Biblioteka
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:   Wirtualny Wszechświat > Biblioteka > Astronomia, Astronautyka > KIERUNEK KSIĘŻYC  



[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6] 
Alan był gotów, rakieta i wszystko inne też. Shepard nie wystartował jednak tego dnia. Ciemne, niskie chmury okryły niebo i Walt Williams odwołał start. Dyrektor Operacji Załogowych miał rację. Potrzebny był wyraźny obraz Redstone i jej cennego ludzkiego ładunku.

- To chyba moje przeznaczenie, nigdy nie oderwę się od tej planety - westchnął Alan Shepard.

- Niezupełnie, Alan - zauważył jego lekarz Bill Douglas, uśmiechając się do skrzywionego pilota. - Wszyscy doczekamy dnia startu. Rzecz w tym, że chcesz nie tylko wystartować, ale i powrócić, prawda?

Shepard uśmiechnął się i skierował do symulatora, aby chociaż poudawać, że latał.

Minęły trzy dni. Shepard czuł, że przesunięcie terminu startu zmniejszyło jego zdenerwowanie. Przed 2 maja śniły mu się rakiety wymykające się spod kontroli i wybuchające w powietrzu. Naoglądał się trochę takich scen. Nie opuszczał go jednak duch oblatywacza. Wiedział, jak poradzić sobie z niepotrzebnym przygnębieniem.

Kiedy zbliżał się 5 maja, nowo wyznaczony dzień startu, Shepard był wyjątkowo spokojny.

Wieczorem 4 maja zaczęli się denerwować pozostali astronauci i technicy, wszyscy oprócz Sheparda. Wciąż istniały wątpliwości co do pogody, sprawności rakiety, systemu ratowniczego i tak dalej, ale nikt nie śmiał rozprawiać na te tematy. Atmosfera zrobiła się ciężka. Shepard poszedł do swojego pokoju. Czuł potrzebę podzielenia się swoimi odczuciami, więc zatelefonował do domu, do Virginia Beach.

- Halo? - Już po pierwszym dzwonku usłyszał jej głos.

- Louise!

- Cześć, Alan. - Chwila milczenia. - Miałam nadzieję, że się odezwiesz.

- Tak, to ja. Jutrzejszy dzień zapowiada się obiecująco. Myślę, że wystartujemy.

- To wspaniale - Alan ujrzał w myślach jej uśmiech.

- Zanosi się na pogodę.

- Na pewno zrobi się ładnie! - Nie miała wątpliwości. - To będzie twój szczęśliwy dzień.

- Czuję się dobrze i pewnie. W domu wszystko w porządku?

- Jak najlepiej, Alan. Twoi rodzice są tutaj.

- Rozumiem. Chciałbym z nimi porozmawiać, a potem z dziewczynkami.

Kilka minut później Louise ponownie była już przy telefonie.

- Będziemy cię oglądać w telewizji. Pamiętaj, żeby pomachać przed startem.

- Racja - uśmiechnął się. - Otworzę okienko i wystawię rękę.

Zaśmiała się serdecznie.

- Wszystko się uda. Uważaj na siebie, kochanie. I szybko wracaj do domu.

- Wrócę.

- Kocham cię.

- Ja też cię kocham, Louise.

Te słowa ukoiły go niczym balsam.

Lekarz Bill Douglas obudził Alana wcześnie rano. Jak każdego dnia pracy, Shepard z uśmiechem ogolił się i wziął prysznic, po czym spałaszował śniadanie: filet mignon, jajka, sok pomarańczowy i herbatę. Po jedzeniu udał się na codzienną konsultację lekarską. Lekarze jak zwykle opukali go, osłuchali i zmierzyli co trzeba, po czym umocowali na nim baterię czujników. Tuż po godzinie 4 rano ubrany w kombinezon wyruszył z Douglasem i Gusem Grissomem do hangaru S na płycie startowej. Jechali minibusem, który Shepard porównywał do bydlęcego samochodu.

- Gus, czy ty naprawdę wiesz, co to znaczy być astronautą? - Shepard niespodziewanie zwrócił się do Gusa Grissoma, parodiując Billa Danę, który lubił udawać wystraszonego astronautę Jose Jimineza.

- Nie, Jose - odparł Gus. - Powiedz mi.

- To znaczy, że musisz być odważny, mieć odpowiednie ciśnienie krwi i cztery nogi.

- Dlaczego cztery, Jose?

- Ponieważ tak naprawdę chcieli wysłać psa, ale doszli do wniosku, że byłoby to zbyt okrutne.

Minibus zatrzymał się na płycie startowej. Sytuacja wymagała powagi. Alan Shepard wstępował oto w obcy świat, tonący w światłach reflektorów. Wiatr świstał w przewodach płynnego paliwa. Ubrany w srebrny kombinezon pilot wydawał się istotą z innej planety. Spojrzał w górę, przez chwilę oślepiony blaskiem błękitnobiałych lamp. Po chwili skierował się do windy. Miał wjechać na szóste piętro. Zatrzymał się jeszcze, niemal zahipnotyzowany widokiem cuda, jakim była rakieta Redstone ze statkiem Mercury. Para unosiła się nad zbiornikiem z ciekłym tlenem. "Nigdy więcej nie zobaczę tej rakiety" - pomyślał. Obracał głową w kasku, pragnąc zachować tę chwilę w pamięci. Wreszcie ruszył do windy. Zatrzaśnięcie drzwi było radosnym sygnałem dla ludzi pracujących dzień i noc, zawsze w cieniu sukcesu Rosjan. Teraz zaś miała wystartować amerykańska rakieta kosmiczna. Alan odwrócił się i pomachał całemu zespołowi.

Miał wrażenie, że zabiera ich wszystkich ze sobą. Chciał krzyknąć do nich, ale słowa uwięzły mu w gardle. Czuł, że jeśli zacznie mówić, emocje wezmą górę i...

- To dla ciebie - zwrócił się do niego lekarz, Bill Douglas, podając mu pudełko kredek. - Ot, tak, żebyś miał tam w górze co robić.

Po chwili Alan znalazł się w sterylnym Białym Pokoju, który otaczał kapsułę mającą go unieść z tego świata. John Glenn potwierdził, że wszystko jest gotowe. Uścisnęli sobie ręce i Alan wygodnie się usadowił.

Na burcie kapsuły widniały słowa Freedom Seven. Wybór Alana. Freedom (wolność), bo słowo to oddaje uczucia patriotyczne. Seven (siedem), ponieważ chodziło o siódmą kapsułę wyprodukowaną dla Programu Mercury. Równocześnie był to kryptonim siódemki astronautów.

[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6] 
[  góra strony  ]

Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach