Biblioteka
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:   Wirtualny Wszechświat > Biblioteka > Archeologia, Historia, Kultura antyczna > HISTORIA  



[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8]  [9] 
Pod koniec poprzedniego rozdziału opowiedziałem, jak historię atakowali szesnastowieczni sceptycy ("pirroniści"), uznając ją za nieścisłą i bezużyteczną. Dziejopisarstwo przez nich potępiane było dziejopisarstwem retorycznym, podporządkowanym klasycznym regułom kompozycji literackiej i stawiającym sobie podwójny cel: wycyzelowania narracji i zaprezentowania dawnych wydarzeń politycznych jako lekcji poglądowych dla współczesnych. Jean Bodin bronił historii z perspektywy filozoficznej i teologicznej. Znaleźli się jednak bojownicy o sprawę dziejów, którzy obrali odmienną drogę i których metody oraz dążenia zapowiadały już pod wieloma względami wysuwany przez Rankego postulat archiwalnej ścisłości.

Tym, co zapoczątkowało obronę prawdy w historii, był (jak za czasów wczesnochrześcijańskich) konflikt religijny. Może się wydać dziwne, że dziedzina najbardziej chyba dyskusyjnych, osobistych poglądów - wiara - przyczyniła się do rozwoju narzędzi badania prawd obiektywnych. Jeśli jednak spojrzymy wstecz na wiek XVI i XVII, zobaczymy kulturę, dla której "prawda" faktów i "Prawda" religijna łączyły się ze sobą, nieuchronnie tworząc kontinuum. Gra szła o wysoką stawkę - chciano odkryć nie tylko prawdę o przeszłości, ale i o Bogu.

Zarówno protestanci, jak i katolicy zwracali się ku dziejom, by wesprzeć swoje roszczenia do nieomylności. Po stronie protestanckiej używano historii jako swego rodzaju broni partyzanckiej, czy to dowodząc starożytności własnego wyznania, czy to oczerniając Kościół katolicki. Katolicyzm, który mógł bezpieczniej odwoływać się do przeszłości, podchodził do dziejów w sposób bardziej konstruktywny, usiłując podtrzymywać wiarę przez nawiązywanie do swej tradycji i potwierdzanie jej prawomocności. Autorzy po obu stronach barykady wykorzystywali dokumenty jako materiały dowodowe. Na przykład uczony protestancki Flacjusz Illyricus w połowie XVI wieku zgromadził w tym celu cały zespół pracowników. Kopiowali oni i zestawiali ze sobą średniowieczne materiały, by udokumentować długie dzieje zepsucia Kościoła katolickiego i potwierdzić istnienie "protestantów" przed Lutrem (zaliczając do nich niekiedy średniowiecznych heretyków). Po stronie katolickiej pod koniec XVII wieku zgromadzenia uczonych kościelnych, znane jako bollandyści i maoryści, spisywały dzieje Kościoła i opowieści o męczennikach - takie jak monumentalne Acta Sanctorum (Żywoty świętych). Uczeni owi, a także inni im podobni, korzystali z dokumentów źródłowych z prawdziwym rozmachem. Ich metody nie były jednak szczególnie wyrafinowane: chodziło o to, by zgromadzić całą górę dowodów, które posłużyłyby za oręż przeciwko wrogom.

Subtelniejsze analizy dokumentów przeprowadzali antykwaryści. Sam termin "antykwarysta" kojarzy się dziś raczej negatywnie z kimś ogarniętym naiwną albo prymitywną obsesją na temat przeszłości. Ta niepochlebna opinia panowała także w czasach dawniejszych. W roku 1628 niejaki John Earle scharakteryzował, być może żartobliwie, zbieracza starożytności jako tego, kto "niezdrową żywi skłonność dla zgrzybiałości i zmarszczek, kto sobie wszelkie starocie umiłował jak Holendrzy ser, tym lepszy, gdy spleśniały i przez robaki nadżarty". Antykwaryści umiłowali przeszłość. Istnieje jednak ważna różnica między nimi a historykami. Nie wyobrażajmy sobie, że terminy te określały zwalczające się grupy uczonych; w rzeczywistości jedni i drudzy pisali do siebie i uważali, że służą wspólnej sprawie. Mimo to, ujmując rzecz najogólniej, to historycy pisali obszerne i zajmujące dzieła, inspirowane cycerońskim wzorem podniosłej i pouczającej opowieści. Antykwaryści natomiast kolekcjonowali wszystko, co im wpadło w ręce, jeśli tylko wiązało się z jakimś fascynującym ich okresem. Nie mając wielkiej opowieści do przedstawienia, w ten sposób wyrażali swoją wielką miłość do przeszłości.

powiększenie...

"[...] spleśniały i przez robaki nadżarty" - gabinet osobliwości antykwarysty Ole Worma (1655). Za zgodą British Library.
Właśnie zbieracze starożytności, specjalizujący się w kilku różnych dziedzinach, udoskonalili metody badania przeszłości wykorzystujące dokumentację i pozostałości materialne. Tu pojawia się nasz drugi wątek: wykorzystywanie dokumentów. Raz jeszcze impuls do zmiany wyszedł od religii. W roku 1439 Lorenzo Valla (1406-1457) dokonał najsławniejszej bodaj analizy źródłowej najsłynniejszego chyba dokumentu w XV wieku po Chrystusie. Dokumentem owym była Donacja Konstantyna, zatwierdzająca spis praw i dóbr, którymi Kościół katolicki został obdarowany w IV wieku przez cesarza o tym imieniu. Przez całe średniowiecze Donacja stanowiła najpotężniejszą broń w arsenale Kościoła. Valla udowodnił, że była falsyfikatem.

[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8]  [9] 
[  góra strony  ]

Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach