Biblioteka
  Wiw.pl   Na bieżąco:  Informacje   Co nowego   Matematyka i przyroda:  Astronomia   Biologia   Fizyka   Matematyka   Modelowanie rzeczywistości   Humanistyka:  Filozofia   Historia   Kultura antyczna   Literatura   Sztuka   Czytaj:  Biblioteka   Delta   Wielcy i więksi   Przydatne:  Słowniki   Co i gdzie studiować   Wszechświat w obrazkach    
  Jesteś tutaj:   Wirtualny Wszechświat > Biblioteka > Biologia > RAJ POPRAWIONY  



[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6] 
Klonowanie dzieci

Anissa Ayala była uczennicą drugiej klasy Walnut High School na przedmieściu Los Angeles w stanie Kalifornia. Na wiosnę 1988 roku rozpoznano u niej przewlekłą formę białaczki szpikowej, wolno postępujący, lecz śmiertelny nowotwór komórek macierzystych szpiku kostnego. Jedyną możliwością wyleczenia tego nowotworu jest zniszczenie wszystkich komórek macierzystych, a z nimi także komórek nowotworowych. Jednakże komórki macierzyste stanowią źródło odnowy wszystkich bardziej zróżnicowanych komórek krwi. Bez komórek macierzystych odnowa ta byłaby niemożliwa, stare zróżnicowane komórki wymarłyby stopniowo i dziewczynka musiałaby umrzeć w ciągu kilku dni.

Aby temu zapobiec, po zniszczeniu wszystkich komórek macierzystych przez chemioterapię, trzeba pacjentowi wszczepić nowe, zdrowe komórki macierzyste. Można tego dokonać, przeszczepiając szpik kostny, lecz zabieg ten uda się tylko wówczas, gdy komórki dawcy i biorcy będą na tyle zgodne, że przeszczepiony szpik nie zniszczy organizmu biorcy. Prawdopodobieństwo zgodności immunologicznej między dwiema niespokrewnionymi osobami wynosi w przybliżeniu 1:20 000.

Rodzice Anissy - Mary i Abe - za wszelką cenę pragnęli uratować życie córki. Zaczęli szukać dawcy szpiku kostnego, którego komórki byłyby zgodne pod względem cech immunologicznych z komórkami Anissy. Poszukiwania prowadzono wśród członków bliższej, a potem dalszej rodziny, następnie wśród mieszkańców osiedla, a w końcu wśród potencjalnych dawców w całym kraju. Pomimo dwuletnich starań nie udało się znaleźć odpowiedniego dawcy.

Wtedy Ayalowie podjęli decyzję: Mary musi urodzić następne dziecko, którego szpik można będzie przeszczepić Anissie. Szanse powodzenia takiego przedsięwzięcia były bardzo małe. Czterdziestopięcioletni Abe przed laty przeszedł operację wazektomii, Mary zaś miała już 42 lata, a więc była w wieku, w którym większość kobiet zostaje raczej babkami niż matkami. Ponadto, nawet gdyby Mary zdołała zajść w ciążę i urodzić dziecko, prawdopodobieństwo, że będzie ono odpowiednim dla Anissy dawcą, wynosiło tylko 25%. A sama transplantacja szpiku dawała Anissie jedynie siedemdziesięcioprocentową szansę przeżycia.

Wbrew wszelkim oczekiwaniom operacja przywrócenia drożności nasieniowodów Abego udała się. Mary zaszła w ciążę, a badanie płynu owodniowego wykazało, że płód ma te same cechy immunologiczne co Anissa. Drugiego kwietnia 1990 roku Mary Ayala urodziła córeczkę Marissę Ewę, a czternaście miesięcy później przeszczepiono Anissie szpik siostry.

Po upływie pięciu lat (po okresie tym nowotwór uznaje się za wyleczony) 9 czerwca 1996 roku, przywrócona życiu, zdrowa Anissa oraz jej mała siostra Marissa usiadły wraz z rodzicami przed kamerami stacji CNN. Sześcioletnia Marissa w wywiadzie, którego udzieliła dziennikarzom, powiedziała z dumą: "To ja ocaliłam jej życie!".

Co zrobiliby rodzice Anissy, gdyby mieli możliwość skorzystania z technik klonowania? Mogliby, używając komórki naskórka Anissy, stworzyć nowy zarodek, który byłby genetycznie identyczny z tkankami Anissy. Zamiast dwudziestopięcioprocentowego prawdopodobieństwa, mieliby stuprocentową pewność całkowitej zgodności między dawcą a biorcą (taka zgodność zdarza się tylko w przypadku bliźniąt jednojajowych). Przebieg innych wydarzeń byłby taki sam: dziecko nazwane Marissą urodziłoby się tak samo i tak samo uratowałoby od pewnej śmierci swoją starszą siostrę. Jedyną różnicą byłoby to, że Marissa byłaby podobna do Anissy w 100%, a nie w 99,95% (jak to zdarza się w przypadku nieidentycznego rodzeństwa). Czy miałoby to jakiś wpływ na miłość rodziców do Marissy? Czy Marissa byłaby mniej dumna z tego, że uratowała życie swojej starszej siostrze?

Większość bioetyków była oburzona decyzją państwa Ayalów. Arthur Caplan pisał: "Jest to absolutnie niewłaściwe etycznie: urodzić dziecko [tylko] po to, aby było ono dawcą dla kogoś innego".

Reinhard Preister powiedział: "[W tym wypadku] traktuje się dziecko jak przedmiot pozbawiony własnej wartości".

"Dzieci nie można używać jako lekarstwa dla innych ludzi" - pisał George Annas.

Alexander Capron oświadczył: "To, co się dzieje, jest etycznie wielce niepokojące".

Richard McCormick, jezuita i profesor etyki chrześcijańskiej na Uniwersytecie Notre Dame, zapytany, czy powinno się przeprowadzać zabieg klonowania, jeżeli można dzięki niemu uratować życie starszemu dziecku, odpowiedział: "Nie sądzę, by istniał możliwy do zaakceptowania powód do klonowania istoty ludzkiej".

Wynika z tego, że ojciec McCormick chce nas przekonać, że w tej sytuacji etycznie poprawną decyzją jest pozwolić starszemu dziecku umrzeć.

Bioetycy, potępiając decyzję małżeństwa Ayalów, twierdzili, że zdecydowali się oni na drugie dziecko z niewłaściwych pobudek. Oto, co odpowiedział im Michael Specter z "Washington Post":

A jakimiż to szlachetnymi pobudkami kierują się ludzie decydujący się na dziecko? Czy lepszym powodem jest to, że naszym przyjaciołom ma właśnie urodzić się dziecko, albo to, że w naszym małżeństwie czegoś brakuje, czy też to, że chcemy uratować komuś życie? A co powiedzielibyśmy o małżeństwie, które decyduje się na drugie dziecko po prostu dlatego, że nie chce mieć jedynaka? Czy jest lepiej urodzić drugie dziecko, żeby pierwsze miało się z kim bawić, czy po to, aby uratować życie pierwszego dziecka?

Nawet dziś, na początku XXI wieku, miliony ludzi stają się rodzicami bez żadnego zastanowienia. Dzieci te są niezamierzonym efektem ubocznym instynktownego dążenia do uwolnienia się od napięć seksualnych dzięki odbyciu stosunku płciowego. Nic więcej! Czy ten biologiczny instynkt nie jest również nieetyczny, nawet w obrębie stadła małżeńskiego?

Większość matek i ojców kocha swoje dzieci niezależnie od przyczyn i okoliczności ich poczęcia. Oczywiście, zdarzają się wyjątki. W niektórych kulturach mężczyźni nie zajmują się dziećmi. W każdej kulturze i epoce znajdą się także matki, które zdają się być pozbawione instynktu macierzyńskiego i które nie mają więzi ze swoimi dziećmi. Możemy się dziwić, dlaczego kobiety te mają dzieci albo dlaczego nie oddały ich do adopcji. Ale czy zgodzilibyśmy się na ustawowe odbieranie dzieci rodzicom, jeżeli nie są one źle traktowane? A może zabronić rodzenia dzieci kobietom, u których stwierdzono niski poziom instynktu macierzyńskiego? Dla większości Amerykanów coś takiego jest nie do pomyślenia. Prawo małżonków do powiększania rodziny, niezależnie od tego, jak wywiązują się oni z obowiązków rodzicielskich, jest chronione przez konstytucję.

Wróćmy do Ayalów, do ich instynktu rodzicielskiego i do wysiłków, jakie czynili, by uratować życie swojemu starszemu dziecku. Dlaczego mieliby nie darzyć młodszej córki przynajmniej taką samą miłością, jaką darzyli starszą?

Większość rodziców zrobi wszystko, aby ratować życie dzieci. Przypadki, w których para decyduje się mieć drugie dziecko, aby ratować życie starszego, są stosunkowo rzadkie, ale jak wynika z nieoficjalnych danych szacunkowych ośrodków przeszczepiania narządów, w samych tylko Stanach Zjednoczonych można ich naliczyć setki. Zwykle otacza je tajemnica. W większości takich przypadków prawdopodobieństwo, że drugie dziecko będzie odpowiednim dawcą, wynosi tylko 25%. Zapytajmy, co zrobiliby ci wszyscy rodzice, gdyby zaproponowano im klonowanie (ze stuprocentowym prawdopodobieństwem zgodności)? A jak my sami postąpilibyśmy w podobnej sytuacji?

Wiele osób przyzna, że ratowanie życia dziecku stanowi wystarczające, a może nawet decydujące, etyczne uzasadnienie dla stosunkowo niewielkiej liczby zabiegów klonowania. A czy istnieją jeszcze jakieś inne sytuacje, w których klonowanie mogłoby być etycznie uzasadnione?

Wyobraźmy sobie taką sytuację. Młoda kobieta, matka dwojga niemowląt bliźniaków, chłopca i dziewczynki, musi poddać się chemioterapii z powodu nowotworu. Leczenie zakończyło się pomyślnie, ale kobieta stała się całkowicie niepłodna. Przed rozpoczęciem leczenia lekarze wspomnieli, że istnieje możliwość wypreparowania oocytów z jajników i zamrożenia ich, na wypadek gdyby w przyszłości małżeństwo chciało mieć więcej dzieci. Pacjentka nie skorzystała z tej możliwości, bo nigdy nie chciała mieć więcej niż dwoje dzieci. Tymczasem zdarzyło się nieszczęście: pijany kierowca wjechał na chodnik i uderzył w wózek z bliźniętami. Dzieci w ciężkim stanie odwieziono do szpitala, gdzie wkrótce zmarły.

Ból rodziców jest nie do opisania. Nie tylko stracili dzieci, ale mają świadomość, że nigdy nie będą już mieć biologicznego potomstwa. W dwa lata po tragedii, kiedy zaczęli już powoli przyzwyczajać się do straty, zgłasza się do nich młody lekarz, który pracował w zespole operacyjnym usiłującym ratować życie ich dzieci. Widząc, że wysiłki lekarzy są bezowocne, pobrał bez wiedzy rodziców próbki tkanek obojga dzieci i zamroził je w sposób, który umożliwił późniejsze ich rozmrożenie z zachowaniem funkcji życiowych. Lekarz wyjaśnia, że komórki te mogą zostać użyte do klonowania, dzięki któremu odzyskaliby swoje własne, biologiczne dzieci. Oczywiście nie będą to te same dzieci, ale będą wyglądać, a do pewnego stopnia także zachowywać się tak samo jak sześciomiesięczne niemowlęta, które stracili.

Rodzice początkowo nie wiedzą, co robić, ale po konsultacji ze specjalistą genetykiem i po szczerej rozmowie z duchownym, długoletnim przyjacielem rodziny, decydują się na zabieg.

Komórki rozmrożono i wykorzystano do wytworzenia zarodków. Dwa zarodki - po jednym powstałym z komórki każdego z nieżyjących bliźniąt - zostają następnie implantowane w macicy kobiety. Tylko jeden zarodek rozwija się i po dziewięciu miesiącach rodzi się dziewczynka. Trzy lata później małżeństwo decyduje się na drugie dziecko. Po trwających cały rok próbach implantacji zarodka zawierającego jądro komórkowe drugiego nieżyjącego bliźniaka rodzi się zdrowy chłopak. Nikt ze znajomych nie wie, że te dzieci to klony nieżyjących bliźniąt. Dzieci rosną i wychowują się w szczęśliwej rodzinie, otoczone miłością i troską rodziców. Gdy osiągną odpowiedni wiek, rodzice wytłumaczą im, w jaki sposób przyszły na świat.

Trudno sobie wyobrazić, aby zastosowanie techniki klonowania w powyższej sytuacji było z jakichkolwiek względów godne potępienia. Wprost przeciwnie, ponieważ konstytucja gwarantuje każdemu prawo do rozmnażania się, nieetyczna byłaby odmowa przeprowadzenia klonowania w tym niecodziennym przypadku.

Rozpatrzmy jeszcze inną sytuację, może nie tak dramatyczną jak poprzednia: małżeństwo pragnie mieć drugie dziecko, ale ponieważ stało się niepłodne po urodzeniu pierwszego, chce skorzystać z metody klonowania. To drugie dziecko będzie oczywiście identycznym bliźniakiem pierwszego. Czy z punktu widzenia pierwszego dziecka, którego nikt nie zapytał o zdanie, taki zabieg jest dopuszczalny? Wydaje mi się, że najzupełniej tak. Rodzice po prostu stwarzają drugie dziecko, używając do tego materiału genetycznego, który pochodzi od nich samych. Nikt nie pyta identycznych bliźniąt, trojaczków i czworaczków, czy wyrażają zgodę na przyjście na świat swojego rodzeństwa.

A gdy młodsze dziecko dowie się, że jego starszy brat dzieli z nim identyczny materiał genetyczny - czy nie spowoduje to u niego jakiegoś kryzysu emocjonalnego? Może będzie, na przykład, żałować, że w ogóle przyszło na świat? Wydaje się to bardzo mało prawdo-podobne. Dzieci, które przyszły na świat w wyniku zapłodnienia in vitro, nie mają żadnych emocjonalnych czy psychicznych problemów z tym związanych. W przyszłości, gdy klonowanie stanie się jedną ze standardowych metod reprogenetycznych, zostanie ono zaakceptowane tak, jak dziś akceptowane jest zapłodnienie in vitro.

Może się zdarzyć, że rodzice lub rodzeństwo będą uważali klonowane dziecko za niepełnowartościowe, choć jest mało prawdo-podobne, aby sam fakt klonowania mógł być powodem dyskryminacji lub złego traktowania dziecka.

Jeżeli uważamy, że klonowanie jest dopuszczalne w przypadku bezdzietnych, bezpłodnych par lub rodziców, którzy już mają jedno dziecko, to czy rodzice z dwójką, trójką lub czworgiem dzieci mogą również korzystać z tej metody? A jak wygląda sprawa z rodzicami, którzy pragną otrzymać ze swego jednego dziecka wielokrotne klony - dwojaczki, trojaczki czy czworaczki? Albo z płodnymi rodzicami, którzy chcieliby jednak, by ich drugie dziecko było klonem pierwszego? Jeżeli uważamy, że gdzieś należy wytyczyć granicę, to kto i gdzie ma ją wyznaczyć? A jeżeli sądzimy, że należy wyznaczyć górną granicę klonowania, to czy nie należałoby wyznaczyć podobnej granicy dla liczby dzieci spłodzonych sposobem konwencjonalnym? Może powinno się na przykład zabraniać porodów wielodzietnych i zmuszać kobiety noszące bliźnięta jednojajowe do usuwania jednego płodu, aby drugi z bliźniaków nie doznał szoku, dowiedziawszy się, że nie jest genetycznie niepowtarzalny?

[1]  [2]  [3]  [4]  [5]  [6] 
[  góra strony  ]

Wiw.pl  |  Na bieżąco  |  Informacje  |  Co nowego  |  Matematyka i przyroda  |  Astronomia  |  Biologia  |  Fizyka  |  Matematyka  |  Modelowanie rzeczywistości  |  Humanistyka  |  Filozofia  |  Historia  |  Kultura antyczna  |  Literatura  |  Sztuka  |  Czytaj  |  Biblioteka  |  Delta  |  Wielcy i więksi  |  Przydatne  |  Słowniki  |  Co i gdzie studiować  |  Wszechświat w obrazkach