Biblioteka
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:   Wirtualny Wszechświat > Biblioteka > Matematyka > ENIGMA  



[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8]  [9]  [10] 
By nadać teorii konkretny aspekt, Alan lubił odwoływać się do wyobrażenia człowieka doskonale racjonalnego, który czyni zakłady o prawdziwość hipotez; chętnie przedstawiał teorię w kontekście zakładów i stawek. Tak więc w przykładzie w wyniku doświadczenia należałoby podwoić stawkę, postawioną na jedno z dwóch pudełek. Gdyby wolno było wykonywać dalsze doświadczenia, stawki urosłyby do bardzo dużych liczb, choć w zasadzie nigdy nie osiągnięto by pewności. Z drugiej strony, można uważać ten proces za zbieranie coraz większej liczby świadectw. Z tego punktu widzenia bardziej naturalne wydaje się dodawanie czegoś po każdym doświadczeniu, niż mnożenie bieżącej stawki - do czego można wykorzystać logarytmy. Amerykański filozof C. S. Peirce opisał podobny pomysł w 1878 roku, nadając mu nazwę "wagi świadectw". Istota rzeczy miała polegać na tym, by wagę świadectwa wyrażoną liczbą dodawać lub odejmować od prawdopodobieństwa danej hipotezy. W powyższym przykładzie wyjęcie białej kuli powodowałoby dodanie wagi log 2 do hipotezy głoszącej, iż kula pochodzi z pudełka zawierającego pierwotnie dwie kule białe. Pomysł nie był nowy, lecz:

Turing pierwszy dostrzegł zalety nadania nazw jednostkom, w których mierzyło się wagę świadectw. Nazywał więc jednostkę naturalnym banem, gdy rozważał logarytmy o podstawie e, i po prostu banem dla logarytmów o podstawie 10 [...] Turing wprowadził też nazwę decyban, wskazującą natychmiast, że chodzi o jedną dziesiątą część bana, przez analogię do decybela. Nazwa "ban" wzięła się stąd, że w mieście Banbury drukowano dziesiątki tysięcy arkuszy, na których zapisywano wagi świadectw w decybanach w ramach ważnego procesu, zwanego banburyzmem.

Tak więc ban świadectwa oznaczał coś, co dziesięciokrotnie zwiększa prawdopodobieństwo hipotezy. Podobnie do decybela, decyban byłby "w przybliżeniu najmniejszą zmianą w wadze świadectwa, bezpośrednio postrzegalną ludzkim zmysłem". W ten sposób Turing zautomatyzował odgadywanie i był gotów do wprowadzenia go do maszyn, które dodawałyby decybany, by dojść do racjonalnej decyzji.

Rozwinął tę teorię w kilku kierunkach. Kluczowe zastosowanie dotyczyło nowej procedury dokonywania doświadczeń, nazwanej później analizą sekwencyjną. Pomysł zmierzał do ustalenia docelowej wartości wagi świadectwa i prowadzenia obserwacji aż do jego osiągnięcia. Taka metoda zapewniałaby znacznie lepszą skuteczność niż ustalanie z góry liczby doświadczeń.

Turing wprowadził jednak również zasadę oceny wartości doświadczenia na podstawie wagi świadectwa, którą średnio mogłoby owo doświadczenie wnieść; posunął się nawet dalej i zaczął rozważać wariancję wagi świadectwa, wynikłej z doświadczenia, a więc miarę jej prawdopodobnego rozrzutu. Łącząc wszystkie te koncepcje, przeniósł stosowaną w kryptoanalityce sztukę odgadywania w lata czterdzieste XX wieku. Jak miał w zwyczaju, do wszystkiego doszedł sam, jako że albo nie wiedział o wcześniejszych dokonaniach (jak to miało miejsce z wagą świadectw, wymyśloną przez Peirce'a), albo uważał swoją metodę za lepszą od metod statystycznych, proponowanych przez R. A. Fishera w latach trzydziestych.

Teraz, gdy ktoś uważał, że ściągawka jest "prawdopodobnie" poprawna albo że pewien komunikat został "prawdopodobnie" nadany dwukrotnie, albo że tego samego ustawienia "prawdopodobnie" użyto dwa razy, albo że pewien wirnik jest "prawdopodobnie" zewnętrzny, można było w systematyczny i racjonalny sposób dodawać uzyskane z nikłych wskazówek wagi świadectw i tak projektować metody postępowania, by z posiadanych przesłanek otrzymać jak najwięcej wniosków. Skrócenie pracy o godzinę oznaczało więc zaoszczędzenie czasu, w którym łódź podwodna mogła nadrobić 6 mil w stosunku do konwoju.

Ledwie dobiegł końca rok 1940, gdy teoria zaczęła przyoblekać się w praktyczne kształty. W okolicach grudnia Alan napisał do Shauna Wyliego, który nauczał w tym czasie w Wellington College, zapraszając go do współpracy. I w okolicach lutego 1941 roku Shaun przyjechał do Bletchley. Nieco później do zespołu nr 8 przeniesiono Hugha Alexandera, brytyjskiego mistrza szachowego, pracującego dotąd w Bletchley w innym dziale. Alexander także wywodził się z King's, które ukończył w 1931 roku; poświęcił się szachom, gdyż, jak utrzymywał, nie udało mu się zostać członkiem King's jako matematyk. Zamiast tego uczył w Winchester, po czym został dyrektorem do spraw badań naukowych w wiodącej grupie domów towarowych John Lewis Partnership. Wybuch wojny zastał go i pozostałych brytyjskich mistrzów w Argentynie, gdzie uczestniczyli w Olimpiadzie Szachowej 1939 roku. Sprawiło im pewną satysfakcję, że udało im się wrócić do kraju, podczas gdy zespół niemiecki nie mógł tego zrobić. Następne wzmocnienie zespołu nr 8 wiązało się z oddelegowaniem do pracy w Bletchley (w maju 1941 roku) młodego matematyka I. J. Gooda, prowadzącego dotąd razem z Hardym badania w Cambridge. W tym czasie wszakże wszystko już wyglądało inaczej:

Gdy dotarłem do Bletchley, powitał mnie na dworcu Hugh Alexander, brytyjski mistrz szachowy. W trakcie spaceru do biura Hugh odkrył mi kilka tajemnic Enigmy. Oczywiście, nie powinniśmy byli rozmawiać o takich rzeczach poza ścianami biura. Nigdy nie zapomnę tej niezwykłej rozmowy.

Otóż koncepcje Alana zrealizowano w ramach sprawnie działającego systemu. W jego centrum znajdowała się Bomba, lecz dochodziła jeszcze cała maszyneria kart dziurkowanych oraz dziewczyny z dużego pokoju, obsługujące linię produkcyjną, by rozwiązanie zgadywanki odbywało się tak skutecznie i szybko, jak tylko pozwalały na to improwizowane warunki. Zaczęto coś robić na rzecz wysiłku wojennego.

Pierwsze zaplanowane porwanie nastąpiło 23 lutego 1941 roku podczas wypadu na Lofoty, wyspy przy norweskim wybrzeżu. Oznaczało to, że ktoś zginął z powodu potrzebnych Alanowi instrukcji Enigmy: "unieszkodliwiono niemiecki uzbrojony trawler Krebs, dowódcę zaś zabito, zanim zdążył doprowadzić do końca zniszczenie tajnych dokumentów, natomiast ci, którzy przeżyli, opuścili statek". Zdobyto tyle dokumentów, że poczynając od 10 marca zespół nr 8 potrafił odczytać całą korespondencję morską z lutego 1941, z różnych dni.

Szczególnym powodem do frustracji dla ludzi interpretujących komunikaty stało się opóźnienie czasowe. Komunikaty morskie, w odróżnieniu od masy przekazów pochodzących z innych wojsk, musiały zawierać informacje o pierwszorzędnym znaczeniu. Jeden z pierwszych rozwiązanych tekstów wyglądał następująco:

Attache morski Waszyngton donosi o spotkaniu konwoju 25 lutego 200 mil morskich na wschód od Sable Island. 13 łodzi towarowych, 4 tankowce 100 000 ton. Ładunek: części samolotowe, części maszynowe, samochody ciężarowe, amunicja, chemikalia. Przypuszczalny numer konwoju HX 114.

Gdy odczytano ten komunikat 12 marca, rezultat okazał się spóźniony o 3 tygodnie i jedyne, co pozostało do zrobienia, to zadziwić się, jak attaché morskiemu udało się zdobyć aż tyle informacji. Dwa dni później rozszyfrowano komunikat podpisany przez Dönitza:

Od: Admirał dowódca łodzi podwodnych

Eskorta łodzi U69 i U107 znajdzie się w punkcie 2 w dniu 1 marca o godzinie 0800,

który jeszcze dwa tygodnie wcześniej uszczęśliwiłby pracowników śledzących ruchy okrętów - gdyby tylko zdołano ustalić, gdzie jest punkt 2. Należało więc zgromadzić wystarczającą ilość korespondencji, by pokonać tego rodzaju problemy interpretacyjne. I tak komunikat:

Angielski okręt Anchises leży w AM 4538, uszkodzony z powietrza

umożliwiłby odkrycie punktu AM 4538 - pod warunkiem że informacja nie wylądowałaby w koszu, jak to bywało w czasach Pokoju nr 40.

Nie włamano się do korespondencji z marca 1941. Potem nadszedł sukces zespołu nr 8: dekryptaż korespondencji kwietniowej bez pomocy w postaci dalszych zdobyczy sprzętowych. Komunikaty z kwietnia i maja odczytano metodami kryptoanalitycznymi - które wreszcie zaczęły pokonywać system. Teraz zespół nr 4 mógł zajrzeć przeciwnikowi w oczy dzięki komunikatom takim jak ten:

Od: NOIC Stavanger [24 kwietnia; odczytane 18 maja]

Do: Admirał, Wybrzeże Zachodnie
Raport nieprzyjaciela Offizier G i W

Naczelne Dowództwo Marynarki (pierwszy wydział operacyjny) telegram nr 8231/41 dot. przechwyconych szwedzkich łodzi rybackich:

  1. Wydział operacyjny ocenia, że szwedzkie łodzie rybackie miały za zadanie zdobycie informacji o minach w interesie Wielkiej Brytanii.
  2. Należy się upewnić, że ani Szwecja, ani nieprzyjaciel nie dowiedzieli się o przechwyceniu statków. Powinno się podtrzymywać wrażenie, że statki zatonęły z powodu min.
  3. Załogi należy przetrzymać w areszcie do odwołania. Proszę przesłać szczegółowe sprawozdanie z przesłuchania.
Niektóre brzmiały jeszcze bardziej ironicznie:

[22 kwietnia; odczytane 19 maja]
Od: Dowódca Marynarki Wojennej

Kampania łodzi podwodnych zmusza do wprowadzenia ostrych ograniczeń w odczytywaniu sygnałów przez osoby niepowołane. Ponownie zakazuję dostrajania się do operacyjnych fal przeznaczonych dla łodzi podwodnych wszystkim, którzy nie mają wyraźnych rozkazów w tym względzie, wystosowanych przez wydział operacyjny lub admirała dowodzącego flotą podwodną. Od tej pory będę uważał każde przekroczenie tego zakazu za działanie kryminalne, zagrażające bezpieczeństwu państwa.

Materiały sprzed tygodni wciąż oceniano jako wartościowe dla rozbudowywania wiedzy o systemie, lecz zmniejszenie opóźnienia miało, oczywiście, znaczenie rozpaczliwie zasadnicze. Pod koniec maja 1941 roku udało się skrócić czas odczytywania komunikatów do jednego dnia. Jeden z przekazów, rozwiązany po tygodniu, głosił:

[19 maja; odczytany 25 maja]
Od: Admirał dowodzący flotą podwodną
Do: U94 i U556
Fuehrer odznaczył obu kapitanów Krzyżem Kawalerskim do Krzyża Żelaznego. Pragnę przekazać moje szczere gratulacje z okazji uznania zasług i sukcesów łodzi i ich załóg. Życzę szczęścia i sukcesów także w przyszłości. Pokonamy Anglię.

Pokonanie Anglii stawało się teraz trudniejsze niż Niemcy sobie wyobrażali. Istotnie, nawet stare komunikaty zagrażały niemieckim planom. Gdy Bismarck wyruszył z Kilonii 19 maja, trzydniowe czy nawet większe opóźnienie w rozszyfrowaniu komunikatów uniemożliwiało zespołowi nr 8 ustalenie jego kursu, lecz 21 maja rano wynikło z komunikatów kwietniowych, że ponad wszelką wątpliwość okręt miał wpłynąć na szlaki handlowe. Admiralicji pozostawiono dotarcie do dalszych informacji właściwymi jej, bardziej tradycyjnymi metodami, m.in. przez nanoszenie kierunku radiowego na rzut mapy nieodpowiedniego typu, choć w końcu poprawne rozwiązanie znalazło potwierdzenie w przekazanym Enigmą komunikacie Luftwaffe z 25 maja. Ciąg zdarzeń był niezwykle skomplikowany, a morska Enigma odegrała w nim tylko rolę podrzędną, gdyby jednak Bismarck wyruszył w morze choćby o tydzień później, cała sprawa potoczyłaby się zupełnie inaczej. Nowe osiągnięcia zespołu nr 8 zmieniały obraz sytuacji.

Doprowadziło do tego odkrycie, że starsze materiały mają potężne implikacje:

Po analizie rozszyfrowanej korespondencji z lutego i kwietnia GCCS był w stanie stwierdzić z całą pewnością, że niemieckie statki meteorologiczne stacjonują w dwóch obszarach, z których pierwszy znajduje się na północ od Islandii, drugi - na środkowym Atlantyku. Ustalono ponadto, że na statkach znajdują się maszyny morskiej Enigmy, choć rutynowe sprawozdania przekazuje się szyfrem meteorologicznym, przez co różnią się zewnętrznie od sygnałów Enigmy.

Mądra analiza zasadniczo nieciekawego materiału oznaczała zwycięstwo nowych ludzi i nowych metod, zwycięstwo, w którym Alan miał swój udział. Admiralicji nie starczyłoby nigdy czasu ani dociekliwości, by odkryć ów zdumiewający fakt, iż słabo uzbrojone, małe statki meteorologiczne dzierżyły klucz do III Rzeszy. Teraz Admiralicja musiała się zdobyć na działanie, sprowokowane przez departament cywilny, zaplanowała więc szereg porwań statków.

München odnaleziono i opanowano 7 maja 1941 roku i dzięki zdobytym na nim ustawieniom odczytano "praktycznie na bieżąco" czerwcową korespondencję. Uzyskano nareszcie dostęp do codziennych założeń taktycznych. Ustawienia przejęto 28 czerwca na Lauenburgu, innym trawlerze meteorologicznym. Tymczasem 9 maja miała miejsce przypadkowa, ale błyskotliwie przeprowadzona operacja. Eskorta konwoju wykryła i unieszkodliwiła łódź podwodną U-110, która odważyła się zaatakować płynące statki. Błyskawicznym manewrem na pełnym morzu wdarto się do łodzi i przechwycono nienaruszone materiały szyfrowe. Nauczka 1940 roku przyniosła owoce. Zdobyte dokumenty pozwoliły wypełnić kilka wyraźnych luk, znalazły się bowiem wśród nich "książka kodowa stosowana przez łodzie podwodne do przekazywania krótkosygnałowych namiarów celowniczych" oraz "specjalne ustawienia używane w marynarce wojennej do sygnałów przeznaczonych wyłącznie dla oficerów". Te sygnały Offizierte były dla pewności podwójnie szyfrowane na łodzi. Z punktu widzenia zespołu nr 8 to właśnie z tych sygnałów - nawet po odkryciu bieżącego ustawienia i zastosowaniu procesu dekryptażu - wychodził szwargot, podczas gdy wszystkie pozostałe zamieniały się w zrozumiały niemiecki tekst. Ich odczytanie, dotarcie do najskrytszych sekretów operacji łodzi podwodnych, wymagało kolejnego ataku. Mieli więc teraz to, co ów atak ułatwiało.

Admiralicja szybko nauczyła się korzystać z nagromadzonego zasobu wiedzy. Z początkiem czerwca 1941, gdy na bieżąco odczytywano morską korespondencję niemiecką, dokonała nadzwyczaj udanego ataku na grupę ośmiu statków dostawczych, wysłanych na Atlantyk przed Bismarckiem, niszcząc siedem z nich. Ta spektakularna akcja zrodziła jednak niepokojące pytania. W zespole nr 8 zakładano naiwnie, że odczytywane z szyfrogramów bogate informacje o punktach gromadzenia się łodzi podwodnych itp. pozwolą szybko zniszczyć niemiecką flotę podwodną. Ten uproszczony pogląd prawdopodobnie podzielała też w czerwcu 1941 roku Admiralicja, gdyż dopiero w późniejszym okresie pojawiły się obawy, iż ciąg zatopień, które nastąpiły po zniszczeniu Bismarcka, może nasunąć niemieckiemu dowództwu podejrzenia co do tajności szyfru.

Operacja rzeczywiście ujawniła sukces Alana, albowiem Niemcy uznali, że przeciwnik odkrył pozycje statków dostawczych, i wszczęli w tej sprawie dochodzenie. Ich eksperci wykluczyli jednak możliwość złamania szyfru Enigmy, zrzucając winę na wywiad brytyjski, cieszący się bardzo dobrą reputacją w niemieckich kręgach władzy. Taka diagnoza fałszowała rzeczywistość. Dekryptażowi Enigmy Niemcy przypisali a priori prawdopodobieństwo równe zeru i żadne świadectwa nie mogły go zwiększyć.

Popełniono więc gafę, ale jakże łatwą do popełnienia w podobnej sytuacji. W Bletchley wyjaśniono zespołowi nr 8, że odczytanych tekstów nie należy w przyszłości eksploatować równie beztrosko jak dotąd; tymczasem pozostało im tylko trzymać kciuki. Metoda Bomby, trzon całego systemu, wisiała na cienkim włosku. Gdyby Niemcy zdecydowali się dla pełnego bezpieczeństwa na podwójne szyfrowanie każdego przekazu, przepadłaby możliwość zdobywania ściągawek, przepadłoby wszystko. W każdej chwili jakiekolwiek podejrzenie, że coś źle idzie, mogło doprowadzić do takiej zmiany. Bletchley balansowało na ostrzu noża.

Od połowy czerwca 1941 roku Admiralicja uznała, że komunikaty zawierające informacje pochodzące wyłącznie z dekryptażu Enigmy (co zwykle do tego czasu oznaczało Enigmę Luftwaffe) należy wysyłać specjalnym szyfrem jednorazowym jako ŚCIŚLE TAJNE. Pozostałe rodzaje wojsk także zaczęły się do tego dostosowywać, powołując jednostki łączności specjalnej (Special Liaison Units, SLU), działające przy dowództwach na polu bitwy i wokół Imperium i obarczone zadaniem odbierania oraz wykorzystywania informacji przekazywanych z Bletchley.

Mimo to zespolenie umysłu i siły wymagało jeszcze wiele pracy. Admiralicja okazała się w tej współpracy najbardziej elastyczna, lecz o ile rok wcześniej docierało do niej zbyt mało informacji, o tyle w połowie roku 1941 przytłaczał ją jej nadmiar. OIC nie mogło sobie poradzić z nową erą, w której ogromnemu niemieckiemu systemowi należało przeciwstawić analogiczny system brytyjski.

W końcu 1940 roku dokonano rewolucyjnego przełomu, stawiając na czele biura śledzenia ruchu okrętów OIC cywila, adwokata Rodgera Winna, który zastąpił byłego płatnika marynarki wojennej - i właśnie umysł Winna musiał przekształcić dane pochodzące z zespołu nr 8 w plan działania. Na szczęście był to umysł twórczy, który zaproponował prognozowanie pozycji łodzi podwodnych z wyprzedzeniem, umożliwiającym konwojom ominięcie zagrożonego terenu. Mimo wielkich oporów w początkowym okresie, wiosną 1941 roku ten całkowicie nowatorski pomysł "zaczął zdobywać akceptację". Winn uważał, że

warto było spróbować. Gdyby, jak później mówił, udało się pokonać prawo uśredniania [sic] i uzyskiwać sukces tylko w 51% czasu, ów jeden procent, liczony w uratowanych ludziach i statkach albo w zatopionych łodziach podwodnych nieprzyjaciela, na pewno wart był naszych starań.

Jakkolwiek oryginalny mógł się ten pomysł wydawać w Marynarce Wojennej, z trudem można go porównać z wyrafinowaniem analizy sekwencyjnej. Odczytane szyfrogramy, przesyłane teleksem do OIC, cofały się w czasie o 50 lat. Nawet po wielkich udoskonaleniach:

Winn miał wciąż niespełna pół tuzina asystentów. Musieli oni nieustannie nanosić na mapę Atlantyku nie tylko ostatnie przewidywane pozycje wszystkich łodzi podwodnych, ale również pozycje i trasy okrętów brytyjskich, konwojów oraz statków płynących niezależnymi trasami. To wszystko, oczywiście, prócz obsługi napływających z minuty na minutę i z godziny na godzinę danych o atakach, celach, namiarach pozycyjnych oraz zapytań z wydziałów operacyjnego, planowania i handlu w Admiralicji, z dowództwa obrony wybrzeża czy z ośrodków dowodzenia w Ottawie, Nowej Fundlandii, Islandii, Freetown, Gibraltarze i Cape Town. Sytuacja zaczynała przypominać Pokój nr 40 z roku 1916, kiedy to zajmowano się jedynie najpilniejszymi sprawami. Gdy rozpoczął się masowy dopływ informacji, musiał się nim zająć i katalogować go osobiście Winn, tak ze względów bezpieczeństwa, jak i z powodu braku personelu. Nie dysponował stenotypistką, nie miał nawet do pomocy zaufanego człowieka do porządkowania dokumentów.

Niezależnie od zdolności i poświęcenia jednostek, system nie pasował do skali i wagi informacji, z jakimi musiał sobie radzić. Jeśli Bletchley zawdzięczało sukces tradycyjnym brytyjskim cnotom pracy zespołowej i wykonywania zadań bez rozgłosu, to cierpiało zarazem na ograniczenia wynikające z równie tradycyjnej brytyjskiej małostkowości i bylejakości. Zespół nr 4 dysponował własnymi mapami, niezbędnymi do wnioskowania znaczenia odniesień kartograficznych zawartych w szyfrogramach, i nie mógł nie sprawiać wrażenia, że potrafiłby realizować zadanie nanoszenia pozycji konwojów oraz wskazywania im kierunku skuteczniej niż OIC.

Był to jednak problem często towarzyszący wysiłkowi wojennemu, jako że młodzi naukowcy i akademicy zderzali się z elitą władzy z okresu pokoju. Pod wieloma względami pokolenie Alana odczuwało wojnę jako kontynuację konfliktów wyrażanych w innym języku w 1933 roku.

Nie otrzymywali rozkazów od bezmyślnych oficerków, a co ważniejsze i bardziej pozytywne, rząd został zmuszony do przyjęcia centralnego planowania, metod naukowych oraz środków zwalczania depresji, które postulowano w latach trzydziestych. Bletchley znajdowało się w samym sercu tej batalii. Właśnie w 1941 roku:

Personel GCCS, odrzucając granice badawcze, rezygnując z podziału pracy w działaniach wywiadowczych, docenił wymogi sytuacji.

Po zburzeniu ścianek działowych następowały "nieuniknione zderzenia priorytetów i osobowości", symptomatyczne dla trudności, jakie sprawiało wojsku przyjmowanie rad od osobliwego departamentu cywilnego bez nazwy i tradycji:

W ciągu pierwszych szesnastu miesięcy wojny personel GCCS wzrósł czterokrotnie. Na początku 1941 roku był słabo zorganizowany, według kryteriów Whitehall. Częściowo działo się tak dlatego, że zwiększenie liczby pracowników i wzrastający stopień złożoności jego działań przerosły doświadczenie zarządzających.

W rzeczywistości GCCS nie stanowiła jednej, wyraźnie zarysowanej organizacji, lecz "luźny zbiór grup", z których każda parła naprzód, stosując dorywcze metody, by jak najskuteczniej wbić rozum w odpowiednie wojskowe głowy, zanim będzie za późno. Intelektualiści, osadzeni w bezprecedensowej sytuacji, praktycznie ignorowali formalną strukturę przejętą z czasów pokoju i zorganizowali sobie własną. Tym razem wojna okazała się rzeczą zbyt poważną, by zostawiać ją w rękach generałów lub polityków. W związku z tym:

tworzyli i obsadzali rozmaite komórki, wyrastające w ramach pierwotnych działów lub obok nich. Ich zróżnicowanie i indywidualności burzyły jednolitość. Nie ulega wątpliwości, że było im z tym dobrze, podobnie jak z nie zwracaniem uwagi na stopnie wojskowe lub hierarchię służbową w GCCS.

Dowództwo przyjmowało z wielką dezaprobatą

[...] warunki twórczej anarchii wewnątrz i między sekcjami, charakterystyczne dla codziennej pracy GCCS i pozwalające wysunąć się na czoło najlepszym z grona dalekiego od ortodoksji i "niezdyscyplinowanego" personelu czasu wojny.

Zespół nr 4 chronił Alana przed kontaktem z wojskową mentalnością. Ale to właśnie jego praca sprawiała kłopoty i to on był par excellence ową "niezdyscyplinowaną" jednostką, której "było dobrze" z powodu "zburzenia jednolitości" i "nie zwracania uwagi na stopnie" - prawdziwy wojskowy koszmar.

Mówiąc dokładniej, przede wszystkim nie zwracano uwagi na oficjalne stopnie. Kryptoanalitycy mieli pełną świadomość istniejących między nimi różnic talentów i szybkości pracy. Jeśli nazwać ich społeczność demokracją (lub anarchią, jakby to określili wojskowi), to była to demokracja w stylu greckim, w której niewolnicy nie liczyli się wcale. Zespół nr 8 stanowił arystokrację inteligencji, szczęśliwy układ, doskonale odpowiadający Alanowi. Jak to widział Hugh Alexander:

Zawsze irytowały go wszelkie przejawy napuszoności czy oficjalności - w istocie rzeczy dla niego niezrozumiałe. Autorytet, według niego, mógł wynikać jedynie z rozumu, a jedynym powodem kierowania innymi mogła być tylko lepsza od innych znajomość tematu. Z trudem radził sobie z brakiem rozsądku u innych ludzi, ponieważ nie mógł uwierzyć, że nie wszyscy potrafią kierować się rozumem; stąd jego słabość w biurowej praktyce polegała na tym, iż nie tolerował głupców lub matactw choćby w takim stopniu, w jakim czasami jest to konieczne.

Iskrzenia pojawiały się natomiast na styku z resztą świata. Cywile naiwnie zakładali, że służby wojskowe istnieją po to, by walczyć w wojnie; nie doceniali tego, że tak jak prawie wszystkie struktury organizacyjne, zużywały znaczącą część energii na przeciwstawianie się zmianom i odpieranie zakusów wchodzenia w ich kompetencje. Alan nie miał dużo czasu dla Dennistona, który nigdy nie dorósł do zmiany skali i wizji, odbywającej się pod jego kierownictwem. Nadzorujący sekcję morską i odpowiedzialny za sprzęt Travis, typ bardziej Churchillowski, nie uchylał się od popierania nowych koncepcji; generał brygady J. H. Tiltman zdobył sobie wśród kryptoanalityków głęboki szacunek. Wychodziła jednak na jaw opieszałość i niechęć administracji, całkowicie niezrozumiała dla nowych pracowników. Znaczenie cudownych informacji było jaskrawo oczywiste, nie mogli więc oni pojąć (Alan bardziej niż inni), dlaczego system nie jest w stanie natychmiast się do nich dostosować. Na przykład zaopatrzenie ośrodka w Bletchley w sześć Bomb pozostawało daleko w tyle wobec skali działań, jakie sobie wyobrażał, a jakakolwiek oszczędność wydawała się jawnym absurdem, gdy jednocześnie czyniono gorączkowe starania wyprodukowania większej liczby bombowców, tak jakby wszystko od nich zależało, i wystosowywano do ludności nieustanne apele w sprawach o nieskończenie mniejszym znaczeniu dla wysiłku wojennego.

Wobec tego rodzaju problemów Hugh Alexander wykazał się niebawem umiejętnościami organizatorskimi i dyplomatycznymi, których Alan nigdy nie posiadł. Tymczasem Jack Good przejął teorię statystyczną, którą się głębiej zainteresował, na Shauna Wyliego i innych można było zawsze liczyć w dowolnych kwestiach czystej matematyki, jakie mogłyby się pojawić. Wszyscy byli lepsi od Alana w codziennej pracy operacyjnej. A jednak nie ulegało najmniejszej wątpliwości, że Enigma należała do Alana Turinga i że na nim spoczywała główna odpowiedzialność w tej materii. Żył z tym problemem od początku do końca, zatopił się w całym procesie, znajdując w zmianowej pracy nad napływającymi komunikatami niemniejszą przyjemność niż ktokolwiek inny. Żyli jak w leśnym domku Królewny Śnieżki, gdzie pracowali razem z ochotą, pogwizdując od czasu do czasu. Częściowo przywódcza pozycja Alana brała się stąd, że podobnie jak R. V. Jones był jednym z tych, "którzy zaczęli pierwsi". Po prostu zajmował się tym od samego początku. Widać tu także analogię do jego ataku na problem Hilberta. Matematyczne Tripos w niczym nie przyczyniły się do wymyślenia maszyny Turinga, tak jak jego koncepcje kryptoanalityczne nie czerpały niczego z książek lub prac naukowych, ponieważ takich nie było. W zgodzie z brytyjską amatorską tradycją, wyjął piórnik, zasiadł do biurka i przystąpił do pracy.

W tym sensie wojna rozwiązała niektóre konflikty wewnętrzne Alana. Przed wojną poszukiwał właśnie tego: dochodzenia do istoty problemu, abstrahowania od jego znaczeń i powiązania go z czymś, co działa w rzeczywistym świecie. I tylko z winy historii stało się tak, że odnalazł swoją niszę w intelektualnym odpowiedniku wypełniania dziur, wykopanych przez innych.

Jeśli walcząca armia powoli zaczynała doceniać znaczenie dekryptażu Enigmy, to z Churchillem sprawa miała się zupełnie inaczej. Kochał tę działalność, jak ktoś, kto od 1914 roku fascynował się wywiadem kryptoanalitycznym, i uważał ją za rzecz najwyższej wagi. Z początku żądał dostarczania mu każdego komunikatu Enigmy, lecz z czasem się zgodził, by przynoszono mu codziennie specjalne pudło z najistotniejszymi odkryciami - wśród których należne miejsce zajmowały szyfrogramy morskiej Enigmy. GCCS podlegała wciąż szefowi wywiadu, stąd jednym z efektów ubocznych dokonań Alana okazał się odzyskany prestiż brytyjskiej organizacji szpiegowskiej.

[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8]  [9]  [10] 
[  góra strony  ]

Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach