Biblioteka
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:   Wirtualny Wszechświat > Biblioteka > Matematyka > ENIGMA  



[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8]  [9]  [10] 
Podczas posiłków na nocnych zmianach regularnie dyskutowali o mechanizacji szachów. Zrozumieli pewną podstawową myśl, którą obaj uznali za oczywistą. Bardzo często szachista dostrzega wspaniałe posunięcie, które byłoby wykonalne, gdyby tylko przeciwnik wykonał jakiś określony ruch, jednakże w poważnej grze Białe muszą zakładać, że Czarne wykorzystają do maksimum sytuację na szachownicy. Dlatego strategia Białych musi polegać na wykonywaniu posunięć najmniej korzystnych dla Czarnych - tak, by najlepszy ruch Czarnych stał się najmniej skutecznym ze wszystkich możliwych najlepszych ruchów - w istocie rzeczy, minimum z maksimum.

Pomysł nie był nowy. Matematyczna teoria gier rozwijała się od lat dwudziestych XX wieku i ta zasada, druga natura szachistów, znalazła się w niej w postaci bardziej abstrakcyjnej i sformalizowanej, zgodnie z wymogami współczesnej matematyki; powstał termin "minimaks", określający najmniej zły przebieg gry. Zasada odnosiła się nie tylko do szachów, lecz również do wszelkich gier, zawierających elementy odgadywania czy blefowania. Z matematycznego punktu widzenia teoria wiele zawdzięczała von Neumannowi, który podjął koncepcje sformułowane przez francuskiego matematyka Emile'a Borela w 1921 roku. Borel wyodrębnił w grach strategie czyste i mieszane. Czyste strategie składają się z określonych reguł, ustalających sposób działania w każdych okolicznościach, natomiast strategia mieszana zawiera zwykle kilka strategii czystych, wybieranych losowo, ale ze wskazaniem prawdopodobieństwa każdej strategii zależnie od okoliczności.

Von Neumann udowodnił, że w dowolnej grze z dwoma graczami i określonymi regułami istnieje dla każdego z graczy strategia optymalna, na ogół mieszana. Przypuszczalnie Alan uczestniczył w jego wygłoszonym w Princeton w 1937 roku wykładzie o grze w pokera, ilustrującym ten wynik. Chodzi tu o piękne, choć przygnębiające twierdzenie von Neumanna, głoszące, iż w każdej grze dwuosobowej obaj gracze zamkną się w swoich strategiach minimaksowych, gdyż obaj dojdą do wniosku, że jedyne, co mogą zrobić, to wyciągnąć jak największe korzyści ze złej sytuacji oraz jak najbardziej pogorszyć dobrą sytuację przeciwnika - i że oba te cele zawsze się pokryją.

Poker, z nieodłącznym bluffem i odgadywaniem, stanowił lepszą ilustrację teorii von Neumanna niż szachy. Gry całkowicie jasne, takie jak szachy, von Neumann nazwał grami z pełną informacją i udowodnił, że dla każdej takiej gry istnieje zawsze optymalna czysta strategia. W przypadku szachów byłby to pełny spis reguł postępowania w każdej możliwej sytuacji. Niestety, istnienie bez porównania większej liczby pozycji szachowych niż kombinacji Enigmy powoduje, że ogólna teoria von Neumanna nie ma nic praktycznego do powiedzenia o tej grze, stanowiąc przykład potężnej, abstrakcyjnej maszynerii, pozbawionej użyteczności. Podejście Alana i Jacka Gooda miało zupełnie odmienny charakter; przede wszystkim interesowała ich nie teoria gier, lecz rozważania nad ludzkimi procesami myślowymi. Była to dyskusja ad hoc, "nieciekawa i elementarna" według standardów matematyki czystej, prowadzona niezależnie od istniejącej teorii gier. Mogłaby się odbyć jeszcze w szkole.

W swojej analizie musieli założyć, że istnieje jakiś rozsądny system punktowania, przypisujący różnym dopuszczalnym przyszłym pozycjom wartości numeryczne na podstawie danych o posiadanych figurach, o figurach zagrożonych, kontrolowanych polach itd. Wówczas najprostsza "jasno określona metoda" polegałaby po prostu na tym, by wykonać ruch maksymalizujący punktację. Następny poziom szczegółowości musiałby brać pod uwagę odpowiedź przeciwnika i za pomocą metody minimaks wyznaczać najmniej zły ruch. W szachach zazwyczaj istnieje około 30 możliwych ruchów, więc nawet taki prymitywny system wymagałby jakiegoś tysiąca odrębnych oszacowań. Dalszy krok, pozwalający wybiegać naprzód, wymagałby ich już 30 tysięcy.

Ograniczając dla uproszczenia wykresu liczbę ruchów tylko do dwóch, gracz (Biały), wybiegający w swojej ocenie na trzy ruchy naprzód, styka się z "drzewem" takim jak to:


Żywy gracz Biały mógłby uznać, że warto osiągnąć pozycję E, lecz Czarny nie ułatwi mu tego zadania i na ruch B odpowie pozycją F. Następna w kolejności dobra pozycja dla Białego to D, ale znów trzeba założyć, że Czarny zagra C, by go powstrzymać. Z dwojga złego - C i F - C jest mniejszym złem, ponieważ zapewnia Białemu pozycję o wartości 27. Tak więc Biały wykona ruch A.

Maszyna mogłaby symulować ten ciąg myślowy metodą cofania się po drzewie. Po obliczeniu punktacji na trzy ruchy naprzód, przypisałaby wartości pozycjom pośrednim na zasadzie minimaks, a więc 27 punktów pozycji C, 45 pozycji D, 81 za E i 16 za F (w każdym przypadku najlepsze możliwe do uzyskania wyniki), potem 27 punktów za pozycję A, 16 za B (w każdym przypadku najgorsze) i na koniec wybrałaby dla Białego pozycję A.


Tak zarysowany pomysł prowadził do maszyny, która mogłaby realizować procedurę decyzyjną, mającą pewien związek z ludzką inteligencją. W sumie - drobiazg w porównaniu z problemem Hilberta, wymagającym rozważania procedury decyzyjnej dla całej matematyki, lecz, z drugiej strony, było to coś, co mogło naprawdę działać. Praktyczny model mechanicznego myślenia - to fascynowało Alana do granic obsesji.

Tego rodzaju analiza, ogarniająca trzy ruchy, byłaby beznadziejnie nieskuteczna w prawdziwej grze w szachy, gdzie gracze muszą myśleć nie tyle o ruchach, co o ciągach ruchów, jak na przykład w sytuacji, gdy uruchamia się ciąg wymuszonego bicia. Alan i Jack Good dostrzegli tę różnicę i postanowili przyjąć zmienny zasięg wybiegania naprzód, nie przerywając ciągu, dopóki jakiekolwiek bicia są jeszcze możliwe, tak by obliczanie punktacji odbywało się jedynie w pozycjach "spokojnych". Nawet wtedy jednak taki schemat nie obejmowałby gry bardziej subtelnej, w której mogą wystąpić pułapki prowadzące do unieruchomienia figury lub zaatakowania dwóch figur jednocześnie; o tym też często dyskutowali. Rozpoczęli brutalny, siłowy atak na grę w szachy, ale był to jedynie pierwszy krok na drodze do mechanizacji bardzo złożonego procesu myślowego - w każdym razie, pierwszy krok jawny.

Uznali, że ich pomysły są zbyt oczywiste, by warto było je publikować. Alan ciągnął jednak dalej swoje prace matematyczne i wysyłał artykuły do czasopism w Stanach Zjednoczonych. Prawdziwy intelektualista, wstydziłby się, gdyby musiał się uznać za pokonanego przez ludzką zbrodnię i szaleństwo. "Przed wojną moja praca dotyczyła logiki, a moim hobby była kryptografia - powiedział kiedyś - teraz jest odwrotnie". [...]

Alan nie dopuszczał myśli, że wojna mogłaby zaszkodzić jedności matematycznego świata. W liście do Newmana z jesieni 1941 roku, dotyczącym rozesłania odbitek ich wspólnej pracy, pisał: "Oczekiwałbym też, że prześlą jeden egzemplarz Scholzowi, ale obawiam się, że wtedy będzie to już niemożliwe".

Nie tylko ta rzecz stała się niemożliwa w 1941 roku. Narzeczeństwo utrzymywało się przez całe lato, lecz ze strony Alana zaczęły się ujawniać oznaki wewnętrznego konfliktu. Spędzali kiedyś razem koniec tygodnia w Oksfordzie, w odwiedzinach u brata Joan. Alan oddalił się na jakiś czas, wydawało się, że po to, by wszystko jeszcze raz przemyśleć, lecz postanowił trwać w związku. Potem, w ostatnich dniach sierpnia udało im się wygospodarować dla siebie cały tydzień. (Co kwartał pracownicy mieli prawo do wolnego tygodnia). Wybrali Północną Walię, wyruszając z Bletchley pociągiem z rowerami i plecakami; dotarli do Portmadoc po zapadnięciu nocy. Alan wcześniej zorganizował dla nich hotel, lecz dyrekcja narobiła zamieszania, przyjmując za dużo rezerwacji. Dopiero po awanturze urządzono ich jakoś na noc, ale stracili pół cennego dnia na poszukiwaniach nowego lokum następnego ranka. Jedzenie też stanowiło problem, gdyż Alan nie miał tymczasowej kartki aprowizacyjnej. Zabrali jednak ze sobą trochę margaryny, więc jakoś przetrwali o chlebie i nieoczekiwanie odkrytej bezkartkowej paście mięsnej. Wędrowali trochę po niższych górach, tych samych, które Alan przemierzał jako chłopiec: Moelwyn Bach, Cnicht i inne, a jedynym problemem były przebite dętki i deszcz.

Alan podjął ostateczną decyzję i spalił za sobą mosty niedługo po powrocie z wycieczki. Decyzja nie była ani szczęśliwa, ani łatwa. Zacytował Joan słowa Oscara Wilde'a, kilka linijek kończących Balladę o więzieniu w Reading, niosących zarówno bezpośrednie, jak i prorocze znaczenia:

Każdy zabija kiedyś to, co kocha -
Chcę, aby wszyscy tę prawdę poznali.
Jeden to lepkim pochlebstwem uczyni,
Inny - spojrzeniem, co jak piołun pali.
Tchórz się posłuży wtedy pocałunkiem,
Człowiek odważny - ostrzem zimnej stali!
(przeł. Adam Włodek)
Kilka razy zdarzało mu się wypowiedzieć słowa "kocham Cię" i to nie brak miłości stanowił dla niego trudność. Rozstanie stworzyło w zespole kłopotliwą sytuację. Alan przyznał się Shaunowi Wyliemu do zerwania zaręczyn, choć nie wspomniał o prawdziwej przyczynie. Powołał się na sen: śniło mu się, że pojechali razem do Guildford, a jego rodzina nie zaakceptowała Joan. Alan odsunął się od pracy zmianowej, by w pierwszym okresie nie spotykać się z Joan częściej, niż było to konieczne. Sytuacja była drażliwa dla obojga, lecz zachowanie Alana dawało Joan pewność, że nie została odrzucona jako osoba. Rozstanie stworzyło między nimi barierę, lecz zrozumienie jego źródła pozostało jako łącznik.

Gdy w Bletchley rozprawiano o grach, szczególny rodzaj owej minimaksowej logiki walki realizował się na Atlantyku, gdzie strategia wymuszała antystrategię, broń - antybroń, a rozpoznanie - antyrozpoznanie. Mniej przejrzyste niż poker czy szachy, te rzeczywiste konflikty rozwijały się według nieustannie zmieniających się reguł i strategii o nieprzewidywalnych konsekwencjach, przynosząc straty znacznie boleśniejsze niż znaczki na papierze. Tak jak poker, wojna na morzu była jednak grą z niepełną informacją, z blefowaniem i odgadywaniem. Była również grą, w której - w sierpniu 1941 roku - Brytyjczycy dysponowali lustrem, ukazującym rękę przeciwnika, i potrafili oszukiwać, zaglądając w niemal wszystkie jego karty. [Zagranicznego systemu kluczy, stosowanego przez niemieckie okręty na wodach takich jak Ocean Indyjski, nie złamano nigdy. Co gorsza, system krajowy nie obejmował już łączności z nawodnymi jednostkami, pływającymi po Morzu Śródziemnym. Od kwietnia 1941 roku przeszły one na inny system, którego odporność na dekryptaż utrzymała się jeszcze przez rok]. W 1941 roku nie było już potrzeby zdobywania statków nieprzyjaciela, a zespół nr 8 potrafił odczytywać komunikaty w ciągu 36 godzin - mimo 336 możliwości rozstawienia ośmiu wirników morskiej Enigmy, w porównaniu z 60 możliwościami w Enigmach innych wojsk.

Doskonalenie metod nie leżało wszakże w sferze wyłącznej odpowiedzialności zespołu nr 8. Chodziło o działanie ośrodka w Bletchley jako całości i o zwalczanie całego niemieckiego systemu łączności:

Od wiosny 1941 roku, najpierw dzięki zdobytemu dokumentowi, a następnie odkryciu, iż niektóre sygnały powtarzały odszyfrowane komunikaty Enigmy, ośrodek złamał ręczny szyfr stoczni i torów wodnych (Werft). Od sierpnia 1941 roku, jako konsekwencja faktu, że niektóre sygnały szyfrowano ponownie w Enigmie i powtórnie przesyłano, a także dzięki umiejętności wyodrębnienia tych sygnałów przez GCCS, odczytane szyfrogramy systemu Werft stały się z kolei bezcennym przyczynkiem do codziennego kryptoanalitycznego ataku na ustawienia morskiej Enigmy. Jednocześnie właśnie w wyniku wdarcia się do systemu Enigmy udało się GCCS w pełni opanować szyfr stoczniowy [...].

Prócz tego kamienia z Rosetty "wielkie znaczenie okazał się mieć" także morski szyfr meteorologiczny:

Po raz pierwszy złamano go w lutym 1941 roku, a w maju tego samego roku sekcja meteorologiczna w GCCS odkryła, że szyfrowano nim dane pogodowe, otrzymane z łodzi podwodnych na Atlantyku, które to dane pierwotnie nadawano morską Enigmą. Od tej pory teksty odczytane z tego szyfru wykorzystywano do złamania kluczy Enigmy równie owocnie, jak komunikaty szyfru stoczniowego.

Te nowe wydarzenia, oczywisty sukces Bletchley, uderzały zarazem osobiście w Alana. Na początku roku udało mu się wypracować subtelne metody matematyczne, umożliwiające atak na szyfr przeciwnika - tylko po to, by teraz pojawiła się metoda bezczelnie bezpośrednia, narzucona mu przez ściągawki stoczniowe i meteorologiczne. Trzeba było ustąpić wobec zdarzeń, które stały się możliwe dzięki jego pionierskim pracom.

Klucz do rozwoju GCCS leżał teraz w integracji pracy, a nie jedynie w indywidualnych zdolnościach pracowników. Nowe odkrycia odbierano jako ostateczne potwierdzenie wszystkiego, o co nowi ludzie walczyli. Komunikaty stoczniowe nie zawierały żadnych informacji operacyjnych i według standardów Pokoju nr 40 nikt by się nimi nie zainteresował. W GCCS przyjęto jednak zasadę atakowania wszystkiego, choćby pozornie nie mającego żadnego znaczenia, i ten kierunek myślenia przynosił teraz zasłużone owoce. Sprawą zasadniczą był też fakt, że wszystkie odczytane teksy obsługiwała jedna instytucja, uprawniona do czynienia z nich takiego użytku, jaki uważała za stosowne. Nie doszłoby do tego, gdyby pozwolono Admiralicji przejąć morską kryptoanalizę. Tego typu zagadnienia nie wymagały jednak kompetencji Alana, potrzebne były raczej zręczność administracyjna i polityczna. Alan umiał docenić to, co osiągnięto, ale jego własna siła przejawiała się w czym innym.

W szerszym sensie, praca kryptoanalityków nabierała znaczenia w wyniku koordynacji wielu różnych rodzajów działalności, wśród których rozwiązywanie łamigłówek, choć najważniejsze, było tylko jedną z wielu. Zuchwałe porwania łodzi podwodnych, żmudne przedzieranie się przez stoczniowe wykazy, porównywanie danych z powietrznymi rekonesansami i bieżącymi zdarzeniami, systemy katalogowania, dzięki którym można było śledzić i wykorzystywać powtarzające się materiały, konstrukcja nowych maszyn - to wszystko wymagało zgrania i opierało się na wyczerpującej transkrypcji mętnych, zanikających, pozbawionych znaczenia sygnałów Morse'a, skrupulatnie dokonywanej miesiąc po miesiącu przez oddanych urzędników tkwiących przy odbiornikach radiowych.

I znów, odczytywanie niemieckich sygnałów było tylko jednym z wielu składników gry na Atlantyku, tak odmienionej w połowie 1941 roku. Napaść na Rosję odciągnęła Luftwaffe, dzięki czemu brytyjskie lotnictwo uzyskało większą kontrolę nad zachodnim dostępem do wysp. Łodzie podwodne przeniosły się na nowe pole bitwy na środkowym Atlantyku. Zarówno statki, jak i samoloty eskortujące konwoje wyposażono w radary do wykrywania obiektów podwodnych w bliskim zasięgu. Zaczął działać system Huff-Duff automatycznego i precyzyjnego wykrywania kierunku. Co ważniejsze, powiązania handlowe, tak jak w I wojnie światowej, powoli wciągały Stany Zjednoczone w niewypowiedzianą wojnę. Amerykańska Marynarka Wojenna towarzyszyła konwojom przez pół Atlantyku, a oficjalna neutralność Stanów przynosiła Wielkiej Brytanii tę korzyść, że zgodnie z otrzymanymi instrukcjami niemieckie łodzie podwodne nie atakowały amerykańskich jednostek.

W sercu procesu odzyskiwania przez Wielką Brytanię sił w lecie 1941 roku leżała wszakże Enigma - nie tylko ułatwiająca taktyczne ustalanie tras konwojów, lecz także umożliwiająca akcje przeciwko łodziom podwodnym, zwłaszcza ich systemowi zaopatrzenia. A przede wszystkim Brytyjczycy mieli teraz jasny i niemal pełny obraz sytuacji. To dzięki pracy Alana w lipcu i sierpniu, gdy Winn wciągał się w normalny tok pracy, straty spadły poniżej 100 tysięcy ton miesięcznie. Łącznie w drugiej połowie 1941 roku niemieckie sukcesy zmniejszyły się o połowę, mimo wzrostu liczby łodzi podwodnych do 80 w październiku. Pod koniec roku utrzymywano już, że problem dostaw morskich został rozwiązany.

Ale do końca walki było jeszcze daleko. Brytyjskie postępy pozwalały jedynie dotrzymać kroku nieustannie rosnącej sile niemieckiej floty podwodnej, lecz Brytyjczycy pozostawali na łasce szyfrowego systemu Enigmy. Na przykład we wrześniu 1941 roku nastąpił dramatyczny przyrost strat na morzu wskutek drobnego ulepszenia, wprowadzonego do systemu sygnałów łodzi podwodnych. Przez cały czas łodzie określały pozycję za pomocą siatki odniesień na swoich mapach, nie zaś:

[...] przez podanie szerokości czy długości geograficznej. I tak, pozycja AB1234 oznaczała punkt o współrzędnych, powiedzmy, 55 stopni 30 minut północ, 25 stopni 40 minut zachód. Nie sprawiało nam to, oczywiście, żadnej trudności, gdy mieliśmy już w ręku zdobyty fragment mapy z siatką i zdołaliśmy odtworzyć całość. Lecz w [wrześniu] 1941 roku Niemcy zaczęli przestawiać litery, wskutek czego kwadrat AB stał się teraz, na przykład, kwadratem XY, a jednocześnie dodawali lub odejmowali ustaloną liczbę od każdej cyfry, więc 1234 występowało w tekście komunikatu jako, powiedzmy, 2345. Takie transpozycje zmieniano w regularnych odstępach czasu.

Ale albo Enigma była czytana, i w tym przypadku te środki ochronne stanowiły reakcję nader słabą, albo nie była czytana, a wtedy tracono tylko czas. Chodziło zatem nie o pokrzyżowanie planów brytyjskim kryptoanalitykom, lecz o zabezpieczenie się przed domniemanym szpiegostwem i zdradą. Tą nieporęczną przebieranką Niemcy zdołali wprowadzić zamęt wśród własnych oficerów:

Zdarzyło się kiedyś, że rozwiązaliśmy zamaskowane odniesienia do siatki i skierowaliśmy konwój daleko od oczekującego nań patrolu - po to tylko, by stwierdzić, że dowódca jednej z łodzi nie był tak sprytny jak my, źle zinterpretował zamaskowane parametry otrzymane w rozkazie i w konsekwencji niespodziewanie natknął się na konwój.

W listopadzie 1941 roku system skomplikowano jeszcze bardziej; w Bletchley przez dłuższy czas panowała niepewność. Cały czas balansowali na brzegu przepaści i nie pozwalano im o tym zapomnieć.

Jesienią 1941 roku kryptoanalitycy zbuntowali się wreszcie wobec systemu administracyjnego. Alanowi Turingowi, jako jednemu z nielicznych obdarzonych wizją, powierzono wprowadzenie brytyjskiego rządu do współczesnego świata. On i jego koledzy złamali wszelkie zasady służbowe, pisząc wprost do człowieka, który sam dobrze wiedział, jak wszelkie zasady łamać, a ponadto miał teraz moc ich przekształcania:

Tajne i poufne
Wyłącznie do rąk Premiera
Zespół nr 6 i 8
(Bletchley Park)
21 października 1941

Szanowny Panie Premierze!

Kilka tygodni temu zaszczycił nas Pan swoją wizytą, wierzymy więc, że uważa Pan naszą pracę za ważną. Mógł Pan dostrzec, że w dużej mierze dzięki energii i dalekowzroczności komendanta Travisa jesteśmy dobrze wyposażeni w Bomby, służące złamaniu niemieckich kodów Enigmy. Sądzimy jednak, że powinien Pan wiedzieć, iż nasza praca jest wstrzymywana, a w niektórych przypadkach wręcz nie wykonywana, przede wszystkim z powodu braku wystarczającego personelu. Przyczyną, która skłoniła nas do napisania bezpośrednio do Pana, jest to, że przez długie miesiące czyniliśmy wszystko, co mogliśmy normalnymi kanałami, i straciliśmy już nadzieję na szybką poprawę bez Pańskiej interwencji. Bez wątpienia nasze szczególne oczekiwania zostałyby spełnione w dłuższej perspektywie, lecz w tym czasie stracilibyśmy dalsze cenne miesiące, a że nasze potrzeby nieustannie rosną, mamy niewielką nadzieję na to, by kiedykolwiek nasz ośrodek dysponował odpowiednią liczbą ludzi.

Zdajemy sobie sprawę z ogromnego zapotrzebowania na siłę roboczą wszelkiego rodzaju, rozumiemy, że o jej przypisaniu do poszczególnych miejsc decydują priorytety. Uważamy, że nasz problem polega na tym, iż jako mała sekcja z liczbowo nieznaczącymi potrzebami z trudem możemy przekonać odpowiednie władze o wadze tego, co tutaj się robi, lub o pilnej potrzebie szybkiego spełnienia naszych oczekiwań. Jednocześnie z trudem możemy uwierzyć, że istotnie nie jest możliwe zapewnienie w krótkim czasie dodatkowej, niezbędnej kadry, nawet gdyby oznaczało to naruszenie normalnego mechanizmu przydzielania pracy.

Nie chcemy obciążać Pana szczegółowym wykazem naszych trudności, lecz wymienione niżej wąskie gardła są powodem naszego najgłębszego niepokoju.

1. Złamanie morskiej Enigmy (zespół nr 8)

Z powodu niedoboru kadry i przepracowania obecnego zespołu, sekcja Hollerith [chodzi tu o pracę maszyny na karty dziurkowane, wykorzystywanej w innych etapach procesu] pod kierownictwem p. Freeborna zarzuciła pracę na nocne zmiany. Oznacza to, że znajdowanie morskich kluczy odracza się codziennie o co najmniej 12 godzin. Aby powrócić do nocnych zmian, Freeborn potrzebuje natychmiast około 20 niewykwalifikowanych urzędniczek III stopnia. Potrzeba ich znacznie więcej, by jego sekcja mogła rzeczywiście sprostać wszelkim możliwym oczekiwaniom. Kolejne poważne zagrożenie wynika z tego, że niektórzy wykwalifikowani mężczyźni, zarówno pracujący w British Tabulating Company w Letchworth, jak i tutaj w sekcji Freeborna, dotychczas zwolnieni ze służby wojskowej, mogą teraz spodziewać się powołania.

2. Enigmy wojsk lądowych i powietrznych (zespół nr 6)

Przejmujemy znaczącą część łączności radiowej ze Środkowego Wschodu, której nie mogą przechwycić nasze stacje nasłuchu, w tym także sporą porcję informacji z kategorii Jasnoniebieskiej [system kluczy Luftwaffe, używany w Afryce]. Brak wyszkolonych maszynistek oraz zmęczenie pracującej tu kadry odszyfrowującej powodują jednak, że nie jesteśmy w stanie odczytać całej korespondencji. Taki stan rzeczy utrzymuje się od maja. A przecież jedyne, co potrzeba, by osiągnąć stan pożądany, to około 20 wyszkolonych maszynistek.

3. Testowanie Bomb, zespoły nr 6 i 8.

W lipcu obiecano nam, że testowanie przebiegu pracy Bomb [sprawdzanie pozycji, w których Bomby się zatrzymują, w celu wyeliminowania zatrzymań przypadkowych] przejmie WRNS zespołu Bomb, uzupełnionego o wystarczającą do wykonania tego zadania liczbę pracownic. Mamy już koniec października i nic w tej sprawie nie zrobiono. Nie podnosimy tej sprawy równie mocno jak dwóch poprzednich, albowiem nie spowodowała ona widocznego opóźnienia w dostarczaniu naszych produktów, oznacza to jednak, że kadra zespołów nr 6 i nr 8, potrzebna do innych zadań, musi sama owe testy wykonywać. Nie możemy się oprzeć przekonaniu, że w tak ważnej sprawie służbowej wydzielenie do tych celów oddziału WNRS byłoby możliwe, gdyby wystarczająco pilne instrukcje dotarły do odpowiednich adresatów.

4. Oprócz spraw związanych z zatrudnieniem spotkaliśmy się, jak nam się wydaje, z niepotrzebnymi utrudnieniami również w wielu innych kwestiach. Wyliczenie wszystkich przypadków zajęłoby zbyt wiele czasu, zdajemy sobie też sprawę, iż niektóre z nich mogłyby zostać uznane za kontrowersyjne. Niemniej ogólny efekt doprowadził nas do przekonania, że władzom zewnętrznym, z którymi mamy do czynienia, nie wpojono z dostateczną siłą znaczenia naszej działalności.

Napisaliśmy niniejszy list wyłącznie z własnej inicjatywy. Nie wiemy, kto lub co ponosi odpowiedzialność za nasze trudności, a przede wszystkim z naciskiem podkreślamy, że nie chcemy, by list ten odebrano jako krytykę komendanta Travisa, który przez cały czas czynił wiele wysiłków, by na wszelkie sposoby nas wspomagać. Jeśli jednak mamy wykonywać naszą pracę tak dobrze, jak to jest możliwe i konieczne, jest sprawą najwyższej wagi, by nasze niewygórowane wymagania zostały szybko spełnione. Czujemy, że nie zwrócenie Pańskiej uwagi na opisane wyżej fakty i konsekwencje, jakie wywierają i muszą wywierać nadal na naszą pracę, jeśli nie zostaną natychmiast podjęte środki zaradcze, byłoby zaniedbaniem obowiązku.

Pańscy oddani słudzy,
A. M. Turing
W. G. Welchman
C. H. O'D. Alexander
P. S. Milner-Barry

List wywołał piorunujący efekt. Natychmiast po jego otrzymaniu Winston Churchill przesłał swojemu głównemu oficerowi sztabowemu, generałowi Ismayowi, notatkę następującej treści:

DO WYKONANIA DZIŚ

Proszę zapewnić bezwzględny priorytet realizacji ich żądań i zameldować mi o wykonaniu zadania.

18 listopada szef wywiadu zameldował, że podjęto wszystkie możliwe środki; nie wszystko udało się zrealizować od razu, ale potrzeby Bletchley zostały zaspokojone.

Tymczasem kolejna poważna zmiana zaczęła wywierać wpływ na ich pracę. Amerykańska niby-wojna, poprzedzająca jej oficjalne wypowiedzenie, uzewnętrzniała się nie tylko w rozsądnych aspiracjach Karty Atlantyckiej, lecz również w bardziej treściwych negocjacjach z Wielką Brytanią w sprawie współpracy wywiadów. Już w 1940 roku w ograniczonym zakresie ujawniono sukcesy kryptoanalityków. Oznaczało to dodatkowe zajęcie dla Alana, który musiał zaplanować sposób wyjaśnienia metod dekryptażu komunikatów Enigmy bez zdradzania głównej brytyjskiej tajemnicy, czyli Bomb. Brytyjczycy wątpili w amerykańską zdolność do zachowania tajemnicy - mimo wszystko co Churchill mówił o amerykańskiej republice jako o większym i lepszym dominium, w istocie rzeczy był to zupełnie odmienny kraj, pozbawiony nawyku do zachowywania tajemnicy, za to z potężnymi elementami wrogimi interesom Wielkiej Brytanii. Jednakże w 1941 roku uzgodniono obecność w Bletchley oficerów łącznikowych i tym samym przestano się bawić w szarady. "Złote jajka" Turinga stały się teraz towarem eksportowym.

Niemcy wypowiedziały wojnę Stanow Zjednoczonym 11 grudnia 1941 roku, cztery dni po ataku na Pearl Harbor. "A więc w końcu wygraliśmy! [...] Anglia będzie żyła, Wielka Brytania będzie żyła; Wspólnota Brytyjska i Imperium będą żyły" - skomentował Churchill. Niestety, pierwsze rezultaty okazały się dla Wielkiej Brytanii katastrofalne. Pacyfik odciągnął amerykańskie okręty, ochraniające dotąd konwoje, a zadanie sprzedania informacji amerykańskiej marynarce wojennej okazało się jeszcze trudniejsze niż w przypadku brytyjskiej Admiralicji. Dane z morskiej Enigmy zapowiadały operację 15 łodzi podwodnych u wybrzeży Stanów Zjednoczonych w chwili wypowiedzenia wojny, lecz ostrzeżenie zlekceważono i nie podjęto żadnych działań. Nieszczęśliwy początek wielkiego sojuszu zaznaczył się ogromnymi stratami na morzu. I wtedy, 1 lutego 1942 roku, nastąpił cios znacznie dotkliwszy. Łodzie podwodne przestawiły się na nowy system Enigmy. Bomby przestały wieszczyć swoje proroctwa. Nadszedł koniec ULTRA.

Czarny luty 1942 roku oznaczał, że analiza Enigmy floty podwodnej zaczynała się teraz od zera, choć z poprzedzającą ją dwuletnią rozgrzewką. Symbolicznie charakteryzowało to cały dotychczasowy wysiłek wojenny, z Wielką Brytanią znajdującą się w sytuacji, która w 1939 roku wydałaby się niewiarygodną katastrofą. Utrata wszystkich europejskich sojuszników, odzyskanie przez Włochy wcześniejszych brytyjskich zdobyczy, poddanie Singapuru - te i inne ciosy równoważyła jedynie obietnica pomocy ze strony źle przygotowanej, niedoświadczonej Ameryki. Choć nie miało to większego znaczenia, RAF zdobywała nad Luftwaffe przewagę w sile bombardowań, ale nie zapobiegło to przejściu okrętów ScharnhorstGneisenau w pobliżu Dover w pełnym świetle dnia. Tymczasem gospodarka niemieckiej Europy, której stan oceniano dotąd dość pobłażliwie, zaczynała dopiero przystosowywać się do produkcji wojennej na pełną skalę. A jej główny przeciwnik ledwie zdołał zapobiec klęsce u wrót Moskwy.

Musieli obmyślać rzeczy niemożliwe i musieli robić to szybko. Trzeba było stworzyć amerykańską armię prawie z niczego i przeprowadzić ją przez Atlantyk na silnie obwarowany kontynent, znajdujący się w rękach nie mniej rozwiniętej potęgi przemysłowej. Ale nawet przygotowania do inwazji, a cóż dopiero jej sukces, nie miały szans powodzenia, dopóki atlantycka flota podwodna Niemiec mogła operować bez przeszkód. Zmuszony do potraktowania wojny poważnie, Hitler powiększył ją do 100 większych jednostek w styczniu 1942 roku i z każdym tygodniem liczba ta wzrastała. Gdy po lutym łodzie podwodne odzyskały niewidzialność, szkody przez nie wyrządzone osiągały rozmiary katastrofy - pół miliona ton miesięcznie, co znacznie przekraczało możliwości konstrukcyjne połączonych sił nowych aliantów. Trudno było utrzymać stan posiadania, a co dopiero rozbudowywać podwaliny pod przyszłe zwycięstwo.

Wszystko się zmieniło. W Wielkiej Brytanii znikło bezrobocie, dotkliwe jeszcze w roku 1940, każdy ruch wynikał z ogólnego planu. W istocie rzeczy, Wielka Brytania i Stany Zjednoczone znalazły się w sytuacji planistów całej światowej gospodarki handlowej, prócz terenów objętych jurysdykcją państw Osi lub Związku Sowieckiego. Z Bletchley wyparował nastrój wiejskiego pikniku, wyparty przez pobór inteligencji, rozwożonej po całym Buckinghamshire armadą autobusów. Chaos 1940 i potknięcia roku 1941 opanowano w porę, by uczynić użytek z "rogu obfitości". Teraz wojskowe ministerstwa musiały przełknąć swoją dumę i dostosować się do jego darów: już nie sporadyczne "złote jajka", lecz wytwory mądrej, zintegrowanej struktury, odzwierciedlającej wszystkie poziomy systemu nieprzyjaciela. W 1941 roku wciąż uważano dostarczanie środków do Bletchley za ustępstwo, osłabiające wysiłek skierowany na wojnę prawdziwych mężczyzn, toczoną na samoloty i karabiny. Jeszcze pod koniec roku kryptoanalitycy musieli sobie radzić z 16 Bombami - i to wtedy, gdy kilka włamań do systemów kluczy armii niemieckiej w krótkim czasie zwiększyło ich potrzeby. List do Churchilla przyniósł jednak zmianę nastawienia. Travis przejął kierownictwo od Dennistona i przeprowadził administracyjną rewolucję, po której zarządzanie wywiadem informacyjnym znalazło się na poziomie odpowiadającym jego metodom produkcji. Jednocześnie wobec konieczności uznania, że to dzięki wywiadowi Churchill mocno dzierży ster wojny, słabł opór, z jakim spotykały się dotąd żądania ośrodka w Bletchley.

Jakkolwiek wysoko oceniać wysiłki i umysły, pozostawał fakt, że problem Enigmy floty podwodnej przekraczał ich możliwości. W 1941 roku zespół nr 8 przywrócił wzrok ślepemu - i jeśli to doświadczenie miało charakter traumatyczny, to o ileż mocniejszym ciosem była ponowna utrata widzenia! Mówiąc konkretniej, Admiralicja stała się znów - jak Nelson - jednooka. Nowy system szyfrowania przyjęły jedynie łodzie podwodne, wypływające na oceany, podczas gdy okręty nawodne i łodzie podwodne poruszające się po akwenach przybrzeżnych nadal używały klucza krajowego, będącego wciąż w zasięgu brytyjskich możliwości. Brytyjczycy mieli więc informacje o wypłynięciu łodzi podwodnych z portu i wiedzieli, ile z nich znajduje się na pełnym morzu - dane, które można było porównać z obserwacjami i danymi z innych źródeł. Jednakże w porównaniu z rozkazami operacyjnymi i meldunkami pozycyjnymi, do których się przyzwyczajono, materiał nie budził entuzjazmu.

W zespole nr 8 nowa sytuacja niosła inny sens. Gra toczyła się bardzo przyjemnie, a teraz Niemcy wszystko popsuli, zmieniając jej reguły. Kusiło, by problem atlantycki potraktować jako nudny przerywnik i skupić się na fascynującym zadaniu odczytywania sygnałów z wód europejskich. Gdy jednak czytali o zatopieniach i spoglądali na ponure mapy morskie, do matematycznej gry przenikała rzeczywistość, gasząc radość zabawy.

To, co się zdarzyło, nie sprowadzało się tylko do zmiany systemu Enigmy. Zmiany objęły także samą maszynę. Zmodyfikowano ją tak, że znalazło się w niej teraz miejsce dla czwartego wirnika. Do tej pory ustawienia morskiej Enigmy wymagały wyboru trzech spośród ośmiu wirników, co dawało 336 możliwości. Gdyby zmiana polegała na dopuszczeniu czterech spośród dziewięciu wirników, liczba ta urosłaby do 3024 (a więc dziewięciokrotnie), a ustawienia nowego wirnika zwiększyłyby ją dalej dwudziestosześciokrotnie. Ale tak się nie stało. Rzeczywiście wprowadzono nowy wirnik, lecz nie mógł on zmieniać swojego położenia. Pozostała więc stara maszyna z nowym, dziewiątym wirnikiem doczepionym na końcu i 26 możliwymi ustawieniami, stanowiąc konfigurację równoważną 26 układom elektrycznym walca odwracającego. W rezultacie utrudnienie wzrosło nie 234 razy, a jedynie 26 razy.

Był to więc krok poczyniony jakby bez przekonania, podobnie jak kodowanie odniesień do siatki na mapach morskich, podjęty zresztą z tych samych błędnych pobudek: wewnętrzna ochrona komunikatów łodzi podwodnych. Niemcy nie obawiali się angielskiej kryptoanalizy. Ale zmiana, choć niekonsekwentna, zepchnęła zespół nr 8 z brzegu przepaści w prawie kompletną ciemność. I tak należało uznać za szczęśliwy traf, że uzyskiwano dobre wyniki, a Bomby mogły pracować w czasie liczonym na godziny, nie zaś - w dniach. Już praca nad morską Enigmą napinała każdy nerw, gdy starano się odczytywać korespondencję w dzień lub dwa, bo tylko wtedy mogło to posłużyć do ochrony konwojów. Teraz 26 utrudnienie przekształcało każdą godzinę w dzień albo wymagało dwudziestu sześciu Bomb zamiast każdej, którą dysponowali w 1941 roku - gdyby inwencja nie poprowadziła ich inną drogą.

Na początek mogli sobie zaliczyć punkt: znali schemat elektryczny nowego, czwartego koła, ponieważ czterowirnikowe Enigmy były tylko zmodyfikowanymi wersjami starych maszyn. Czwarte koło spoczywało w pozycji neutralnej w maszynach umieszczonych na łodziach podwodnych już w ostatnich miesiącach 1941 roku. Pewnego razu w grudniu nieuważny szyfrant na jednej z łodzi pozwolił mu wysunąć się ze swojego położenia w trakcie szyfrowania. Zespól nr 8 zauważył wynikłe stąd zamieszanie w tekście i wyłapał ponowne nadanie tego samego komunikatu przy poprawnych ustawieniach. Ten elementarny błąd powtórzenia, tak łatwy do popełnienia, gdy ma się pełne zaufanie do własnych maszyn, pozwolił Brytyjczykom wywnioskować schemat elektryczny nowego koła. Uzbrojeni w tę wiedzę, potrafili rozszyfrować korespondencję z 23 i 24 lutego oraz z 14 marca - dni, dla których mieli szczególnie wyraźne ściągawki, uzyskane z komunikatów szyfrowanych także w innych, łatwiejszych do złamania systemach. [Ściągawka z 14 marca pochodziła ze specjalnego komunikatu nadanego zarówno (złamanym) systemem klucza krajowego, jak i systemem stosowanym w łodziach podwodnych. Zawierał on niewątpliwie doniosłą wiadomość o awansowaniu Dönitza do stopnia admirała]. Zabrało to jednak 26 razy za dużo czasu: 6 Bomb pracowało przez 17 dni. Pokazuje to przypadkowość całego przedsięwzięcia. Gdyby od początku zastosowano powiększoną Enigmę, poszukiwanie skarbów nie wyszłoby nigdy poza granice Polski.

"Szybciej, szybciej!" - krzyczała teraz Biała Królowa. Nic nie mogło jednak spowodować, by z dnia na dzień Bomby zaczęły działać 26 razy szybciej. W rzeczywistości już wcześniej rysowała się możliwość przygotowania się do tego strasznego dnia, gdyż na wiosnę 1941 roku znajdowano w szyfrogramach wzmianki o czwartym wirniku. Analitycy z zespołu nr 8 pluli sobie potem w brodę, że nie wymusili na administracji większego zainteresowania tą informacją. Jednakże w warunkach 1941 roku trudno było marzyć o znalezieniu środków na większe i lepsze Bomby, przeznaczone do rozwiązywania przyszłych problemów, podczas gdy walka szła o wyposażenie wystarczające do sprostania zadaniom bieżącym. Władze odrzuciły korzyści, jakie dawała wiedza zdobyta zawczasu. Po przegrupowaniu w końcu 1941 roku przyjęto jednak podejście bardziej dynamiczne, a jednym z ważnych skutków zbliżającego się kryzysu morskiej Enigmy stało się zwrócenie większej uwagi na inżynieryjną stronę problemu.

Jeden z oczywistych pomysłów polegał na powiększeniu Bomby o czwarty wirnik, przebiegający z ogromną prędkością przez swoje 26 możliwych pozycji. Zadanie zaprojektowania układu z bardzo szybkim wirnikiem zlecono pomysłowemu fizykowi z Cambridge, C. E. Wynn-Williamsowi, który w 1940 roku pracował w laboratorium prowadzącym badania nad radarem, przekształconym w Telecommunications Research Establishment po przeprowadzce do Malvern w maju 1942 roku.

Przy proponowanych ogromnych prędkościach wirnika nie można było już realizować systemu logicznego, śledzącego rozmnażające się implikacje każdej hipotezy wirnikowej w postaci sieci przekaźników elektromagnetycznych. Takie rozwiązanie okazałoby się za wolne. Zamiast tego potrzebny był układ elektroniczny. W takich właśnie okolicznościach pojawiły się w Bletchley pierwsze propozycje zastosowania nowej, tajemniczej technologii.

Alana Turinga cieszyło zapewne, że elektronika wzięła nazwę od słowa "elektron", ukutego przez jego dalekiego krewnego George'a Johnstone'a Stoneya. (Niekiedy stwierdzał lekceważąco, że Stoney zawdzięczał sławę wymyśleniu nazwy). Istota rzeczy polegała na tym, że lampy elektroniczne reagowały w czasie jednej milionowej części sekundy dzięki temu, iż nie zawierały żadnego ruchomego elementu prócz samego elektronu, podczas gdy przekaźnik elektromagnetyczny musiał wykonać fizyczne przełączenie. Tu kryła się perspektywa tysiąckrotnego wzrostu szybkości działania maszyny - w czasie, gdy wszyscy poszukiwali owej szybkości jak oszalali. Niestety, lampy elektroniczne notorycznie się psuły, nie mówiąc o tym, że się nagrzewały, były nieporęczne i drogie. Niewielu ludzi miało wystarczającą wiedzę i umiejętności, by je stosować.

Mówiąc dokładniej, w Bletchley składniki elektroniczne były potrzebne w systemach logicznych, gdzie przejęłyby od przekaźników funkcję przełącznika. Nadal jednak używano lamp elektronicznych przede wszystkim jako wzmacniaczy w odbiornikach radiowych, stąd wykorzystanie ich jako przełączników, aczkolwiek zilustrowane doświadczeniem w 1919 roku, wymagało zupełnie odmiennego myślenia. Wynn-Williams miał tę przewagę, że był jednym z pierwszych, którzy zajęli się licznikami Geigera, wpisując się tym samym w jeszcze mniejszą grupę ludzi świadomych przydatności elektroniki do problemów dyskretnych.

Badania nad radarem zaowocowały grupą wysoko wykwalifikowanych elektroników, ale inżynierowie elektronicy znajdowali zatrudnienie nie tylko w TRE. Był jeszcze ośrodek badawczy brytyjskiej Poczty, Post Office Research Station, rozlokowany na londyńskim przedmieściu Dollis Hill. Miał za zadanie chronić Pocztę, instalującą nowoczesny system telefoniczny, przed monopolistycznymi praktykami producentów sprzętu. Stanowił awangardę jedynego w latach trzydziestych XX wieku państwowego przemysłu i mimo niewielkich środków finansowych potrafił utrzymać wysoki poziom badań. Jego młodzi inżynierowie, wyłonieni w drodze zaciętego konkursu, mieli ambicje i umiejętności daleko wykraczające poza możliwości oferowane przez klimat ekonomiczny tej epoki. Najstarszy z nich T. H. Flowers:

[...] dołączył do ośrodka badawczego w 1930 roku jako inżynier na okresie próbnym, po odbyciu praktyki w Woolwich Arsenal. Przez wszystkie lata jego główne zainteresowania badawcze skupiały się na sygnalizacji na duże odległości, a zwłaszcza na problemie przesyłania sygnałów sterujących, umożliwiających zastąpienie ludzkiego operatora przez automatyczne urządzenia przełączające. Nawet w tak wczesnym okresie miał już spore doświadczenie elektroniczne, u którego źródeł leżały jego rozpoczęte w 1931 roku badania nad zastosowaniem lamp elektronicznych w połączeniach telefonicznych. W wyniku tych badań powstał doświadczalny obwód płatnej łączności międzymiastowej, który był gotów do działania w roku 1935.

Tu więc znajdowało się światowe przywództwo w dziedzinie przełączników elektronicznych.

Uczestnictwo eksperta z TRE w pracach GCCS stanowiło widomy przejaw przełamania granic, wymuszonego przez warunki 1942 roku. Jeszcze bardziej zdumiewające było wciągnięcie do współpracy instytucji zewnętrznej, czyli ośrodka badawczego Poczty. Jego inżynierowie zajęli się dwoma projektami, zrodzonymi z kryzysu morskiej Enigmy. W pracach nad czwartym wirnikiem o dużej prędkości Wynn-Williamsa wspomagał W. W. Chandler, młody człowiek, zatrudniony przez Pocztę w 1936 roku, który zdobył już doświadczenie w nowych zastosowaniach lamp elektronicznych do obsługi linii międzymiastowych. Tymczasem samego Flowersa wspierał inżynier elektromechanik S. W. Broadhurst. Po zapaści lat dwudziestych udało mu się znaleźć zatrudnienie jedynie na stanowisku robotnika, lecz dzięki opanowaniu zagadnień dotyczących automatycznych połączeń telefonicznych przebił się w górę aż do pozycji, jaką zajmował obecnie w Dollis Hill. Obaj pracowali nad zupełnie inną maszyną, która miała za zadanie automatyzację testowania zatrzymań Bomby. Zakładano, że w ten sposób będzie można znacznie szybciej wyeliminować fałszywe zatrzymania (których spodziewano się teraz więcej niż przedtem z powodu dodatkowego wirnika), bez sprawdzania każdego z nich ręcznie na Enigmie.

Opisane zmiany rozpoczęły się wiosną 1942 roku, ale wyniki budziły rozczarowanie. Wynn-Williams nieraz znajdował się o krok od stworzenia szybkiego wirnika, lecz nie powiodło mu się w ciągu tego roku, więc prace nad projektem stowarzyszonej sieci elektronicznej stały się nieprzydatne. Do lata 1942 roku udało się natomiast zaprojektować, zbudować i uruchomić maszynę do testowania zatrzymań, okazało się jednak, że nie ma ona praktycznego zastosowania. Tymczasem złożona Keenowi przez Flowersa i jego kolegów propozycja ulepszenia Bomb przez włączenie do nich pewnych składników elektronicznych spotkała się z odmową.

Tak więc lato 1942 roku zapisało się niepomyślnym stanem rzeczy oraz głęboką frustracją młodych inżynierów. Elektronika pozostała niewykorzystana, Alan, który wyjaśniał im potrzeby kryptoanalizy, także niczego nie osiągnął. Zrobiono krok w dobrym kierunku, lecz Atlantyk wciąż był równie nieprzenikniony jak w lutym.

Tymczasem do zespólu nr 8 przyjęto nowych, wysoko wykwalifikowanych kryptoanalityków, choć łączny stan zatrudnionych nigdy wyraźnie nie przekroczył siedmiu pracowników. Pod koniec 1941 roku Hugh Alexander sprowadził Harry'ego Golombeka, mistrza szachowego, który po powrocie z Argentyny musiał odbyć dwuletnią służbę w piechocie. Potem, w styczniu 1942 roku, przybył Peter Hilton, osiemnastolatek po jednym trymestrze studiów matematycznych w Oksfordzie. Swoją inicjację opisał tak:

[...] podszedł do mnie i powiedział: "Nazywam się Alan Turing. Czy zna się Pan na szachach?". Pomyślałem sobie: "Teraz się dowiem, o co w tym wszystkim chodzi", więc odpowiedziałem: "Tak, właściwie tak". Na co on: "O, to świetnie, bo właśnie mam problem szachowy i nie umiem go rozwiązać".

Upłynął cały dzień, zanim Peter Hilton dowiedział się, czego się od niego oczekuje. Tymczasem, gdy rok 1942 smętnie posuwał się naprzód, idiosynkratyczny styl instytucji ustępował powoli miejsca postawom bardziej przedsiębiorczym. Alan pozostał Profem, lecz jednocześnie subtelnie ciężar kierowania de facto przesuwał się w stronę Hugha Alexandra. W możliwie najłagodniejszy sposób wyciągnięto Alanowi dywanik spod stóp. Powołał do życia morską Enigmę, lecz teraz do jej rozbudowy potrzebny był ktoś zręczniejszy. Alanowi brakowało zainteresowania dla szczegółów, podobnie jak innych cech niezbędnych do zarządzania ludźmi. Hugh Alexander był człowiekiem, który potrafił, na przykład, ułożyć i sporządzić na czysto doskonale sformułowane memorandum bez jednego skreślenia - rzecz poza zasięgiem Turinga. Nieuchronnie Alan odczuł stratę, jak ktoś, komu zabiera się własne dziecko, nie mógł jednak nie przyznać, że Alexander był lepszym organizatorem, choć naruszało to wygodne ustalenia z 1941 roku. Jack Good odnotował:

[...] jeden przykład techniki, jaką stosował Hugh Alexander jako kierownik. Ponieważ sekcja pracowała 24 godziny na dobę, stosowaliśmy system trzyzmianowy, stąd dziewczyny miały trzy kierowniczki zmian. Jednej z nich nie lubiano, gdyż zawsze wdawała się w kłótnie, choć w zwyczajnych kontaktach towarzyskich zachowywała się normalnie. Hugh oznajmił, że chciałby poeksperymentować z nowym, skomplikowanym systemem pięciozmianowym, więc należy wyłonić dwie nowe kierowniczki zmian. Po kilku tygodniach uznał, że eksperyment się nie powiódł i trzeba powrócić do trzech zmian. W tej sytuacji dwie kierowniczki zmian musiały stracić stanowisko i nietrudno zgadnąć, kto był jedną z nich.

Alan nigdy nie wymyśliłby tak przebiegłej intrygi, choć bardzo go rozbawiła, gdy się o niej dowiedział. W zamierzchłym 1940 roku bywał dla dziewczyn bardzo pomocny w sprawach czasu wolnego i godzin pracy, ale teraz nieodzowne stało się bardziej profesjonalne podejście do zarządzania.

Stopniowo odciążano Alana od spraw bezpośrednich, by mógł się skupić na długofalowych badaniach. Osobiście czuł się nieco rozczarowany, lubił bowiem system zmianowy nie mniej niż inni, a przy tym cieszyło go poczucie, że panuje nad całą sprawą od początku do końca. Teraz wszakże jego abstrakcyjny umysł mógł być wykorzystany racjonalniej. Choć nadal związany formalnie z zespołem nr 8, pracował we własnym pokoju, stając się w rzeczywistości głównym konsultantem GCCS. O ile inni pracowali w systemie "wiem, co muszę" i nie pozwalano im wiedzieć czegokolwiek, co wykraczało poza sprawy, do których zostali zatrudnieni, o tyle Alana niczym właściwie nie ograniczano. Profa dopuszczano do wszystkiego, coraz głębiej wciągała go niesamowicie rozwinięta komunikacja, odzwierciedlająca świat zanurzony w totalnej wojnie. Nic nie było już takie jak przedtem, lecz Alan nie miał powodu do narzekań. Trwała wojna, a on dysponował jedyną w swoim rodzaju mocą wprowadzania swojego kraju na scenę wydarzeń.

Tymczasem z drobnych fragmentów wyłaniał się obraz, prawie tak ekscytujący jak atlantyckie łodzie podwodne. Analitycy zaczęli przechwytywać niewielkie ilości korespondencji o charakterze zupełnie odmiennym od sygnałów Enigmy. Nie był to kod Morse'a, miał raczej cechy sygnału teleksowego. W transmisjach teleksowych, szybko zdobywających popularność w latach trzydziestych, używano kodu Baudota-Murraya, a oparty na nim system miał tę zaletę, iż łatwo poddawał się automatyzacji. W kodzie Baudota-Murraya litery alfabetu są reprezentowane przez 32 różne kombinacje dziurek na pięciodziurkowej papierowej taśmie. Teleks przekształca wzory dziurek bezpośrednio na impulsy, natomiast po stronie odbiorcy impulsy można tłumaczyć na tekst pisany bez ludzkiego udziału. W Niemczech pomysł rozwinięto, by zastosować go do systemów maszyn szyfrujących, w których szyfrowanie, przekazywanie i odczytywanie odbywało się automatycznie - systemów wygodniejszych i o wiele lepiej wykorzystujących współczesną technikę niż Enigma.

[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8]  [9]  [10] 
[  góra strony  ]

Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach