Biblioteka
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:   Wirtualny Wszechświat > Biblioteka > Astronomia, Astronautyka > KIERUNEK KSIĘŻYC  



[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6] 
Bardziej niepokojące niż osiągnięcia Rosjan w kosmosie było rozprzestrzenianie się komunizmu na sąsiadującej Kubie. Widząc tyranię Fidela Castro, emigranci kubańscy mieszkający w Stanach i innych krajach sąsiadujących z Kubą zapragnęli rewanżu. Byli gotowi siłą obalić samozwańczego przywódcę. Kennedy znalazł się w niezręcznej politycznie sytuacji. Konflikt narastał od czasów prezydentury Eisenhowera. Eisenhower zgodził się na operację zbrojną pod egidą CIA, która miała szkolić i finansować grupę inicjującą powstanie zbrojne na Kubie. Operacja okazała się kulą u nogi w czasie, kiedy Kennedy i jego poprzednicy starali się uniknąć ingerowania w zmiany polityczne dokonujące się w Ameryce Łacińskiej.

Kennedy nie chciał wspierać ryzykownej i moralnie wątpliwej inwazji. Jego doradcy, a także i przywódcy uchodźców, zapewniali go, że inwazja zmobilizuje naród kubański do powstania przeciwko Castro. W końcu zorganizowano kubańską armię uchodźców. Od Amerykanów oczekiwano tylko pomocy z powietrza, w tym zestrzeliwania komunistycznych samolotów myśliwskich, które zostaną wysłane przeciwko atakującym bombowcom.

Lotniska w Gwatemali rozbrzmiewały hukiem dwusilnikowych bombowców B-26 Invader, których załogi już od miesięcy przygotowywały się do inwazji. Miały uderzyć w kubańskie cele strategiczne. Tysiąc sześćset kilometrów od ojczyzny, na terenach południowej Florydy, Kubańczycy ćwiczyli desant inwazyjny. Byli gotowi. Jeśli atak nie nastąpi teraz, jak planowali, prawdopodobnie nigdy nie obalą Fidela Castro.

Uchodźcy kubańscy prosili o pomoc powietrzną. Kennedy obiecał, że amerykański lotniskowiec będzie stacjonować w rejonie Zatoki Świń, aby wspierać Kubańczyków w czasie inwazji. Ochotnicy armii Wolnej Kuby mieli nadpłynąć pod osłoną amerykańskich dział i myśliwców bombardujących.

Przed planowaną na 17 kwietnia inwazją lot Gagarina zszedł na drugi plan. Kiedy szesnaście bombowców B-26 stacjonujących w San Antonio de los Banos i Santiago przygotowywało się już do ataku, John Kennedy się zawahał. Podjął decyzję niezrozumiałą dla jego najbliższych doradców. Kazał mianowicie zredukować siły powietrzne z szesnastu do ośmiu bombowców. Najlepsi piloci Wolnej Kuby, świadomi tego, że ich życie jest zagrożone, rozpoczęli uderzenie na lotniska komunistyczne.

Samoloty reżimowe przeszły do kontrataku, eliminując bombowce ochotników. Ostatkiem sił piloci błagali o amerykańską pomoc powietrzną, którą obiecał im Kennedy. Do Zatoki Świń dobijały oddziały inwazyjne. Po ostrzelaniu z karabinów maszynowych zostały one doszczętnie rozbite. Myśliwce amerykańskie ruszały do ataku. Śmigła już się kręciły, gdy nagle otrzymano rozkaz z Białego Domu: "Atak odwołany. Wstrzymać samoloty. Nie atakujcie. Powtarzam. Nie atakujcie!". Ci, którym udało się cudem przeżyć kontratak Castro, przeklęli amerykańskiego prezydenta. Kennedy'ego nazwano tchórzem, kłamcą i człowiekiem, dla którego dane słowo nic nie znaczyło. Z powodu braku jego zdolności przywódczych zginęły niepotrzebnie tysiące ludzi.

Media miały swój wielki dzień. Fotoreportaże z koszmaru, relacje telewizyjne i wypowiedzi ocalałych świadków dokumentowały złamane obietnice Johna F. Kennedy'ego. Naród amerykański nigdy gorzej nie oceniał młodego prezydenta. Kennedy potrzebował teraz bardzo odważnych i przełomowych działań. Postawił na przyszłość USA w kosmosie. Wezwał Lyndona Johnsona i zaczął go wypytywać:

- Powiedz mi, jak zaawansowane są prace związane z podbojem kosmosu? Czy mamy szansę pokonać Rosjan, umieszczając stację badawczą na orbicie albo odbywając podróż dookoła Księżyca? A może wyślemy człowieka na sam Księżyc? Czy istnieją inne programy kosmiczne, które dałyby nam zwycięstwo?

Kennedy i Johnson związali swe losy z przyszłością Stanów Zjednoczonych. W Waszyngtonie Wiesner i jego współpracownicy próbowali ostudzić zapał. Pierwszy amerykański lot w kosmos planowano na 2 maja. Niepowodzenie mogło jednak narazić na szwank reputację kraju. 25 kwietnia amerykański załogowy program kosmiczny poniósł kolejną porażkę. Potężny Atlas, unosząc pustą kapsułę Mercury, zboczył z kursu, eksplodował i spadł na Ziemię w płomieniach. Trzy dni później rakieta Little Joe, która miała przetestować system ratowniczy statku Mercury, wymknęła się spod kontroli i uległa zniszczeniu.

Następnego dnia na spotkaniu w Gabinecie Owalnym Wiesner namawiał prezydenta, żeby przełożyć pierwszy lot w kosmos na późniejszy termin. Radził też, że skoro Kennedy upiera się przy kontynuacji programu, lot należy przeprowadzić w tajemnicy, unikając publicznej kompromitacji w przypadku niepowodzenia.

Mała grupa urzędników zastanawiała się, jak NASA ukryje taki lot, skoro tłumy dziennikarzy miały kamery wycelowane w Przylądek, korzystały z helikopterów i awionetek, a także podsłuchiwały łączność radiową NASA. Kennedy postanowił uczynić Amerykę zdobywczynią kosmosu. Nie będzie żadnych tajemnic związanych z lotem człowieka w kosmos. Miał poparcie Johnsona, który poinformował uczestników narady, że niepowodzenia Atlasa i Little Joe nie mają wpływu na program związany ze statkami Redstone i Mercury. Dyrektor Rady Przestrzeni Kosmicznej również opowiedział się za startem. Przedłożył listę pozytywnych danych na temat Redstone.

- Lot się odbędzie - zdecydował. - I uda się! Ryzyko niepowodzenia jest nie większe niż ryzyko katastrofy samolotu rejsowego stąd do Los Angeles, spowodowanej złymi warunkami pogodowymi. Dlaczego mamy więc opóźniać sukces?

Kennedy skinął głową. Mieli pozwolenie.

Wśród astronautów wzrastało napięcie. Ogłoszono cywilny program kosmiczny i pierwszy lot musiał się udać. Wszyscy w zespole - astronauci, inżynierowie, technicy i naukowcy - przez okrągłą dobę pozostawali w pełnej gotowości. Glenn i Grissom nie odstępowali Sheparda na krok, niczym jego cienie, gotowi go wspierać w każdej chwili. Dziennikarze również wciąż im towarzyszyli.

- Kto będzie pierwszy? - bez końca zadawano to samo pytanie.

Można się było tego domyślić i bez oficjalnego orzeczenia. To Alan najwięcej czasu spędzał w symulatorze. Nazwisko astronauty przekazano prasie na trzy godziny przed planowanym terminem lotu 2 maja. Associated Press otrzymała nawet potwierdzenie od samego Sheparda. Odetchnął z ulgą. Nareszcie mógł się skupić wyłącznie na locie.

[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6] 
[  góra strony  ]

Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach