Biblioteka
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:   Wirtualny Wszechświat > Biblioteka > Medycyna, psychologia > KOBIETA. Geografia intymna  



[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8]  [9] 
Nie powinnyśmy się dziwić, że łechtaczka uwielbia władzę lub że ma skomplikowaną naturę. Dla kobiet seks zawsze wiązał się z ryzykiem. Możemy zajść w ciążę, nabawić się choroby, utracić przynoszącą szczęście laktozę. Lecz równocześnie należymy do naczelnych. Może nie jesteśmy małpami bonobo, ale nie przypominamy też owiec rozmnażających się sezonowo. Kobieca bezbronność wymaga skutecznej ochrony, a łechtaczka to nasz magiczny płaszcz. Ona mówi nam o ogromnej roli radości, o tym, że nie należy lekko traktować naszego światła, seksualnego blasku. Zespala informacje pochodzące z różnych źródeł, ze świadomości i nieświadomości, z kory mózgowej, podwzgórza i obwodowego układu nerwowego, po czym stosownie reaguje. Kiedy odczuwamy lęk, robi się obojętna. Kiedy czujemy nudę lub obrzydzenie, pozostaje niema. Gdy jesteśmy podniecone i silne, zmienia się w sprężystą małą pałeczkę - wskazuje drogę, tu przyspiesza, tam zwalnia, andante, allegro, crescendo, refren.

Niektórzy znawcy twierdzą, że dobór naturalny celowo obdarzył kobiety mniejszym popędem płciowym niż mężczyzn, nie powinnyśmy bowiem biegać byle gdzie, puszczając się z byle kim i ryzykując, że zapłodni nas jakiś genetyczny nieudacznik. Powyższa teoria to wierutna bzdura. Z niezliczonych względów społecznych i emocjonalnych seks jest dla nas zbyt ważny, abyśmy pozostawały nań obojętne. Kobiety dają wiele dowodów zdrowego popędu płciowego i reagują na bodźce seksualne równie szybko jak mężczyźni. Pokażcie kobiecie film pornograficzny, a jej pochwa nabiegnie krwią w takim samym czasie jak prącie męskiego widza. Nie ulega wszakże wątpliwości, że kobiecy popęd płciowy odznacza się złożonością. W dużym stopniu zależy od procesów myślowych, nastroju, doświadczeń, Furii. A łechtaczka znajduje się w oku cyklonu. Wie znacznie więcej niż pochwa i jest doradcą bardziej godnym zaufania - pamiętajcie, że kobieta w czasie gwałtu może być mokra od wydzieliny, lecz prawie nigdy nie szczytuje. Założenie, iż kobieta ma wyrafinowany popęd płciowy, wydaje się doprawdy bardziej logiczne od pomysłu, że jej popęd ma charakter prostacki lub został stłumiony. Kiedy kobieta utrzymuje kontrolę nad swą seksualnością, kiedy czuje się silna, podejmując decyzje seksualne, i kocha się, z kim chce i kiedy chce, ma duże szanse na osiągnięcie przyzwoitego rezultatu. Prawdopodobnie uprawia wówczas seks z mężczyznami, których uważa za atrakcyjnych i z którymi z różnych powodów dobrze się czuje, realizując w ten sposób swoje plany osobiste, społeczne i genetyczne.

Łechtaczka jest elastyczna. Potrafi dostosować się do różnych środowisk i norm kulturowych. Wśród naszych przodkiń o stosunkowo rozwiązłych obyczajach, stanowiących zresztą normę u naczelnych, łechtaczka mogła - jak twierdzi Hrdy - pełnić funkcję stymulatora nieustannych eksperymentów. Ja jednak w przeciwieństwie do Hrdy uważam, że łechtaczka umie się świetnie dostosować również do zasad współczesnej monogamii i że wzmacnia więzy małżeńskie oraz miłosne, kiedy więzy takie służą interesom kobiety. W Stanach Zjednoczonych, kraju wynoszącym małżeństwo na niebotyczne wyżyny, kobiety zamężne są przeważnie orgazmiczne. Według badań Sex in America (Seks w Ameryce), przeprowadzonych przez naukowców z Uniwersytetu w Chicago w 1994 roku, podczas spółkowania szczytuje zazwyczaj trzy czwarte zamężnych kobiet w porównaniu z niecałymi dwiema trzecimi kobiet niezamężnych. Co więcej, kobiety, które odpowiadały, że szczytują za każdym razem, gdy się kochają, najczęściej należały do grupy zamężnych, konserwatywnych chrześcijanek. I czemuż by nie? Dla naszych bogobojnych sióstr małżeństwo to sakrament, co oznacza, że każdy ruch na małżeńskim materacu jest wydarzeniem świętym i podniosłym. Racja daje siłę, za mocą idzie chwała; być może owe przeciwniczki rewolucji seksualnej okażą się jeszcze cesarzowymi seksu.

Istnieje też inna grupa dowodów przemawiających za tym, iż łechtaczka ma władzę. Z ostatnich prac brytyjskich naukowców, Robina Bakera i Marka A. Bellisa, wynika, że orgazm daje kobietom tajemną kontrolę nad plemnikami, które są albo wchłaniane, albo odpychane. Badacze ci twierdzą, że czas, który mija od wytrysku mężczyzny do orgazmu kobiety, wpływa na to, czy nasienie dotrze do komórki jajowej. Otóż gdy kobieta szczytuje tuż po ejakulacji partnera, szyjka jej macicy dokonuje zdumiewającego wyczynu - pulsując rytmicznie, wyciąga się jak pyszczek ryby i wsysa nasienie złożone u jej progu. Pokazano to na wideo; mikro-kamera, przytwierdzona do penisa mężczyzny, zarejestrowała tajemny obraz stosunku płciowego: mleczne strumienie nasienia, powiewające niczym wiotkie szarfy, i późniejszy trzepot szyjki macicy, zanurzonej w ofiarowanej puli genetycznej i wciągającej ejakulat miękkimi, ssącymi ruchami. Nie wiadomo jeszcze, czy palpitacje szyjki istotnie zwiększają prawdopodobieństwo dotarcia plemników do komórki jajowej. Jednak wstępne wyniki uzyskane przez Bakera i Bellisa wskazują, że jeśli orgazm kobiety przypada od kilkunastu sekund do czterdziestu minut po wytrysku partnera, to ma ona większe szanse na zapłodnienie niż kobieta, która nie szczytuje wcale lub której orgazm nastąpił przed tym sporym przedziałem czasowym lub po nim.

Być może dane te są dyskusyjne, lecz ogólnej argumentacji nie da się zanegować - orgazm kobiecy to ostateczny wyraz naszego wyboru. Skoro seksualna reaktywność kobiety wiąże się z poczuciem siły i swobodnym wyborem konkretnego partnera w konkretnej chwili, to czemuż by szyjka macicy nie miała podjąć ostatecznej decyzji, wchłaniając nasienie, które wyróżniła ekstaza właścicielki? Baker i Bellis proponują koncepcję rywalizacji plemników: samce rywalizują ze sobą - krzyżują rogi lub szpady - natomiast plemniki ścigają się w kanale pochwy, chcąc jak najszybciej dotrzeć do celu. Orgazm kobiety sprawowałby zatem żeńską kontrolę nad warunkami owego ukrytego współzawodnictwa. Nic dziwnego, mówią uczeni, że mężczyźni zdają się mieć obsesję na punkcie swej sprawności seksualnej i umiejętności podniecania kobiet - przecież nawet wtedy, gdy mężczyzna nie troszczy się zbytnio o dobrostan emocjonalny partnerki, zawsze pragnie zadowolić ją seksualnie. Okazuje się, że los plemników zależy od męskiego kunsztu erotycznego. Można zatem postawić hipotezę, iż dobór naturalny sprzyja tym samcom, które stosują się do zasady: "Twoja przyjemność naszym celem".

Z drugiej strony, trudno się dziwić, że tak wiele kobiet przyznaje, iż przy różnych okazjach udawały orgazm. Jak skuteczniej przekonać kiepskiego partnera, aby wreszcie skończył i sobie poszedł, niż udając, że otrzymał to, na co czekał - dowód, iż szyjka macicy jest na jego usługach?

[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8]  [9] 
[  góra strony  ]

Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach