Jak zatem widać z powyższych rozważań, wszystko daje się precyzyjnie policzyć. Jest to jeden z podstawowych argumentów przemawiających za bezpieczeństwem skoków na linie. Z tym oczywiście zastrzeżeniem, że nie wolno pomylić się w obliczeniach. Szczegółowe badania, podejmowane każdorazowo po zaistniałych wypadkach, wskazywały na niewłaściwe zaczepienie, nie-dopasowanie liny do wysokości skoku lub też inne błędy powstałe ewidentnie wskutek ludzkiego niedopatrzenia. Nie zanotowano natomiast poważnych wypadków, których przyczyny można by upatrywać w usterkach sprzętu.
Oprócz możliwości dokładnego obliczenia wydłużenia liny istnieją również inne czynniki sprawiające, że skoki na linie są w rzeczywistości rozrywką bezpieczną. Są nimi mianowicie: bardzo mały współczynnik sprężystości torsyjnej (odkształcenia skręcającego linę wokół jej osi) oraz wahadłowy ruch zwisającej liny. Ten ostatni element, związany zresztą ze sposobem zawieszenia liny, nie pozwala na zaplątanie się w nią nawet przy wykonywaniu salt i innych akrobacji powietrznych. Takie właśnie urozmaicenie skoków jest zatem całkiem bezpieczne i możemy je często obserwować.
Skok na elastycznej linie to oczywiście nie tylko spadek do chwili osiągnięcia najniższego punktu, ale także późniejsze wznoszenie się i wreszcie oscylacje wokół końcowego położenia równowagi. W dolnych częściach swego długotrwałego lotu skoczek poddany jest oddziaływaniu asekurującej go liny, w górnych natomiast podlega spadkowi swobodnemu, będąc poddany jedynie działaniu siły ciążenia. Przybliżony przebieg lotu w postaci zależności wysokości od czasu, z zaznaczeniem wspomnianych obszarów, przedstawiony jest na rys. 55.
Skoki na linie są bardzo widowiskowe i gromadzą zazwyczaj wielu obserwatorów, szczególnie wówczas, kiedy odbywają się w atrakcyjnych i efektownych sceneriach lub też wtedy, kiedy dokonywane próby organizowane są z zamiarem bicia rekordów. W dotychczasowej historii bungee oddano wiele skoków na linie, które zostały upamiętnione w księgach rekordów. Trudno zdecydować, któremu z nich przyznać prymat jednoznaczny i niepodważalny. Wymieńmy więc kilka z nich.
W lutym 1992 roku Gregory Riffi wykonał skok o długości 249,9 m z helikoptera lecącego nad doliną Loary we Francji. W tym samym roku Chris Allum odnalazł w Wirginii Zachodniej most, z którego mógł oddać skok minimalnie dłuższy, i pokonał w powietrzu wysokość 250,5 m. Rok później, na czele 7-osobowego zespołu, oddał on w przełomie New River skok o długości 267 m. Skok ten oddany został w specjalnie skonstruowanym koszu. Ale i ta imponująca wysokość nie zadowoliła lidera zespołu. Kiedy kosz osiągnął swe najniższe położenie, Allum, już samotnie, wyskoczył z niego na linie i dotarł aż do powierzchni wody.
Muszą zaimponować rekordowe skoki oddane z balonów. W 1990 roku John Kockelman oddał skok o długości 300 m z unoszonego gorącym powietrzem balonu zawieszonego na wysokości 1,5 km. Skok zakończył odcięciem liny i wylądowaniem na spadochronie. Doug Hase, skacząc rok później z balonu nad Boulder (Kolorado), pokonał odległość 730 m.
Skoki na linie weszły w 1995 roku do programu corocznie rozgrywanego konkursu sportów ekstremalnych. Wzięło w nim wtedy udział 30 skoczków, a pula nagród wynosiła 40 000 $. Z roku na rok obie te liczby rosną, a i prezentowany przez uczestników sprzęt idzie w ślad za rozwojem technologii.
Nie przewidywała zapewne bohaterka pierwszego skoku, że jej podyktowane desperacją szaleństwo stanie się w odległej przyszłości zabawą, i do tego tak dalece skomercjalizowaną.
Krzysztof Ernst
|