Biblioteka
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:   Wirtualny Wszechświat > Biblioteka > Archeologia, Historia, Kultura antyczna > DZIEJE RZYMSKIE  



[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8]  [9] 
Żywot Ammiana Marcellina

Ammianus urodził się w Antiochii, stolicy Syrii, w wielkiej metropolii i najpiękniejszym mieście Wschodu (22,9,14). [Niektórzy badacze przyjmują, że Ammianus mógł się urodzić w innym mieście Syrii, w Fenicji, Grecji czy Egipcie (zob. Ch. Fornara, Studies in Ammianus Marcellinus, I: The Letter of Libanius and Ammianus Connection with Antioch, "Historia" 41(1992), s. 328nn.; T.D. Barnes, Ammianus Marcellinus and the Representation of Historical Reality, Ithaca-London 1998, s. 54nn.)]. Nie miała Antiochia tak starożytnej historii, jak Rzym czy Konstantynopol, założył ją bowiem Seleukos I Nikator około 300 r. przed Chr. w żyznej dolinie rzeki Orontes, pomiędzy górami Amanos i Kasjos. Tam krzyżowały się drogi handlowe, w pobliżu szumiało morze i wrzała praca w portowej części miasta, Seleucji Pierii. Retorzy, a wśród nich słynny Libanios, przenoszą narodziny miasta do czasów mitycznych i wiążą je z opowiadaniem o Zeusie i Io. Dość szybko Antiochia stała się silnym ośrodkiem gospodarczym, kulturalnym i administracyjnym. Podziw budziły jej ogrody i parki, jej architektura, a zwłaszcza Złota Świątynia zbudowana przez Konstantyna Wielkiego. Na utworzonej przez rzekę wyspie znajdował się wspaniały pałac cesarski i hipodrom. Ozdobą miasta były także teatr, amfiteatr i biblioteka. Antiochia to jedno z największych miast imperium. Przewyższały ją tylko Rzym i Aleksandria. W czasach Ammiana liczyła około 200 000 mieszkańców, przedstawicieli różnych nacji: Syryjczyków, Greków, Rzymian i Żydów. Bardzo wcześnie powstała w mieście gmina chrześcijańska, założona przez samego Piotra apostoła. Odwiedzał ją również apostoł Paweł i jego uczeń Barnaba. Tu urodził się Łukasz, ewangelista i towarzysz wypraw misyjnych św. Pawła. Słynnym biskupem Antiochii (w latach 70-107) był uczeń apostolski, św. Ignacy, autor zachowanych siedmiu listów. Działali tam również przyjaciel naszego historyka i jego uczeń, pisarz chrześcijański - Jan Chryzostom, oraz wspomniany już pogański retor - Libanios.

Ammianus był dumny ze swego miasta, "z którym żadne inne - jak pisze (14,8,8) - nie może rywalizować ani bogactwami napływającymi z zewnątrz, ani znajdującymi się na jego obszarze". Odnotował także (14,1,9) wyjątkowy w starożytności fakt nocnego oświetlania ulic, które było tak intensywne, że niemal dorównywało światłu dziennemu; informację tę potwierdza także Libanios. Wspominał cesarski pałac i pobyty cesarzy, cezarów oraz innych ważnych osobistości. Zachwycał się uroczym i wspaniałym przedmieściem Antiochii, Dafne, wraz ze słynną świątynią Apollona oraz posągiem boga wykonanym ze złota i kości słoniowej (19,12,19; 22,13,1 nn.). Zapewne było mu niezmiernie przykro, kiedy w jego rodzinnym mieście cesarz Julian, jego ulubieniec, nie został przychylnie przyjęty i z tego powodu pod adresem Antiocheńczyków wypowiadał niepochlebne opinie, a nawet napisał na nich pamflet pt. Misopogon (Nieprzyjaciel brody; 22,14,2 nn.). W tym mieście pogańskie bóstwo nieraz objawiało swoją wolę i dawało ostrzeżenia przez niezwykłe znaki, m.in. także Julianowi (22,10,1nn.; 31,1,2).

Ammianus przyszedł na świat około 330 r. w znakomitej rodzinie, jak to wynika z wypowiedzi samego autora. W pewnej sytuacji wojennej, fizycznie bardzo uciążliwej, wyznał z prostotą, iż jako człowiek dobrze urodzony nie był przyzwyczajony do wysiłku. Jego ojciec - jak przypuszczamy - należał do warstwy uprzywilejowanej. Według jednych był radnym miejskim (curialis czy decurio), według innych pełnił jakąś funkcję wojskową. Nie wydaje się, by można go zaliczyć do grona bardzo bogatych Antiocheńczyków, bo o nich historyk wyraża się niepochlebnie (15,13,2). Opinie badaczy w tej materii są podzielone i chwiejne. Ojciec Ammiana na pewno nie był człowiekiem biednym.

Mniej więcej do dwudziestego roku życia Ammianus przebywał w rodzinnym mieście i w tamtejszej szkole retorycznej zdobywał wykształcenie humanistyczne, greckie i łacińskie. Ojczystą mowę doskonalił na lekturze pisarzy klasycznych, wśród których Homer zajmował stale miejsce naczelne. Zapewne poznał i innych pisarzy, których cytuje w Dziejach: epika Hezjoda, liryków - Symonidesa, Teognisa i Bakchylidesa, tragików - Frynicha, Sofoklesa i Eurypidesa. Opanował także język Rzymian, bez którego znajomości nie mógłby zająć żadnego znaczącego stanowiska w państwie, cywilnego czy wojskowego. Z pisarzy łacińskich szczególnie mocno pokochał Cycerona; cytuje go w swym dziele ponad dwadzieścia razy. Twierdzą niektórzy, że mógł w Antiochii poznać także język perski, miał bowiem przyjaciela wśród perskich zakładników, niejakiego Jowiniana, i jeździł później z oficjalną misją do Kordueny (18,6,20-23).

W roku 350 lub 353 Ammianus został członkiem elitarnej jednostki wojskowej, tzw. protectores domestici, tj. przybocznej gwardii cesarskiej. Jej członków przydzielano także innym znakomitym osobistościom w państwie. I oto nasz historyk w 353 r. znalazł się przy Ursycynie, dowódcy jazdy stacjonującej w Nisibis, warownym mieście Mezopotamii położonym daleko na wschód od Eufratu, na pełnym niebezpieczeństw pograniczu imperium rzymskiego i perskiego. Na temat swego dowódcy Ammianus ma tylko słowa najwyższego uznania, tak co do jego kompetencji, jak i morale. Jest on drugim po Julianie bohaterem dzieła i osobą szczególnie drogą autorowi, który broni czci i honoru Ursycyna przed atakami i potwarzami dworskich eunuchów i innych niegodziwców.

W roku 354 Ammianus razem z Ursycynem udaje się do Antiochii, gdzie jego wódz musiał oczyścić się z zarzutu dopuszczenia się obrazy majestatu (15,2,1-6). Dzięki jakiemuś zbiegowi okoliczności znakomity dowódca uniknął najgorszego i na wezwanie Konstancjusza podążył do Mediolanu. Wiernie towarzyszył mu Ammianus. Kiedy cesarz powierzył Ursycynowi misję rozprawienia się z rezydującym w Kolonii uzurpatorem Galii, Sylwanem, wśród przydzielonych mu do pomocy dziesięciu trybunów i oficerów ze straży przybocznej znajdował się także nasz historyk (15,5,22). Niebawem, bo we wrześniu 355 r., stał się on świadkiem błyskawicznego sukcesu swego przełożonego nad mało zresztą zdecydowanym uzurpatorem. Jednak za tym zwycięstwem, tak dramatycznie przedstawionym przez Ammiana, nie poszła wdzięczność cesarza. Przeciwnie, liczni dworscy pochlebcy doprowadzili do tego, że wysuwał on wobec Ursycyna jakieś podejrzenia o defraudację skarbca galijskiego (15,5,36).

Ammianus pozostawał przez pewien czas w Galii. Tutaj mógł bliżej poznać, a może nawet osobiście zetknąć się z Julianem Apostatą, piastującym godność cezara i pomyślnie administrującym galijską prowincją. Julian - przypomnijmy - uwolnił ją od germańskiego niebezpieczeństwa, odniósłszy słynne zwycięstwo nad siedmioma królami pod Argentoratum. Latem tegoż roku Ursycynus, a razem z nim Ammianus, podążyli do cesarza Konstancjusza, przebywającego w Sirmium (dziś Mitrovica) w Panonii, skąd zostali skierowani na Wschód przeciw Persom. Kiedy doszli do Samosaty, miasta w północnej Syrii, rozkaz cesarski nagle odwołał ich na powrót do Europy. Ledwie zdążyli dojść do rzeki Hebrus (dziś Marica) w Tracji, a tam już czekał na nich kolejny rozkaz natychmiastowego zawrócenia na Wschód do Mezopotamii, gdyż Persowie szykowali się do ataku. Sytuacja była i niebezpieczna, i dziwna. Z jednej strony Ursycynus miał organizować obronę przed nieprzyjacielem, a z drugiej dowódcą jazdy uczyniono bardzo mu nieprzychylnego Sabiniana. Intryga dworska w całej tej sprawie była widoczna jak na dłoni.

Nasi bohaterowie posłusznie przybyli do Nisibis, a następnie udali się do warownego miasta Amidy, od lipca 359 r. gwałtownie atakowanego przez Persów. Trwająca 72 dni obrona zakończyła się totalną klęską. Ammianus tajnym wyjściem opuścił miasto i po wielu dramatycznych przygodach, które relacjonuje ze szczegółami, szczęśliwie dotarł do Meliteny w Armenii Mniejszej. Tam spotkał swego dowódcę, który również ratował się ucieczką przed perską niewolą. O tym jednak Ammianus milczy. Obaj udali się do Antiochii. W ten sposób ocalili życie, ale nie zdołali zachować stanowisk w wojsku. Klęskę Amidy bowiem wykorzystali przeciwnicy Ursycyna na dworze i spowodowali, że "Konstancjusz rozgniewał się ponad wszelką miarę. Nie roztrząsał już dalej całej sprawy i nie starał się odsłonić tego, co jeszcze było przed nim zakryte, lecz wydał rozkaz, aby ten, którego pozwolił ugodzić oszczerstwami, odszedł ze służby wojskowej w stan spoczynku" (20,2,5). A był to rok 360.

Lecz oto szykuje się nowa i wielka zawierucha wojenna wewnątrz państwa pomiędzy Julianem a Konstancjuszem. Naprzeciw siebie maszerują dwie potężne armie: cesarza i uzurpatora. Co w tym czasie robi Ammianus, nie wiemy. Duszą i ciałem jest jednak po stronie Juliana (to oczywiste na podstawie relacji rozsianych po całym niemal dziele). Na szczęście dla państwa wszystko skończyło się pomyślnie: Julian został cesarzem także z przyzwolenia umierającego Konstancjusza. Możemy sobie wyobrazić wielką radość naszego historyka. Kiedy w marcu 363 r. Julian wyrusza na wojnę z Persją, Ammianus znajduje się w jego orszaku i będzie naocznym świadkiem dramatu rozgrywającego się w dniu 26 czerwca pod Ktezyfontem. Nie wiemy, jaką pełnił funkcję podczas tej kampanii; możliwe, że zajmował się aprowizacją. Po zawarciu haniebnego pokoju przez Jowiana znalazł się znów w rodzinnej Antiochii (25,10,1).

Zaczął się dla Ammiana czas wolny od obowiązków wojskowych. Swoje siły i zainteresowania skierował ku podróżom i zajęciom literackim. Bazą była wówczas Antiochia, gdzie w roku 371 był świadkiem wielkich procesów o zdradę stanu toczonych przed cesarzem Walensem (29,1,24. 2,4. 2,15). Możliwe, iż jakiś czas zajmował się adwokaturą (29,2,4). Ammianus przebywał w Antiochii jeszcze w 378 r., kiedy Walens poniósł klęskę pod Hadrianopolem, ale później - jak możemy przypuszczać: około 380 r. - przeniósł się na stałe do Rzymu, gdzie znalazł odpowiednie dla siebie środowisko literackie. Warto podkreślić, że zanim tam zamieszkał, odbył wiele podróży po ogromnych połaciach Imperium Romanum, zobaczył wiele krajów, miast i ludów, których opisy pozostawił w swoim dziele. Egipt, Grecja, Tracja i Azja Mniejsza oglądane były już nie tyle oczyma żołnierza, ile raczej miłośnika przeszłości i badacza dziejów ojczystych.

Wreszcie ów "żołnierz i Grek" dotarł do ostatniej przystani swego życia. Był nią wiecznie trwający Rzym! Miasto nieporównywalne z żadnym innym historią, architekturą, wielkością i kulturą duchową. Co go tam przyciągnęło? Przyjaciele i znajomi, którzy myśleli podobnie jak on? Może ów słynny Symmach, może Nikomach Flawian czy Pretekstat i inni tradycyjnie myślący Rzymianie?21 A może działała na niego presja muzy historii, Klio, która w mieście Tacyta mogła najpełniej rozwinąć skrzydła, ogarnąwszy nimi całość dziejów rzymskiego imperium? Nie potrafimy powiedzieć. Faktem jest tylko, że po roku 378, albo nieco później, Ammianus znalazł się w stolicy świata. Tu zaczął pisać Res gestae - Dzieje, jak krótko po polsku oddajemy tytuł. Ówczesny czytelnik wiedział, że chodzi o dzieje Imperium Romanum. Ammianus recytował je publicznie mieszkańcom pewnie już do końca swoich dni.

Utrzymywał także kontakty z odległym miastem ojczystym, z Antiochią. Mieszkający tam retor Libanios, ziomek i przyjaciel, w jedynym (zachowanym) liście do Ammiana, z roku 392, przekazuje nam garść cennych informacji o tym okresie życia historyka:

Uważam za szczęśliwych i Ciebie, że posiadłeś Rzym, i Rzym, że posiadł Ciebie. Ty bowiem zamieszkałeś w mieście, z którym równać się nie może żadne inne na świecie, miasto zaś pozyskało mieszkańca, który nie jest gorszy od innych mających przecież bogów za przodków. Dla Ciebie byłoby już zaszczytem, gdybyś w takim mieście pozostawał nawet nieznany i tylko słuchał mów, jakie inni tam wygłaszają. Rzym bowiem karmi w swych murach wielu mówców, którzy idą w ślady ojców. Lecz i Ty sam - jak słyszę od tych, którzy stamtąd przybywają - publicznie czytasz fragmenty swego dzieła, za którymi pójdą następne, ponieważ dzieli się ono na wiele części, a pochwała jednej zachęca do czytania następnej. Dowiaduję się także, iż sam Rzym za Twe trudy uhonorował Cię wieńcem, oddane zaś na Ciebie głosy świadczą o tym, że już to pokonałeś niektórych rywali, już to nie byłeś gorszy od innych. To przynosi zaszczyt nie tylko Tobie samemu jako pisarzowi, ale i nam, z których grona taki pisarz się wywodzi. Nie ustawaj więc w pracy nad swym dziełem i wynosząc je z domu do audytoriów, nie zaprzestawaj wzbudzać podziwu! Czyń sam siebie coraz bardziej sławnym i pozwól nam z Twej sławy korzystać! Bowiem cieszący się dobrą sławą rodak, poprzez swoje dzieła, stanowi także ozdobę rodzinnego miasta. Niech Ci się dalej tak dobrze wiedzie!

Piękne słowa i życzenia przyjaciela, przesłane z dalekiej rodzinnej Antiochii, były dla Ammiana szczególnie drogie i stanowiły zapewne ogromną zachętę do pracy nad historią. Ammianus jednak rzeczywistość Wiecznego Miasta, w której przyszło mu żyć, widział nieco inaczej niż Libanios. Świadczą o tym obszerne wypowiedzi w Dziejach. Pod koniec IV w. po Chr. zarówno rzymski lud, jak i wyższe warstwy zasłużyły sobie, zdaniem historyka, na słowa ostrej krytyki z powodu lenistwa, pychy, zarozumiałości, nieuctwa, korupcji, pazerności (14,6; 28,4). Bodaj najbardziej oburzało pisarza lekceważenie, z jakim mieszkańcy Rzymu traktowali naukę i jej przedstawicieli. W czasie głodu w 383 r. woleli wyrzucić z miasta uczonych niż tancerki (14,6,19).

Niestety nie wiemy, co dokładnie w tym czasie działo się z Ammianem. Czy cierpiał głód razem z innymi, czy jako cudzoziemiec podzielił los wygnańców? Z późniejszego listu Libaniosa wynika, że historyk miał w Rzymie życzliwe grono retorów i literatów, którzy zachwycali się jego recytacjami fragmentów dzieła. Autor wystąpił także w jakimś agonie i nawet zdobył nagrodę - literacki wieniec. To wszystko zapewne otworzyło mu drzwi znakomitych domów rzymskich, miał zatem okazję poznać dokładnie przynajmniej niektóre arystokratyczne rody. Ich obraz zamieścił w swoim dziele ku wiecznej ich hańbie. Bliżej związał się zapewne z prefektami miasta: Alipiuszem czy Aureliuszem Wiktorem. Gdy dzisiaj czytamy dwie długie dygresje o Rzymie, mamy wrażenie, jakbyśmy przebywali tam razem z Ammianem. Tak są żywe i pełne emocji. Nie znamy dalszych losów pisarza po 392 r. Wiemy jednak, że tworzył kolejne księgi Dziejów, a zamieszczone w nich informacje zdają się wskazywać na wydarzenia z lat 395-398. Nigdzie nie odnotowano, kiedy znalazł się w krainie cieni.

Historyk nie był chrześcijaninem. O wyznawcach nauki Chrystusa wyrażał się stale "oni": "zgromadzenie wszystkich wyznawców […] nazywane przez nich synodem" (15,7,7), "święto zwane Epifanią, które chrześcijanie obchodzą w styczniu" (21,2,5), "prezbiter chrześcijańskiego obrzędu, jak sami go nazywają" (31,12,8) itp. Głosił kulturę i religię pogańską, tak jak przyjaciel Libanios, jak Kwintus Aureliusz Symmach, jak wreszcie bohater Dziejów rzymskich, cesarz Julian Apostata. Bliska była autorowi teologia neoplatonizmu w wydaniu Plotyna czy Jamblicha. W niej zaś widoczne są wpływy wschodniej astrologii i nauk etruskich, poglądów mistycznych i manichejskich. Ammianus na wzór chrześcijan - jak zapewne większość pogan w tym czasie - wierzył już tylko w jedno bóstwo niebiańskie (numen caeleste), które nieprzeniknioną potęgą ogarniało losy człowieka i wszechświata, zaś swoją wolę objawiało we wróżbach, przepowiedniach i wszelakich znakach, z głęboką wiarą odnotowywanych na kartach Dziejów. Owo bóstwo niebiańskie działało w każdym człowieku poprzez jego geniusza (genius), czyli ducha opiekuńczego. Nie słyszymy, aby Ammianus tak jak Symmach brał udział w ostatnim żywym konflikcie między starą i nową religią, jaki zaistniał w Rzymie właśnie wówczas, kiedy przebywał tam historyk.

Krytyka Ammiana wobec chrześcijan i ich kultu jest dość ostrożna i prowadzona z dużym obiektywizmem, choć nie brak w niej czasem elementów ironicznych czy sarkastycznych, które ujawniają się np., kiedy mowa o czci oddawanej grobom męczenników (18,7,7; 19,3,1). Religię chrześcijańską uważa autor za doskonałą i prostą (absolutam et simplicem; 21,16,18). Chwali biskupów za to, że swoim działaniem dążą do sprawiedliwości (22,11,5). Wyraża podziw dla chrześcijańskich męczenników (22,11,10). Na słowa krytyki zasłużyli sobie natomiast papież Damazy i biskupi Rzymu - żądni władzy, opanowani przez chciwość i zbytek, kłócący się i toczący ze sobą krwawe boje (27,3,12). Ammianus za swoją zdaje się przyjmować opinię Juliana Apostaty (22,5,4): "żadne dzikie zwierzęta nie są tak wrogie dla ludzi, jak zwykle wrodzy są nawzajem dla siebie chrześcijanie". Z drugiej strony uznaje racje chrześcijan pod rządami Juliana i gani - jak wyżej wspomniano - jego postępowanie wobec wyznawców Chrystusa (22,10,7). Wszystko to świadczy o tolerancyjnej i humanistycznej postawie pisarza, który, choć z bólem patrzył, jak kurczy się i ginie świat jego własnych wartości, nie wzywał do krucjaty przeciw nowym ideom, wdzierającym się wszędzie z nieprzepartą siłą. Pięknie pisał o postawie cesarza Walentyniana (30,9,5):

Zasłynął wreszcie z umiarkowanego sprawowania rządów dzięki temu, że zachowywał neutralność w sporach religijnych. Nikogo nie prześladował i nikomu nie nakazywał, aby uprawiał taki czy inny kult. Groźnymi edyktami nie naginał karków swoich poddanych, aby czcili to, co on chciał, lecz dziedzinę tę pozostawił tak, jak zastał.

[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8]  [9] 
[  góra strony  ]

Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach