Biblioteka
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:   Wirtualny Wszechświat > Biblioteka > Literatura, Muzyka, Sztuka > MUZYKA  



[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]
powiększenie...

Otwarcie Audytorium w Chicago (9 grudnia 1889).
Dziś wejście na salę koncertową jest niczym wejście do katedry, ma znaczenie niemal obrzędowe - wkraczamy w przestrzeń oddzieloną od świata zewnętrznego zarówno ekonomicznie (ponieważ trzeba zapłacić za wstęp), jak i akustycznie. W obrębie świętego wnętrza obowiązuje ścisła etykieta: trzeba siedzieć w ciszy i niemal bez ruchu, dopóki gra muzyka, a ponadto nie wolno klaskać w przerwach pomiędzy częściami, trzeba czekać aż do końca symfonii lub koncertu. Wykonawców obowiązują równie ścisłe normy, poczynając od stroju (fraki dla orkiestry, czarne spodnie i kolorowe koszule dla wykonawców muzyki dawnej, i tak dalej) aż po konwencję nakazującą prezentowanie utworu z pamięci pianistom (w odróżnieniu od organistów) i śpiewakom podczas recitali (w odróżnieniu od wykonań oratoriów). Dlaczego od niektórych muzyków oczekuje się lepszej pamięci, pozostaje tajemnicą, a jednak konwencja ta nie jest zupełnie arbitralna. Wydaje się, że wykształciła się pod wpływem idei, że solista powinien wytworzyć wrażenie spontaniczności, jak gdyby cały koncert był improwizacją, przypadkowo tylko zbieżną w najdrobniejszych szczegółach z wcześniej napisaną przez kompozytora partyturą. Innymi słowy, zamiast odtwarzać efekt żmudnej pracy pamięciowej, solista powinien zachowywać się jak człowiek owładnięty bez reszty muzyką - co oczywiście łączy się z wizją muzyki otwierającej wrota do innego świata czy też pozwalającej usłyszeć głos Natury. (Łączy się to także z tym, co dzieje się na koncertach rockowych, niezależnie od tego, jak bardzo odmienne są pozostałe aspekty obu rytuałów).

Dziewiętnastowieczni filozofowie zupełnie świadomie, aczkolwiek dość oględnie, wyrażali to, co próbuję udowodnić: gdy religia uległa naporowi nauki, muzyka stała się zastępczym źródłem duchowej pociechy. Czasami mówiono wręcz o "religii sztuki". W tym kontekście nie dziwi powiązanie uprawiania muzyki z wartościami etycznymi, takimi jak osobista szczerość i wierność sobie, które określiłem jednym terminem "autentyzm". Zaskakujące jest natomiast powiązanie, nie tyle z muzykami, ile z samą muzyką, innej wartości - czystości. Pisarze drugiej połowy XIX i pierwszej połowy XX wieku używali terminu "muzyka absolutna" na określenie muzyki czystej, tj. nie towarzyszącej słowom (jak w pieśniach lub operze) ani nie opowiadającej jakiejś historii (jak w przypadku poematów symfonicznych Liszta, Smetany czy Richarda Straussa). Słowa jakby kalały muzykę i osłabiały jej duchowe moce. W niezwykłej, burzliwej polemice, która prowadzona przez całe stulecie, w końcu ucichła bez ostatecznego rozstrzygnięcia, zwolennicy muzyki "absolutnej" usiłowali wykazać, że piękno i znaczenie muzyki nie zależy od słów, podczas gdy rzecznicy opery i dramatu muzycznego ("muzyki programowej") dowodzili, że tylko w połączeniu ze słowem muzyka może w pełni oddać całe bogactwo znaczeń.

Pomijając operę, muzyka "absolutna" panuje niepodzielnie w sali koncertowej; symfonie, koncerty, sonaty fortepianowe i kwartety smyczkowe wyrażają głębokie uczucia, namiętność i duchową pociechę za pomocą "środków czysto muzycznych", mówiąc językiem muzycznych purystów. Tradycja ta jest dziedzictwem XIX wieku, mimo że muzyka instrumentalna istniała już oczywiście na długo przedtem; była jednak uważana za coś podrzędnego w stosunku do form słowno-muzycznych: kantaty, oratorium, opery. Ale zwycięstwo muzyki nad słowem okazało się pozorne, skoro bowiem tylko słowo zniknęło z muzyki, zaczęło wypełniać przestrzeń wokół niej. Przeniknęło do wnętrza świętej przestrzeni sali koncertowej w postaci opisu w programie koncertu (to kolejny dziewiętnastowieczny wynalazek), nie wspominając już o rozmowach podczas przerwy. W świecie zewnętrznym zaś rozpleniło się kolejno w formie recenzji, okładki płyty, czasopisma, płyty kompaktowej oraz stron internetowych. W ten sposób w świecie muzyki, którego fundamenty położył Beethoven, wykształciła się nie tylko koncepcja muzyki bez słów, ale też trwający do dziś paradoksalny model roli, jaką powinny odgrywać słowa w odniesieniu do muzyki: roli wyjaśniającej. Paradoks polega na tym, że jeśli muzyka potrzebuje objaśnień słownych, to znaczy, że musi być objaśniana, że bez objaśnień staje się w pewnym stopniu niepełna. Mówiąc słowami Scotta Burnhama: "Muzyka niepotrzebująca już słów zdaje się potrzebować słów bardziej niż kiedykolwiek". Powrócimy do tego zagadnienia pod koniec książki.

Kończący się właśnie rozdział nosi tytuł "Powrót do Beethovena", ale być może ten tytuł jest błędny. Wydaje się bowiem, że Beethoven nigdy nie przestał być obecny w naszym myśleniu o muzyce.

Nicholas Cook
Przełożył Mateusz Łuczak
[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6]  [7]
[  góra strony  ]

Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach