Biblioteka
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:   Wirtualny Wszechświat > Biblioteka > Matematyka > ENIGMA  



[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8]  [9]  [10] 
Z logicznego punktu widzenia dziurkę w taśmie można utożsamić z jedynką, a brak dziurki - z zerem, stąd szyfrogramy miały postać ciągów złożonych z 0 i 1. Kryptografowie już dawno dostrzegli, że kod Baudota-Murraya może stanowić podstawę szyfru opartego na dodawaniu i tę zasadę zaszczycono nazwiskiem G. S. Vernama. W rzeczywistości szyfr Vernama opierał się na najprostszym możliwym rodzaju dodawania, gdyż dodawanie modulo w systemie dwójkowym sprowadza się do prostych reguł, przedstawionych w tabelce.


Innymi słowy, do taśmy teleksowej z kluczem można "dodać" taśmę z tekstem otwartym, zgodnie z zasadą, że dziurka na pierwszej z nich powoduje zmianę na taśmie otwartej (z dziurki na brak dziurki lub odwrotnie), natomiast brak dziurki pozostawia tekst otwarty bez zmian, tak jak to widać niżej.


Gdyby klucze tworzono w sposób rzeczywiście losowy i wykorzystywano każdy z nich tylko jeden raz, system byłby bezpieczny, zarówno z liczbami dwójkowymi, jak i dziesiętnymi. Gdyby ponadto wszystkie klucze wybierano z równym prawdopodobieństwem, żadna wcześniejsza wiedza nie ułatwiałaby odczytania kolejnego szyfrogramu. W przypadku niemieckich przekazów rzecz jednak wyglądała inaczej. Klucz produkowano maszynowo. Istniały wówczas różne rodzaje maszyn szyfrujących przekazy teleksowe, ale wszystkie miały pewne cechy wspólne, gdyż wzorzec klucza był generowany przez nieregularne ruchy mniej więcej 10 kół. W rzeczywistości takie maszyny nie produkowały taśmy papierowej z kluczem, lecz z punktu widzenia kryptoanalityków nie miało to znaczenia.

Podobnie jak w przypadku Enigmy, zawsze istniało niebezpieczeństwo zdobycia sprzętu przez przeciwnika i niemieccy kryptografowie powinni byli taką ewentualność przewidzieć. Niemniej tak się złożyło, że do poważnego włamania do tego typu korespondencji udało się dojść inną drogą. W 1941 roku ktoś w Bletchley zgadł, że pewien komunikat został nadany dwukrotnie, i to w dość szczególny sposób. Jakiś błąd w systemie stosowania maszyny doprowadził do elementarnego nieporozumienia, komunikat został bowiem wysłany w obu przypadkach z tym samym kluczem, ale w jednej z transmisji przesuniętym o jeden znak. Gdy to odkryto, odtworzenie zarówno klucza, jak i tekstu otwartego nie stwarzało już żadnych trudności.

W przypadku maszyny zaprojektowanej z uwzględnieniem pełnego bezpieczeństwa nawet taka wiedza nie umożliwiałaby dalszych postępów. Ciąg rozpoznanych kluczy powinien okazać się losowy, bez żadnej widocznej prawidłowości - lecz znowu rzecz miała się inaczej. Zasadniczego spostrzeżenia dokonał W. T. Tutte, młody chemik z Cambridge, którego porwała matematyka. To był przełom, porównywalny z tym, co osiągnęli Polacy z Enigmą w 1932 roku. Podobnie jak wówczas, przechwycono logiczną, a nie fizyczną strukturę maszyny, i, podobnie jak wówczas, był to jedynie pierwszy krok sine qua non. W odróżnieniu jednak od sytuacji z owego roku, tym razem niemiecki przemysł zebrał się na większy wysiłek; nie chodziło już o podrasowaną wersję handlowego urządzenia, jak w przypadku Enigmy. Ponadto nowa maszyna pełniła w niemieckim systemie wojskowym inne funkcje. Korespondencji nie było dużo, za to komunikaty zawierały niezwykle istotną treść: meldunki i oceny, formułowane na wysokim szczeblu dowodzenia. W ten sposób Bletchley znalazło się bliżej Berlina - w okresie, gdy Hitler w coraz większym stopniu przejmował osobiście kierowanie wojną.

Nawet przejęcie maszyny nie powinno umożliwiać dalszej kryptoanalizy - to zasada dobrej kryptografii. Co więcej, okres maszyny szyfrującej wyrażał się naprawdę "liczbą ogromną", znacznie przewyższającą 17 576. A jednak trudności okazały się nie całkiem nie do pokonania i w 1942 roku kryptoanalitycy powoli zaczynali uczyć się wyciągać wnioski z posiadanej wiedzy. Prace nad tym szczególnym rodzajem korespondencji szyfrowanej maszynowo stały się znane pod kryptonimem Ryba (Fish). Miesiące, które w 1942 roku Alan poświęcił pracy nad Rybą, zaowocowały jedną z ważniejszych i ogólniejszych metod, opartą na pracach Tutte'ego. Ochrzczono ją mianem Turingismus.

W Bletchley rozkwitał nowy rodzaj działalności - kolejny przykład na to, że rok 1942 oznaczał rozpoczynanie wszystkiego od początku. Tym razem nie była to już gra Alana, tak jak to miało miejsce z morską Enigmą. Przede wszystkim, nie on ją zainicjował, nie on też był tym, który zmechanizował jej analizę. Uczynił to Newman, który przybył tu w lecie 1942 roku.

Newmana ściągnął jego przyjaciel P. M. S. Blackett, fizyk z Cambridge (i członek King's College), profesor fizyki w Manchesterze od 1937 roku, teraz zajmujący się zastosowaniami analizy statystycznej do zagadnienia organizacji konwojów (jako że Admiralicja wreszcie dopuściła naukowców do wpływu na działania operacyjne, a nie tylko wywiadowcze).

Przypisano go do sekcji badawczej, pracującej nad sygnałami Ryby, ale nie szło mu najlepiej z metodami ręcznymi. Rozmyślał już o powrocie do Cambridge, gdy nasunął mu się pomysł pewnego podejścia, które umożliwiało automatyzację. Teoretyczne motywacje czerpał z rozwiniętych przez Alana w latach 1940-41 metod statystycznych - kluczowych dla planów Newmana. Ich implementacja wymagałaby jednak konstrukcji zupełnie nowych i bardzo szybko działających maszyn. Newman przekonał Travisa do swojego projektu i już we wrześniu 1942 roku można było ożywić wciąż utrzymujące się związki z ośrodkiem badawczym Poczty. Owo uznanie niedocenianych dotąd umiejętności inżynierów elektroników dawało im wreszcie możliwość dokonania czegoś znaczącego. Przez resztę 1942 roku prace inżynieryjne nad projektem rozwijały się dość niemrawo, lecz powodem nie była elektronika; trudności miały charakter mechaniczny i dotyczyły możliwości bardzo szybkiego przepuszczania papierowej taśmy przez czytnik.

Alan miał pełną wiedzę o projekcie, lecz jego aktywny udział w analizie Ryby ograniczał się do Turingismusa, podejścia zaaprobowanego na jesieni 1942 roku przez sekcję, nazywaną Testerownią (Testery) [określenie nie ma żadnego związku z "testowaniem"; sekcją kierował major Tester], gdzie próbowano stosować do analizy Ryby metody ręczne - podobnie jak lata wcześniej mozolnie rozkręcano prace nad dekryptażem Enigmy. Peter Hilton przeniósł się tu z zespołu nr 8, a jesienią 1942 roku dołączył jeszcze młodszy współpracownik, przybyły prosto z Rugby School. Był to Donald Michie, posiadacz oksfordzkiego stypendium z filologii klasycznej, który w oczekiwaniu na kurs japońskiego rozpoczął podstawowe szkolenie kryptoanalityczne. Jego ujawnione przy tej okazji zdolności postanowiono natychmiast wykorzystać w trudnych warunkach Bletchley. Obaj z Peterem Hiltonem zajęli się Turingismusem, informując jego twórcę o uzyskanych wynikach.

Choć wieści nadciągały najczęściej ponure, a perspektywy jawiły się niepewne, rok 1942 mógł być wspaniałym, wyzwalającym okresem dla ludzi młodych, przed którymi stawiano zadania i otwierano możliwości nieosiągalne w czasach pokoju. Młodzieńczość Alana wyraźnie ułatwiała mu kontakt z młodszymi współpracownikami. W rzeczywistości, gdy nadeszła wiadomość o upadku Tobruku, najnowszej z całej serii katastrof, Alan obchodził trzydzieste urodziny, lecz ci, którzy przybyli do Bletchley bezpośrednio ze studiów, mieliby trudności z ustaleniem, czy taki "uczniak" może mieć aż 30 lat, albo też, czy ktoś o takiej pozycji intelektualnej może być aż tak młody. Rozmowa z nim przypominała zaproszenie do pokoju starszego kolegi, w którym barwy drużyny i szkolny rygor przeplatają się z niedozwolonym jazzem i powieściami D. H. Lawrence'a, a zarządca internatu musi na wszystko przymknąć oko, bo przecież mieszkaniec pokoju zdobył drogocenne stypendium.

Peter Hilton był rasowym gawędziarzem; jego ulubione opowiadanie o Turingu dotyczyło Obrony Krajowej [Home Guard - krajowa armia obrony cywilnej Anglii, przygotowywana na wypadek inwazji - przyp. tłum.]. Władze osobliwie nalegały, by analitycy z Bletchley wykonywali w wolnych chwilach rozmaite ćwiczenia wojskowe. Kierownicy sekcji byli od tego zwolnieni, ale Alan z zapałem starał się nabrać wprawy w używaniu karabinu, co zdumiewało Harry'ego Golombeka, którego dwuletni pobyt w wojsku pozbawił wszelkiego entuzjazmu. Alan zaciągnął się do Obrony Krajowej, ażeby to jednak uczynić, musiał:

[...] wypełnić formularz, w którym jedno z pytań brzmiało: "Czy jesteś świadom, że zaciągając się do Obrony Krajowej, poddajesz się działaniu prawa wojskowego?", na co Alan, w sposób dla niego absolutnie typowy, stwierdził: "Nie widzę żadnego pożytku z odpowiedzi ťTakŤ", i w konsekwencji napisał "Nie". I oczywiście został przyjęty, ponieważ sprawdza się tylko, czy na dole widnieje odpowiedni podpis. Tak więc [...] przeszedł szkolenie i został pierwszorzędnym strzelcem. W tej sytuacji nie widział już potrzeby utrzymywania związków z Obroną Krajową i przestał uczestniczyć w paradach. W tym czasie niebezpieczeństwo niemieckiej inwazji zaczynało właśnie słabnąć, więc Turing uznał, że lepiej poświęcić się sprawom innym i ważniejszym. Ale oczywiście cały czas wysyłano meldunki do dowództwa o jego nieobecności na paradach i w rezultacie dowódca Obrony Krajowej wezwał Turinga, by wyjaśnił swoje powtarzające się nieobecności. Był to pułkownik Fillingham, świetnie go pamiętam, ponieważ w takich sytuacjach dostawał apopleksji.

To była zapewne najgorsza sprawa, jaka mu się trafiła, albowiem Turing przyszedł do jego biura i na pytanie, dlaczego nie brał udziału w paradach, odpowiedział, że jest już teraz doskonałym strzelcem, a po to właśnie się zaciągnął. Na to Fillingham: "Ależ to nie Pan ma decydować o tym, czy uczestniczy w paradach, czy nie. Gdy Pana wzywają na paradę, Pana żołnierskim obowiązkiem jest stawić się na wezwanie". Turing powiada: "Ale ja nie jestem żołnierzem". Fillingham: "Co to znaczy, że nie jest Pan żołnierzem! Podpada Pan pod prawo wojskowe!". Opowiada Turing: "Wiesz, spodziewałem się tego typu sytuacji", natomiast do Fillinghama: "Nic nie wiem o tym, iżbym podlegał temu prawu". Tak czy owak, krótko mówiąc, Turing powiedział: "Jeśli zajrzy Pan do mojego formularza, zauważy Pan, że zabezpieczyłem się przed taką sytuacją". Więc oni, oczywiście, wyciągnęli formularz i okazało się, że nic mu nie mogą zrobić, bo został nieprawidłowo przyjęty. Pozostało im tylko oznajmić mu, że nie jest członkiem Obrony Krajowej, co, rzecz jasna, w pełni go zadowalało. Cała sprawa była dla niego bardzo znamienna. Wcale nie chodziło o to, że chciał być cwaniakiem. Po prostu wziął formularz, potraktował go dosłownie i wybrał najlepszą strategię postępowania wobec takiego dokumentu. Tak czynił zawsze.

To rodem z Drugiej Strony Lustra podejście do traktowanych dosłownie instrukcji spowodowało kolejne zamieszanie, gdy odkryto, że jego dowód tożsamości nie został podpisany - twierdził bowiem, że zakazano mu pisania czegokolwiek w tym dokumencie. Rzecz wyszła na jaw, gdy w czasie spaceru po okolicy zatrzymało go dwóch policjantów. Jego dziwny wygląd i zwyczaj dokładnego oglądania dzikich kwiatów w żywopłotach pobudził wyobraźnię jakiegoś czujnego obywatela.

Ale obok takich drobnych zwycięstw nad szowinistami i biurokratami istniała jeszcze swoboda kontaktów między ludźmi, stanowiącymi czołówkę brytyjskiej matematyki, rodzaj tajnego uniwersytetu, w którym tradycję i formę, stanowisko, wiek, stopnie i inne tego rodzaju powierzchowne atrybuty ignorowano. Liczyła się tylko umiejętność myślenia. I mieli swojego Flasha Gordona [bohater popularnego amerykańskiego komiksu, przypominający Supermana - przyp. tłum.], ośmielającego ich logicznego Supermana - kogoś, kto nie dopuszczał myśli o porażce ani o jakiejkolwiek ograniczeniach ich zdolności osiągnięcia sukcesu. Dla Petera Hiltona Alan był:

[...] człowiekiem łatwo dostępnym - choć zawsze odnosiło się wrażenie, że jest w nim jeszcze tyle rzeczy, o których nic nie wiadomo. Wyczuwało się w nim ogromną siłę i zdolność poradzenia sobie z każdym problemem - w każdym przypadku wychodził od podstawowych zasad. Chcę przez to powiedzieć, że on nie tylko [...] wykonywał masę pracy teoretycznej, lecz także projektował maszyny wspomagające znalezienie rozwiązania - z całym niezbędnym oprzyrządowaniem elektrycznym, oczywiście.

Zaprojektował, na przykład, specjalną maszynę, która miała pomóc Harry'emu Golombekowi w analizie szczególnego systemu Enigmy, jaki stosowano na niemieckich torpedowych łodziach motorowych. Inna maszyna powstała dla celów głównego problemu morskiej Enigmy; jej złożoność wykraczała daleko poza Bomby. Czasami Alan korzystał ze znanych technologii, na przykład w procesie banburyzmu stosowano papierowe arkusze, na których szyfrogramy reprezentowano za pomocą dziurek. Trzeba było nasuwać jedne arkusze na drugie i żmudnie zliczać pokrywające się dziurki przed przystąpieniem do zaawansowanych metod statystycznych. W wybranej przez Alana nazwie procesu - ROMSowanie - kryła się nutka ironii w postaci aluzji do postępowego hasła The Resources of Modern Science (Możliwości współczesnej nauki), ale odpowiadała ona zarazem zasadniczej prawdzie o pracy w Bletchley, a Alan znajdował się w jej sercu, nigdy zbyt dumny, by pobrudzić sobie ręce czymś "nieciekawym i elementarnym":

W każdej sytuacji atakował cały problem, nie uciekając nigdy przed obliczeniami. Gdy chodziło o sprawdzenie, jak coś naprawdę zachowa się w praktyce, wykonywał wszystkie niezbędne obliczenia numeryczne.

Wszystkich nas bardzo inspirował - on sam i jego zainteresowanie naszą pracą, ale także równoczesne zaciekawienie prawie wszystkim [...] I do tego czarujący człowiek we współpracy. Miał wiele cierpliwości dla tych, którzy nie zostali obdarzeni jego zdolnościami. Pamiętam, że zawsze ogromnie mnie ośmielał, gdy zrobiłem coś, co miało jakąkolwiek wartość. Wszyscy bardzo go lubiliśmy.

"Wielka cierpliwość" Alana nie stanowiła jednak zazwyczaj jego najbardziej rzucającej się w oczy cechy, podobnie jak dostępność, ale Peter Hilton był najszybszym myślicielem w nowej grupie Ryby, więc dane mu było czerpać z zalet "twórczej anarchii", jaką był Alan Turing. Nowe osiągnięcie, pokazanie Alanowi wyniku, przynosiło czystą radość; chrząkał, sapał, przeczesywał włosy i dźgając swoimi dziwnymi palcami wykrzykiwał: "Rozumiem! Rozumiem!". A potem reguły i przepisy znowu sprowadzały go na ziemię:

Ale oto znowu zaczynali go osaczać biurokraci, żądający, by zjawiał się o określonej godzinie i pracował do piątej, a potem wychodził z pracy. Zazwyczaj - tak jak wielu z nas, muszę stwierdzić, nie tylko on, których naprawdę praca fascynowała - przychodził w południe i zostawał do północy następnego dnia. A potem, gdy problem był już w zasadzie rozwiązany, wychodził, kładł się spać i nie pojawiał się przez następne 24 godziny [...] w ten sposób można było wyciągnąć z Alana Turinga znacznie więcej. Ale, jak mówiłem, przyszli biurokraci, domagając się wypełniania formularzy, odbijania karty zegarowej itp.

Kiedyś zamówił do biura beczkę piwa, lecz mu "odmówiono akceptacji". Takie drobiazgi kryły sprawę znacznie poważniejszą, a mianowicie zderzenie ze starą mentalnością, która krok po kroku, prawie za późno, musiała ustępować przed inteligencją. Rola Alana w tym procesie, aczkolwiek dokuczliwa dla władz, nie pozostała nie doceniona. Pewnego dnia 1942 roku on sam, Gordon Welchman i Hugh Alexander otrzymali pilne wezwanie do Ministerstwa Spraw Zagranicznych, gdzie wręczono każdemu z nich 200 funtów. Alan tłumaczył Joan, że nie można było im przyznać orderów, więc dostali pieniądze. Zapewne uznał je za bardziej użyteczne.

We wrześniu 1942 roku sytuacja Wielkiej Brytanii stała się nieco mniej beznadziejna, choć tylko dlatego, że od utraty Tobruku nie poniesiono większych strat. Parcie Rommela na wschód, na Egipt, zostało powstrzymane w lipcu przez Auchinlecka, a w sierpniu przez Montgomery'ego, któremu bardzo pomogły rozwiązane niemieckie szyfrogramy. Wojna pustynna bardziej przypominała wojnę na morzu niż tradycyjny front, jej rezultat zaś w dużej mierze zależał od informacji. Rozpaczliwie potrzebowała współpracy trzech rodzajów wojsk, zmuszonych do przełknięcia gorzkiej pigułki w postaci zgody na przekazywanie wychodzących z Bletchley informacji i interpretacji bezpośrednio do ośrodka wywiadu w Kairze, ponad głowami londyńskich dowódców. Ale to róg obfitości z północnego Buckinghamshire wymusił taki mniej scentralizowany system. W maju 1942 roku łamano wszystkie systemy kluczy Enigmy z afrykańskiego teatru wojny. W sierpniu przyszedł kolejny sukces zespołu nr 8 - złamanie systemu używanego przez śródziemnomorskie statki nawodne. Rommel tracił jedną czwartą swojego zaopatrzenia z powodu brytyjskich ataków, prawie całkowicie planowanych na podstawie szczegółowych danych uzyskanych z Enigmy, danych, umożliwiających niekiedy wybór najważniejszych obiektów do zniszczenia. Wieści o tym sukcesie przekazano analitykom w zespole nr 8, by zachęcić ich do dalszej pracy.

Ale Morze Śródziemne okazało się w końcu tylko boczną anglo-niemiecką sceną wojenną. W światowych zmaganiach Japonia poniosła poważną klęskę w bitwie o Midway, gdzie amerykańska marynarka wojenna udowodniła, że potrafi wykorzystać swój wywiad miażdżąco skutecznie; w Europie jednak nie widać było oznak takiego odwrócenia biegu wojny. Atak państw Osi na Rosję sięgnął do Stalingradu, a nalot na Dieppe rozwiał utrzymujące się gdzieniegdzie złudzenia o szybkim zwycięstwie na zachodzie. Bardziej wszakże niż te wydarzenia niepokoił Churchilla - i wszystkich - stan kruchego atlantyckiego mostu. Bez niego Wielka Brytania była niczym.

Chociaż pierwsze jednostki amerykańskie przybyły do Wielkiej Brytanii na początku 1942 roku, dopiero strumień maszynerii wojennej, w szczególności czołgów i samolotów, mógł pomóc w urzeczywistnieniu myśli o rekonkwiście Europy. Ów strumień musiał pokonać barierę atlantyckiej floty podwodnej Niemiec, która w październiku rozrosła się już do 196 jednostek. Liczba łodzi potroiła się od 1940 roku, potroiły się też straty. Do połowy 1942 roku niechęć Amerykanów do tworzenia przybrzeżnych konwojów przyciągała niemieckie łodzie podwodne po łatwy łup przy wschodnim wybrzeżu, lecz podjęte w sierpniu przeciwdziałania zamknęły tę lukę w systemie obronnym. Niemieckie łodzie skierowały więc znów swój atak na konwoje atlantyckie, skupiając działania w środkowej części oceanu, gdzie konwoje nie miały zapewnionej ochrony z powietrza, i zniszczyły ponad połowę brytyjskiej floty handlowej niezbędnej do rocznego zaopatrzenia Wielkiej Brytanii. Odnowione stocznie amerykańskie wypuszczały wciąż nowe jednostki w ogromnym tempie, lecz każda z nich kończyła morski żywot po mniej więcej trzech rejsach oceanicznych. Teraz jednak Stany Zjednoczone miały własne naglące potrzeby na Pacyfiku. Łączna liczba alianckich statków w rzeczywistości malała, podczas gdy liczba niemieckich łodzi podwodnych rosła: pod koniec 1942 roku było ich 212, dalszych 181 przechodziło próby.

Szybkimi krokami zbliżał się kryzys wojny na Zachodzie. Rok 1943 mógł zastać Wielką Brytanię świetnie wyposażoną w roli wysuniętego przyczółka amerykańskiego przemysłu lub towarzyszyć jej powolnemu tonięciu. I choć mniej dotkliwy niż w czasach wojny powietrznej z września 1940 roku, ten kryzys również wymagał rozstrzygnięć ostatecznych. Dziesięć lat wcześniej Alan obmyślił model postępowania: "Mamy wolę, która potrafi kierować działaniem atomów, prawdopodobnie w małej części mózgu [...] Reszta ciała zachowuje się tak, by wzmocnić ten efekt". Teraz stał się jedną z powołanych do wspólnego działania komórek nerwowych, a wokół niego rozrastał się ogromny system, przetwarzający jego myśli w konkretną postać brytyjskiego mózgu, elektrycznego mózgu przekaźników przebiegających przez sprzeczności, prawdopodobnie najbardziej złożonego systemu logicznego, jaki kiedykolwiek zaprojektowano. Tymczasem dwa lata zwłoki umożliwiły lepsze przygotowanie reszty ciała i lepsze jego przystosowanie do współpracy z własną inteligencją. Na Środkowym Wschodzie udało się wzmocnić mętne sygnały Morse'a, co zaowocowało zniszczeniem armii Rommela. Ale Atlantyk to co innego; tu Eisenhower i Marshall mogliby się znaleźć odcięci na znacznie większą skalę niż Rommel - jeśliby mózg nie powstał ponownie do życia.

W owych dwóch latach zaszła jeszcze jedna doniosła zmiana. Dziesięciokrotny wzrost możliwych pozycji wirników zmusił Polskę do zwrócenia się do technicznie lepiej rozwiniętego Zachodu. Teraz - dwudziestosześciokrotny wzrost wprowadził do elektromagnetycznej sztafety Stany Zjednoczone. Amerykański admirał King, jeszcze bardziej uparty niż brytyjska Admiralicja, opierał się stworzeniu działu śledzenia ruchu statków aż do połowy 1942 roku. Ale amerykańscy kryptoanalitycy szybko dostrzegli, na czym polega gra. Już od 1935 roku używali nowoczesnego sprzętu, a gdy nadszedł czarny luty 1942 roku, nie ograniczyli się do założenia rąk i czekania, aż Brytyjczycy dogonią nieprzyjaciela; mogli to zrobić sami. Zupełnie nie zgadzało się to z brytyjskim punktem widzenia, przewidującym, że Amerykanie powinni skupić się na szyfrach japońskich, zamiast dublować pracę ośrodka w Bletchley, lecz US Navy nalegała. Już w czerwcu jej stosunki z GCCS były "napięte" z powodu skarg na opóźnienie w dostawie obiecanej Bomby, natomiast:

[...] we wrześniu Ministerstwo Marynarki Wojennej ogłosiło, że zaprojektowało własną, bardziej rozwiniętą maszynę, że do końca roku zbuduje 360 egzemplarzy i że zamierza natychmiast przystąpić do prac nad ustawieniami Enigmy niemieckiej floty podwodnej.

W Bletchley takie liczby mogły przyprawić o zawrót głowy. Cała działalność GCCS w lecie 1942 roku opierała się na eksploatowaniu 30 Bomb, choć oczekiwano na dalsze 20. Amerykanie proponowali wprost przejęcie prac atlantyckich, jako argument wysuwając 26 razy tyle Bomb, ile mieli Brytyjczycy, oraz plan ich równoległego stosowania.

Lecz w lipcu do Waszyngtonu udała się druga delegacja GCCS i wynegocjowała kolejny kompromis. GCCS "przychyliła się do amerykańskich dążeń do zaatakowania zagadnień morskich i podwodnych" i wyraziła zgodę na dostarczanie Ministerstwu Marynarki Wojennej przechwyconych szyfrogramów oraz wsparcia technicznego. W zamian Ministerstwo [...] podejmie się budowy jedynie 100 Bomb; zaakceptowało propozycję, by GCCS utrzymała odpowiedzialność za koordynację prac wykonywanych przez maszyny amerykańskie i brytyjskie, oraz zgodziło się na pełną i natychmiastową wymianę wyników kryptoanalitycznych.

Tylko jedna osoba wiedziała wszystko o metodach i maszynach i była wolna od codziennych obowiązków. Tak więc odpowiedzialność za szczegółową koordynację, obiecaną w umowie, spadła na Profa. Łagodzenie napięć między amerykańskim zawadiactwem i brytyjską arogancją nie było bynajmniej tym, co Alan lubił najbardziej, ale należało sojusz amerykańsko-angielski sprowadzić do konkretów. Wojna wciąż trwała. Akredytowany przy brytyjskiej misji wojskowej w Waszyngtonie, otrzymał wizę 19 października. Oznajmił Joan: "Pierwsza rzecz, jaką zrobię, to kupię sobie batoniki Hersheya". [...]

Andrew Hodges
Przełożył Witold Bartol

[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8]  [9]  [10] 
[  góra strony  ]

Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach