Biblioteka
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:   Wirtualny Wszechświat > Biblioteka > Astronomia, Astronautyka > KIERUNEK KSIĘŻYC  




Alan Shepard, Deke Slayton
PIERWSZY W KOSMOSIE
[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6] 
Młody kosmonauta długo nie mógł zasnąć. Przewracał się z boku na bok. Męczyły go sny na jawie, ogarniały wspomnienia, które wydawały się odgłosami dochodzącymi zza ściany. Dziwne; nie potrafił ustalić, czy dźwięki były wspomnieniem przeszłości, czy też rozlegały się teraz. Wiedział jednak, że niektóre z nich kojarzyły mu się z ojcem - stolarzem, uzdolnionym rzemieślnikiem, który ciężko pracował, żeby zbudować ich rodzinny dom w miasteczku Kłuszyn, niedaleko Smoleńska, w zachodniej części Związku Radzieckiego.

Bolesne wspomnienia drażniły mężczyznę. Były w nich strzały i wybuchy. Ziemia drżała pod niemieckimi czołgami przejeżdżającymi przez ich miasteczko. Jako chłopiec obserwował świat rodziców żyjących pod okupacją niemiecką - świat pełen cierpienia. Pod rządami nazistów ludzie głodowali; szukali resztek płodów na polach oraz odpadków w miasteczku. Inny dźwięk stał się donośniejszy. Mężczyzna dał się ponieść marzeniu sennemu. Oto silniki samolotów. Najpierw tylko niemieckich... Potem nadlatywały samoloty z czerwonymi gwiazdami na skrzydłach. Odbywały się straszne walki. Czołgi, które wówczas wjechały do Kłuszyna, były już rosyjskie. Zaraz po zakończeniu wojny młody Jurij A. Gagarin przysięgał sobie każdej nocy i każdego dnia, w szkole i w domu, że pewnego dnia zostanie pilotem Lotnictwa Armii Czerwonej.

Przenieśli się z rodziną do większego miasta - Gżacka. Jurij ukończył szkołę, potem specjalne kursy i w 1955 roku wstąpił do lotnictwa. Dwa lata później zdobył upragnione uprawnienia pilota myśliwców. Stał się także wykwalifikowanym spadochroniarzem. Przez dwa lata służył w jednostkach liniowych, a w 1959 roku zgłosił się do nowego, niezwykłego programu.

Kosmonauta! Przeszedł trudne testy i okazał się doskonały we wszystkim, co robił. 8 kwietnia 1961 roku, zaledwie cztery dni przed ową nocą koszmarów, otrzymał wiadomość od dowódcy.

- Ty pierwszy polecisz w kosmos!

Niemożliwe. Wszystko wydawało się nierealne. Ale było prawdą. Jego przyjaciel, Herman Stepanowicz Titow, został wyznaczony na dublera. W końcu nadszedł ten dzień. Otworzyły się drzwi do nieznanego świata.

Sen i zwidy zniknęły. Gagarin spotkał się z Titowem, technikami, lekarzami, inżynierami i z komisarzem politycznym. Wszystko przebiegało spokojnie, śniadanie, ostatnie badania lekarskie. Zanim nałożył kombinezon ciśnieniowy i ciężki kask, do jego ciała przymocowano czujniki. Całkowicie zabezpieczono go przed zagrożeniami czyhającymi w kosmosie. Koledzy pomogli mu wciągnąć pomarańczowy kombinezon. Dzięki niemu zespół poszukiwawczy, który zajmie się nim po wylądowaniu, szybciej go znajdzie.

Na płycie startowej znalazł się jeszcze przed wschodem słońca. Przez kilkanaście minut stał spokojnie i badał wzrokiem wielką rakietę balistyczną SS-6, która miała go wysłać na orbitę. Na szczycie rakiety nie było głowicy. Została zastąpiona statkiem kosmicznym Wostok, ważącym ponad pięć ton.

Gagarin stał na schodach przy wejściu do windy. Odwrócił się do grupy wybrańców, którzy będą świadkami tego przełomowego momentu, oddzielającego przeszłość od przyszłości.

- Całe moje życie skupia się w tej właśnie wspaniałej chwili - zaczął. Zgromadzeni milczeli. - Wszystko, czego dokonałem, kim byłem, działo się właśnie po to, bym teraz mógł tu stać - Gagarin, ulegając wzruszeniu, spuścił głowę i starał się zapanować nad emocjami.

Ponownie podniósł głowę i uśmiechnął się.

- Oczywiście, jestem szczęśliwy - powiedział bardziej zdecydowanym głosem. - Któż by nie był? Brać udział w nowych odkryciach, być pierwszym człowiekiem, który przekracza próg kosmosu, pojedynkować się z naturą... - uśmiechnął się szerzej. - Czy można marzyć o czymś więcej?

Kiedy skończył, pomachał na pożegnanie i wszedł do windy, która zawiozła go na szczyt rakiety. Potem wspiął się po krótkiej drabince na platformę obok statku Wostok. Technicy i inżynierowie towarzyszyli mu przy wejściu. Przypięli go pasami do fotela. Gagarin skinął na znak, że jest gotowy. Zamknięto luk i zabezpieczono przed niepożądanym otwarciem.

Odliczanie się opóźniało. Było to normalne zarówno w Rosji, jak i na Przylądku. Gagarin otrzymał informację, że odkryto wadliwy zawór.

- Wkrótce naprawimy. Cierpliwości, towarzyszu Gagarin.

W końcu nadszedł czas odliczania, na który tak czekano.

- Gotownosti diesiat' minut.

Jeszcze dziesięć minut...

Poczuł grę silników. Wspaniale. Wiedział, co oznacza ten dźwięk. Chwilę później przymusił się do rozluźnienia. Odsunięto rusztowanie z platformą obsługi. Wysokie wieże odjechały do tyłu. Wyrzutnia przypominała teraz wielki kwiat z metalowych kratownic. Odczuł wstrząsy, rakieta uwolniła się od kabli.

Mijały ostatnie sekundy.

- Zażyganije! - rozległ się krzyk.

Nawet nie słysząc tej komendy, Gagarin poczuł, że nastąpił zapłon. Dwadzieścia głównych komór spalania i tuzin silniczków sterujących wytwarzało ponad czterysta ton ciągu. Trzydzieści dwa silniki pchnęły rakietę w górę, odpalono wybuchowe sworznie, trzymające ją na wyrzutni, i pierwszy kosmonauta ruszył w drogę.

Według czasu moskiewskiego była godzina 9:07. Ameryka spała jeszcze nieświadoma radości startującego Gagarina.

- Nu, pojechali! - krzyknął głośno, co wywołało uśmiechy na twarzach personelu kontroli naziemnej. Kiedy SS-6 pięknie oderwała się od wyrzutni, wielu ludzi zapomniało na chwilę o swych obowiązkach i wybiegło na zewnątrz, aby ujrzeć przyśpieszającą rakietę. Przez lornetkę można było dostrzec odrzucenie czterech silników wspomagających pierwszego stopnia. Już w tych pierwszych minutach lotu Jurij Gagarin pędził szybciej niż jakikolwiek człowiek przed nim. Następnie maszyna zniknęła za horyzontem, zostawiając po sobie kręty tor dymu na znak, że naprawdę poleciała.

W czasie narastania przeciążenia Gagarin składał regularne meldunki. Był młody i silny, łatwo wytrzymywał przyśpieszenie. Po odrzuceniu silników wspomagających drugi stopień nadal rozpędzał rakietę. Przeciążenie w kabinie pilota sześciokrotnie przekraczało siły ziemskiej grawitacji.

[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6] 
[  góra strony  ]

Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach