Biblioteka
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:   Wirtualny Wszechświat > Biblioteka > Astronomia, Astronautyka > Mój dom kędy wieją wiatry. Stronice z życia kosmologa  



[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6] 
Po podróży samolotem z Los Angeles do Bostonu przeszliśmy przez most na Charles River do drugiego, amerykańskiego Cambridge, by odwiedzić przyjaciół z MIT (a w moim przypadku, także z Obserwatorium Harvarda na Garden Street). To właśnie wtedy po raz pierwszy spotkałem Harlowa Shapleya. Gdy do niego przyszedłem, słuchał właśnie Wagnera, ale nie sądzę, by był to Rienzi. Poznałem także Zdenka Kopala i odnowiłem przyjaźń z Felixem Cernushim, którego znałem z czasów stażu w Cambridge. Jak na tak sympatycznego człowieka, Felix w niewytłumaczalny sposób potrafił narobić sobie wszędzie zdumiewająco wielu kłopotów: w ojczystej Argentynie wywołał bunt studentów, w Paryżu postawił na nogi całą policję. Po słonecznej Kalifornii w Bostonie marzłem w moim wojennym przydziałowym ubraniu.

Droga powrotna do domu wiodła przez Montreal. Olbrzymie nowoczesne samoloty, fortece i liberatory, latały bez śródlądowania z Montrealu do Prestwick koło Glasgow w czasie czternastu godzin. Wydało mi się to znacznie lepsze niż spędzenie dziesięciu dni na Aquitanii. Samoloty woziły ludzi, głównie oficerów wysyłanych do Europy. System rezerwacji miejsc polegał na zapisaniu się na listę. Gdy wreszcie dane nazwisko znalazło się u szczytu listy, kilka godzin przed odlotem dostawało się polecenie, aby się przygotować. Pojechaliśmy nocnym pociągiem z Bostonu do Montrealu, z długim postojem na granicy, gdyż kanadyjscy celnicy szukali whisky, którą z jakichś powodów amerykańscy oficerowie najwyraźniej uparli się przemycać. Frank i ja rozstaliśmy się w Montrealu; Megawa zostawiliśmy już przedtem w Waszyngtonie. Miałem jeszcze w planach wizytę w radarowych ośrodkach badawczych koło Ottawy. Po powrocie do Montrealu natrafiłem na sztormową pogodę i musiałem przeczekać kilka dni. Właśnie w ciągu tych kilku dni nastąpiło ostatnie ogniwo w łańcuchu przypadków.

Nie brakowało osób, które mogłem odwiedzić. Należał do nich Nick Kemmer. Nick był, o ile pamiętam, uczniem Wolfganga Pauliego. Przyjechał do Anglii około 1938 roku i często widywałem go w Cambridge. To właśnie Nick pierwszy zastosował do opisu neutronu i protonu formalizm analogiczny do spinu elektronu, który później nazwano izospinem. Wtedy uważałem ten formalizm za nieco jałowy, nie przypuszczając, że po uwzględnieniu dalszych liczb kwantowych pozwoli on ostatecznie sklasyfikować liczne cząstki elementarne odkryte w ciągu następnych lat. Nick był wysokim blondynem, utalentowanym językowo, tak że trudno było się zorientować, który właściwie język jest jego mową ojczystą. Przypuszczam, że rosyjski, chociaż nie mogłem tego poznać po jego angielskiej wymowie. Był też, oczywiście, Maurice Pryce. Wiedziałem, że Maurice w tajemniczy sposób zniknął z Ośrodka Łączności Marynarki Wojennej, ale, jak już poprzednio wspominałem, nigdy nie umiałem się zorientować, czym się zajmuje. Obecność zarówno Kemmera, jak i Pryce'a powiedziała mi jednak wiele o tym, co się dzieje w Montrealu - czy też, ściślej, w Chalk River pod Montrealem. Brytyjski projekt zbudowania bomby atomowej zlokalizowany był w 1940 roku w Cambridge pod kryptonimem Tube Alloys i Nick Kremmer brał w nim udział. Chociaż nikt mi tego wprost nie powiedział, nie miałem wątpliwości, że zmierzają do rozdzielenia izotopów uranu metodą dyfuzji gazowej, co w najlepszym przypadku było bardzo trudne, ja zaś żywiłem nadzieję, że okaże się niemożliwe. Prawie się okazało. Ogromnym wysiłkiem Amerykanom udało się wyprodukować w Oak Ridge w stanie Tennessee ilość uranu-235 wystarczającą na zrobienie jednej bomby, ale to wszystko. Gdyby od początku stosowano metodę separacji odśrodkowej zamiast dyfuzji gazowej, sprawa być może wyglądałaby inaczej.

Zniknięcie Maurice'a Pryce'a z ASE i jego pojawienie się w Montrealu świadczyło o tym, że projekt bomby musi być, niestety, na ukończeniu. Nie wierzyłem, że udało im się rozdzielić izotopy uranu metodą dyfuzji gazowej, musiano zatem wykorzystać jakiś inny sposób i nietrudno było zgadnąć jaki. Pomysł budowy reaktora atomowego (czy też stosu atomowego, jak wówczas mówiono) był znany od czasu doniesienia w "Nature" wczesną wiosną 1939 roku o odkryciu neutronów opóźnionych, pochodzących z reakcji rozszczepienia jąder uranu. Wiadomo było również, iż poprzez wychwytywanie neutronów przez zwykły izotop uranu w takim stosie powstaje pluton-239, który posiadając nieparzystą liczbę atomową, ulega rozszczepieniu poddany bombardowaniu szybkimi neutronami. Ponadto ponieważ pluton różni się od uranu pod względem chemicznym, oddzielenie go od uranu jest łatwiejsze niż rozdzielenie izotopów uranu. W 1939 roku Wielka Brytania nie dysponowała środkami, aby budować bombę atomową obydwiema metodami. W ramach projektu Tube Alloys wybrano metodę separacji uranu. Przed moją wizytą w Montrealu nie zastanawiałem się nad tym, dlaczego zdecydowano się podążać drogą na pozór trudniejszą. Być może, co uświadomiłem sobie, spotykając się z Kemmerem i Pryce'em na gruncie towarzyskim, w metodzie plutonowej istnieje jednak jakaś ukryta trudność. Słyszałem, choć bez szczegółów, o niezwykłym zespole uczonych, których Amerykanie zgromadzili gdzieś w zachodniej części kraju - w Los Alamos w stanie Nowy Meksyk, jak się później okazało. Wydało mi się dziwne, że Amerykanie uznali, że potrzebują aż tak silnego zespołu do zbudowania bomby, co, jak wówczas sądziłem, sprowadzało się do wystrzelenia ku sobie dwóch kawałków uranu ze względnie małą prędkością. Nie trzeba było wielkiej przenikliwości, by się domyślić, że musi to mieć związek z trudnościami kryjącymi się w metodzie plutonowej. Najwyraźniej trudniej było spowodować eksplozję plutonu, problem więc leżał w sposobie zapoczątkowania reakcji. Czyżby poradzono sobie z tą sprawą, o czym świadczyło nagłe sprowadzenie Pryce'a z ASE? Nie pamiętam już, czy sam na to wpadłem, czy coś nasunęło mi tę myśl - prawdopodobnie to drugie. Problem musiał dotyczyć odpowiedniej szybkości zderzenia mas, składających się na masę krytyczną, a jego rozwiązaniem było zastosowanie implozji. To, że implozja niezbędna jest do wywołania wybuchu jądrowego, stanowiło ostatnie ogniwo w łańcuchu przypadków, który doprowadził mnie do wyjaśnienia pochodzenia pierwiastków chemicznych.

Nie słyszałem nigdy zadowalającego wyjaśnienia, czym właściwie zajmowała się grupa wybitnych brytyjskich fizyków jądrowych w Chalk River pod koniec 1944 roku. Wytłumaczenie, że współdziałała ona z zespołem Fermiego w Chicago, który zbudował pierwszy działający reaktor atomowy, wydaje się mało przekonujące. Amerykanie z pewnością nie postąpiliby tak niemądrze, by pozwolić na przekazywanie informacji o kluczowym znaczeniu za granicę, gdzie mogła się dostać w ręce osób niepowołanych, tak jak to do pewnego stopnia było w moim przypadku. Jeśli Amerykanie rzeczywiście musieli zaangażować naukowców brytyjskich - najbardziej spektakularnym przykładem był Bill Penney - dokładali starań, by zamknąć ich w Los Alamos pod ścisłą kontrolą, którą później tak barwnie opisał Richard Feynman. Krążyły plotki o tym, że rząd brytyjski ma za złe Amerykanom ukrywanie istotnych informacji. Usiłowano zmienić nastawienie Amerykanów udziałem w pracach nad bombą atomową takich uczonych, jak James Chadwick i Paul Dirac. Cieszyli się oni w Ameryce wielkim szcunkiem. Najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem obecności grupy brytyjskiej w Montrealu było to, że mieli oni stanowić coś w rodzaju stacji nasłuchowej, odczytując, co się da, z różnych oznak i doniesień, tak jak ja to właśnie zrobiłem.

[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6] 
[  góra strony  ]

Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach