łupili Półwysep Bałkański. Nigdy już nie opuścili granic rzymskich, które coraz bardziej wypełniały również inne plemiona germańskie. Imperium Romanum nieubłaganie chyliło się ku upadkowi, dlatego bitwę tę uważa się za przełomową w historii państwa rzymskiego. Na niej kończą swoje dzieła historyczne Ammianus Marcellinus i św. Hieronim (Kronika) [Tj. Chronicum Eusebii ab Hieronymo retractatum. Euzebiusz zakończył swoją Kronikę na roku 325, św. Hieronim doprowadził ją do roku 378].

Po nagłej śmierci Walentyniana I w Panonii i Walensa pod Hadrianopolem władza znalazła się w rękach Gracjana (375-383) i Walentyniana II (375-392). Na augusta Wschodu powołano w roku 379 wybitnego dowódcę, wyznawcę chrześcijaństwa ortodoksyjnego, Teodozjusza Młodszego, syna wspomnianego wyżej wodza. Będzie on rządził do 395 r., a więc niemal do śmierci Ammiana.

Czasy nie przestawały być burzliwe. Na Zachodzie pojawił się uzurpator Magnus Maksymus, który zgładził w 383 r. cesarza Gracjana i panował przez pięć lat, dopóki nie pokonał go Teodozjusz w bitwie nad rzekami Savus (dziś Sawa) i Dravus (dziś Drawa). Wojskami dowodzili tam Got Gajnas i pół-Wandal, Flawiusz Stylichon. W latach 388-391 cesarz Teodozjusz przebywał zwykle w Mediolanie, mimo że miał tu do czynienia z wielką indywidualnością, jaką był biskup Ambroży. W niejednej sprawie, zwłaszcza natury religijnej czy moralnej, musiał mu ulegać. W tajemniczych okolicznościach zginął młodzieńczy cesarz Walentynian II, rezydujący w galijskiej Wiennie (dziś Vienne). Na jego miejsce wstąpił uzurpator, Flawiusz Eugeniusz.

I na wschodzie imperium, i na zachodzie podejmowano różnego rodzaju decyzje, które zmierzały do ostatecznego wyeliminowania pogaństwa z życia społecznego. Najważniejszą ustawę przeciw religiom pogańskim ogłoszono 8 listopada 392 r. Odtąd bezprawne stały się wszelkiego rodzaju kulty. Nastąpił też koniec instytucji, które odgrywały wielką rolę w życiu kulturalnym; np. igrzyska (olimpijskie) odbyły się po raz ostatni w 393 r. Wystąpienie Eugeniusza, przyjęte z entuzjazmem przez pogan, miało się temu procesowi przeciwstawić, lecz i tego możnego uzurpatora Teodozjusz pokonał w bitwie nad rzeką Frigidus latem 394 r. Pogańscy bogowie nieubłaganie odchodzili w nicość. Cesarstwo znalazło się w rękach jednego chrześcijańskiego władcy i jedna religia ogarniała ogromne przestrzenie państwa.

Tak w wielkim skrócie przedstawiał się obraz ginącego rzymskiego świata oglądany oczyma naszego historyka. Autor miał jednak inną perspektywę niż dzisiejsi badacze i czytelnicy jego dzieła. W wielu wydarzeniach brał bezpośredni udział, głęboko przeżywał - jak zobaczymy - to, co działo się w państwie rzymskim i co się zmieniało na jego oczach. Potrafił opisywać wydarzenia i sercem, i żółcią, ujmować je z epicką rozlewnością, nie bez liwiuszowej tęsknoty do dawnej sławy i do rzymskich mores maiorum, ginących teraz razem z pogańskimi bóstwami. Sam przejawiał silną wiarę w wieczne trwanie Rzymu, mimo że był mężem greckiego Wschodu.

[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8]  [9] 
[  góra strony  ]

Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach