Biblioteka
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:   Wirtualny Wszechświat > Biblioteka > Literatura, Muzyka, Sztuka > O sztuce na wesoło  



[1]  [2]  [3] 
A co z paniami? Otóż w epoce archaicznej greckie posągi dziewcząt - w przeciwieństwie do nagich kurosów - były ubrane, co dało asumpt do supozycji, że archaiczni Achaje gustowali w homoseksualizmie i golizna młokosów interesowała ich, a roznegliżowane dziewczęta - nie. Mnie się zdaje, że było odwrotnie: nie rozbierano kobiet nie tyle z braku zaciekawienia ich anatomią, lecz żeby ich nie pożądać nadaremno. Któż rozsądny chciałby się narazić na przygodę, jaka spotkała Pigmaliona, gdy zapałał niegodną żądzą do posągu wykonanego własnymi rękami?

Kory stały równie wyprostowane jak chłopcy, z rękami wzdłuż ciała, odziewano je zaś nieszykownie, bo w sztywne długie suknie o równoległych plisach, żłobionych w marmurze na podobieństwo kanelatury w kolumnach, a że nogi miały zsunięte do siebie, wyglądem przypominały kolumny lub ciała w futerale. Pierwszą kobietę w sztuce greckiej rozebrał Praksyteles. Była nią Afrodyta. I tu się okazało, że w odróżnieniu od posągów męskich stojąca Wenus nie kwapi się do żadnej uczciwej pracy (do nieuczciwej zresztą też nie). Wenus Knidyjska w Muzeum Watykańskim szykuje się do kąpieli, a czeka nie wiedzieć na co.

powiększenie...

Afrodyta z Knidos. Muzeum Watykańskie.
Zdarzało się, że przymierzała na czole opaskę lub - stojąc na jednej nodze - zawiązywała sandał; Wenus w British Museum wkładała naszyjnik, a półnaga Wenus z Kapui w muzeum neapolitańskim wprawdzie trzymała tarczę, lecz tylko po to, aby się w niej przeglądać jak w lustrze. To nie dowody pracowitości, lecz kokieterii. Wenus z Arles w Luwrze ma w dłoni jabłko (od Parysa), ale go nie je. Dobrze, że choć drugą ręką podtrzymuje suknię zsuwającą się poniżej pasa, bo inne nie fatygują się nawet tak dalece. Okrywająca je tkanina wisi na "słowie honoru". Legalnie należałoby uznać je za gołe i zaaresztować. Zwłaszcza tę, która zasłania się tylko rękami, i to niedostatecznie - czyli Wenus Wstydliwą w Galerii Uffizi. Pewnie Grecy uważali, że piękna kobieta, bez niczego na sobie, nie musi pracować, wystarczy, że robi... dobre wrażenie.

W malarstwie czasów odrodzenia w możliwościach stojącej nago Afrodyty zorientował się Botticelli, malując swój słynny obraz Narodziny Wenus (Uffizi). Motyw znany już w starożytności: wynurzając się z fal, stoi w muszli, niczym na spodeczku, i natychmiast wykręca swe biodro uwodzicielsko (można by to tłumaczyć ruchem fal, czyli niestałością bazy, ale... ten pokuśny rozkołys będzie dla niej typowy także na gruncie stałym). Stojąca Wenus jest więc przebojowa, choć nie rusza do boju jak Gladiator Borghese, a jej pozycja "na spodeczku" sugeruje, że podano ją do konsumpcji, czyli że przedstawia - jakbyśmy dziś powiedzieli - sex object.

Mnie się wydaje, że człowiek goły, o ile nie zajmuje się czymś zdrożnym, nie jest niemoralny, w przeciwnym razie każdy amator kąpieli w wannie stawałby się automatycznie wszetecznikiem. Ubrani prześladują nagich jedynie z obawy, że ich widok może prowokować do zdrożnych myśli lub czynów. Sprawdziło się to na Afrodycie, gdy artyści wymyślili dla niej zdawałoby się najbardziej sensowne zajęcie (motyw ten powtarza się w malarstwie najczęściej). Otóż w związku z tym, że nie urodziła się w łóżku, lecz wyłoniła z morza, domyślili się, że musiała być mokra. Niech więc wyżyma swe włosy z wody - zadecydowali w czasach, gdy nie znano jeszcze suszarki elektrycznej. Oddawała się zatem tej czynności już w sztuce antycznej, na przykład na swym posągu w Watykanie, a w XVI wieku na statuetce Vincenza Dantiego w Palazzo Vecchio we Florencji. Giovanni da Bologna uwiecznił ją w tej akcji na czubku fontanny we florenckim Ogrodzie Bobolich. W malarstwie wyżymała włosy między innymi u Tycjana (Galeria Narodowa w Edynburgu), a w XIX wieku - u Ingres'a (Muzeum Kondeuszów w Chantilly).

powiększenie...

Wenus wyżymająca włosy. Muzeum Watykańskie.
Temat panny z mokrą głową okazał się wszakże mało budujący, gdyż suszenie włosów trudno uznać za pracę ciężką czy choćby społecznie użyteczną - służyła przecież jedynie ich właścicielce, i to do celów lubieżnych, bo do czarowania mężczyzn. Poza tym wynurzająca się z fal Wenus zachowuje się wręcz perwersyjnie: ujmując włosy rękami, odrzuca je do tyłu, aby jak najbardziej wyeksponować swą nagość, lub też chwyta je w garść i odsuwa na bok, gestem filuternym. Na statuetce Vincenza Dantiego zaplotła sobie warkocz. Tak się przecież włosów nie suszy! Należy je rozpuścić na słońcu, tylko że... wtedy zasłoniłyby jej wdzięki.

Pobożne średniowiecze uważało, że długimi włosami nie powinno się kokietować, lecz... używać ich w razie czego jako peleryny. Legenda o św. Agnieszce głosi, że gdy kaci zapędzili ją nagą do domu publicznego, natychmiast cudem wyrosły jej włosy długie do ziemi i okryły ją jakby płaszczem. Podobny użytek ze swej bujnej fryzury zrobiła Lady Godiva. Anonimowy rzeźbiarz z XV wieku w krużganku kościoła Saint-Germain L'Auxerrois w Paryżu umieścił posąg św. Marii Egipcjanki przepasanej tylko wąską ściereczką, za to otulonej włosami rozpuszczonymi do kolan, ponieważ pokutowała na pustyni tak długo, aż suknia rozleciała się na niej ze starości. Wprawdzie kolega Marii, pustelnik, ks. Zozima, napotkawszy ją przypadkowo u schyłku jej życia, przykrył nieszczęsną własnym paltem, lecz autor rzeźby chciał najwyraźniej podkreślić użyteczność kobiecych warkoczy i ten biograficzny szczegół pominął.

Aliści z brzaskiem odrodzenia artyści zaczęli mieszać postać św. Marii Egipcjanki ze św. Marią Magdaleną, choć nietrudno rozróżnić je po atrybutach: św. Maria Egipcjanka trzyma w ręku trzy bochenki chleba, a św. Maria Magdalena - słoik z wonnymi olejkami (czasem słoik ten stoi obok niej na stoliczku). Pomimo to w Niemczech na przełomie XV i XVI wieku Tilman Riemenschneider wyrzeźbił w drewnie (Bawarskie Muzeum Narodowe w Monachium) posąg św. Marii Magdaleny, pokutującej na stojąco i w dodatku nago. Postać zamaskowana jest kaskadą bujnych splotów na podobieństwo Egipcjanki, a nawet krótkie, gęste niczym kożuch włoski porastają jej tors i nogi. Dziwne to i budzące trwogę, iż żałując za grzechy, porasta się zwierzęcą sierścią na całym ciele. Obawiam się, że takie przesłanie, w założeniu umoralniające, może niektórych wręcz od pokuty odstręczyć.

[1]  [2]  [3] 
[  góra strony  ]

Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach