Biblioteka
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:   Wirtualny Wszechświat > Biblioteka > Literatura, Muzyka, Sztuka > MUZYKA  



[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7] 
Jednak ważniejsza od szczegółów takiej edukacji muzycznej jest ogólna postawa wobec muzyki, jaką w ten sposób się kształtuje: słuchać uważnie, z pokorą, z pewnym dystansem (unikając zbytniego zaangażowania emocjonalnego i nie dając się ponieść na fali muzyki) i czynić użytek z odpowiedniej wiedzy. "Zwykły" słuchacz, podporządkowany autorytetowi nauczyciela muzyki (autorytetowi znów zapożyczonemu od kompozytora), ląduje na samym dole hierarchii muzycznej. Takie myślenie o muzyce, pozostające w ścisłym związku z autorytarną strukturą, panowało w całej edukacji jeszcze długo po wojnie. Zatem jednym z głównych założeń narodowego programu edukacji było przeciwstawienie się pomniejszaniu roli słuchacza. Zamiast biernie "analizować" dzieła wielkich mistrzów przeszłości, uczniów i studentów zachęcano, i wciąż się zachęca, do twórczego odbioru muzyki, nierozerwalnie związanego z komponowaniem i wykonawstwem. Jak już jednak wspomniałem, próbie rozpowszechnienia takiej postawy nie najlepiej służy myślenie o muzyce, które odziedziczyliśmy z epoki Beethovena.

Głuchota Beethovena stanowi dobry punkt wyjścia drugiej koncepcji sygnalizowanej na wstępie niniejszego podrozdziału: zdolności muzyki do przekraczania granic czasu i przestrzeni. W mitologii narosłej w ciągu 170 lat od śmierci Beethovena głuchota zajęła miejsce o wiele ważniejsze niż fakt budzący ciekawość (choć nie należy umniejszać jej znaczenia, co pokazuje niezwykły przypadek niesłyszącej perkusistki Evelyn Glennie). Otóż głuchota kompozytora stała się wymownym symbolem jego niezależności od społeczeństwa albo alienacji. Zmuszony komunikować się ze światem zewnętrznym za pomocą zeszytów konwersacyjnych, w których goście pisali swoje kwestie, podczas gdy on mówił swoje, odciął się od trosk tego świata, takich jak dążenie do sukcesu finansowego lub towarzyskiego, i poświęcił się wyłącznie swej muzie. Tak można by myśleć na podstawie mitotwórczej ikonografii i literatury. (Ilustracja poniżej, pochodząca z oryginalnego wydania The Oxford Companion to Music z 1938 roku, jest tego doskonałym przykładem). Prawda była jednak inna, o czym wiedzieli wydawcy i wierzyciele Beethovena; biografia pióra Maynarda Solomona ukazała rolę, jaką odegrały niekiedy dziwaczne aspiracje towarzyskie kompozytora w formowaniu jego osobowości.

powiększenie...

Batt (Oswald Barrett) Beethoven bliski końca. Przekład tekstu pod ilustracją: "Widzimy go w jego pracowni w starym Schwarzspanierhaus. Z tyłu widać fortepian Grafa, zrujnowany jego szaleńczymi próbami usłyszenia własnej muzyki. Pośród śmieci leżą na stole pojedyncze monety. Są tam też jego trąbki uszne i zeszyty konwersacyjne - w których każdy gość musiał pisać to, co chciał powiedzieć - obok ołówka stolarskiego, listów, piór, nadtłuczonej filiżanki, resztek jedzenia i świecznika. Godny pożałowania bałagan nic dla niego w tamtym okresie nie znaczył. On już skończył ze światem. Od roku 1824 pochłonięty był bez reszty pisaniem kwartetów smyczkowych, aby w końcu, głuchy jak pień, schorowany, lecz wciąż nieugięty, wznieść się na szczyty, których nawet on sam wcześniej nie osiągnął. Jego burzliwe życie zakończyło się objawieniem - tych ostatnich pięć kwartetów stało się ukoronowaniem jego twórczości".
Zniekształcenia faktów składające się na mit Beethovena są równie znaczące co prawda, ponieważ odzwierciedlają wartości i dążenia mitotwórców. Jednym z najczęściej powtarzających się przekłamań jest twierdzenie, jakoby Beethoven był niezrozumianym geniuszem, a jego muzyce odmawiano za jego życia wartości. Na przykład, omówienia pierwszego wykonania IX Symfonii bez wyjątku pomniejszają odniesiony sukces, mimo że samo wykonanie było najprawdopodobniej raczej chaotyczne. Tego rodzaju zniekształcenie faktów pozwala osiągnąć dwa różne cele polityki kulturalnej. Pierwszy z nich odnosi się znów do autentyzmu: niezdobycie masowej popularności ukazuje bezkompromisowość Beethovena, który nie chciał ulec gustom mas ani zaspokoić ich żądań. (Ma to swoje odbicie w pogardzie, jaką Beethoven darzył Rossiniego, którego uważał za twórcę zdolnego jedynie spełniać wszelkie zachcianki publiczności). Drugi cel to stworzenie uprzywilejowanego punktu widzenia, skąd możemy zobaczyć to, czego nie dostrzegli pierwsi słuchacze Beethovena: bezwzględną wartość jego muzyki, nie pisanej z myślą o gustach epoki, lecz ponadczasowej. Jako spadkobiercy i rzecznicy Beethovenowskiego mitu musimy sobie uświadomić, że ten sposób patrzenia na muzykę przeszłości jest dla nas korzystny, stawia bowiem nasze rozumienie muzyki Beethovena wyżej od rozumienia jego współczesnych. Obdarzeni mądrością później urodzonych, niezmiennie stajemy po stronie aniołów.

[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7] 
[  góra strony  ]

Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach