Biblioteka
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:   Wirtualny Wszechświat > Biblioteka > Astronomia, Astronautyka > KIERUNEK KSIĘŻYC  



[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6] 
Mercury nie miał kształtu opływowego. Przypominał ścięty stożek o wysokości trzech metrów i średnicy około metra osiemdziesięciu centymetrów u podstawy. Kiedy Alan wślizgnął się na swój fotel i przypiął do niego pasami, właściwie poruszać mogły się już tylko jego oczy. Przygotowując kapsułę do tego lotu, NASA umieściła na półce pakiet z zapasowym spadochronem. Shepard miał go użyć, gdyby awaria nastąpiła już po otwarciu spadochronu głównego. Sięgnąłby wtedy po spadochron zapasowy, otworzył właz i jakoś wydostałby się z kapsuły. Każdy, kto widział ciasne wnętrze Freedom Seven, rozumiał, że spadochron zapasowy był tam tylko po to, żeby nikt nie mógł zarzucić, iż pilotowi nie dano możliwości ratunku. W rzeczywistości użycie tego spadochronu było praktycznie niemożliwe.

Usadowiwszy się, Alan zobaczył na pulpicie sterowniczym małą kartkę z napisem: "Gra w piłkę ręczną zabroniona". Glenn zajrzał przez luk, uśmiechając się do Alana. Alan oddał mu kartkę. Przygotowano właz do zamknięcia. Alan spojrzał na Glenna i podniósł kciuk do góry.

- Do zobaczenia wkrótce!

- Szczęśliwego lądowania, poruczniku! - pozdrawiała Alana stojąca za Glennem obsługa wyrzutni.

Właz zamknięto. Alan Shepard pozostał sam w kabinie statku, której wnętrze było mniejsze od wnętrza budki telefonicznej. Poczuł ciarki na plecach, kiedy uzmysłowił sobie, że w istocie siedzi na wielkiej bombie. Odsunął tę myśl, skupiając się na programie lotu. Sprawdził radio i konfigurację aparatury pokładowej. Mrowienie ustąpiło. Shepard spojrzał przez peryskopowy wizjer umieszczony pośrodku pulpitu sterowniczego. Zobaczył na zewnątrz obsługę wciąż krzątającą się przy statku. Po chwili razem z rusztowaniem rakiety zaczęła się oddalać i maleć w oczach. Przez wizjer zobaczył też słońce prześwitujące zza chmur. W dole ujrzał kilku pracowników wykonujących ostatnie czynności u podstawy rakiety. Zerknął na zegar w kapsule. Do odliczania zostało zaledwie piętnaście minut. Na zewnątrz słońce świeciło coraz słabiej. A niech to! Zachmurzenie.

Odliczanie wstrzymano. Wszyscy siedzieli jak na szpilkach, czekając na przejaśnienie. Nikomu nie podobało się zwlekanie z odliczaniem. To stwarzało jedynie możliwość nieprzewidzianej awarii. I stało się. Dyrektor startu kazał z powrotem przysunąć rusztowanie do rakiety. Zauważono usterkę małego urządzenia elektrycznego. Była niewielka, ale błąd należało naprawić. Spowodowało to opóźnienie lotu o godzinę i dwadzieścia sześć minut.

Odliczanie zawieszono na dość długo, więc Gordo Cooper, główny Kapkom, przed startem starał się zająć Sheparda rozmową. Bill Douglas też zachowywał się jak kwoka martwiąca się o swoje pisklę. Wernher von Braun podszedł do stanowiska łączności, denerwując się opóźnieniem nie mniej niż Shepard.

- Gordo?

- Tak, Alan.

- Powiedz Shorty'emu Powersowi, żeby zadzwonili do Louise. Chcę, żeby usłyszała od nas osobiście, że u mnie wszystko w porządku. Trzeba jej wytłumaczyć, że nie ma się czym martwić.

- Załatwione.

Opóźnienie wywołało też potrzebę fizjologiczną. Shepard siedział na szczycie Redstone tak długo, że musiał się już załatwić. A to nie było proste. Suborbitalny lot miał trwać tylko 15 minut. Nikt nie pomyślał, żeby wyposażyć Sheparda w system do oddawania moczu.

- Gordo!

- Co, Alan?

- Człowieku, muszę się wysikać!

- Co takiego?!

- Dobrze słyszysz! Muszę się wysikać. Siedzę tutaj już wieki. Rusztowanie ciągle jest przy rakiecie, dlaczego więc, chłopcy, nie pozwolicie mi wyjść rozprostować kości?

- Nie rozłączaj się - odparł Gordo. Odezwał się po kilku minutach. - Nie ma mowy, Alan. Wernher stwierdził, że nie starczy czasu na otwieranie Białego Pokoju. Powiedział, że musisz zostać w środku.

- Gordo, nie wytrzymam! - krzyczał Shepard. - Mam tu zostać jeszcze kilka godzin, w ciągu których chyba eksploduję!

- Wernher się nie zgadza.

W Alanie rosła złość.

- Do cholery, Gordo - mówił. - Musimy coś zrobić. Do diabła, powiedz im, że zsikam się w kombinezon!

- Nie, nie, mój Boże, nie możesz tego zrobić! - krzyknął Gordo. - Lekarze twierdzą, że zniszczysz ich czujniki.

- Powiedz im, żeby wyłączyli zasilanie! - odwarknął Alan.

- W porządku, Alan, wyłączone.

Rozwiązanie okazało się proste. Żaden autor książek fantastycznonaukowych nie napisał takiego scenariusza. Shepard po prostu nie wytrzymał, a ponieważ znajdował się w pozycji półleżącej, ciecz spłynęła do tyłu. Jakby przewidziano takie sytuacje. Jego ciężka bielizna wchłonęła natychmiast mocz, a czysty tlen przepływający przez kombinezon zadziałał jak błyskawiczna suszarka.

Wznowiono odliczanie. Rusztowanie odjechało. Alan patrzył na morskie fale. Tak zalecił mu lekarz. Spokój i odprężenie. Pięć minut. Trzy minuty. Dwie minuty i czterdzieści sekund do startu. Shepard znów usłyszał złowrogie słowo:

- Zatrzymać!

- Alan - włączył się natychmiast Gordo. - Musimy zatrzymać odliczanie, bo pojawił się mały problem z komputerem...

- Cholera! - jęknął Alan. - Siedzę tutaj już ponad trzy godziny. I mimo to jestem o wiele spokojniejszy od was, chłopcy. Dlaczego, do diabła, nie naprawicie czego trzeba i nie podpalicie w końcu tej świecy?!

Naprawili. Wznowiono odliczanie. Kiedy było T-minus 2 minuty,* Alan usłyszał głos Deke'a. Nareszcie coś przyjemnego. Od tej chwili Deke Slayton, z którym Alan rozumiał się prawie bez słów, będzie głównym Kapkomem misji. Gordo znajdował się w schronie zaraz obok płyty startowej. Deke stał przed konsolą w sali Kontroli Misji trzy kilometry dalej. Oprócz niego w pomieszczeniu było jeszcze piętnaście osób, które siedziały za trzema rzędami monitorów i miały nadzorować każdy moment lotu. Monotonnym głosem Deke odliczał ostatnie sekundy.

* T - pierwsza litera ang. Time (czas), oznaczająca czas startu (przyp. red.).

Tuż przed startem Shepard powiedział sam do siebie: "Deke i Ten na górze będą mieć na ciebie oko, Shepard. Więc nie schrzań. Twój tyłek poleci w kosmos, ciągnąc za sobą to, co jeszcze pozostało z amerykańskiego programu lotów załogowych". Gdy włączono pompy paliwowe rakiety Redstone, kabina zaczęła wibrować.

Alan Shepard, Deke Slayton

Przełożyła Maria Fredro-Boniecka

[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6] 
[  góra strony  ]

Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach