Biblioteka
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:   Wirtualny Wszechświat > Biblioteka > Archeologia, Historia, Kultura antyczna > HISTORIA  



[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8]  [9] 
Tak oto wracamy do Rankego, od którego protestu przeciwko fikcji w dziejopisarstwie rozpoczęliśmy ten rozdział. Ranke (1795-1886), jak o tym świadczy aż nazbyt wyraźnie cała jego kariera, uważał się w historycznym rzemiośle za nowatora i wybawcę. Jego apel o gromadzenie dokumentacji i obiektywną analizę dziejów przez wielu (jego samego nie wyłączając) został uznany za rewolucyjny i radykalny, nareszcie mocno osadzający historię na "naukowych" podstawach. Jak jednak widzieliśmy, wiele elementów tej wizji istniało na swoim miejscu już wcześniej. Czyżby niemiecki historyk jedynie uzurpował sobie pierwszeństwo w tym względzie?

Choć taka wizja Rankego daje się uzasadnić pewnym - może nawet bardzo silnym - dążeniem do autoreklamy, należy tu wspomnieć nieco więcej o tendencjach oświeceniowej historiografii i o tym, przeciw czemu Ranke się buntował. Wielu najsławniejszych autorów XVIII wieku zajmowało się dziejopisarstwem "filozoficznym", skupionym nie tyle na samych faktach, ile na wyjaśnianiu za ich pomocą pewnych podstawowych problemów życia i człowieka. Inni pozostawali pod wpływem Cycerona, tworząc pięknie napisane opowieści dla czytającej publiczności (której liczebność w XVIII wieku wyraźnie wzrosła). Wszystkich łączyło przekonanie - kto wie, czy nie jedyne wspólne dla całego oświecenia - że żyją w epoce triumfu Rozumu, która prześcignęła i przewyższyła wszelkie poprzednie epoki pod względem wiedzy, zdolności pojmowania i zdrowego rozsądku. Historycy oświeceniowi byli w głębi duszy intelektualnymi snobami. Badali przeszłość z większą lub mniejszą uwagą, lecz przede wszystkim osądzali ją. I najczęściej przeszłość nie dorastała do ich oczekiwań. Jak ujął to pewien autor, "aby żałować ťdawnych dobrych czasówŤ, trzeba ich nie znać".

Ranke proponował coś innego. Domagał się rzetelnej analizy dokumentów, wolnej od rzekomej intencji fałszowania odkryć, poddanej naukowym procedurom badań i dowodów, tak by "powiedzieć jedynie, jak to właściwie było". Ten wizerunek historyka jako drobiazgowego szperacza w zakurzonych foliałach, bezstronnego i surowego arbitra prawdy obiektywnej pokutuje do dziś (choć, na szczęście, dołączyły do niego inne, nie tak sztywne wyobrażenia badacza dziejów). Droga Rankego nie była drogą jedyną: francuski historyk Michelet (1798-1874) także czerpał inspirację z archiwów, lecz uprawiał dziejopisarstwo romantyczne, pełne pasji, zafascynowane zjawiskami osobliwymi, w rodzaju czarownic czy heretyków. Michelet nie zawsze był pedantycznie dokładny, lecz dzięki swemu wyczuciu i wyobraźni stał się konkurencyjnym wzorem dla późniejszych historyków.

Tak czy inaczej, prawda o Rankem odbiegała nieco od jego własnych o sobie wyobrażeń. Korzystał ze źródeł archiwalnych, miał w tym jednak poprzedników - w rzeczywistości około dziewięćdziesięciu procent odesłań w jego dziełach dotyczy dokumentów przestudiowanych i opublikowanych przez wcześniejszych badaczy. Podobnie jak jego poprzednicy, w swym dążeniu do obiektywności Ranke odniósł tylko częściowy sukces. Co zatem zmienił? Być może - dwie rzeczy.

Po pierwsze, jeśli Gibbon, jak starałem się to pokazać, zasadniczo uważał historię za powołanie (coś wybieranego bezinteresownie), Ranke uczynił z niej profesję. Pozostawił po sobie spuściznę w postaci seminaryjnych warsztatów historycznych, podczas których młodsi studenci gromadzili się wokół doświadczonego uczonego, by doskonalić rzemiosło przez bezpośrednią pracę nad źródłami. W stopniu, w jakim tylko pozwalają na to środki finansowe, model ten wciąż funkcjonuje jako szkoła zawodu dla większości młodych historyków.

Po drugie, Ranke ukuł powtarzaną wciąż frazę: "powiedzieć jedynie, jak to właściwie było". Za sprawą tej niewinnej sentencji całe księgi wypełniły się dziejopisarstwem i filozofią dziejów. Badacze (nie tylko Ranke) w taki sposób usiłowali uciec od wzorca "prawdziwej opowieści": pozbyć się drugiego członu tego określenia i ograniczyć historię do tego, co "prawdziwe". W dalszych rozdziałach omówimy to stanowisko dokładniej. Na razie zauważmy jedno: kiedy Ranke formułował swoje "jak to właściwie było", w gruncie rzeczy cytował znacznie starszego historyka - Tukidydesa. To u niego właśnie zaciągnął dług. Niezależnie od tego, co sam Ranke wniósł do dziejopisarstwa, cofnął je po raz kolejny do wieży wydarzeń politycznych. Źródła, które badał, dotyczyły władców i państw, narodów i wojen. Raz jeszcze z niej uciekliśmy, zostaliśmy jednak podzieleni, jako że reakcje przeciwko wizji Rankego zapoczątkowały rozpad historiografii na pomniejsze dziedziny. Niewielu uczonych określa obecnie samych siebie jako po prostu historyków: jesteśmy historykami społecznymi, historykami kultury, zajmujemy się historią "feministyczną" czy historią nauki albo wreszcie historią polityki. Oto jedna z przyczyn, dla których nie zamierzam w dalszej części książki ciągnąć opowieści o rozwoju historiografii: jest po prostu zbyt wiele jej rodzajów, zmierzających w zbyt wielu kierunkach. Zamiast tego przyjrzymy się historiografii dwudziestowiecznej pod kątem wybranych wątków i pytań.

[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8]  [9] 
[  góra strony  ]

Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach