Biblioteka
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:   Wirtualny Wszechświat > Biblioteka > Matematyka > ENIGMA  



[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8]  [9]  [10] 
A jednak wojna nie zakończyła się przed świętami. Alan skorzystał 2 października 1939 roku z możliwości zawieszenia swojego członkostwa w King's na okres wojny i choć jego zajęcia z podstaw matematyki znalazły się już na liście oferowanych wykładów, nie doszło do nich. I do tego jeszcze Finlandia. Pewnego razu odbyło się w tym okresie przyjęcie w pokoju Patricka Wilkinsona, na którym Alan spotkał zainteresowanego matematyką studenta trzeciego roku, Robina Gandy'ego, starającego się ofiarnie bronić linii partii komunistycznej. "Ręce precz od Finlandii" pachniało Alanowi hipokryzją, jaką pogardzał, ale mimo to lubił Robina i zamiast odejść z niesmakiem, podjął Sokratesowską dyskusję, doprowadzając oponenta do sprzeczności.

Jedną z rzeczy, które nawet w tej niby-wojnie miały cechę realności, była wojna na morzu. Podobnie jak podczas I wojny światowej, zarówno siła, jak i słabość tej europejskiej wyspy zasadzały się w tym, że każda napaść na Wielką Brytanię oznaczała zarazem atak na światową gospodarkę handlową. Jedna trzecia całej marynarki handlowej należała do Brytyjczyków, a prócz węgla i cegieł niewiele towarów zapewniało wyspie samowystarczalność. Mimo blokady Niemcy mogły przeżyć dzięki wprzęgnięciu do realizacji swoich potrzeb zasobów i siły roboczej Europy, lecz przetrwanie Wielkiej Brytanii zależało od dróg morskich. W tym właśnie kryła się zasadnicza, kluczowa asymetria.

I właśnie wojna na morzu miała stać się polem działania Alana. Na początku 1940 roku rozparcelowano poszczególne systemy Enigmy wśród głównych kryptoanalityków, przydzielając im baraki (ang. hut) poza posiadłością Bletchley. Welchman w zespole 6 (Hut 6), wzmocnionym przez kilku nowo zatrudnionych pracowników, przejął systemy Enigmy sił lądowych i lotniczych, Dillwyn Knox zajął się włoską Enigmą14 oraz wersją używaną w niemieckiej SD i on także pozyskał nowych pracowników. Oba te systemy, pozbawione łącznic, odpowiadały jego metodom psychologicznym. Alana przydzielono do zespołu 8, gdzie kierował pracami nad sygnałami Enigmy marynarki wojennej. Inne zespoły miały za zadanie tłumaczenie i interpretację odczytanych komunikatów. I tak, zespół 3 opracowywał materiały lądowe i lotnicze otrzymane od zespołu 6, natomiast sygnały morskie, w miarę ich pozyskiwania, interpretowano w zespole 4, kierowanym przez Franka Bircha.

Przypuszczalnie Alan nie orientował się dokładnie w kontekście, w jakim odbywała się jego praca, prócz ogólnej atmosfery pośpiechu, emanującej z zespołu 4 - i niewykluczone, że tak było lepiej, ponieważ kontekst nie wyglądał zachęcająco. Alan pracował dla Admiralicji, która bardzo niechętnie oddała GCCS kryptoanalizę sygnałów morskich. Tradycyjnie Królewska Marynarka liczyła na autonomię. Od Admiralicji, właściciela największej na świecie floty, można było oczekiwać zdolności do samodzielnego przygotowania wszelkich działań wojennych - a jednak przegapiła ona zupełnie fakt, że sukces marynarki zależy nie tylko od siły rażenia, lecz także od informacji. Działa i torpedy są bezsilne, gdy nie stosuje się ich w odpowiednim czasie i odpowiednim miejscu. "Nasza walcząca flota" okazała się, tak jak gigantyczne Cyklopy, zdecydowanie jednooka. Wywiad morski funkcjonował w ramach struktury, którą nowe pokolenie uznałoby za absurdalnie wiktoriańską, jeśli nie zbrodniczo niekompetentną.

Dział Wywiadu Marynarki Wojennej (Naval Intelligence Division, NID) powstał dopiero w okresie I wojny światowej, podczas pokoju zaś przeistoczył się w Kafkowską fantazję. W 1937 roku NID nie był "[...] ani dostatecznie zainteresowany, ani wyposażony, by zbierać lub przekazywać dane o strukturze, rozmieszczeniu czy ruchach obcych flot [...] w stosunku do roku 1892 [...] sytuacja poprawiła się w bardzo niewielkim stopniu [...] Do wielkich, staroświeckich rejestrów wpisywano ręcznie ostatnie znane informacje o miejscu pobytu okrętów wojennych Japonii, Włoch i Niemiec [...] Sprawozdania bywały często spóźnione o kilka miesięcy, a informacje o domniemanym rozmieszczeniu obcych statków przekazywano do Floty tylko raz na kwartał". Wydział ruchu NID (składający się z jednego oficera zatrudnionego na część etatu) "nie abonował nawet listy Lloyda, co przynajmniej pozwoliłoby dysponować codziennym, bardzo precyzyjnym sprawozdaniem o wszystkich handlowych statkach świata. Wywiad prawie nie dostarczał jakichkolwiek danych o ruchu okrętów wojennych [...] Możliwości lokalizowania okrętów na morzu [...] były jeszcze mniejsze niż sposobność uzyskania aktualnej informacji o nich, gdy przebywały w portach". Admirałowie rzeczywiście nie chcieli nic wiedzieć.

We wrześniu 1939 roku sytuacja wyglądała nieco lepiej dzięki nowemu człowiekowi, Normanowi Denningowi. Zamiast rejestrów zaczęto używać kartotek, założono bezpośrednie połączenie telefoniczne z Lloydsem i urządzono salę śledzenia ruchu okrętów, w której nanoszono na mapy aktualne pozycje statków handlowych. Związki z GCCS nie wyglądały równie dobrze. W istocie rzeczy, traktowano kryptoanalityczną organizację, przejętą po I wojnie światowej przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych, jako przeciwnika; do lutego 1941 roku Denning planował jej odzyskanie przez Admiralicję.

Z drugiej jednak strony, wybiegający myślą naprzód Denning potrafił przyjąć zasadę, że nowa jednostka NID, Operacyjny Ośrodek Wywiadu (Operational Intelligence Centre, OIC), który zastąpił wydział ruchu, musi otrzymywać i koordynować dane ze wszystkich źródeł. Takie rozwiązanie, nie do pomyślenia w czasach I wojny, stanowiło rewolucyjny postęp. W przededniu wojny OIC miało już 36 osób kadry. Stanęli przed wieloma różnymi problemami, lecz w 1939 roku najważniejszym z nich był niemal zupełny brak jakichkolwiek informacji, które dałoby się koordynować. Na podobieństwo Tweedledee, Admiralicja potrafiła odważnie uderzyć we wszystko, co ogarniała wzrokiem, tyle tylko, że ogarniała bardzo niewiele.

Zdarzało się niekiedy, że samolot straży przybrzeżnej wypatrzył niemieckie łodzie podwodne, więc przekonano Królewskie Siły Lotnicze (RAF) do informowania Admiralicji w takich sytuacjach. Rozpoznanie powietrzne ograniczało się do wynajęcia cywilnego pilota, który robił zdjęcia niemieckiej linii brzegowej. Od agentów w Europie uzyskiwano informacje "skromne. Najlepsze [...] pochodziły od czarnorynkowego handlarza jedwabnymi pończochami, który miał kontakty w niemieckiej służbie pocztowej marynarki wojennej i od czasu do czasu potrafił podać adres pocztowy niektórych okrętów, dostarczając tym samym pewnych wskazówek co do miejsca ich pobytu". Gdy w listopadzie 1939 roku zatopiono Rawalpindi, Admiralicja nie umiała nawet określić rodzaju okrętu, który tego dokonał. Jeśli chodzi natomiast o sygnały, to nie tylko komunikaty wychodzące z Enigmy były nieczytelne, ale ponadto niemiecka marynarka wojenna:

krótko przed napaścią na Polskę przeszła na wojenny tryb przesyłania sygnałów radiowych, kładąc kres możliwościom śledzenia jej ruchów przez kojarzenie znaków wywoławczych z wynikami poszukiwań kierunkowych. Upłynęły miesiące, zanim prace nad niemieckimi sygnałami, prowadzone w GCCS i OIC [...] umożliwiły choćby podjęcie próby wnioskowania na podstawie analizy korespondencji. Pierwszy krok polegał na odróżnieniu sygnałów pochodzących z łodzi podwodnych od pozostałych niemieckich komunikatów morskich. O panującej dotąd niewiedzy niech świadczy to, że ów elementarny postęp udało się osiągnąć dopiero pod koniec 1939 roku.

Aż do wybuchu wojny "morska podsekcja sekcji niemieckiej" w GCCS, "która zaczynała działalność z jednym oficerem i jednym urzędnikiem dopiero w maju 1938, wciąż nie miała kryptoanalityków". To zaledwie jeden z aspektów fiaska. Teraz perspektywy wyglądały lepiej, dzięki pomocy Polaków i przygotowywanej konstrukcji nowych Bomb, lecz panorama rysowała się ponuro:

Od wybuchu wojny GCCS nadawało pracom nad wariantem Enigmy niemieckich sił lotniczych wyraźny priorytet w stosunku do prób opanowania korespondencji morskiej. Istniały po temu dwa dobre powody. Przede wszystkim, korespondencja niemieckiego lotnictwa była obfitsza. Ponadto prace nad Enigmą marynarki wojennej uległy zahamowaniu po pierwsze przez to, że niemiecka marynarka używała maszyny ostrożniej niż lotnictwo, w wyniku czego GCCS udało się w całym 1938 roku złamać ustawienia tylko z 5 dni, a po drugie przez odkrycie, iż w okresie zbliżonym do wybuchu wojny maszyna stosowana w marynarce przeszła bardziej gruntowną modyfikację niż maszyna lotnictwa. Niezbyt bogaty materiał szyfrowy, przechwycony w 1940 roku, potwierdzał, że choć obie maszyny wciąż wykorzystywały jednocześnie tylko trzy koła, maszyna morska wybierała je z [...] 8 zamiast 5.

Aby posunąć się naprzód, Alan potrzebował czegoś więcej. "Od grudnia 1939 roku GCCS nie pozostawiało Admiralicji żadnych wątpliwości co do pilności [...] tego żądania, lecz Admiralicja nie miała możliwości jego spełnienia". Trwała jednak wojna (przynajmniej na morzu), co oznaczało, że dowództwo niemieckie musiało się liczyć z przechwyceniem przez przeciwnika egzemplarza maszyny Enigma. I tak w istocie się stało. Polskie rewelacje dały GCCS tylko siedem miesięcy przygotowań, gdyż "w lutym 1940 roku przechwycono od załogi U-33 trzy koła Enigmy". Niestety, "nie dostarczyło to wystarczających podstaw do dokonania postępu". Posiadanie morskiej maszyny stanowiło czynnik konieczny, lecz daleko niewystarczający. Niemiecka marynarka używała maszyny ostrożniej, a jej kluczowe systemy nie były tak przejrzyste, jak prostackie powtarzające się trójki, wykorzystane przez Polaków. Kilka dni niezbyt obfitej korespondencji czasu pokoju dało wątłe podstawy do ataku.

Potem wojna przeniosła się na ląd, a niemiecka napaść na Norwegię uprzedziła brytyjskie plany. Angielsko-francuskiej odpowiedzi nie ułatwiał fakt, że niemiecki wydział kryptoanalityczny, Beobachter Dienst, potrafił odczytać wiele alianckich komunikatów, tak jak czynił to zresztą cały czas od 1938 roku. I umiejętność ta została bardzo skutecznie wykorzystana. Pod koniec kampanii naczelny dowódca brytyjskiej floty skarżył się: "Jest rzeczą wielce irytującą, że przeciwnik zawsze wie dokładnie, gdzie [...] znajdują się nasze okręty, podczas gdy my na ogół dowiadujemy się o jego głównych siłach dopiero wtedy, gdy zatopią jeden czy kilka naszych okrętów". W trakcie ostatecznego odwrotu spod Narwiku lotniskowiec Glorious został zatopiony 8 czerwca przez okręty Scharnhost oraz Gneisenau. OIC nie znał pozycji lotniskowca, a co dopiero niemieckich okrętów, i dowiedział się o jego zatopieniu z otwartej emisji radiowej, ogłaszającej zwycięstwo.

Norwegia wciągnęła Bletchley Park do wojny. W trakcie całej kampanii główny klucz Luftwaffe, podobnie jak klucz komunikacji między różnymi rodzajami służb, odczytywano metodami "ręcznymi", uzyskując wiele informacji o ruchach niemieckich wojsk. Nawet zespół 4, pracujący nad komunikacją niemieckiej marynarki, potrafił uzyskać z analizy korespondencji dane, które mogłyby pomóc Glorious. Nie poczyniono jednak żadnych ustaleń dotyczących wykorzystywania informacji - co nie znaczy, że warunki wojny w Norwegii sprzyjały jej skutecznemu użyciu. Jednym z negatywnych osiągnięć w nowej sytuacji było to, że OIC musiał teraz przyjąć do wiadomości istnienie Bletchley. Rozpaczliwa potrzeba lepszego wywiadu morskiego jawiła się już jako oczywistość. "Na początku kampanii niewiedza Admiralicji była kompletna. Gdy wkroczyła do akcji, by wydać rozkazy, które doprowadziły do pierwszej bitwy pod Narwikiem 9 kwietnia, uczyniła to w opartym na sprawozdaniach prasowych przekonaniu, że dotarł tam jeden okręt niemiecki; tymczasem niemiecka ekspedycja do Narwiku zawinęła do portu w liczbie dziesięciu niszczycieli".

W tym właśnie kontekście należy umieścić odrzucenie graniczącej z cudem możliwości wsparcia Alana w jego pracy nad morską Enigmą. Istotnie:

26 kwietnia marynarka brytyjska przechwyciła niemiecką łódź patrolową VP2623, udającą się z Niemiec do Narwiku, i zabrała z niej kilka dokumentów [...] Można było uzyskać więcej, gdyby zdobywcy VP2623 nie rzucili się na łupy, zanim łódź dokładnie przeszukano. Admiralicja wydała natychmiast instrukcje, mające zapobiec podobnej nieostrożności w przyszłości. Tak czy owak, zdobyte materiały dekryptażowe nie miały operacyjnego znaczenia, prócz tego, że dostarczały informacji o stratach głównych jednostek niemieckich w trakcie kampanii norweskiej.

Przejęcia sprzętu szyfrowego spodziewano się i brano pod uwagę; zebranie lichych, rozpuszczających się w wodzie kartek z bieżącymi instrukcjami dotyczącymi stosowania maszyny to już całkiem inna historia.

Podczas gdy parlamentarne zawirowania spowodowały, że Winston Chruchill uwolnił się od odpowiedzialności za ten i parę innych bałaganów, przyjmując na swoje barki znacznie większy zamęt, zwany wysiłkiem wojennym, "instrukcje mające zapobiec podobnej nieostrożności w przyszłości" symbolizowały równie doniosłą zmianę. Dżentelmeni w mundurach, zachowujący się jak uczestnicy szlachetnego meczu futbolowego, z trenerami podrzucającymi zza linii autowej cenne rady i chłopcami z zaplecza, załatwiającymi wszystkie sprawunki, to za mało. Nauki szkół prywatnych nadawały się do muzeum, albowiem patriotyzm nie wystarczał. Potrzebna była jeszcze inteligencja - na każdym poziomie, gdyż w przeciwnym razie groziła klęska. Tak wyglądał konflikt, który zdominował brytyjską wojnę.

[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8]  [9]  [10] 
[  góra strony  ]

Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach