Biblioteka
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:   Wirtualny Wszechświat > Biblioteka > Różne > KTO ODZIEDZICZYŁ GABINET EINSTEINA?  



[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8]  [9]  [10]  [11] 
Choć w Instytucie nie brakowało wybitnych umysłów, pod względem szybkości myślenia von Neumann zdecydowanie górował nad wszystkimi. "Miał taki umysł - opowiada Julian Bigelow, który pracował z nim nad budową komputera - że gdy opowiadałeś mu o swoim pomyśle, już po pięciu minutach wyprzedzał cię o kilka przecznic i wiedział, do czego to prowadzi. Myślał tak szybko i bezbłędnie, że nie można było za nim nadążyć. Moim zdaniem, absolutnie nikt na świecie nie mógł się z nim równać".

Wielu matematyków twierdzi, że nie potrafią szczególnie dobrze liczyć, szybko dodawać, mnożyć i dzielić, ale von Neumann liczył jak maszyna. "Gdy jego elektroniczny komputer był gotów do pierwszej próby - wspomina Paul Halmos, jeden z asystentów von Neumanna - ktoś zaproponował stosunkowo prosty test, wymagający obliczenia potęg dwójki. (Chodziło o znalezienie takiej najmniejszej potęgi dwójki, której czwarta cyfra od prawej jest równa 7. Dla obecnych komputerów jest to zupełnie banalny problem, wymagający zaledwie ułamka sekundy). Maszyna i Johnny zaczęli liczyć równocześnie. Johnny okazał się szybszy".

Tylko ludzie, którzy potrafili bardzo sprawnie notować, mogli śledzić wykłady von Neumanna. Podczas seminariów (pokój seminaryjny w Fuld Hall znajdował się po przeciwnej stronie korytarza niż jego gabinet) Johnny wypisywał na tablicy kilkanaście równań, gęsto upakowanych z jednej strony. Gdy tylko skończył omawiać jakieś równanie, natychmiast je wycierał i pisał następne. Robił to raz po raz; równanie - i gąbka, równanie - i gąbka; zanim ktokolwiek zdołał się w tym połapać, Johnny odkładał gąbkę i strzepywał kredę z dłoni. "Dowód przez wytarcie" - skomentował to kiedyś jeden ze słuchaczy.

Von Neumann miał również fotograficzną pamięć, nigdy niczego nie zapominał. "Mogę zaświadczyć - wspomina Herman Goldstine - że von Neumann po jednokrotnym przeczytaniu książki potrafił później cytować ją dosłownie z pamięci, bez chwili zastanowienia. Kiedyś dla próby spytałem go, jak się zaczyna Opowieść o dwóch miastach Dickensa. Natychmiast zaczął recytować pierwszy rozdział i przerwał dopiero po dziesięciu czy piętnastu minutach, gdy powiedziałem mu, że już wystarczy".

Zgodnie z tradycją supergeniuszy, von Neumann miał również swoje ekscentryczne zwyczaje. Na przykład zawsze ubierał się niczym bankier, niezależnie od okoliczności. Kiedyś razem z żoną wybrał się na wycieczkę do Arizony. Przy tej okazji odwiedzili również Wielki Kanion. Johnny, rzecz jasna, chciał zjechać na dół na mule. Wszyscy byli odpowiednio ubrani - koszule z krótkimi rękawami, kowbojskie buty, sombrera i tak dalej - ale oczywiście nie von Neumann. Siedział na swoim koniu czy też mule w białej koszuli, pod krawatem, w marynarce z chusteczką w butonierce. Najwyraźniej wierzył, że styl wymaga ofiar. No i jeszcze była kwestia właściwego akcentu. Von Neumann w żadnym wypadku nie chciał stać się zanadto amerykański. Herman Goldstine wspomina, że pewne słowa wymawiał z niemieckim akcentem, ale od czasu do czasu zapominał się i mówił tak jak należało. "Wtedy szybko się poprawiał i powtarzał to samo słowo na swój sposób".

No i oczywiście wykazywał czasami przysłowiowe profesorskie roztargnienie. Jego żona Klara wspominała, że kiedyś, gdy była chora, posłała go do kuchni po szklankę wody. "Wrócił po chwili z pytaniem, gdzie są szklanki. Mieszkaliśmy w tym domu dopiero siedemnaście lat". (Cóż, von Neumannowie mieli służących, którzy zajmowali się takimi sprawami). Kiedyś Johnny wyjechał rano z Princeton do Nowego Jorku na umówione spotkanie. Po drodze zapomniał, z kim ma się zobaczyć, więc zadzwonił do żony i spytał: "Dlaczego ja jadę do Nowego Jorku?". Cóż to był za facet!

Było rzeczą nieuchronną, że najszybszy umysł zachodniej cywilizacji wcześniej lub później spotka się z mózgiem elektronowym. W Filadelfii, pięćdziesiąt mil na południe od Princeton, powstawał ENIAC - Electronic Numerical Integrator and Computer. Zetknięcie się tych dwóch rachmistrzów stanowiło jeden z przełomowych momentów w dziejach, a doszło do niego wskutek przypadkowego spotkania dwóch osób. Tymi osobami byli John von Neumann i Herman Goldstine; obaj współpracowali z Laboratorium Badań Balistycznych Armii Stanów Zjednoczonych na poligonie w Aberdeen w stanie Maryland. Armia zleciła budowę komputera, który miał służyć do obliczeń balistycznych. Goldstine bardzo często jeździł z Princeton do Aberdeen i z powrotem; pewnego dnia, w sierpniu 1944 roku, gdy czekał na pociąg, na peronie pojawił się nagle sam von Neumann.

"Przedtem nie spotkałem nigdy osobiście tego wielkiego matematyka - wspomina Goldstine. - Oczywiście, wiele o nim słyszałem i kilka razy byłem na jego wykładach. Wobec tego z pewnym wahaniem podszedłem do słynnego uczonego i przedstawiłem mu się. Okazało się na szczęście, że von Neumann jest człowiekiem miłym i serdecznym, dbałym o to, żeby w jego obecności ludzie czuli się swobodnie. Rozmowa zeszła wkrótce na moją pracę. Gdy von Neumann uświadomił sobie, że zajmuję się budową elektronicznego komputera zdolnego do wykonania 333 mnożeń na sekundę, atmosfera rozmowy od razu uległa zmianie - ze swobodnej pogawędki przekształciła się w coś, co przypominało ustny egzamin doktorski z matematyki".

Kilka dni później von Neumann przyjechał do Filadelfii obejrzeć nową maszynę. "W tym okresie - opowiada Goldstine - mieliśmy już za sobą wiele testów. Pamiętam, jak rozbawiła mnie reakcja Eckerta na zapowiedź wizyty von Neumanna (J. Presper Eckert i John Mauchly byli konstruktorami ENIAC-a). Powiedział mi, że po pierwszym pytaniu von Neumanna rozpozna, czy jest prawdziwym geniuszem. Jeśli będzie ono dotyczyło logicznej struktury komputera, Eckert w to uwierzy; inaczej nie. Oczywiście, von Neumann właśnie o to od razu zapytał".

[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]  [8]  [9]  [10]  [11] 
[  góra strony  ]

Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach