Biblioteka
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:   Wirtualny Wszechświat > Biblioteka > Religie, Filozofia > Etyka w działaniu  



[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8]  [9] 
Czy w tak pojętym liberalizmie wolność jest najwyższą wartością? Zdecydowanie nią nie jest. Najwyższa wartość liberalizmu określona jest negatywnie jako uwolnienie od lęku i od okrucieństwa. Liberalizm nie wprowadza pluralizmu moralnego, choć go też nie wyklucza. Proponuje własny, bardzo ograniczony system moralny, jednoznacznie stwierdzający, że największym złem są okrucieństwo i lęk. Wprowadza te założenia jako fundament wszelkich wartościowań i na nich usiłuje zbudować pluralistyczne społeczeństwo, w którym dopuszczone są wszelkie możliwe poglądy moralne nie kolidujące z zasadą, że okrucieństwo jest zawsze złe. Minimalizm moralny doskonale godzi się z pluralizmem politycznym, ponieważ pozwala jednostkom dążyć indywidualnie lub zbiorowo do wybranych celów w poczuciu, że nikt ich nie będzie prześladować za to tylko, że wybrane przez nie cele nie podobają się reszcie społeczeństwa. Dla Judith Shklar głównym uzasadnieniem liberalizmu jest fakt, że tylko liberalizm trwale wiąże się z tolerancją, tylko liberalizm zapewnia każdej jednostce bezpieczeństwo i gwarantuje, że jej los nie zostanie złożony w ręce nieobliczalnego tyrana, mniejsza o to, czy jednostkowego, czy kolektywnego. To przywiązanie do tolerancji musi się jednak wyrażać w zerwaniu z tradycją. Liberalizm okazuje się wrogiem tradycji i przeciwnikiem konserwatyzmu nie dlatego, że koniecznie chce być nowatorski lub postępowy, ale dlatego, że historia europejska faworyzowała porządek autorytarny.

Trudno znaleźć silny strumień liberalnej ideologii tam, gdzie kwitną katolicki autorytaryzm, romantyczna nostalgia korporacyjna, nacjonalizm, faszyzm, zniewolenie, darwinizm społeczny, imperializm, militaryzm, komunizm lub jedna z typowych wersji socjalizmu, jakie brały udział w walce ideologicznej XIX wieku. Nurt myśli liberalnej nie ustał w tym czasie, ale z pewnością nie był siłą dominującą. Poza Europą zupełnie nie był znany. A w Stanach Zjednoczonych wydawał się dominującym dążeniem tylko pod warunkiem, że czarnej części ludności tego kraju nie uzna się zupełnie za członków społeczeństwa. (Shklar: dz. cyt.).

Tak sformułowane stanowisko odbiega od tradycyjnie rozumianego liberalizmu. John Locke i Thomas Jefferson byli przekonani, że jednym z podstawowych uprawnień człowieka jest prawo do wolności. Przypisując to uprawnienie wszystkim ludziom mieli na myśli coś takiego, że wolność jest wyższą wartością niż na przykład równość, nakazy religijne, przywiązanie do tradycji lub wspólne przekonania na temat wychowywania dzieci. Jaki charakter ma takie uprawnienie? Możemy z pewnością powiedzieć - używając języka Ronalda Dworkina - że było to uprawnienie abstrakcyjne, ponieważ uprawnieniem abstrakcyjnym jest wszystko, czego może zażądać choćby jeden człowiek.

Moglibyśmy powiedzieć na przykład, że prawo do wolności ma ten, kto go żąda, lub w czyim interesie leży, by mu to prawo przyznano. I gotów jestem powiedzieć, że w tak określonym sensie obywatele mają istotnie prawo do wolności. Ale w tym samym sensie gotów jestem też przyznać, że obywatele mają prawo - pominąwszy wyjątkowe przypadki - do lodów waniliowych.

(R. Dworkin: Taking Rights Seriously. Cambridge, Mass. 1977; wyd. pol. Biorąc prawa poważnie. Warszawa 1998).

Czy prawo do wolności jest nadto uprawnieniem konkretnym? I czy jest uprawnieniem absolutnym? Przede wszystkim powinniśmy spostrzec, że ponieważ prawo do wolności jest zaproponowane jako prawo nadzwyczaj ogólne, musi być albo konkretne i absolutne jednocześnie, albo nie jest ani konkretne, ani absolutne. Instytucjonalizacja tego prawa musi przewidywać jego niepodważalność we wszystkich okolicznościach - w innym wypadku nadrzędność wolności stanie się ułudą nawet w liberalizmie.

Myślę, że na niewiele zdałoby się prawo do wolności w sporach politycznych, gdyby je rozumieć w sensie słabszym niż podany. Jeśli jednak przyjmiemy takie pojęcie uprawnienia, wydaje się oczywiste, że nie istnieje żadne ogólne prawo do wolności. Nie mam na przykład politycznego prawa jechać na północ po Lexington Avenue, jeśli władze miasta zdecydowały, że Lexington Avenue będzie aleją jednokierunkową w stronę centrum. Wystarczającym uzasadnieniem jest fakt, że leży to w powszechnym interesie, i byłoby śmieszne, gdybym argumentował, że z jakiegoś powodu jest to niedopuszczalne. (R. Dworkin: dz. cyt.).

Wolność nie jest więc uprawnieniem konkretnym i absolutnym. Nie jest natychmiast egzekwowalna przez każdego, kto się jej domaga. Wolność podlega ograniczeniom, o których mówił Rawls. Musi przysługiwać nie tylko domagającej się swobody jednostce, ale wszystkim dorosłym jednostkom w równym stopniu. Jako konkretne uprawnienie może nam przysługiwać co najwyżej: "najszerzej pojęta wolność dająca się pogodzić z analogiczną wolnością pozostałych jednostek". Hobbes pierwszy przyjmował tę zasadę i nadał jej rangę Drugiego Prawa Natury:

[Człowiek] winien być gotów, jeśli inni są również gotowi, zrezygnować z tego uprawnienia do wszystkich rzeczy, jak dalece będzie to uważał za konieczne dla pokoju; i winien zadowolić się taką miarą wolności w stosunku do innych ludzi, jaką gotów jest przyznać innym ludziom w stosunku do siebie. (T. Hobbes: Lewiatan. Warszawa 1954).

Coś podobnego proponuje Judith Shklar:

Każda dorosła jednostka powinna mieć możliwość podjęcia tak wielu decyzji - bez lęku i bez liczenia na uznanie - w odniesieniu do tak wielu aspektów jej życia i w przekonaniu, że w ich realizacji nikt jej nie przeszkodzi, ile tylko da się pogodzić z podobnym uprawnieniem innych dorosłych jednostek. (J. Shklar: dz. cyt.).

Powyższe zasady nie wprowadzają wolności jako uprawnienia absolutnego i trwale zinstytucjonalizowanego. Proponują natomiast postępujące ograniczanie wolności dla wszystkich w tym samym stopniu i potwierdzenie tego ograniczenia przez instytucjonalizację. Nawet jeśli przyjmiemy, że wolność jest przyrodzonym uprawnieniem, podlega ograniczeniu przez prawo. Może się na przykład okazać, że gdy wszyscy jeżdżą po jakimś mieście tak, jak im się podoba, to powstają nieznośne korki. Wtedy wolność musi być ograniczona dla wszystkich w tym samym stopniu. Ograniczenia powinno się wprowadzać w eksperymencie myślowym krok po kroku. Najpierw można wprowadzić zakaz parkowania w śródmieściu, potem zwiększać liczbę ulic jednokierunkowych, następnie wprowadzić opłatę za wjazd do śródmieścia, wreszcie - jeśli to wszystko nie wystarczy - wydawać przepustki. Mówiąc ogólnie, liberalizm żąda, by najpierw wyraźnie określić problem, który powstaje na skutek istnienia nadmiaru wolności, a następnie wprowadzać oszczędne, stopniowe ograniczenia wolności aż do momentu, w którym problem znika. Czy pomniejszając wolność po trochu, można mimochodem całą liberalną konstrukcję ostrugać na wióry? Istotnie, powstaje takie niebezpieczeństwo i powinno się je mieć na uwadze. Na przykład: przeciwnik ruchu ulicznego w mieście może twierdzić, że hałas i zagęszczenie pojazdów jest nieznośne, dopóki średnia odległość między poruszającymi się samochodami jest mniejsza niż 20 m. Konsekwentnie może więc żądać wprowadzenia coraz drastyczniejszych ograniczeń, aż osiągnie się wyznaczony wskaźnik. Czy ktoś taki ma prawo nazywać siebie liberałem, czy może mówić, że pragnie możliwie najszerszej wolności i wybrał minimalny poziom jej ograniczenia? Chcielibyśmy powiedzieć, że nie. Ale żeby mieć prawo tak powiedzieć, musimy umieć naszą odpowiedź uzasadnić.

Wydaje się oczywiste, że samo stosowanie procedury stopniowego ograniczania wolności nie wystarczy do tego, by być liberałem. Przede wszystkim procedurę można zatrzymać na samym początku. Ktoś może się upierać, że cały kodeks drogowy jest niedopuszczalnym ograniczeniem wolności. Może żądać, by każdy mógł jeździć tak, jak chce i gdzie chce. Nie wyrazi zgody na ruch prawostronny ani lewostronny, nie dopuści, by nocą obowiązkowo używano świateł mijania, nie uzna tablic rejestracyjnych itd. Pomyślimy zapewne, że ktoś taki nie będzie liberałem, lecz anarchistą, który nie maksymalizuje swobody działania, ale minimalizuje formalne ograniczenia. Będziemy mieli rację. Wolność ograniczają nie tylko przepisy, ale również bałagan i chaotyczne zachowanie w tłumie, czego najlepszym przykładem są właśnie korki drogowe. Przez wprowadzenie porządku można uzyskać poszerzenie wolności. Przepisy ograniczające wolność są funkcjonalne, a nawet sprzyjają wolności, jeśli minimalizują liczbę konfliktów między swobodnie działającymi jednostkami. Mówiąc paradoksalnie: "Godzimy się na ograniczenia wolności, by zdobyć więcej wolności". Lepiej się zgodzić, że po Lexington Avenue jeździ się tylko w jedną stronę i tracić na przejazd pół godziny, niż podzielić ulicę na pół i tracić na przejazd półtorej godziny. Liberał godzi się więc na "równe ograniczenie wolności dla wszystkich", jeśli w efekcie każdy ma więcej swobody niż w sytuacji nie objętej uregulowaniem. Kto jednak po uzyskaniu tego optymalnego rozwiązania wprowadza dalsze ograniczenia, przestaje być liberałem. Granice liberalizmu wyznacza więc rozumowanie utylitarne. Zarówno brak, jak i nadmiar znaków drogowych powoduje chaos. Jakaś optymalna liczba regulacji pozwala mieszkańcom miasta maksymalizować swoje cele. Liberał postuluje, by ten optymalny system regulacji został znaleziony i przyjęty jako właściwe rozwiązanie problemu społecznie akceptowanych granic wolności. Pewne przepisy ułatwiają powszechne osiąganie celów przyjętych przez jednostki, inne wprowadzają dodatkowe kryteria poprawności - moralne, estetyczne, polityczne, religijne. Liberał za obligatoryjne uznaje tylko reguły minimalizujące konflikty, pozostałe kryteria uważa za fakultatywne. Popiera więc na przykład taki program szkolny, w którym dzieci uczą się pisać jasno i zrozumiale, nie dba jednak o subtelności związane z łączną i rozdzielną pisownią "nie" z imiesłowami czy przymiotnikami. Przyznaje każdemu prawo do wyznawania religii, w jaką wierzy, lecz nie interesują go spory dogmatyczne. Dostrzega, że noszenie sandałów do garnituru jest estetycznym absurdem, ale nie dręczy nikogo, kto tak robi.

Nie wszystkie konflikty da się jednak rozwiązać przez równe i stopniowe ograniczanie wolności. Spór o dopuszczalność palenia w miejscach publicznych nie może być rozstrzygnięty przez obniżanie maksymalnej dopuszczalnej liczby papierosów wypalanych przez jedną osobę w zamkniętym popieszczeniu. Spór między żydami i katolikami o obecność krzyża na żwirowisku w Auschwitz nie da się rozwiązać przez stopniowe zmniejszanie wielkości krzyża. Pewne konflikty muszą być rozwiązywane przez przyznanie trwałych uprawnień.

[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8]  [9] 
[  góra strony  ]

Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach