Biblioteka
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:   Wirtualny Wszechświat > Biblioteka > Różne > Harry Potter. Nauka i magia  



[1]  [2]  [3]  [4] 
Dobry Samarytanin

Pokrewieństwo jest najbardziej oczywistym wyjaśnieniem, dlaczego ewolucja doprowadziła do powstania mechanizmów współpracy: współpraca pojawia się w naturalny sposób, gdy prawdopodobieństwo spotkania brata, kuzyna lub innej osoby spokrewnionej genetycznie jest dostatecznie duże (zdarzają się oczywiście wyjątki, jak przypadek Harry'ego i Dursleyów). Jeśli masz pewną cechę, która skłania cię do współpracy, to jest prawdopodobne, że członkowie twojej rodziny również wykazują tę cechę. To tłumaczy, dlaczego w koloniach owadów żyją bezpłodni robotnicy, żołnierze, gotowi poświęcić życie dla dobra kolonii i tak dalej. Ludzie są wyjątkiem, ponieważ w przeciwieństwie do zwierząt udało się im rozwiązać problem współpracy w dużych grupach osób niespokrewnionych, takich jak gracze w quidditcha. Zdarza się jednak, że pomagamy ludziom, których nie znamy i których raczej nie spotkamy po raz drugi. Co skłania Dobrego Samarytanina do udzielenia pomocy obcemu, którego zapewne nigdy więcej nie spotka, co zdarza się tylko w ludzkim społeczeństwie? Gdy Harry wykonywał drugie zadanie w Turnieju Trójmagicznym, uratował z mętnych głębin jeziora Hogwartu, gdzie czaiły się trytony, nie tylko swego przyjaciela Rona, lecz również dziewczynę, której nie znał, Gabrielle, siostrę Fleur Delacour.

Zgodnie z jednym wytłumaczeniem perspektywa spotkania tych samych ludzi w przyszłości prowadzi do pojawienia się współpracy opartej na oczekiwaniu wzajemności, jak w strategii wet za wet. Martin Nowet i Karl Sigmund zaproponowali inne wyjaśnienie: gdy ktoś ogłasza, że jest dobrym facetem, zwiększa swoje szanse uzyskanie w przyszłości pomocy jakiegoś Dobrego Samarytanina. Ich hipotezę potwierdzili doświadczalnie Manfred Milinski i Claus Wedekind z Instytutu Limnologii Maxa Plancka w Ploen w Niemczech. Jej dobrym podsumowaniem są dwie linijki z parodii harcerskiej piosenki Toma Lehrera Be careful not to do/Your good deed when there's no one watching you (Uważaj, nie czyń dobrych uczynków, gdy nikt nie patrzy). W rozplotkowanym Hogwarcie, gdzie Harry nie mógł zachować w tajemnicy ani swych treningów w roli szukającego w quidditchu, ani szczegółów walki z Voldemortem w lochach, taka strategia dobrego zachowania musiała być szczególnie skuteczna. Reputacja to ważny czynnik spajający społeczeństwo, tak przynajmniej wynika z prac Milinskiego o problemie dobra wspólnego, które uzupełniają badania Fehra.

Inne wyjaśnienie fenomenu Dobrego Samarytanina zaproponowali Rick Riolo z Centrum Badań Układów Złożonych Uniwersytetu Michigan w Ann Arbor i jego koledzy, którzy prowadzili komputerowe symulacje różnych gier. Z badań wynika, że Dobrzy Samarytanie pojawiają się nie tylko wśród osób spokrewnionych genetycznie, ale również wyróżnionych jakąś rozpoznawalną cechą - taką jak charakterystyczny strój, szkolny krawat, przynależność do klubu - plemiennym zwyczajem, wiarą religijną lub innymi memami (jednostkami przekazu kulturowego, od mody do legend). Wszystkie takie etykiety sprzyjają nawiązaniu współpracy, podobnie jak symbole domów, od lwa Gryffindoru do węża Slytherinu. "Stwierdziliśmy, że jeśli jednostki wykazują wielkoduszność w kontaktach z osobami bardzo do nich podobnymi, prowadzi to również do trwałej współpracy. Sprawdza się to nawet wtedy, gdy podstawą do oceny podobieństwa jest zupełnie arbitralna cecha" - twierdzi Riolo. Zapewne nieprzypadkowo odkrywanie wspólnych cech jest jedną z pierwszych przyjemności związanych z zakochaniem.

Z symulacji wynika, że tolerancja społeczna zmienia się w sposób cykliczny. Gdy kilka nietolerancyjnych jednostek - takich jak Ślizgoni - pojawi się w tolerancyjnym społeczeństwie, otrzymują znacznie więcej pomocy niż świadczą innym. Pierwsi Ślizgoni w Hogwarcie czerpali liczne korzyści z istniejącego układu społecznego, nie ponosząc odpowiednich kosztów; dlatego ich liczba rosła i przez całą społeczność uczniów przeszła fala nietolerancji, czemu towarzyszył spadek chęci do współpracy.

Wskutek szybkiego wzrostu liczebności Ślizgoni stali się dominującą grupą. Tak się rzeczy miały właśnie w okresie wzrostu znaczenia Voldemorta i śmierciożerców na 10 lat przed narodzinami Harry'ego; nastąpiły wówczas tragiczne czasy, kiedy czarnoksiężnicy zabijali mugoli dla zabawy. To z kolei doprowadziło do wzrostu poziomu współpracy, gdyż śmierciożercy, Ślizgoni i im podobni, choć nietolerancyjni, pomagali sobie wzajemnie. Nowa kultura stanęła wreszcie przed wyzwaniem. Opis dalszych wypadków można znaleźć w Rozwoju i upadku czarnej magii. Byłoby oczywiście głupotą twierdzić, że wszystkie komplikacje rzeczywistego życia można sprowadzić do losów wirtualnej populacji w komputerze, ale takie symulacje dają bardzo interesujące wyniki.

[1]  [2]  [3]  [4] 
[  góra strony  ]

Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach