Biblioteka
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:   Wirtualny Wszechświat > Biblioteka > Religie, Filozofia > Etyka w działaniu  



[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8]  [9] 
Wolność oparta na uprawnieniach

W praktyce nie wystarczy, by wolność była określona przez konstytucyjną zasadę ograniczenia władzy państwowej i procedurę stopniowego, równomiernego ograniczania wolności. Konieczne jest bowiem odwołanie się do konkretnych uprawnień. Interesujące rozwiązanie tego problemu znajdujemy u Ronalda Dworkina, który posługuje się pojęciem "liberalnej koncepcji równości".

Początek odpowiedzi leży w następującym odróżnieniu. Obywatele poddani liberalnej koncepcji równości mają uprawnienie do równego traktowania i szacunku. Istnieją jednak dwa różne uprawnienia, których można dochodzić przy tak ogólnie ujętym uprawnieniu. Pierwsze to prawo do równego traktowania, tzn. prawo do takiego udziału w dobrach i szansach korzyści, jakie mają inni. [...] Drugie to prawo do traktowania na równi. Nie jest to prawo do równego udziału w dobrach i szansach korzyści, ale prawo do równej troski i szacunku przy podejmowaniu politycznych decyzji na temat tego, w jaki sposób dobra i szanse korzyści zostaną rozdzielone. (R. Dworkin: dz. cyt.).

Odwołajmy się jeszcze raz do przykładu Lexington Avenue. Prawo do równego traktowania zakłada, że wszyscy w ten sam sposób ograniczą swą wolność, aby zaprowadzić pewien porządek. Powinni to zrobić przez stopniowe ograniczenie wolności wszystkich. Prawo do traktowania na równi mówi, że każdy może oczekiwać, że jego uprawnienia i roszczenia zostaną wnikliwe rozpatrzone przy podejmowaniu decyzji. Jest więc możliwe, że władze miasta przyznają prawo do parkowania przy Lexington Avenue tylko jej mieszkańcom i nikomu poza nimi. Taka decyzja będzie zgodna z drugą interpretacją równych uprawnień, ale nie z pierwszą. Ronald Dworkin wybiera tę drugą interpretację, ponieważ jest bardziej czuła na specyficzne roszczenia obywateli, bardziej "życiowa" i praktyczna. Odróżnia wiarygodne powoływanie się na zasadę wolności od roszczeń maksymalistycznych i szalonych. W myśl drugiej zasady każdy człowiek ma prawo do tak szerokiej wolności, jaką mu zapewniają posiadane przez niego uprawnienia. Ta wersja liberalizmu opiera się na założeniu, że wzorem dla podejmowania decyzji w sytuacjach konfliktowych jest procedura sądowa. W każdym przypadku zadanie sędziego polega na ustaleniu, kto ma jakie uprawnienia, i przyznaniu racji stronie mającej wyraźniejsze i mocniejsze uprawnienia. Podczas przewodu sądowego uprawnienia ustalane są na podstawie przepisów i precedensów, a gdy odpowiednich precedensów i przepisów nie ma - przez przyjęcie zasady analogii. Proces wygrywa ta strona, która przedstawi najbardziej zbliżoną analogię. Dworkin nazywa to "siłą grawitacyjną" precedensów. Każde nowe roszczenie jest "przyciągane" przez rozmaite wcześniejsze decyzje prawne i reaguje na "siły", jakie płyną od analogii prawnych. Przy takim założeniu każdy konflikt jest w zasadzie rozstrzygalny. Jest jednak niewykluczone, że rozstrzygnięcie przyjęte przez jeden sąd rozpatrujący sprawę może się różnić od rozstrzygnięcia, jakie przyjąłby inny sąd badający tę samą sprawę. Na to nie ma rady. Można się tylko pocieszać, że gdy decyzja już zapadnie, sama zacznie wytwarzać "pola grawitacyjne" i stanie się trwałym wyznacznikiem przy rozstrzyganiu kolejnych, analogicznych spraw.

Liberalizm oparty na uprawnieniach odchodzi więc od klasycznego liberalizmu, który mówił: "robić wolno wszystko, czego prawo jednoznacznie nie zabrania", ale nie powraca do tradycyjnego stanowiska Arystotelesa: "robić wolno tylko to, na co prawo jednoznacznie zezwala", gdyż przyjmuje trzecią zasadę: "robić wolno wszystko, do czego ma się uznane uprawnienia". Przyjęcie zasady, że zadaniem sądów jest ustalanie uprawnień i że decyzje polityczne podejmowane są przez organa mające uprawnienia do ich podjęcia, stwarza możliwość kierowania się użytecznością w polityce. Staje się to możliwe, ponieważ w przypadkach, gdy jest jasne, że nikt nie ma żadnych uprawnień, należy kierować się zasadą użyteczności. Prawo jeżdżenia po Lexington Avenue jest początkowo prawem abstrakcyjnym i po alei wolno jechać w obie strony. Powstają korki. W tej sytuacji władze miasta mogą kierować się zasadą użyteczności i szukać rozwiązania najbardziej racjonalnego. Przypuśćmy, że wybiorą zasadę: "parzystymi alejami jeździ się na południe, nieparzystymi na północ". Po podjęciu tej decyzji - motywowanej względami wyłącznie utylitarnymi - magistrat ogłosi, że wolno jeździć po Lexington Avenue tylko na południe. Nawet wtedy jednak władze miasta nie nadają kierowcom konkretnego, bezwarunkowego uprawnienia. Zarówno magistrat, jak i policja nowojorska zachowują nadal uprawnienie do zamknięcia alei, gdy ma nią na przykład przejechać delegacja rządowa lub prezydent, i żadnemu kierowcy nie będzie przysługiwać uprawnienie do jeżdżenia po tej alei wbrew zarządzeniom administracji miejskiej. Nikt więc nie ma konkretnego, zinstytucjonalizowanego uprawnienia ani do jeżdżenia na północ, ani na południe po Lexington Avenue. Mamy konkretne uprawnienia tylko w tych sytuacjach, gdy nikt ich nie może zawiesić z powodów utylitarnych.

Jeśli ktoś ma prawo do czegoś, wtedy rząd nie ma prawa pozbawić go tego czegoś, nawet gdyby to leżało w powszechnym interesie, aby rząd tak postąpił. (R. Dworkin: dz. cyt.).

Decyzje oparte na przesłankach utylitarnych nie wytwarzają uprawnień. Stanowią pewien program, który podlegać będzie realizacji tak długo, jak długo instytucja uprawniona do jego realizacji uzna to za stosowne.

O uprawnienia nie należy zresztą zabiegać za wszelką cenę. Brak konkretnych uprawnień jest najczęściej nieodczuwalny. W większości sytuacji wystarczają uprawnienia czysto abstrakcyjne - takie jak w wypadku lodów waniliowych. Uprawnienia te są podstawą do realizacji wybranego zachowania, dopóki nie popadają w konflikt z czyimiś analogicznymi uprawnieniami. Wtedy dopiero wymagają instytucjonalizacji. Gdy natomiast popadną w konflikt z czyimiś konkretnymi uprawnieniami, tracą wszelką moc. Chyba że chcielibyśmy w sądzie lub - w sprawach o wydźwięku moralnym, a nie prawnym - przed jakimś innym trybunałem dowieść, że czyjeś zinstytucjonalizowane uprawnienie gwałci nasze uprawnienie (na razie abstrakcyjne, lecz zasługujące na instytucjonalizację).

Liberalizm interpretowany wedle zasady: "każdy ma abstrakcyjne prawo do wszystkiego i takie prawa konkretne, jakie zostały zinstytucjonalizowane" daje wyraźną odpowiedź na pytanie: Ile mamy wolności? Mamy tyle wolności, ile konkretnych uprawnień, a nadto jeszcze tyle, ile uda nam się zinstytucjonalizować w oparciu o względy utylitarne. Czy to wystarczy? Zapewne dla Judith Shklar byłoby to za mało, ponieważ w społeczeństwie liberalnym zinstytucjonalizowanych uprawnień będzie wiele, a w społeczeństwie autorytarnym będzie ich niewiele, a zatem wolność będzie inaczej określona w tych dwóch wypadkach. Jest to wyraźna wada tej propozycji, i to wada nieusuwalna, ponieważ każda próba ustalenia uprawnień absolutnych wywołuje nierozwiązywalny spór o to, co jest "prawem niezbywalnym". Natomiast niebagatelną zaletą przyjętego rozwiązania jest to, że jasno widać, kiedy spór o uprawnienia jest racjonalny, a kiedy nie. Spór jest racjonalny, jeśli (1) odwołuje się do istniejących konkretnych uprawnień, a (2) gdy jest to nieskuteczne, odwołuje się do kryteriów utylitarnych, aby ustalić granicę najszerzej pojętej wolności, chroniącej jednostki ponad totalitaryzmem i anarchią, przed autorytarnym ograniczeniem wolności i przed ograniczeniami wynikającymi z chaosu, to znaczy z nieuporządkowanych i konfliktowych dążeń do wspólnie przyjętych celów. Pozostałe spory są nieracjonalne.

Mogą się pojawić pytania: Czy partia chrześcijańska ma prawo zawiesić krzyż w parlamencie? Czy partia postkomunistyczna ma prawo ten krzyż zdjąć? Czy papież ma prawo do postawienia krzyża w Auschwitz? Czy ma je każdy polski katolik? Czy żydzi mają prawo domagać się, aby krzyż został usunięty? Musimy uznać, że konflikt dotyczący zasad publicznego manifestowania przekonań religijnych nie da się sprowadzić do racjonalnego sporu o uprawnienia. Widać od razu, że każda ze stron ma abstrakcyjne uprawnienie do tego, czego żąda, ponieważ z przekonaniem wygłasza swe oczekiwania. Pamiętamy jednak, że z abstrakcyjnych uprawnień nie wynika nic, jeśli są kontestowane. Wtedy też widać, że żadna ze stron nie ma konkretnych uprawnień, ponieważ to, co jedna strona zamierza zrobić, wywołuje protest pozostałej. Względy utylitarne nie pomagają wcale w rozwiązaniu konfliktu, ponieważ użycie symboli religijnych nie ma charakteru utylitarnego. Co pozostaje? Negocjować bez odwoływania się do zasad.

Jest to lepsze rozwiązanie niż przyznanie racji którejkolwiek ze stron. Niech każda ze stron odwołuje się do racji wyższych i niepodważalnych - na przykład do przekonania, że powaga i uczciwość parlamentu powinna być utwierdzona przez uświęcenie, czyli zawieszenie krzyża, że pamięć o pomordowanych w obozie śmierci ma być czczona modlitwą przed symbolem przypominającym niezawinioną śmierć Boga, że ziemia, na której dokonano haniebnego ludobójstwa, jest przedsionkiem piekła, a więc ma pozostać naga i jałowa itd. Jeśli jednak w takim sporze każda ze stron sobie tylko przypisuje trafne rozpoznanie słusznych zasad prawa i moralności i jednocześnie uważa swego oponenta za niezdolnego do rozpoznania prawdy religijnej i moralnej, dalsza dyskusja nie ma sensu. Nikt nie znajdzie metody rozwiązania konfliktu. Spór staje się nieracjonalny, choć może być dramatyczny.

[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8]  [9] 
[  góra strony  ]

Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach