Biblioteka
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:   Wirtualny Wszechświat > Biblioteka > Medycyna, psychologia > KOBIETA. Geografia intymna  



[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8]  [9] 
Samiczki lemura i czepiaka także mają niezwykle duże łechtaczki. Łechtaczka samicy afrykańskiej hieny cętkowanej jest tak ogromna, że wygląda jak penis samca. Narząd ten zupełnie nie przypomina typowej łechtaczki ssaka; zarówno pochwa, jak i łechtaczka mieszczą się w jednej, podłużnej części ciała. Samica hieny odbywa stosunki za pośrednictwem tej fallicznej wypukłości i rodzi przez łechtaczkę. (A jeśli myśl o tym sprawia, że się wzdrygacie, to bardzo proszę, możecie wzdrygać się dalej, bo tak właśnie jest). Inaczej jednak niż bonobo, hiena cętkowana nie korzysta ze swego imponującego organu, aby oddawać się codziennej zmysłowości, jej zainteresowanie seksem ogranicza się bowiem do okresów rui. Wydaje się, że rozmiar narządu jest przypadkowy - to skutek wystawienia żeńskiego płodu na wpływ dużych ilości testosteronu, który maskulinizuje zewnętrzne narządy rodne. (Hormonalny status hieny cętkowanej okazuje się dla nas ciekawy z innych jeszcze powodów, co omawiam szerzej w rozdziale poświęconym agresji samic).

Zdumiewająca łechtaczkopochwa doskonale spełnia swą funkcję u hieny, jednego z najliczniej występujących mięsożerców Afryki, jednakże nie jest dostatecznie atrakcyjna, by ewolucja zechciała wykorzystać ją także u innych zwierząt. Z reguły łechtaczka samicy ssaka to twór samodzielny, przez który nic nie przechodzi w żadnym kierunku. I wydaje się, że u wielu gatunków odgrywa przeznaczoną jej rolę - czyli ma zdolność orgazmiczną. Piszę "wydaje się", gdyż choć pozornie łatwo stwierdzić, czy zwierzę szczytowało, trudno w tej materii o niezbite dowody. Naukowcy, którzy obserwowali kopulujące naczelne, zauważyli, że podczas stosunku samica rozwiera pysk w ekstatyczny kształt litery O, a oczy, na podobieństwo rekina, uciekają jej w tył głowy, tak jak u samca podczas ejakulacji. Czy jednak odczuwa spazmatyczne skurcze mięśni, które my, znawczynie przyjemności seksualnych, uważamy za niezbywalną oznakę orgazmu? Prowadzone dotychczas badania objęły tylko nieliczne gatunki naczelnych i polegały na umieszczeniu w pochwie samicy nadajnika mierzącego aktywność jej macicy podczas uciech płciowych (natury homoseksualnej, dodajmy, aby aparatura nie uległa uszkodzeniu). Stwierdzono, że u każdej testowanej małpki igła EEG wykonuje maleńki taniec, wykazując drgania neuromięśniowe właśnie wtedy, gdy pyszczek zwierzątka opowiada historię O.

Aczkolwiek anatomom i rozmaitym zainteresowanym zdarzało się w przeszłości doceniać znaczenie łechtaczki, nie oznacza to, iż narząd ów był kiedykolwiek przedmiotem wyczerpujących badań. Nancy Friday sarka na milczenie okrywające tę kwestię. Zżyma się, iż dziewczęta, przeciwnie niż chłopcy, nie mogąc poznać szczegółów swej anatomii, są skazane na "mentalną klitoridektomię" (wycięcie łechtaczki). Jako matryfobka, winą za taki stan rzeczy Friday obarcza matki i ich zawzięcie represyjne, psychochirurgiczne metody; jednak, prawdę mówiąc, również autorzy książek medycznych nie rozwodzą się nad tymi zagadnieniami. Poszukiwania w Medline - największej na świecie komputerowej bazie danych medycznych - przynoszą informację jedynie o 60 wzmiankach na temat clitoris w ciągu pięciu lat (wobec ponad trzydziestokrotnie większej liczby odwołań do określenia penis). Tylko dwie monografie akademickie, obie sprzed kilkudziesięciu lat, poświęcone są łechtaczce, jedna zatytułowana The Clitoris (Łechtaczka), druga zaś The Classic Clitoris (Klasyczna łechtaczka). Nawet podręczniki ginekologii traktują ten narząd pobieżnie, poświęcając mu zaledwie stronę czy dwie. Owo zawodowe lekceważenie wynika po części z faktu, iż medycyna zajmuje się schorzeniami, łechtaczka zaś, na szczęście, rzadko bywa ogniskiem choroby. Wszelako, przynajmniej w Ameryce, ten brak uwagi odzwierciedla przede wszystkim zwykłą pruderię, czego skutkiem są trudności w uzyskaniu państwowej dotacji na badania morfologii małych greckich guziczków. Clitoris najwyraźniej trzeba badać we Włoszech.

Łechtaczka pobudziła ciekawość współczesnych naukowców pod jednym tylko względem, a to za sprawą pytania, czy w ogóle powinnyśmy ją mieć. Być może same zastanawiałyście się nad tym; być może, w wolnych chwilach, rozważając niespiesznie stereotypy płciowe, dziwiłyście się, dlaczego właśnie kobiety mają organ przeznaczony wyłącznie do rozkoszy seksualnej, skoro do rozkoszy tej dążą podobno jedynie mężczyźni. Właśnie mężczyzn przedstawia się jako tych, którzy bez przerwy "mają na to ochotę", kobiety zaś ponoć wolą się tylko przytulić. Tymczasem wydolna seksualnie kobieta może przeżywać pięćdziesiąt do stu orgazmów na godzinę, a mężczyzna ma się za wielkiego koguta, gdy uda mu się szczytować trzy- lub czterokrotnie w ciągu nocy. Być może to jakiś kosmiczny dowcip, taki sam dysonans seksualny jak ten, który sprawia, że mężczyzna odczuwa największy popęd płciowy, zanim stanie się całkiem męski - w wieku osiemnastu lub dwudziestu lat - podczas gdy kobieta rozkwita w pełni dopiero około trzydziestki albo wręcz czterdziestki (jak ujęła to pewna aktorka telewizyjna: akurat wtedy, gdy jej mąż odkrywa, iż najbardziej pociąga go ulubiony fotel). Niewykluczone również, że niektóre z was myślały, iż łechtaczka to przypadek, że właściwie prawie jej nie ma, że to złudzenie, a nie anatomia. Istotnie, jest mała i trudno ją dostrzec wśród otaczających fałd sromu. Dla anorgazmicznych kobiet, które nie szczytują bez względu na to, jak się szamoczą i miotają, łechtaczka jest prawdopodobnie najbardziej przereklamowanym kawałkiem tkanki od czasów nosa Pinokia, czymś, co owszem, działa u niektórych, lecz reszta nie może na niej polegać. Marilyn Monroe, najbardziej wyeksploatowany symbol seksu w XX wieku i niewątpliwe źródło autowytryskowej uciechy dla tysięcy wielbicieli, wyznała przyjaciółce, że pomimo trzech związków małżeńskich nigdy nie osiągnęła orgazmu. Czy wobec tego Immanuel Kant, który zmarł, rzekomo nie zaznawszy kobiety, istotnie był takim smutnym seksualnym naiwniakiem?

Tak się składa, że ewolucjoniści toczą dziś ożywiony spór o cel istnienia łechtaczki i jej serdecznego kumpla, kobiecego orgazmu. Pytają, czy zdolność do szczytowania coś kobiecie daje i zdolność ową można uznać za wynik adaptacji, ukształtowany z upływem czasu przez dobór naturalny, czy też jest to - zapożyczając określenie Stephena Jaya Goulda - cudowny przypadek. Dyskusja owa dostarcza nam mnóstwo dobrej, czystej, sprośnej zabawy, o niebo przyjemniejszej od ponagleń z lat siedemdziesiątych, abyśmy wzięły lusterko i przyjrzały się swoim genitaliom. Dodaje łechtaczce odrobinę zawadiackiego prestiżu; takie bywają skutki otarcia się o darwinizm. Ale spór ten stanowi również źródło pewnego niepokoju. Niektórzy naukowcy wyrażają pogląd, i to na piśmie, że kobiecy orgazm jest do tego stopnia zbędny, iż znajduje się prawdopodobnie na najlepszej drodze do zaniku; jedno pechowe wahnięcie koła ewolucji i te włókna nerwowe nigdy już nie zapłoną.

Nie uprzedzajmy wszakże wypadków. Przyjrzyjmy się chłodnym okiem wszystkim za i przeciw, rozważmy rozmaite teorie na temat pochodzenia łechtaczki. Wówczas dopiero samodzielnie postanowimy, czy wolno nam ulec błogiemu przekonaniu o niezbywalnej celowości owego narządu, czy też pora zacząć składać ofiary bogini Klitoris i jej ziemskim kapłankom, bonobo-a`-go-go.

[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8]  [9] 
[  góra strony  ]

Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach